Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 20 września 2026 13:26
ReklamaFilplast

Nazywam się Henryk Zając i od 42 lat naprawiam pralki...

Zanim polski hydraulik zrobił furorę na Zachodzie, Henryk Zając ze Strzelec Opolskich już 27 lat temu pokazał, że polski fachowiec potrafi, a telewizyjna reklama z jego udziałem stała się w Polsce kultowa.
Nazywam się Henryk Zając i od 42 lat naprawiam pralki...
Henryk Zając dziś w swoim strzeleckim warsztacie...

Nazywam się Henryk Zając i od 42 lat naprawiam pralki...

Kiedy po raz pierwszy wyemitowano reklamę, w której pan Henryk, fachowiec od pralek, reklamował calgon, w Strzelcach Opolskich nastąpiła konsternacja.

– Znany nam Heniek Zając trafił do telewizji – wspomina jeden z mieszkańców miasta. - Czasy były wtedy dziwne, więc ludzie uznali, że Heniek wyrobił sobie gdzieś mocne chody. Albo dorobił się i wykupił sobie reklamę.

To był początek zmian gospodarczych w Polsce, rynek dopiero się rozkręcał. Początkujące jednoosobowe firmy, takie jak pana Henryka chętnie korzystały ze szkoleń. Na jednym z nich, w Szklarskiej Porębie, ktoś niezobowiązująco poprosił o jego wizytówkę. Po wielu miesiącach zadzwonił, ale pan Henryk z tego niewiele znaczącego dla siebie telefonu nie robił wydarzenia. Potem już się wszystko potoczyło i nawet nie wiedział, że bierze udział w castingu.

- Byliśmy umówieni na różne godziny, więc nie wiedziałem, że takich jak ja jest zdecydowanie więcej – wspomina pan Henryk. – Kazali mi przeczytać tekst do kamery, a na drugim spotkaniu już mi powiedziano, że będę reklamował calgon.

W reklamie słychać zdecydowany głos „Nazywam się Henryk Zając, od 15 lat naprawiam pralki...” oraz widać takie same pewne ruchy, bo też tak pewnie pan Henryk trzyma się w życiu.

Reklama powstawała w Wytwórni Filmów Fabularnych i Dokumentalnych przy ulicy Huculskiej w Warszawie. A do sprawy fachowiec ze Strzelec Opolskich podszedł konkretnie.

- Przede mną w studio była Danuta Rinn, reklamowała Perwoll z lanoliną „Drogie panie... - przypomina sobie tekst reklamy. – Wiem, że ona dostawała za to 120 tysięcy złotych, ale to znana artystka, więc nic nie traciła.

On uznał, że wchodząc w to straci swój święty spokój.

- Postawiłem sprawę jasno, że po reklamie przestanę być nieznanym facetem ze Strzelec, bo każdy zauważy „Ooo, to Calgon” – mówi dalej. - Szybko przeszedłem do konkretów i za reklamę kupiłem mercedesa – śmieje się pan Henryk.

A był to czas, kiedy na polskich drogach pojawiły się, głównie mocno zużyte zachodnie marki samochodów. A najbardziej pożądaną marką w kraju byłego bloku wschodniego był właśnie mercedes.

Z państwowego na „prywatkę”

Kiedy po raz pierwszy wyemitowano w telewizji reklamę ze znanym w Strzelcach Opolskich fachowcem, pan Henryk odczuł negatywną stronę sławy.

- Przez jakiś czas nie miałem co robić, bo ludzie myśleli, że to ja zafundowałem sobie tę reklamę – wspomina. - A córka nie chciała chodzić do szkoły, bo dzieci za nią krzyczały „Calgon, calgon...”.

Potem reklama się opatrzyła, ludzie przyzwyczaili się, przestało to robić jakiekolwiek wrażenie.

- Czasem mnie jeszcze ktoś o to zapyta, wtedy mówię, że to była wyłącznie przygoda - śmieje się pan Henryk. - Przecież tylko tak to można było potraktować.

Zanim w Polsce upadł socjalizm, pan Henryk pracował w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Handlu Wewnętrznego (WPHW) w Opolu.

- W ramach WPHW działał Eldom, gdzie jako mechanik byłem na prowizji, a jak to się po 1989 zaczęło rozpadać, założyłem „prywatkę” – wspomina. - Trochę też porobiłem na Zachodzie. A roboty było tyle samo przedtem, jak i teraz. Kiedy się jest na swoim, to trzeba zasuwać od rana do wieczora. I teraz telefony od klientów odbieram do późnych godzin.

W połowie lat 90. polski rynek zaczął się już nieźle kręcić.

- Choć kolejne rządy dużo mówiły, a mniej robiły – zauważa. – I jakoś przyjęło się, że przedsiębiorcę traktuje się jak nieuczciwego kombinatora.

Z każdym rokiem przybywało pracy, bo pojawiały się nowe urządzenia. W polskich domach przybywało sprzętów.

