Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 14 marca 2026 23:46
Reklama Żabka

Historia zamku myśliwskiego w gminie Kolonowskie, którego nigdy nie zbudowano

Wszystko było już gotowe, żeby powstał Jagdschloss Mrossowa-Gora: wszelkie zgody, plany, materiały budowlane, nawet ruszyły pierwsze wykopy. Niestety, wszystko pokrzyżowała śmierć hrabiego Johannesa Renarda.
Historia zamku myśliwskiego w gminie Kolonowskie, którego nigdy nie zbudowano
Projekt zamku myśliwskiego Oliwiera Pavelta na Mrozowej Górze

Autor: archiwum prywatne

Historia zamku myśliwskiego, którego nigdy nie zbudowano

Mrozowa Góra to urokliwy obszar dawnej miejscowości i zakładu hutniczego powstałego w tym rejonie w 1783 roku. Czternaście lat później miejscowość i zakład hutniczy otrzymują nazwę Kowollowska od nazwiska zarządcy dóbr strzeleckich Jana Kowollika. Jednak już 100 lat wcześniej u podnóża Mrozowej Góry został założony folwark o nazwie Podecka vorwerk (Potyka folwark). Dobra Staniskie i folwark przynależały do zamku strzeleckiego, którego właścicielem od 1651 roku był ród Colonnów

W 1807 roku umiera bezpotomnie ostatni przedstawiciel tej rodziny, hrabia Filip Colonna. Wielki majątek dziedziczy dalszy jego krewny, hrabia Andreas Renard. On to w lasach staniszczańskich zakłada około 1824 roku nad rzeką Mała Panew rezerwat dzikiej zwierzyny tzw. Tier Garten, a w 1856 roku w pobliżu sioła leśnego Cunten (Kąty) na terenie rezerwatu buduje mały zamek myśliwski.

Wcześniej, w 1855 roku hrabia sprzedaje swoje zakłady hutnicze, młyny, tartaki oraz kompleks leśny Malepartus nowo powstałej spółce leśno-hutniczo-kolejowej Minerwa S.A ., ale w 1862 roku tereny leśne obszaru Malepartus wycofuje ze spółki Minerwa i przekazuje je synowi, hrabiemu Johannesowi Renard.

W tym okresie Johannes Renard był znanym politykiem i hodowcą koni, przede wszystkim wyścigowych w stadninie w Olszowej. W okresie lat 1862 do 1874 był członkiem parlamentu pruskiego, a w latach od 1867 do 1874 był przewodniczącym niemieckiego Reichstagu. Właściciele dóbr ziemskich, magnaci przemysłowi oraz liczna szlachta śląska i znakomici obywatele pozostałych terenów Prus chętnie brali udział w prestiżowych i udanych polowaniach, a sprzyjały temu okoliczne lasy obfitujące w liczną zwierzynę leśną. Mały i słabo wyposażony zamek myśliwski w Kątach nie spełniał wymagań znakomitych gości przybywających tu na polowania.

Dlatego hrabia Johannes Renard postanawia wybudować okazałą rezydencję letnią oraz zamek myśliwski. Dokonano wyboru lokalizacji, wybrano teren na Mrozowej Górze w zakolu rzeki Mała Panew, na płaskowyżu o wysokości około 30 metrów, wznoszącym się stromo nad brzegiem Małej Panwi, przed którym rzeka tworzyła małe jezioro, brzegi którego porastały okazałe drzewa liściaste. Z tego miejsca z zamku byłby wspaniały i daleki widok na rozległą dolinę, gdzie rozpościerała się wioska Staniszcze Wielkie, a w bliskim sąsiedztwie u podnóża góry na Hutę Fryszerską, tartak i zabudowania osady Kowollowskiej.

Na Mrozowej Górze były trzy zabudowania mieszkalne tutejszych kolonistów, użytkujących małe parcele ziemi oraz, co było bardzo istotne, przebiegały tu drogi transportowe, które łączyły się z drogami Renarda, a przede wszystkim z drogą do Strzelec Opolskich gdzie na zamku rezydowała rodzina Renardów.

Hrabia zlecił zaprojektowanie zamku spółce wydawniczo-architektoniczno-technicznej GmbH & Co. KG „Wilhelm Ernst & Sohn” w Berlinie. Powstają dwa projekty, pierwszy - wymyślony i narysowany przez Kayser & v. Grofsheim oraz drugi - wymyślony i namalowany przez projektanta Oliviera Pavelta. Z zachowanych szkiców, które znajdują się w Muzeum Architektury w Berlinie - Architekturmuseum -Technische Universität Berlin, możemy podziwiać, z jakim rozmachem zostały zaprojektowane. Plany były wspaniałe. Duży budynek zamku w stylu gotyckim oraz stajnia. Projekt wykonany przez Oliwiera Pavelta był bardzo podobny do zamku w Mosznej. Koszty jego budowy oszacowano wtedy na kwotę 480 tys. marek. Hrabia i biuro projektowe pomyśleli o wszystkim i zadbali, aby zamek spełniał wszelkie wymogi i był dostosowany do potrzeb gości, jak i gospodarzy. Z zachowanej dokumentacji rzutów pomieszczeń podpiwniczenia, parteru i piętra oraz podanych opisach zamku w gazetach i magazynach z branży budowlanej możemy opisać jego wygląd i przeznaczenie poszczególnych pomieszczeń.

