Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 15 marca 2026 07:16
Reklama

Ostatnia choinka, czyli opowieść wigilijna Norberta Wacławczyka

Śnieg padał jak nigdy w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Duże płatki spływały powoli, jakby miały zatrzymać się na chwilę, by później wolno opaść na ziemię. W ten cichy wigilijny wieczór, wąską uliczką strzeleckiej starówki szedł wolno starszy pan. Nazywał się Szymon Sułko.
Ostatnia choinka, czyli opowieść wigilijna Norberta Wacławczyka

Autor: Pixabay

Ostatnia choinka

W ostatnim czasie życie go nie rozpieszczało. Od kilku miesięcy był bez pracy. Został zwolniony ze względu na częstą nieobecność w pracy, spowodowaną chroniczną chorobą. Ubrany był w cienki ciemny płaszcz. Kołnierz postawiony wysoko zasłaniał chudą, bladą, nieogoloną twarz. Jego sylwetka przesuwała się prawie bezszelestnie po śniegowym dywanie. Słyszał jedynie, jak każdy jego krok powodował skrzypienie śniegu pod podeszwami. Patrzył spod opuszczonej głowy na mijane okna kamienic, z których na przemian dolatywały nuty wigilijnych melodii z wesołymi rozmowami dzieci, które z niecierpliwością wypatrywały pierwszej gwiazdki na niebie.

Myślami były przy swojej chorej córce, która również czekała na obiecane świąteczne drzewko. Łzy cisnęły mu się do oczu na samą myśl o rozczarowaniu ze strony Honoraty, jakiego dozna, kiedy powróci do domu. Ostatnie pieniądze, jakie pragnął przeznaczyć na choinkę i prezent dla dziecka, zostały mu skradzione. Szedł tak zamyślony, kiedy nagle stanął przed punktem sprzedaży wigilijnych drzewek. Sprzedawca właśnie zabierał się do zamykania stoiska, gdyż pozostało mu jedynie małe, krzywe, z rzadkimi gałązkami, niepozorne zielone drzewko. Nigdy wcześniej nie widział tego człowieka w mieście.

– Pewnie jest z jednej z okolicznych wsi – pomyślał, spoglądając na samotnie stojące drzewko. Chwilę patrzył na nie, przyrównując je do siebie i swojej sytuacji.

– Wesołych Świont – zagadnął go nieznajomy ze śląskim akcentem. – A drzewko już mołcie panoczku?.

Dopiero teraz ocknął się i spojrzał na nieznajomego. Był to starszy pan z siwą, prawie białą brodą, w czerwonej czapce z białym pomponikiem na głowie. Szeroki, jasny, barani kożuch powodował, że cała sylwetka wyglądała jak z ilustracji do opowieści wigilijnych dla dzieci. Jego twarz, z szerokim uśmiechem, wzbudzała od pierwszego spojrzenia miłe odczucie. Para niebieskich oczu spoglądająca na niego spod okrągłych okularów obudziła w nim przyjemne skojarzenia biegnące w przeszłość - do własnego dzieciństwa.

– Wejście panołczku tyn łostatnie stromik, dom wom za pu cyny.

Dopiero teraz zrozumiał sens słów, jakie do niego dotarły.

– No wie pan, chętnie kupiłbym to drzewko, bo jakoś tak wyszło, że jeszcze nie zrobiłem tego sprawunku – odpowiedział. – Jednak skradziono mi przeznaczone na ten cel pieniądze.

Nastała krótka cisza. Przerwał ją serdeczny śmiech sprzedawcy, który przypominał mu śmiech dziadka Alberta. To na krótką chwilę sprawiło, że jakieś ciepło zagościło w jego sercu.

– Jako, że dzisiej je wigilijoł, dejcie co mołcie, choćby jedyn grosik – powiedział z serdecznym uśmiechem sprzedawca.