- Początkowo były tylko pralki, lodówki i zamrażarki – zauważa pan Henryk. - Kiedy był ten boom i powstawały coraz to nowe sklepy, to pojawiły się komory chłodnicze, to było dużo podłączania, uruchamiania.

Początek nowego stulecia to masowe zakładanie klimatyzatorów, które przestały być luksusowym towarem, a stały się jednym z urządzeń w firmach, biurach, instytucjach i w domach.

- Potem przyszła moda na kuchenki mikrofalowe, następnie zmywarki, każdy chciał ją mieć – kontynuuje. – Następnie suszarki i na masową skalę ekspresy do kawy.

Jestem z pokolenia Słodowego

Różnorodność nowego sprzętu powoduje, że człowiek w jego branży całe życie musi się uczyć. W innym razie wypada z rynku.

- A sprzęt jest coraz słabszej jakości – zauważa pan Henryk. - To wygląda tak, jakby kiedyś ludzie główkowali, żeby sprzęt był trwały, a dzisiaj, żeby był coraz słabszej jakości, który szybko trzeba zamienić na nowy.

Pan Henryk nie robi tajemnicy ze swojego wieku, ma 70 lat i nadal się szkoli i rozwija.

– Weszły na przykład te lodówki, te no frost, bez wiedzy człowiek tego by nie ruszył – przyznaje. – Bywa, że tak długo nad czymś siedzę, aż to rozkumam. Kiedyś programatory były mechaniczne, hybrydowe, a teraz jest elektronika. Ale są kursy online, na które wcześniej się jeździło.

Przyznaje, że jest z pokolenia Adama Słodowego, tego „zrób to sam”.

– Kiedy wplączę się w jakąś naprawę, to tak długo dłubię, aż wybrnę z tego – przyznaje.

Takich ludzi jak on jest już coraz mniej.

- Czasem wiem, że chodzi o błahostkę, więc tłumaczę klientowi, co ma zrobić, ale on woli zapłacić, sam tego nie naprawi – dodaje.

A fachowców brakuje, szczególnie latem to odczuwalne, kiedy podczas upałów chłodnie padają, te przemysłowe w sklepach i hurtowniach.

- Są takie rejony Opolszczyzny jak Krapkowice czy Gogolin, gdzie serwisu się nie znajdzie – mówi. – Ja jeżdżę też często do Opola, bo ciągle brakuje punktów napraw.

Sprzęt się zmienia, ale ludzie też

- W przeszłości kawa była na kartki, dla swoich nie starczało, ale gdzie się poszło coś naprawiać, to ludzie częstowali – wspomina. – Taka była w ludziach szczerość i życzliwość.

Dzisiaj relacja ogranicza się tylko do czystej transakcji: ktoś naprawia, a ktoś za to płaci.

- Tak ma być, ale z drugiej strony szkoda tych starych czasów – wzdycha Henryk Zając.

No i dzisiaj klient zna swoje prawa.

– Ale niektórzy potrafią się zagalopować, są roszczeniowi - kontynuuje. - A jakby coś nie wyszło, to zaraz robią wielkie halo. Tego kiedyś nie było, powiedziało się „Panie, poprawimy...” i było po sprawie.

Mówi, że po tylu latach pracy wie dużo o sprzęcie, ale jeszcze więcej o ludziach.

- Potrafią czasem taki numer odkręcić, że człowiek pamięta to do końca życia – śmieje się. - Jak ta kobieta, co mnie zamknęła na cztery godziny w swoim mieszkaniu.

Pan Henryk skończył naprawiać lodówkę, zadowolona klientka zapytała o cenę, a potem zniknąła gdzieś po pieniądze.

- Myślałem, że do sąsiadki poszła, ale czekam godzinę, więc wstaję do wyjścia, a tu drzwi od zewnątrz zamknięte – wspomina. - Czekam drugą godzinę, trzecią, a potem czwartą. Kiedy wróciła z pieniędzmi, to wściekłość już mi przeszła.

Zauważył też, że wśród klientów jest coraz więcej cwaniaczków. Kiedyś pan Henryk przyszedł naprawić sprzęt, ustalił przyczynę awarii, a wtedy klient zapytał, co się zepsuło. Kiedy usłyszał, nagle zrezygnował z usługi.

- Bo uznał, że już wie, więc sam naprawi – wyjaśnia pan Henryk. - Od tego czasu nie mówię, co się zepsuło, zanim nie naprawię sprzętu. Kiedyś czegoś takiego nie było...

O historiach i przygodach „z życia fachowca” mógłby opowiadać bez końca, ale jak zaznacza, nie może wszystkiego mówić.

- Fachowiec przyjdzie i czasem jest jak powiernik najskrytszych rodzinnych tajemnic – tłumaczy. - Dlatego klient ma prawo czuć się pewnie, kiedy wchodzę do jego domu.

Bieg po sprawny mózg

Prawie codziennie około szóstej rano pana Henryka można zobaczyć, jak biegnie przez park w Strzelcach Opolskich.

