Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 02:30
Reklama
Reklama

Nazywam się Henryk Zając i od 42 lat naprawiam pralki...

Zanim polski hydraulik zrobił furorę na Zachodzie, Henryk Zając ze Strzelec Opolskich już 27 lat temu pokazał, że polski fachowiec potrafi, a telewizyjna reklama z jego udziałem stała się w Polsce kultowa.
Nazywam się Henryk Zając i od 42 lat naprawiam pralki...
Henryk Zając dziś w swoim strzeleckim warsztacie...

Nazywam się Henryk Zając i od 42 lat naprawiam pralki...

Kiedy po raz pierwszy wyemitowano reklamę, w której pan Henryk, fachowiec od pralek, reklamował calgon, w Strzelcach Opolskich nastąpiła konsternacja.

– Znany nam Heniek Zając trafił do telewizji – wspomina jeden z mieszkańców miasta. - Czasy były wtedy dziwne, więc ludzie uznali, że Heniek wyrobił sobie gdzieś mocne chody. Albo dorobił się i wykupił sobie reklamę.

To był początek zmian gospodarczych w Polsce, rynek dopiero się rozkręcał. Początkujące jednoosobowe firmy, takie jak pana Henryka chętnie korzystały ze szkoleń. Na jednym z nich, w Szklarskiej Porębie, ktoś niezobowiązująco poprosił o jego wizytówkę. Po wielu miesiącach zadzwonił, ale pan Henryk z tego niewiele znaczącego dla siebie telefonu nie robił wydarzenia. Potem już się wszystko potoczyło i nawet nie wiedział, że bierze udział w castingu.

- Byliśmy umówieni na różne godziny, więc nie wiedziałem, że takich jak ja jest zdecydowanie więcej – wspomina pan Henryk. – Kazali mi przeczytać tekst do kamery, a na drugim spotkaniu już mi powiedziano, że będę reklamował calgon.

W reklamie słychać zdecydowany głos „Nazywam się Henryk Zając, od 15 lat naprawiam pralki...” oraz widać takie same pewne ruchy, bo też tak pewnie pan Henryk trzyma się w życiu.

Reklama powstawała w Wytwórni Filmów Fabularnych i Dokumentalnych przy ulicy Huculskiej w Warszawie. A do sprawy fachowiec ze Strzelec Opolskich podszedł konkretnie.

- Przede mną w studio była Danuta Rinn, reklamowała Perwoll z lanoliną „Drogie panie... - przypomina sobie tekst reklamy. – Wiem, że ona dostawała za to 120 tysięcy złotych, ale to znana artystka, więc nic nie traciła.

On uznał, że wchodząc w to straci swój święty spokój.

- Postawiłem sprawę jasno, że po reklamie przestanę być nieznanym facetem ze Strzelec, bo każdy zauważy „Ooo, to Calgon” – mówi dalej. - Szybko przeszedłem do konkretów i za reklamę kupiłem mercedesa – śmieje się pan Henryk.

A był to czas, kiedy na polskich drogach pojawiły się, głównie mocno zużyte zachodnie marki samochodów. A najbardziej pożądaną marką w kraju byłego bloku wschodniego był właśnie mercedes.

Z państwowego na „prywatkę”

Kiedy po raz pierwszy wyemitowano w telewizji reklamę ze znanym w Strzelcach Opolskich fachowcem, pan Henryk odczuł negatywną stronę sławy.

- Przez jakiś czas nie miałem co robić, bo ludzie myśleli, że to ja zafundowałem sobie tę reklamę – wspomina. - A córka nie chciała chodzić do szkoły, bo dzieci za nią krzyczały „Calgon, calgon...”.

Potem reklama się opatrzyła, ludzie przyzwyczaili się, przestało to robić jakiekolwiek wrażenie.

- Czasem mnie jeszcze ktoś o to zapyta, wtedy mówię, że to była wyłącznie przygoda - śmieje się pan Henryk. - Przecież tylko tak to można było potraktować.

Zanim w Polsce upadł socjalizm, pan Henryk pracował w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Handlu Wewnętrznego (WPHW) w Opolu.

- W ramach WPHW działał Eldom, gdzie jako mechanik byłem na prowizji, a jak to się po 1989 zaczęło rozpadać, założyłem „prywatkę” – wspomina. - Trochę też porobiłem na Zachodzie. A roboty było tyle samo przedtem, jak i teraz. Kiedy się jest na swoim, to trzeba zasuwać od rana do wieczora. I teraz telefony od klientów odbieram do późnych godzin.

W połowie lat 90. polski rynek zaczął się już nieźle kręcić.

- Choć kolejne rządy dużo mówiły, a mniej robiły – zauważa. – I jakoś przyjęło się, że przedsiębiorcę traktuje się jak nieuczciwego kombinatora.

Z każdym rokiem przybywało pracy, bo pojawiały się nowe urządzenia. W polskich domach przybywało sprzętów.

- Początkowo były tylko pralki, lodówki i zamrażarki – zauważa pan Henryk. - Kiedy był ten boom i powstawały coraz to nowe sklepy, to pojawiły się komory chłodnicze, to było dużo podłączania, uruchamiania.

Początek nowego stulecia to masowe zakładanie klimatyzatorów, które przestały być luksusowym towarem, a stały się jednym z urządzeń w firmach, biurach, instytucjach i w domach.

- Potem przyszła moda na kuchenki mikrofalowe, następnie zmywarki, każdy chciał ją mieć – kontynuuje. – Następnie suszarki i na masową skalę ekspresy do kawy.