W podpiwniczeniu zaplanowano wszystko, co było niezbędne do jego prawidłowego funkcjonowania. Pomieszczania dla służby i kucharza, jadalnie dla służby, spiżarnię z kuchnią, w której umieszczono windę dla transportu posiłków i naczyń na wyższe pietra, oraz wiele innych pomieszczeń, jak zmywalnia naczyń, prasowalnia, pomieszczenia na opał i wino, czy pomieszczenia dla pokojówki i tzw. kasztelana, czyli urzędnika sprawującego nadzór nad zamkiem. 

Na parterze z głównym wejściem miało się wchodzić do holu, z którego można było wejść do wszystkich pomieszczeń, tak na piętro, jak i do piwnicy. Z niego wchodziło się do dużej sali myśliwskiej, która miała służyć jako jadalnia, sala spotkań, a również, w razie potrzeby, za salę balową. W sali miał być widoczny drewniany strop wsparty na ozdobnych bandażach, a otwory okienne na empory miały być ozdobione witrażami nawiązującymi do szlachetnej pracy myśliwego. Wszystkie dolne okna zaprojektowano z przeszkleniami ołowianymi z przeznaczeniem do oszklenia i umieszczania tam herbów w sentencji Waidmanna. Pomyślano również o salonie, palarni dla gości i sali bilardowej. Oddzielne wejście prowadziło też do pomieszczeń mieszkalnych właścicieli, to jest do garderoby, pomieszczeń sypialni oraz buduaru (francuski boudoir) - wytwornie umeblowanego i wykwintnie ozdobionego, niewielkiego pokoju dla pani domu.

Na piętro z holu w dwóch okrągłych wieżach prowadziły piękne kręte dębowe schody. Zaplanowano tu pokoje gościnne - oddzielne sypialnie, oddzielne pokoje dzienne, które miały wyjcie na balkony, Pomyślano równie o oddzielnych pokojach dla dzieci i córek znakomitych gości oraz dużą salę myśliwską.

Planowano wykonanie portalu wejścia głównego i portalów holi, wszystkich otworów stolarki drzwiowej i okiennej oraz gzymsów z piaskowca pochodzącego z kamieniołomów śląskich. Płaskie ściany miały być otynkowane szarą zaprawą wapienną, a dolne powierzchnie ścian zakryte wysoko płycinami z drewna dębowego, bejcowane i woskowane. Duży komin miał być z czerwonego piaskowca, a dach pokryty łupkiem

Pomyślano również o stajni dla koni, w którym na parterze zaplanowano boksy dla 15 koni oraz trzy dla źrebiąt, magazyn oraz pomieszczenie dla uprzęży koni. Podłoga wyłożona z bruku lub cegły z klinkieru. Na piętrze zaplanowano pomieszczenia mieszkalne dla woźnicy - Kutschera (stangreta) oraz magazyn siana, słomy i owsa. W dodatkowym pomieszczeniu miała być wozownia.

Po uzyskaniu pozwolenia, w miejscu gdzie miał być wybudowany zamek, zgromadzono pokaźne zapasy materiału: kamień wapienny, cegłę oraz drewno budowlane. W 1873 r. rozpoczęto jego budowę. Niestety, zleceniodawca hrabia Johannes Renard zmarł 7 marca 1874 roku w szpitalu w Wiedniu. Natomiast jego ojciec Hrabia Andreas Renard zmarł krótko po nim, 21 listopada 1874 roku. Majątek odziedziczyła druga żona Johannesa Renarda, hrabina Luise Wilhelmine Christiane Ebel, Gräfin von Schwerin, która po ponownym zamążpójściu sprzedała w 1880 roku kompleks leśny Malepartus hrabiemu Ottonowi Stolberg-Wernigerode z Harcu. Wiadomo też, że kiedy spalił się drewniany kościół w Staniszczach Wielkich w 1881 roku, hrabia Otto Stolberg-Wernigerode w ramach zobowiązań właścicielskich do pokrycia kosztów budowy kościoła w wysokości 2/3 przekazał cały zgromadzony tam materiał dla nowo budowanej świątyni w Staniszczach Wielkich.

Zasłyszane informacje, nie wiadomo, czy do końca prawdziwe, podają, iż po rozpoczęciu budowy zamku, kiedy wykonano podpiwniczenie i rozpoczęto stawianie parteru, z powodu niestabilnego gruntu fundamenty zapadały się w ziemię i dlatego zaprzestano dalszej budowy. Czy to był prawdziwy powód? To już dzisiaj tajemnica.