- Za wyjątkiem środy, kiedy pływam – mówi. – Mając na uwadze to, że człowiek musi się uczyć całe życie, trzeba się ruszać, żeby mózg się dotleniał. Ale czasem mam wrażenie, że ludzie sami zwalniają się z myślenia.

Jak stwierdza, niektórym młodym się wydaje, że przez aplikację w telefonie wszystko się załatwi. Na przykład pewna klientka była przekonana, że przez Wi-Fi to się pralki naprawia.

- Zadzwoniła do serwisu gwarancyjnego i poprosili ją, żeby przyłożyła telefon do drzwiczek, które nie chciały się otworzyć - opowiada. - No i po chwili drzwiczki zrobiły „pstryk”. Chodzi o to, że w niektórych pralkach jest zabezpieczenie i dopiero po dwóch minutach się otwierają, więc w serwisie chcieli to usłyszeć. A ta młoda pani mi wpierała, że przez telefon jej pralkę naprawili...

Tekst ukazał się 4 luego w tygodniku O!Polska.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: jestem ze wsi Treść komentarza: Przecież to od ostatnich wyborów księstwo a nie gmina. Monowładza, ignorowanie zapytań radnych, przekonanie o własnej nieomylności. Do tego zgłoszenia w aplikacji, którą rządzący sami wprowadzili w życie są ignorowane, zostają bez odpowiedzi lub z opryskliwą odpowiedzią z stylu "to nie pilna sprawa". Ludzie tam na górze! My obywatele jesteśmy waszymi pracodawcami. Nie zapominajcie o tym! Data dodania komentarza: 16.09.2026, 10:00 Źródło komentarza: Radiowóz niezgody w Strzelcach Opolskich. Wielka kłótnia o pieniądze J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Panie Redaktorze Gasz zanim opublikuje się artykuł, warto najpierw sprawdzić podstawowe fakty. W Staniszczach Wielkich od około 20 lat nie ma szkoły podstawowej. To nie jest drobny szczegół, ale podstawowa informacja dotycząca miejscowości i jej mieszkańców. Dlatego trudno zrozumieć, skąd w artykule pojawia się informacja sugerująca, że szkoła podstawowa nadal tam funkcjonuje. Czy autor artykułu w ogóle sprawdził, jak wygląda rzeczywista sytuacja w Staniszczach Wielkich? Dziennikarstwo powinno opierać się na faktach, a nie na powielaniu niezweryfikowanych informacji. Proszę o wyjaśnienie tej kwestii i sprostowanie błędnej informacji. Data dodania komentarza: 10.09.2026, 13:04 Źródło komentarza: 728 uczniów rozpoczęło edukację w powiecie strzeleckim J Autor komentarza: Jarząbek Wacław Treść komentarza: Coś mi się wydaje, że to , mimo wszystko, nie jemielnicki rolnik jest głównym sprawcą niedoboru wody w stawach. Główny winowajca nadal pozostaje nieznany. Temat powinien być nagłaśniany a kwestia zanikania wody dogłębnie zbadana. Są przecież od tego stosowne instytucje utrzymywane z naszych podatków. Wędkarzowi, mimo wszystko, gratuluję dociekliwości. Data dodania komentarza: 7.09.2026, 16:41 Źródło komentarza: Odkryto przyczynę wysychania stawu w Jemielnicy. Czy woda wróci? G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Naprawdę śmierdzący problem! Jest to jakaś usterka? Nie ma to wpływu na zdrowie mieszkańców? Autor pisze, że zimą jest lepiej... Jest to wieloletni temat? Dlaczego dopiero teraz władze zajmują się tą absurdalną sytuacją? Data dodania komentarza: 28.08.2026, 08:11 Źródło komentarza: Utrata walczy ze śmierdzącym problemem. "Nie da się otworzyć okna" J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Wielkie brawa dla mundurowych z Zawadzkiego za błyskawiczną reanimację i uratowanie życia tego człowieka! Małe sprostowanie dla autorki artykułu – w Kolonowskiem nie ma już dworca, a jedynie przystanek kolejowy i niszczejące pozostałości po dawnej stacji. Warto dbać o precyzję, nawet jeśli w obliczu takiego dramatu najważniejsze jest to, że pomoc dotarła na czas." Data dodania komentarza: 13.08.2026, 14:41 Źródło komentarza: Leżał nieprzytomny przy dworcu. Policjanci z Zawadzkiego uratowali mu życie J Autor komentarza: Alojz Treść komentarza: Ta łódka to jest im potrzebna jak umarłemu kadzidło. Na Małej Panwi tego nawet nie da sie zwodować. No tak ale to kolejna zabawka G.H. Tak samo jak quad. Kupione, żeby duże dziecko miało zabawkę Data dodania komentarza: 29.07.2026, 07:44 Źródło komentarza: Zabawa połączona z nauką bezpieczeństwa - ta impreza wróciła po latach
Reklama