Jestem z pokolenia Słodowego

Różnorodność nowego sprzętu powoduje, że człowiek w jego branży całe życie musi się uczyć. W innym razie wypada z rynku.

- A sprzęt jest coraz słabszej jakości – zauważa pan Henryk. - To wygląda tak, jakby kiedyś ludzie główkowali, żeby sprzęt był trwały, a dzisiaj, żeby był coraz słabszej jakości, który szybko trzeba zamienić na nowy.

Pan Henryk nie robi tajemnicy ze swojego wieku, ma 70 lat i nadal się szkoli i rozwija.

– Weszły na przykład te lodówki, te no frost, bez wiedzy człowiek tego by nie ruszył – przyznaje. – Bywa, że tak długo nad czymś siedzę, aż to rozkumam. Kiedyś programatory były mechaniczne, hybrydowe, a teraz jest elektronika. Ale są kursy online, na które wcześniej się jeździło.

Przyznaje, że jest z pokolenia Adama Słodowego, tego „zrób to sam”.

– Kiedy wplączę się w jakąś naprawę, to tak długo dłubię, aż wybrnę z tego – przyznaje.

Takich ludzi jak on jest już coraz mniej.

- Czasem wiem, że chodzi o błahostkę, więc tłumaczę klientowi, co ma zrobić, ale on woli zapłacić, sam tego nie naprawi – dodaje.

A fachowców brakuje, szczególnie latem to odczuwalne, kiedy podczas upałów chłodnie padają, te przemysłowe w sklepach i hurtowniach.

- Są takie rejony Opolszczyzny jak Krapkowice czy Gogolin, gdzie serwisu się nie znajdzie – mówi. – Ja jeżdżę też często do Opola, bo ciągle brakuje punktów napraw.

Sprzęt się zmienia, ale ludzie też

- W przeszłości kawa była na kartki, dla swoich nie starczało, ale gdzie się poszło coś naprawiać, to ludzie częstowali – wspomina. – Taka była w ludziach szczerość i życzliwość.

Dzisiaj relacja ogranicza się tylko do czystej transakcji: ktoś naprawia, a ktoś za to płaci.

- Tak ma być, ale z drugiej strony szkoda tych starych czasów – wzdycha Henryk Zając.

No i dzisiaj klient zna swoje prawa.

– Ale niektórzy potrafią się zagalopować, są roszczeniowi - kontynuuje. - A jakby coś nie wyszło, to zaraz robią wielkie halo. Tego kiedyś nie było, powiedziało się „Panie, poprawimy...” i było po sprawie.

Mówi, że po tylu latach pracy wie dużo o sprzęcie, ale jeszcze więcej o ludziach.

- Potrafią czasem taki numer odkręcić, że człowiek pamięta to do końca życia – śmieje się. - Jak ta kobieta, co mnie zamknęła na cztery godziny w swoim mieszkaniu.

Pan Henryk skończył naprawiać lodówkę, zadowolona klientka zapytała o cenę, a potem zniknąła gdzieś po pieniądze.

- Myślałem, że do sąsiadki poszła, ale czekam godzinę, więc wstaję do wyjścia, a tu drzwi od zewnątrz zamknięte – wspomina. - Czekam drugą godzinę, trzecią, a potem czwartą. Kiedy wróciła z pieniędzmi, to wściekłość już mi przeszła.

Zauważył też, że wśród klientów jest coraz więcej cwaniaczków. Kiedyś pan Henryk przyszedł naprawić sprzęt, ustalił przyczynę awarii, a wtedy klient zapytał, co się zepsuło. Kiedy usłyszał, nagle zrezygnował z usługi.

- Bo uznał, że już wie, więc sam naprawi – wyjaśnia pan Henryk. - Od tego czasu nie mówię, co się zepsuło, zanim nie naprawię sprzętu. Kiedyś czegoś takiego nie było...

O historiach i przygodach „z życia fachowca” mógłby opowiadać bez końca, ale jak zaznacza, nie może wszystkiego mówić.

- Fachowiec przyjdzie i czasem jest jak powiernik najskrytszych rodzinnych tajemnic – tłumaczy. - Dlatego klient ma prawo czuć się pewnie, kiedy wchodzę do jego domu.

Bieg po sprawny mózg

Prawie codziennie około szóstej rano pana Henryka można zobaczyć, jak biegnie przez park w Strzelcach Opolskich.

- Za wyjątkiem środy, kiedy pływam – mówi. – Mając na uwadze to, że człowiek musi się uczyć całe życie, trzeba się ruszać, żeby mózg się dotleniał. Ale czasem mam wrażenie, że ludzie sami zwalniają się z myślenia.

Jak stwierdza, niektórym młodym się wydaje, że przez aplikację w telefonie wszystko się załatwi. Na przykład pewna klientka była przekonana, że przez Wi-Fi to się pralki naprawia.

- Zadzwoniła do serwisu gwarancyjnego i poprosili ją, żeby przyłożyła telefon do drzwiczek, które nie chciały się otworzyć - opowiada. - No i po chwili drzwiczki zrobiły „pstryk”. Chodzi o to, że w niektórych pralkach jest zabezpieczenie i dopiero po dwóch minutach się otwierają, więc w serwisie chcieli to usłyszeć. A ta młoda pani mi wpierała, że przez telefon jej pralkę naprawili...

Tekst ukazał się 4 luego w tygodniku O!Polska.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1000 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama