Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 28 stycznia 2026 21:34
Reklama
Reklama

18-latek z Piotrówki publikuje unikatowe przedwojenne historie

Kacper Frey w archiwach Śląskiej Biblioteki Cyfrowej odnalazł setki artykułów sprzed 100 lat o swojej wsi. Składa z nich książkę-mozaikę.
18-latek z Piotrówki publikuje unikatowe przedwojenne historie
Kacper Frey

Jestem poszukiwaczem zaginionych historii

Z Kacprem Freyem, 18-letnim autorem przygotowywanej do druku książki stworzonej na podstawie przedwojennych zbiorów prasowych Śląskiej Biblioteki Cyfrowej, rozmawia Beata Szczerbaniewicz.

Masz 18 lat, jeszcze chodzisz do szkoły - a konkretnie Liceum Ogólnokształcącego w Strzelcach Opolskich - i już za kilka miesięcy w druku ukaże się Twoja książka "Piotrówka i Wierchlesie w przedwojennej prasie Górnego Śląska". Jak do tego doszło? To raczej nietypowa działalność i zainteresowanie w tak młodym wieku.

- Trochę nietypowa, to fakt, wiele osób się dziwi, ale od zawsze interesowało mnie wszystko, co miało związek z historią: zbieranie starych książek, widokówek, przedmiotów, poszukiwanie informacji, a zwłaszcza tych związanych z moją rodzinną miejscowością - Piotrówką. Już w czwartej klasie podstawówki zacząłem szukać ich w internecie, a przełomem okazało się dla mnie odkrycie zbiorów Śląskiej Biblioteki Cyfrowej, którego dokonałem dwa lata temu. Przekopywałem je w poszukiwaniu wiadomości o mojej wsi, a co znalazłem, to gromadziłem. Początkowo nawet przepisywałem te informacje na mojej zabytkowej maszynie do pisania z 1937 roku, ta forma zapisu mi jakoś bardziej pasowała do historycznych treści. Z czasem tych zapisków zrobiło się jednak tak dużo, że stwierdziłem, iż nie ucieknę przed komputerem. Wpadłem na pomysł, by zrobić z tego książkę. Piotrówka i Wierchlesie są historycznie powiązane ze względu na wiele wspólnych wydarzeń, choćby różnych konfliktów, ale nie tylko. Ostatecznie w książce przewijać będą się wszystkie miejscowości z terenu przedwojennego powiatu strzeleckiego, bo zamieszczam tam też artykuły o rozporządzeniach dawnego starostwa, wyniki wyborcze albo chociażby informację, gdzie wymienione jest, jakie chóry tutaj dawniej działały. To są często długie wyliczanki, a przypomnę, że dawny powiat strzelecki był znacznie większy, bo obejmował też wioski gminy Gogolin aż po Odrowąż i nawet Otmęt spod Krapkowic.

Trudno było pomysł książki wcielić w życie?

- Jeszcze jestem w trakcie jego realizacji, książka jest gotowa w około 70 procentach, kończę ostatnie prace i oddałem już większość rozdziałów do korekty i recenzji. Nie mam jeszcze dogranych niektórych rzeczy, ale to kwestia kilku miesięcy i książka będzie wydana.

A fundusze? Ile stron będzie liczyć książka i jaki to jest koszt? Kto go poniesie?

- Nie wiem jeszcze, ile dokładnie wyjdzie stron, może około pół tysiąca, bo moje zapisy w Wordzie trzeba przełożyć na format książkowy. Planuję wydać może około 300-400 egzemplarzy na początek, dokładnego kosztu jeszcze też nie znam, ale to będzie kilkanaście tysięcy złotych. Trochę funduszy nazbierałem, mam też deklarację od paru sponsorów, że mnie wesprą. Liczę, że gdy książka się już ukaże, to będą chętni, by ją kupić. Będzie tam można znaleźć informacje, których nie ma w książce o historii Piotrówki z 2012 roku ani w innych publikacjach. Niektóre są bardzo ciekawe.

Na przykład?

- Na przykład o pożarach, morderstwach, bójkach, wypadkach, procesach sądowych. Mnie zainteresowała bardzo informacja o tym, ile w roku 1930 trwały ferie jesienne dla uczniów - tak zwane Kartoffelnferien w poszczególnych wioskach, gdy dzieci musiały pomagać rodzicom na polu. To taka ciekawostka, bo przykładowo na Górze Świętej Anny to było tylko 9 dni, w Leśnicy - 22, w Błotnicy - 26, a w Choruli - aż 32!

Z jakiego okresu są te informacje znalezione w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej i ile ich w sumie jest?

- To artykuły od roku 1835 do 1939. Zgromadziłem ich około 470 w sumie z 35 różnych tytułów prasowych ukazujących się w języku polskim i niemieckim. Najwięcej z "Lublinitzer Kreisblatt”, "Gross Strehlitzer Kreisblatt" polskiego "Katolika” i "Nowin Codziennych”, które od 1901 roku ukazywały się w Opolu. Nie dotarłem do wszystkich gazet z tego okresu, wielu nie znalazłem. Takie poszukiwania są utrudnione w przypadku na przykład źle odbitej czcionki w gazecie albo gdy przekręcona jest nazwa miejscowości, której szukam. W takich przypadkach program wyszukujący informacje na stronie SBC nie radzi sobie, literę "P” odczytuje jako "R” lub "B” ,kropkę i przecinek - jako "Y". Część artykułów znalazłem, wpisując do wyszukiwarki "Petersgratz”, a część gdy pisałem "Betersgratz”. Ale posiłkowałem się też dodatkowo artykułami z prasy drukowanej, jaką udało mi się zakupić na różnych pchlich targach. To moja kolejna pasja: jeżdżę i wyszukuję takie gazety, niestety papier nie jest trwały. One często już dosłownie się rozsypują, dotykam ich tylko w rękawiczkach ze względu na ryzyko zanieczyszczenia bakteriami, wirusami, grzybami. Są jak skarby ocalone z dawnej przeszłości.

Dużo ich masz?

- Przedwojennych na razie dopiero kilkanaście, ale zbieram od niedawna. W tym sześć - z terenu Śląska, bo kilka gazet jest warszawskich. Dużo więcej mam takich z okresu PRL. To też jest ciekawa kolekcja.

Jak wyglądała Twoja praca jako autora książki? Mówiłeś, że w pierwszym etapie to były poszukiwania. Jakie były kolejne?

- Mówiąc o autorach, trzeba podkreślić, że będzie ich w książce bardzo wielu, każdy pojedynczy artykuł ma jakiegoś autora, często bezimiennego, bo w przedwojennych gazetach większość artykułów nie ma podpisów albo są tylko inicjały, np. zastanawia mnie inicjał "AH" - czy odnosi się do wydawcy gazety "Oberschlesien im Bild", który nazywał się Alfons Hajduk, czy do jakiegoś redaktora, który to pisał i miał taki sam inicjał? Wiem, że przykładowo "Katolik” czy "Nowiny Codzienne” miały rozbudowane redakcje. Tworząc książkę, byłem poszukiwaczem i archiwistą: artykuły są przedrukowane niemal w skali jeden do jednego. W przypadku tekstów niemieckich z pomocą sztucznej inteligencji robiłem tłumaczenie, które pokazywałem potem jeszcze germaniście, dodawałem też pod artykułami wyjaśnienia, na przykład gdy w tekście było, że pożar wybuchł "w ubiegłą sobotę”, to sprawdzałem, kiedy to było, i określałem datę, czasem trzeba było wytłumaczyć jakieś niezrozumiałe słowo lub nazwę własną, na przykład pojawiło się określenie "portoryum”, co, jak wyjaśniłem, było kalką z języka niemieckiego "wolne od opłat pocztowych”. W innym artykule napisane było, że coś działo się w "kresie”, a ja rozszyfrowałem, że miało to oznaczać "powiat”, tylko autor tak przetłumaczył z niemieckiego "Kreis”. Aby uniknąć nieporozumień, nazwy miejscowości podawałem według obecnego nazewnictwa.

