Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 20 września 2026 17:30
Reklama

Wojna na Ukrainie trwa rok. Pani Oksana opowiada, jak zmieniła ich życie

Minął rok od wybuchu wojny na Ukrainie. Wraz z jej rozpoczęciem wielu Ukraińców, uciekając przed zagrożeniem, ruszyło w stronę Polski. Część z nich zdecydowała się na powrót do swojego kraju, jednak wielu postanowiło u nas zostać. Tak, jak pani Oksana, która razem ze swoją rodziną mieszka w Ujeździe. Choć mogłoby się wydawać, że wiedzie tutaj normalne życie, tak nie jest, bo myślami jest ciągle z domem...
Wojna na Ukrainie trwa rok. Pani Oksana opowiada, jak zmieniła ich życie
Pani Oksana ze swoimi córkami i babcią. Jak przyznają, w Polsce żyje im się naprawdę dobrze, ale tęsknota za ojczyzną jest wielka

Autor: PL

Wojna zabrała nam normalne życie

Pani Oksana razem z córkami, Sofią i Wiktorią, dotarła do Starego Ujazdu, gdzie najpierw mieszkała, tydzień po wybuchu wojny na Ukrainie, dokładnie 3 marca. Jej mąż, Andrzej, od kilku lat pracował już w Polsce, miały do kogo przyjechać. Mimo to decyzja o opuszczeniu kraju nie była łatwa.

- Zaraz na początku wojny mama powiedziała mi, żebym zabrała dzieci i wyjechała za granicę - opowiada pani Oksana. - Wtedy stanowczo powiedziałam, że nie, bo przecież Ukraina to nasz dom, to całe nasze życie. Jednak, widząc, co się dzieje, jak zachowują się córki, że płaczą, są niespokojne i nie śpią w nocy, bojąc się o ich bezpieczeństwo, odważyłam się wyjechać. Sprawdzałam, jak wygląda sytuacja na granicy, niektórzy spędzali na niej nawet trzy, cztery doby, ale nam dość szybko udało się wjechać do Polski. Nigdy nie zapomnę, ile spotkało nas tutaj dobra, empatii i współczucia. Choć miałyśmy ogromne wsparcie, na początku było trudno. Nie znałyśmy kraju, ludzi, wszystkie dźwięki nas budziły. Najgorzej było, gdy zawyła syrena strażacka, wtedy jeszcze nie wiedziałyśmy, że oznacza to pożar czy jakieś inne zdarzenie, pierwszą myślą było to, że wojna dotarła do Polski. Przyzwyczaiłyśmy się już do tego dźwięku, ale zawsze, gdy wyje syrena, myślę o tym, co dzieje się w domu.

Choć minęło dwanaście miesięcy, przeżycia i niepokój o losy wciąż ogarniętej wojną ojczyzny zostały.

- Gdy wszystko się zaczęło, 24 lutego, obudziła mnie koleżanka, która poprosiła, żebym pomogła jej obdzwonić wszystkich pacjentów, który byli zapisani w klinice, gdzie pracowałyśmy, że ta się nie otworzy - wspomina pani Oksana. - Nie wiedziałam, co się dzieje, dlaczego mam to robić, ale później wszystko stało się jasne i było bardzo straszne... Cały czas trudno to wspominać. Na początku bardzo dużo rozmawialiśmy z rodziną, znajomymi, kuzynami. Jak nigdy, bo zwykle nie było na to czasu. Mieszkamy we wsi w okolicach Lwowa, cała rodzina z miasta przyjechała do nas, mieszkaliśmy w czterech pokojach w więcej niż 20 osób. Gdy wył alarm, uciekaliśmy do piwnicy, było i tak, że siedzieliśmy tam przez całą noc...

- Każdy mój dzień zaczyna się od tego, że biorę do ręki telefon i przeglądam, co wydarzyło się przez noc - dodaje pani Oksana. - Sprawdzam, czy były gdzieś jakieś alarmy, czy gdzieś spadła jakaś bomba, czy nie ostrzelano jakiegoś miejsca, czy nic nie stało się mojej rodzinie, znajomym, wszystkim tym, których znam. Prawie codziennie dzwonię do mamy i bliskich, żeby dowiedzieć się, jak u nich jest.

Jak mówi pani Oksana, wielu przyzwyczaiło się do wojennej rzeczywistości.

- Osoby, które są dalej od wojny, nie w jej epicentrum, żyją swoim życiem, muszą pracować, gdy słyszą alarm, reagują, często mając nadzieję, że akurat nic nie spadnie, ale niestety, tak nie jest - przyznaje. - Teraz bardzo dużo osób zaczęło pracować jako wolontariusze, którzy kupują odzież, jedzenie, robią świece, wspomagają i zaopatrują wojsko.

Przez rok zmieniło się życie wszystkich Ukraińców, zginęły tysiące osób.

- Także te, które znaliśmy - mówi pani Oksana. - Niestety, wiele z nich to młodzi. Zginął nasz kolega, który miał dwójkę dzieci, 8-letnią córkę i 7-letniego syna, a jego żona w maju urodzi trzecie dziecko, które nie zobaczy już ojca... To bardzo trudne sytuacje, ale tłumaczymy sobie, że przecież nie możemy z tym nic zrobić. Ale nie takiej rzeczywistości chcielibyśmy teraz, w XXI wieku.

