Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 5 listopada 2026 08:54
Reklama

Wojna na Ukrainie trwa rok. Pani Oksana opowiada, jak zmieniła ich życie

Minął rok od wybuchu wojny na Ukrainie. Wraz z jej rozpoczęciem wielu Ukraińców, uciekając przed zagrożeniem, ruszyło w stronę Polski. Część z nich zdecydowała się na powrót do swojego kraju, jednak wielu postanowiło u nas zostać. Tak, jak pani Oksana, która razem ze swoją rodziną mieszka w Ujeździe. Choć mogłoby się wydawać, że wiedzie tutaj normalne życie, tak nie jest, bo myślami jest ciągle z domem...
Wojna na Ukrainie trwa rok. Pani Oksana opowiada, jak zmieniła ich życie
Pani Oksana ze swoimi córkami i babcią. Jak przyznają, w Polsce żyje im się naprawdę dobrze, ale tęsknota za ojczyzną jest wielka

Autor: PL

Wojna zabrała nam normalne życie

Pani Oksana razem z córkami, Sofią i Wiktorią, dotarła do Starego Ujazdu, gdzie najpierw mieszkała, tydzień po wybuchu wojny na Ukrainie, dokładnie 3 marca. Jej mąż, Andrzej, od kilku lat pracował już w Polsce, miały do kogo przyjechać. Mimo to decyzja o opuszczeniu kraju nie była łatwa.

- Zaraz na początku wojny mama powiedziała mi, żebym zabrała dzieci i wyjechała za granicę - opowiada pani Oksana. - Wtedy stanowczo powiedziałam, że nie, bo przecież Ukraina to nasz dom, to całe nasze życie. Jednak, widząc, co się dzieje, jak zachowują się córki, że płaczą, są niespokojne i nie śpią w nocy, bojąc się o ich bezpieczeństwo, odważyłam się wyjechać. Sprawdzałam, jak wygląda sytuacja na granicy, niektórzy spędzali na niej nawet trzy, cztery doby, ale nam dość szybko udało się wjechać do Polski. Nigdy nie zapomnę, ile spotkało nas tutaj dobra, empatii i współczucia. Choć miałyśmy ogromne wsparcie, na początku było trudno. Nie znałyśmy kraju, ludzi, wszystkie dźwięki nas budziły. Najgorzej było, gdy zawyła syrena strażacka, wtedy jeszcze nie wiedziałyśmy, że oznacza to pożar czy jakieś inne zdarzenie, pierwszą myślą było to, że wojna dotarła do Polski. Przyzwyczaiłyśmy się już do tego dźwięku, ale zawsze, gdy wyje syrena, myślę o tym, co dzieje się w domu.

Choć minęło dwanaście miesięcy, przeżycia i niepokój o losy wciąż ogarniętej wojną ojczyzny zostały.

- Gdy wszystko się zaczęło, 24 lutego, obudziła mnie koleżanka, która poprosiła, żebym pomogła jej obdzwonić wszystkich pacjentów, który byli zapisani w klinice, gdzie pracowałyśmy, że ta się nie otworzy - wspomina pani Oksana. - Nie wiedziałam, co się dzieje, dlaczego mam to robić, ale później wszystko stało się jasne i było bardzo straszne... Cały czas trudno to wspominać. Na początku bardzo dużo rozmawialiśmy z rodziną, znajomymi, kuzynami. Jak nigdy, bo zwykle nie było na to czasu. Mieszkamy we wsi w okolicach Lwowa, cała rodzina z miasta przyjechała do nas, mieszkaliśmy w czterech pokojach w więcej niż 20 osób. Gdy wył alarm, uciekaliśmy do piwnicy, było i tak, że siedzieliśmy tam przez całą noc...

- Każdy mój dzień zaczyna się od tego, że biorę do ręki telefon i przeglądam, co wydarzyło się przez noc - dodaje pani Oksana. - Sprawdzam, czy były gdzieś jakieś alarmy, czy gdzieś spadła jakaś bomba, czy nie ostrzelano jakiegoś miejsca, czy nic nie stało się mojej rodzinie, znajomym, wszystkim tym, których znam. Prawie codziennie dzwonię do mamy i bliskich, żeby dowiedzieć się, jak u nich jest.

Jak mówi pani Oksana, wielu przyzwyczaiło się do wojennej rzeczywistości.

- Osoby, które są dalej od wojny, nie w jej epicentrum, żyją swoim życiem, muszą pracować, gdy słyszą alarm, reagują, często mając nadzieję, że akurat nic nie spadnie, ale niestety, tak nie jest - przyznaje. - Teraz bardzo dużo osób zaczęło pracować jako wolontariusze, którzy kupują odzież, jedzenie, robią świece, wspomagają i zaopatrują wojsko.

Przez rok zmieniło się życie wszystkich Ukraińców, zginęły tysiące osób.

- Także te, które znaliśmy - mówi pani Oksana. - Niestety, wiele z nich to młodzi. Zginął nasz kolega, który miał dwójkę dzieci, 8-letnią córkę i 7-letniego syna, a jego żona w maju urodzi trzecie dziecko, które nie zobaczy już ojca... To bardzo trudne sytuacje, ale tłumaczymy sobie, że przecież nie możemy z tym nic zrobić. Ale nie takiej rzeczywistości chcielibyśmy teraz, w XXI wieku.

- Na początku wojny było bardzo strasznie, dzieci się nie śmiały, nie bawiły, jednak dużo osób mówi, że teraz jest jeszcze gorzej - przyznaje pani Oksana. - Dzieci rosną razem z wojną, nie myślą o tym, żeby się pobawić, czy po prostu zjeść loda, albo napić się soku. One myślą, dlaczego jest tak, jak jest. Mają zrujnowane prawdziwe, beztroskie dzieciństwo. Spokoju nie mają też matki, które urodziły podczas wojny, one nie myślą tylko o tym, żeby nakarmić czy przebrać dziecko, one muszą pamiętać też o tym, że gdy zawyje alarm, muszą szybko zejść do piwnicy, schować się i pilnować, żeby dziecko było cicho.