Jakie z opisanych zdarzeń z artykułów w znalezionych gazetach jest Twoim zdaniem najciekawsze?

- Jest ich wiele, trudny wybór. Może artykuł z 1925 roku o pobiciu wdowy, która nazywała się Maria Patolla z Piotrówki i była matką trójki dzieci, przez niemieckiego żandarma, w sprawie którego interweniował potem poseł na sejm pruski Republiki Weimarskiej ksiądz Czesław Klimas z Tarnowa Opolskiego. Otóż ta wdowa nie chciała żandarmowi wydać kluczy do pustego wycugu po teściowej, a żandarm chciał go przydzielić do zamieszkania niemieckiej rodzinie. Żandarm się bardzo uniósł, wdowę poturbował i zwyzywał od "przeklętych Polaków”, a poseł ksiądz Klimas doprowadził potem do wszczęcie przeciwko niemu postępowania dyscyplinarnego i karnego przeniesienia. Ciekawe są różne artykuły o bójkach i konfliktach, ale trudno mi wskazać, który najbardziej. Generalnie Piotrówka założona została w 1832 roku przez czeskiego pastora Petra Shikorę jako kolonia dla Czechów, potem zaczęli się tu sprowadzać Niemcy, Ślązaków było mało. Stosunki z sąsiednimi wioskami były napięte. Co rusz dochodziło do jakichś spięć na tle narodowościowym, no i są takie artykuły, że na przykład wpadli chłopcy z Piotrówki do Wierchlesia i wywołali bójkę. Ciekawe są też ogłoszenia i reklamy ze starych gazet. Można się z nich dużo dowiedzieć, o tym jak kiedyś ludzie żyli na tych terenach.

Na początku książki dodałeś historię Piotrówki i Wierchlesia, i historię rodzin, z których wywodzą się Twoi przodkowie.

- Historia Piotrówki jest niezwykle ciekawa i burzliwa, więc opowiedziałem ją jako wprowadzenie. Mieszkańcy długo postrzegani byli jako "auslendry”, czyli obcy, ta obcość dotyczyła narodowości i religii, zresztą po wojnie sytuacja się powtórzyła, bo przybyli tu przesiedleńcy ze Wschodu. W dwudziestoleciu międzywojennym wieś była przyczółkiem hitlerowskim skonfliktowanym z propolskimi miejscowościami i zakończyło się to tragicznie dla niepolskojęzycznych mieszkańców w 1945 roku, za sprawą ówczesnego sołtysa. On wskazywał, kogo wysiedlić i spotkało to większość mieszkańców, których przymusowo wywieziono do Czechosłowacji, NRD czy RFN. 

Faktycznie, historia Piotrówki i jej mieszkańców mogłaby być wykorzystana jako scenariusz do ciekawego filmu. Historia Twoich przodków, którą dokładnie opisujesz też.