Mimowolnie sięgnął do kieszeni płaszcza. Był tam kupon totolotka, jaki zakupił przed godziną za 5 złotych, gdy nagle poczuł zimnymi palcami, mała monetę. Wyjął ją z kieszeni, wielce zaskoczony tym odkryciem. Obejrzał ją pobieżnie, nie zwracając uwagi na nominał. Była to mała, żółta moneta, przypominająca mosiężne 5 groszy, która mieniła się złotymi odblaskami w świetle okolicznych latarni.

Zastanawiał się, skąd wzięła się w jego kieszeni. Wtedy przypomniał sobie, jak kupował na targu ten używany płaszcz od pewnej starszej kobiety. Sprzedała mu go za 40 złotych. Dał jej banknot 50-złotowy. Kobiecina nie miała wydać drobnych, więc postanowił, że może resztę zatrzymać. Pamiętał dokładnie, jak z wielką wdzięcznością za ten gest dziękowała mu serdecznie, składając mu życzenia świąteczne. Jej słowa utkwiły mu głęboko w pamięci.

– Dziynkujam wom panołczku. Życzam wom szczynśćioł i zdrowioł no i wygranyj w totka. Zagrejcie dzisiej, to wom się pewnikym poszczyńści.

Popatrzył krótko na monetę, Pokazał ją mężczyźnie na wyciągniętej ręce, z lekkim wymuszonym uśmiechem

– Tylko tyle mi zostało.

Powiedział tak, jakby chciał usprawiedliwić się, że tak niewiele może zaoferować.

Starszy pan spojrzał spod okularów z daleka i uśmiechając się odpowiedział.

– Jako żech łobiecoł, to tak byndzie, dejcie tego grosika i biercie choinecza do dom.

Podał mu monetę, kładąc ją na jego wyciągniętej ręce. W tym momencie poczuł jakieś ciepło, które emanowało z jego dłoni. Nie mógł stwierdzić, czy to ze względu na to, że jego palce były zmarznięte, czy też od sprzedawcy biło takim przyjemnym ciepłem.

Nieznajomy podniósł monetę ku górze, pod światło, przyglądając jej się uważnie. Cały czas uśmiechał się tajemniczo. Nagle wyciągnął rękę w kierunku swojego rozmówcy z tymi słowami.

– Wjycie panołczku, dzisiej je wigilioł, joł chcam zrobić tyż cojś dobrego. Kuknicie na tyn pjynionżek. Łon je ze złota, ni mogam tego wziońć. Biercie go nazołt. Przedejcie go abo zostołwcie se na pamiontka.

Szymon wziął z powrotem podaną monetę, tym razem przyglądając się jej uważniej. Chcąc dokładnie sprawdzić słowa nieznajomego sprzedawcy, obrócił się pod światło latarni obracając monetę we wszystkie strony. Trwało to małą chwilkę. Odwrócił się ponownie do swojego rozmówcy, by mu podziękować, ale jego już nie było. Przy słupie ogłoszeniowym, gdzie znajdowało się stoisko, pozostała jedynie mała choinka. Rozejrzał się wokoło, nikogo nie mógł jednak zauważyć. Wydawało mu się, że to sen. Jednakże samotnie stojąca obok choinka przeczyła tym myślom. Nie pozostało mu nic innego, jak zabrać drzewko i wracać do domu.

Mieszkał w małym mieszkanku, tuż obok miejskiego ratusza. Od kilku lat żył jako wdowiec z siedmioletnią córka. Gdyby nie pomoc sąsiadów, już dawno odebrano by mu dziecko. Szedł z choinką pod pachą, myśląc o strojeniu drzewka i przygotowaniach wigilijnej wieczerzy. Jakie było jego zdziwienie, kiedy pod drzwiami do mieszkania zobaczył wielką żółtą paczkę, zawiązaną niebieską wstążką.

– To dopiero niespodzianka – pomyślał podnosząc ją spod drzwi.