Choć mogłoby się wydawać, że pani Oksana i jej rodzina zaaklimatyzowali się w Ujeździe, gdzie obecnie mieszkają, to sercem i myślami są ciągle z domem.

- Staramy się żyć tutaj normalnie, razem z mężem pracujemy, córki chodzą do szkoły, mają swoje koleżanki, my też mamy swoich znajomych, wokoło jest wielu dobrych ludzi, za co jesteśmy wdzięczni, ale to nie jest normalne życie, czujemy, że to nie jest nasz kraj - mówi. - Gdy patrzę na zdjęcie domu, które mam w telefonie, zawsze płaczę, bo wiem, że jak dobrze nie byłoby gdzieś, dom to dom. Kiedy tam wrócimy, chciałabym utrzymywać kontakt z osobami, które poznałam w Polsce, chciałabym, żeby mogły przyjechać na Ukrainę, spokojną Ukrainę. Jeszcze nie wiadomo, jak długo będzie się to ciągnąć, jak wszystko się skończy, ale trzeba wierzyć, że wkrótce zapanuje wolność.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama WFOŚ
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
L Autor komentarza: Łoza do woza i won! Treść komentarza: To coś dla łozy, będzie tatusiów wyrywać! Trzeci "kolega" nie odwróci uwagi łoza, on już widzi 🤥 Pajacuj dalej, zabawna jesteś w tej swojej cwanej głupocie 🤪 Data dodania komentarza: 4.11.2026, 21:48 Źródło komentarza: Ujazd wybuduje nowe przedszkole. Gmina pozyskała ponad 5 mln zł dofinansowania J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Szkoda, że autor artykułu w tytule i treści skrócił grupę uczestników tylko do Kolonowskiego. Wyprawa 'śladami solnej historii' połączyła przecież seniorów z całej gminy: Staniszcz, Spóroka, Fosowskiego i Kolonowskiego. To ważne, by doceniać zaangażowanie wszystkich mieszkańców, bo sukces tej udanej wycieczki jest ich wspólnym dziełem.” Data dodania komentarza: 25.10.2026, 07:16 Źródło komentarza: Emeryci i Renciści z Kolonowskiego ruszyli śladami solnej historii G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Brawa dla pana Przemka! Dzięki za poświęcenie i wkład w odnalezieniu tego człowieka. Data dodania komentarza: 21.10.2026, 13:18 Źródło komentarza: Liczyła się każda minuta. Dzielnicowy odnalazł mężczyznę w kryzysie S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: To było zapewne „na chwilę”. On „tylko”. Pewnie włączył jeszcze światła awaryjne, bo wielu kierowców uważa, że żółte miganie daje im dodatkowe przywileje. Bo przecież musi do sklepu, do paczkomatu, wyładować towar – powód zawsze się znajdzie. I nagle, w ich mniemaniu, zakaz jazdy po chodniku przestaje obowiązywać, przepisowe 1,5 metra dla pieszych staje się zbędne, a pojazdy powyżej 3,5 tony magicznie zyskują prawo wjazdu na infrastrukturę dla pieszych. Najbardziej jednak boli fakt, że policja regularnie mija takich kierowców i kompletnie nie reaguje. To nic, że ktoś tarasuje chodnik, blokuje przejazd albo nadużywa świateł awaryjnych. Taka bierność służb tylko potęguje społeczne przyzwolenie na drogowe bezprawie. Co więcej, gdy ktoś odważy się zwrócić uwagę na auto zaparkowane na chodniku, natychmiast zostaje uznany za awanturnika i wywrotowca. W końcu „aż tak bardzo nie blokuje”, „przejść się da”, a poza tym „w tym miejscu i tak mało kto chodzi”, więc o co ten cały hałas? Dlaczego policja nie reaguje na takie zachowania z własnej inicjatywy? Dlaczego czeka wyłącznie na oficjalne zgłoszenia? Czy jej obowiązkiem nie powinno być piętnowanie wykroczeń bezpośrednio na gorącym uczynku – i to nie tylko poprzez stanie z „suszarką” na zakrętach? W całym tym artykule jedno zdanie uderza najmocniej: „cofający autem na chodniku”. Ludzie, w jakim świecie my żyjemy? Samochód jadący po chodniku? Czy to naprawdę stało się już normą? Data dodania komentarza: 9.10.2026, 19:23 Źródło komentarza: Śmiertelne potrącenie w Strzelcach Opolskich. Nie żyje kobieta J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Uwaga mieszkańcy! Jeśli przejeżdżaliście przez Zawadzkie i tam wygraliście, musicie natychmiast się przeprowadzić, bo redakcja już zdecydowała, czyim milionerem jesteście. Logika poziomu: 'zjadłem zapiekankę w Krakowie, więc jestem Krakusem'. Data dodania komentarza: 4.10.2026, 12:53 Źródło komentarza: Zawadzkie zyskało milionera. Wygrał pieniądze w loterii EuroJackpot L Autor komentarza: Polak Treść komentarza: Wielki szacunek dla naszych chłopaków za robotę, a dla tego kapusia gigantyczny wstyd! Do łopaty albo do rzucenia grosza na zbiórce go nie było, ale do pisania donosów pierwszy. Typowy polaczek, sam nic nie zrobi, a drugiemu zepsuje. Żyj teraz z tą świadomością, że cała wieś tobą gardzi. 😡 Data dodania komentarza: 29.09.2026, 17:44 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany
Reklama