Pisał też o budowie zamku Urzędowy Dziennik Budowlany z 1876 roku. Natomiast projektant zamku Pavelt w gazecie wydawanej przez Bawarski Związek Architektów i Inżynierów z 1877 roku podał krótką informację, że przyczyną przerwania budowy była śmierć jego właściciela, hrabiego Johannesa Renarda. Tak więc przynajmniej trzy informacje potwierdzają fakt, że budowę zamku rozpoczęto.

Innym do dzisiaj namacalnym dokumentem, że były tam pozostałości po budowie zamku, są historyczne mapy tych terenów. Potwierdzają to mapy z 1883 i 1890 oraz 1924 roku terenów Staniszcz Wielkich i i terenów leśnych Malepartus, gdzie na obszarze Mrozowej Góry kartografowie zaznaczali miejsce, gdzie miał być zamek jako Schlosruine (ruiny zamku) lub dużą litera R jako ruiny.

Jeżeli faktycznie tak było, że budowa się rozpoczęła, to bardzo dziwnym jest fakt, że w miejscu jego prawdopodobnej budowy, w ziemi, na poziomie zerowym, nie pozostały żadne widoczne fragmenty ścian czy fundamentów. Jedynie widoczne w tym miejscu jest dość duże zagłębienie w ziemi, co może wskazywać, że jest to pozostałość po wykonanych wykopach podpiwniczenia.

Czy kiedyś ktoś zdecyduje się podjąć prace archeologiczne na Mrozowej Górze, celem potwierdzenia jego budowy? Gdyby udało się znaleźć i odsłonić jakieś fragmenty z budowy, to miejsce te stałoby się ciekawą lokalną atrakcją turystyczną, a być może i ponadlokalną.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Podziel się
Oceń

Komentarze

ReklamaHeimat
Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
ReklamaHospicjum2022
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 10°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1004 hPa
Wiatr: 18 km/h

Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: JanTreść komentarza: Pani Patrycjo Leszczyk-Gołąbek na zdjęciu to akcja w kolonowskim w dzielnicy Fosowskie.Data dodania komentarza: 11.03.2026, 07:30Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Dziesięć lat wyczekiwania chyba się spełnią.Data dodania komentarza: 10.03.2026, 06:41Źródło komentarza: Ulica Arki Bożka wreszcie z chodnikiem. Będzie jasno, równo i bezpiecznie J Autor komentarza: Jarząbek WacławawTreść komentarza: A może należałoby poprosić o stanowisko głównego udziałowca spółki? Zastanawiające jest jego milczenie...Data dodania komentarza: 5.03.2026, 16:40Źródło komentarza: Karuzela kadrowa w SWiK trwa. "To nie idzie w dobrym kierunku" G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: W Zawadzkiem nie ma ulicy Jemielnickiej. Przynajmniej jeszcze o takowej nie szłyszałem. Obok byłego budowlańca oprócz DK 901, czyli ul. Opolskiej mamy jeszcze ulicę Szpitalną (droga osiedlowa) oraz ulicę Lubliniecką. To pewnie o tą ostatnią się tutaj rozchodzi?Data dodania komentarza: 24.02.2026, 15:22Źródło komentarza: Doświetlą przejścia dla pieszych w Zawadzkiem i Szczepanku. Będzie bezpieczniej J Autor komentarza: WacławTreść komentarza: "Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska." Tym stwierdzeniem się przebierańcu ujawniłeś. Kto dał ci prawo relatywizowania krzywd? Nie wstyd ci tzw. ślunzoku? Ponadto cofnij się edukacyjnie do początków szkoły podstawowej z lat słusznie minionych jeżeli chodzi o znajomość historii i nadal gloryfikuj Armię Czerwoną.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 18:21Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim D Autor komentarza: ślunzokTreść komentarza: Co do "Tragedii Górnośląskiej".... Jestem ślązakiem, ale uważam, ze nie ma co tak bardzo płakać nad tamtymi wydarzeniami. Dlaczego ? Bo co robiły oddziały niemieckie w Babim Jarze ? , czy gdziekolwiek na terenach wschodnich ? To Niemcy wrzucali noworodki do płonących stodół, to NIemcy strzelali do ludności cywilnej klęczącej nad dołami. Armia Czerwona mściła się , jak każdy z nas w okresie wojny, gdyby mógł się mścił ! Kobiety płaczą, że były gwałcone , a kiedy stawiały opór były zabijane ? Straszne ! Co mogłyby powiedzieć dzieci wrzucane do ognia na wschodzie ? One nie miały wyboru.... Dla mnie " tragedia górnośląska" to małostka w porównaniu z tym, co NIemcy robili na wschodzie. Nie wiem, czy ich potępiać, czy nie. To była wojna i ich agresja była odpowiedzią na swój ból. Ślązaków i tak potraktowano łagodnie. Mogli ruscy całe wsieod razu palić. Nikt z Niemców nie wiedział co się działo na wschodzie ? Sobibór, Bełżec, Trblinka ? Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 21:52Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim
Reklama