W tym samym momencie drzwi otworzyły się, a w progu stanęła jego matka z Honoratką na rękach. Przez głowę przeleciało mu tysiące myśli. W jego oczach pojawiły się łzy szczęścia. Bez słowa objął w ramiona ich oboje, wchodząc do mieszkania. To była najszczęśliwsza wigilia w jego życiu.

Ale o tym dowiedział się tydzień później, kiedy sprawdził liczby na kuponie totolotka. Był milionerem. Tak oto dziwne spotkanie w wigilijny wieczór sprawiło, że los uśmiechnął się również do niego.

Karolowi Mutzowi

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Podziel się
Oceń

Komentarze

ReklamaHeimat
Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
ReklamaHospicjum2022
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 7°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1008 hPa
Wiatr: 11 km/h

Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: JanTreść komentarza: Pani Patrycjo Leszczyk-Gołąbek na zdjęciu to akcja w kolonowskim w dzielnicy Fosowskie.Data dodania komentarza: 11.03.2026, 07:30Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Dziesięć lat wyczekiwania chyba się spełnią.Data dodania komentarza: 10.03.2026, 06:41Źródło komentarza: Ulica Arki Bożka wreszcie z chodnikiem. Będzie jasno, równo i bezpiecznie J Autor komentarza: Jarząbek WacławawTreść komentarza: A może należałoby poprosić o stanowisko głównego udziałowca spółki? Zastanawiające jest jego milczenie...Data dodania komentarza: 5.03.2026, 16:40Źródło komentarza: Karuzela kadrowa w SWiK trwa. "To nie idzie w dobrym kierunku" G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: W Zawadzkiem nie ma ulicy Jemielnickiej. Przynajmniej jeszcze o takowej nie szłyszałem. Obok byłego budowlańca oprócz DK 901, czyli ul. Opolskiej mamy jeszcze ulicę Szpitalną (droga osiedlowa) oraz ulicę Lubliniecką. To pewnie o tą ostatnią się tutaj rozchodzi?Data dodania komentarza: 24.02.2026, 15:22Źródło komentarza: Doświetlą przejścia dla pieszych w Zawadzkiem i Szczepanku. Będzie bezpieczniej J Autor komentarza: WacławTreść komentarza: "Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska." Tym stwierdzeniem się przebierańcu ujawniłeś. Kto dał ci prawo relatywizowania krzywd? Nie wstyd ci tzw. ślunzoku? Ponadto cofnij się edukacyjnie do początków szkoły podstawowej z lat słusznie minionych jeżeli chodzi o znajomość historii i nadal gloryfikuj Armię Czerwoną.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 18:21Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim D Autor komentarza: ślunzokTreść komentarza: Co do "Tragedii Górnośląskiej".... Jestem ślązakiem, ale uważam, ze nie ma co tak bardzo płakać nad tamtymi wydarzeniami. Dlaczego ? Bo co robiły oddziały niemieckie w Babim Jarze ? , czy gdziekolwiek na terenach wschodnich ? To Niemcy wrzucali noworodki do płonących stodół, to NIemcy strzelali do ludności cywilnej klęczącej nad dołami. Armia Czerwona mściła się , jak każdy z nas w okresie wojny, gdyby mógł się mścił ! Kobiety płaczą, że były gwałcone , a kiedy stawiały opór były zabijane ? Straszne ! Co mogłyby powiedzieć dzieci wrzucane do ognia na wschodzie ? One nie miały wyboru.... Dla mnie " tragedia górnośląska" to małostka w porównaniu z tym, co NIemcy robili na wschodzie. Nie wiem, czy ich potępiać, czy nie. To była wojna i ich agresja była odpowiedzią na swój ból. Ślązaków i tak potraktowano łagodnie. Mogli ruscy całe wsieod razu palić. Nikt z Niemców nie wiedział co się działo na wschodzie ? Sobibór, Bełżec, Trblinka ? Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 21:52Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim
Reklama