- Na początku wojny było bardzo strasznie, dzieci się nie śmiały, nie bawiły, jednak dużo osób mówi, że teraz jest jeszcze gorzej - przyznaje pani Oksana. - Dzieci rosną razem z wojną, nie myślą o tym, żeby się pobawić, czy po prostu zjeść loda, albo napić się soku. One myślą, dlaczego jest tak, jak jest. Mają zrujnowane prawdziwe, beztroskie dzieciństwo. Spokoju nie mają też matki, które urodziły podczas wojny, one nie myślą tylko o tym, żeby nakarmić czy przebrać dziecko, one muszą pamiętać też o tym, że gdy zawyje alarm, muszą szybko zejść do piwnicy, schować się i pilnować, żeby dziecko było cicho.

Choć mogłoby się wydawać, że pani Oksana i jej rodzina zaaklimatyzowali się w Ujeździe, gdzie obecnie mieszkają, to sercem i myślami są ciągle z domem.

- Staramy się żyć tutaj normalnie, razem z mężem pracujemy, córki chodzą do szkoły, mają swoje koleżanki, my też mamy swoich znajomych, wokoło jest wielu dobrych ludzi, za co jesteśmy wdzięczni, ale to nie jest normalne życie, czujemy, że to nie jest nasz kraj - mówi. - Gdy patrzę na zdjęcie domu, które mam w telefonie, zawsze płaczę, bo wiem, że jak dobrze nie byłoby gdzieś, dom to dom. Kiedy tam wrócimy, chciałabym utrzymywać kontakt z osobami, które poznałam w Polsce, chciałabym, żeby mogły przyjechać na Ukrainę, spokojną Ukrainę. Jeszcze nie wiadomo, jak długo będzie się to ciągnąć, jak wszystko się skończy, ale trzeba wierzyć, że wkrótce zapanuje wolność.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: jestem ze wsi Treść komentarza: Przecież to od ostatnich wyborów księstwo a nie gmina. Monowładza, ignorowanie zapytań radnych, przekonanie o własnej nieomylności. Do tego zgłoszenia w aplikacji, którą rządzący sami wprowadzili w życie są ignorowane, zostają bez odpowiedzi lub z opryskliwą odpowiedzią z stylu "to nie pilna sprawa". Ludzie tam na górze! My obywatele jesteśmy waszymi pracodawcami. Nie zapominajcie o tym! Data dodania komentarza: 16.09.2026, 10:00 Źródło komentarza: Radiowóz niezgody w Strzelcach Opolskich. Wielka kłótnia o pieniądze J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Panie Redaktorze Gasz zanim opublikuje się artykuł, warto najpierw sprawdzić podstawowe fakty. W Staniszczach Wielkich od około 20 lat nie ma szkoły podstawowej. To nie jest drobny szczegół, ale podstawowa informacja dotycząca miejscowości i jej mieszkańców. Dlatego trudno zrozumieć, skąd w artykule pojawia się informacja sugerująca, że szkoła podstawowa nadal tam funkcjonuje. Czy autor artykułu w ogóle sprawdził, jak wygląda rzeczywista sytuacja w Staniszczach Wielkich? Dziennikarstwo powinno opierać się na faktach, a nie na powielaniu niezweryfikowanych informacji. Proszę o wyjaśnienie tej kwestii i sprostowanie błędnej informacji. Data dodania komentarza: 10.09.2026, 13:04 Źródło komentarza: 728 uczniów rozpoczęło edukację w powiecie strzeleckim J Autor komentarza: Jarząbek Wacław Treść komentarza: Coś mi się wydaje, że to , mimo wszystko, nie jemielnicki rolnik jest głównym sprawcą niedoboru wody w stawach. Główny winowajca nadal pozostaje nieznany. Temat powinien być nagłaśniany a kwestia zanikania wody dogłębnie zbadana. Są przecież od tego stosowne instytucje utrzymywane z naszych podatków. Wędkarzowi, mimo wszystko, gratuluję dociekliwości. Data dodania komentarza: 7.09.2026, 16:41 Źródło komentarza: Odkryto przyczynę wysychania stawu w Jemielnicy. Czy woda wróci? G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Naprawdę śmierdzący problem! Jest to jakaś usterka? Nie ma to wpływu na zdrowie mieszkańców? Autor pisze, że zimą jest lepiej... Jest to wieloletni temat? Dlaczego dopiero teraz władze zajmują się tą absurdalną sytuacją? Data dodania komentarza: 28.08.2026, 08:11 Źródło komentarza: Utrata walczy ze śmierdzącym problemem. "Nie da się otworzyć okna" J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Wielkie brawa dla mundurowych z Zawadzkiego za błyskawiczną reanimację i uratowanie życia tego człowieka! Małe sprostowanie dla autorki artykułu – w Kolonowskiem nie ma już dworca, a jedynie przystanek kolejowy i niszczejące pozostałości po dawnej stacji. Warto dbać o precyzję, nawet jeśli w obliczu takiego dramatu najważniejsze jest to, że pomoc dotarła na czas." Data dodania komentarza: 13.08.2026, 14:41 Źródło komentarza: Leżał nieprzytomny przy dworcu. Policjanci z Zawadzkiego uratowali mu życie J Autor komentarza: Alojz Treść komentarza: Ta łódka to jest im potrzebna jak umarłemu kadzidło. Na Małej Panwi tego nawet nie da sie zwodować. No tak ale to kolejna zabawka G.H. Tak samo jak quad. Kupione, żeby duże dziecko miało zabawkę Data dodania komentarza: 29.07.2026, 07:44 Źródło komentarza: Zabawa połączona z nauką bezpieczeństwa - ta impreza wróciła po latach
Reklama