- Zależało mi na ustaleniu historii mojej rodziny i to mi się dość dobrze udało w przypadku przodków ze strony ojca, bo oni byli stąd, a przodkowie mamy przybyli z dalekich stron, więc daleko się nie dokopałem. Opisałem genealogię trzech rodzin: Notzonów, Mischów i Freyów, czasem aż do piątego pokolenia wstecz i dalej. Moi prapradziadowie i pradziadowie pojawiają się też w różnych artykułach w książce przy okazji różnych wydarzeń. W jednej z gazet znalazłem mojego przodka Franza Freya, którego zdjęcie z 1935 roku zamieszczam w książce. To jest zdjęcie, na którym jest on razem z doktorem Klauzą, ówczesnym starostą strzeleckim, Franz Frey miał wtedy 90. urodziny, a starosta przyjechał z powinszowaniami do niego. Znalazłem informację, że w 1870 roku Franz Frey walczył w wojnie francusko - pruskiej Z niektórymi innymi przodkami wiążą się też bardzo ciekawe historie. Przodkiem Franza Freya był młynarz Georgius Gibel, który w 1695 roku na uczcie zorganizowanej przez opata jemielnickiego Malachiasa Bagnoli zabił zakrystiana Paula Pykę i uciekł na Górę Świętej Anny, gdzie się potem ukrywał i mógł wrócić dopiero po interwencji cesarza, a za karę musiał czyścić rowy i oddawać dziesięcinę snopkową. Syn Franza Freya - Simon Frey urodzony w 1870 roku zmarł tragicznie, wpadając do pieca hutniczego w hucie Pokój.  Inny mój daleki krewny Roman Misch został misjonarzem i w 1974 roku wyjechał do Afryki. A mój pradziadek - Johann Notzon był murarzem i mieszkał w Orzegowie - dziś to jest dzielnica Rudy Śląskiej - ale zrobił w Piotrówce podmurówkę pod pierwszą remizę strażacką, jaką wybudowano w 1929 roku. Mógłbym tak długo opowiadać. Dla mnie bardzo ciekawa była też na przykład informacja, że w 1919 roku w domu, w którym teraz mieszkam, wujek mojej babci sprzedawał motory.

Powiedziałeś o sobie, że jesteś poszukiwaczem, a pomyślałeś kiedyś, że jesteś trochę jak taki współczesny Indiana Jones: poszukiwacz skarbów z przeszłości? Indiana Jones odnalazł Świętego Graala i Arkę Przymierza, więc skala jest trochę inna, ale to była fikcja, a Ty znajdujesz realne rzeczy.

- Jak przeszukuję bibliotekę cyfrową, to nie czuję tego w ten sposób, ale gdy idę na wyprawę poszukiwawczą do starego domu, który mają wyburzyć, to wtedy jak najbardziej. Są emocje poszukiwań, bo jak mówiłem, moją pasją jest zbieranie wszelkich przedmiotów z przedwojennej przeszłości. Mam takie swoje małe muzeum na strychu, gdzie zgromadziłem między innymi cztery maszyny do szycia, z dziesięć odbiorników radiowych, pianino z 1896 roku, harmonię, w przypadku której nie umiem określić jej wieku, najstarsza z książek to podręcznik naukowy z 1830 roku. No i jak mam informację, że jest taki stary dom, który mogę przeszukać, to jest to dla mnie wielka przygoda: mogę nie znaleźć nic, ale mogę trafić na skarb. A ja cały czas szukam. Na przykład kiedyś na drodze, którą wysypano żużlem, udało mi się znaleźć przedwojenne ceramiczne korki z butelek po napojach z napisem browaru Zabrze i browaru Bolesławiec. Ciekawe rzeczy można znaleźć też czasem, gdy jest zbiórka odpadów wielkogabarytowych, ludzie wystawiają przed domy "śmieci”, a ja tak znalazłem przedwojenne klepadło do kosy. Mam dopiero 18 lat, więc myślę, że największe przygody i znaleziska dopiero przede mną!

No właśnie: za parę miesięcy matura, a co potem, studia historyczne?

- Taki jest plan. Chciałbym uczyć w przeszłości historii i móc przekazywać moją pasję dalej.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

J
Jerzy S. 23.11.2025 14:52
Kacper! Szczerze gratuluję pasji i zaangażowania w historycznych poszukiwaniach. Kontynuuj i rozwijaj zainteresowania związane z przeszłością swojej małej ojczyzny i pamiętaj: per aspera ad astra... Jerzy S.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 1°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 999 hPa
Wiatr: 15 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama