Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 06:24
Reklama
Reklama

Żyli tysiące kilometrów od siebie, spotkali w Dolnej i mieli dwa wesela

Ona jest Meksykanką, on Polakiem. Połączyły ich Światowe Dni Młodzieży, a dokładniej Dolna. Dzieliły ich tysiące kilometrów i kilkanaście godzin lotu. Ale to nie było dla nich żadną przeszkodą. Ich relacja przetrwała, stworzyli związek, a dziś są małżeństwem. Poznajcie historię Ivette i Adama.
Żyli tysiące kilometrów od siebie, spotkali w Dolnej i mieli dwa wesela
Ivette i Adam są polsko-meksykańskim małżeństwem. Tutaj na zdjęciu ze ślubu w Meksyku

Autor: Archiwum prywatne

Adam Urbańczyk urodził i wychował się w Strzelcach Opolskich. Na czas studiów przeprowadził się do Wrocławia. Tam też pracował, ale ponad rok temu, po dziesięciu latach, wrócił do rodzinnego miasta.

Ivette, jego żona, pochodzi z Cruz Azul w centrum Meksyku. Do Polski przyjechała na chwilę, dokładnie na Światowe Dni Młodzieży, które odbywały się sześć lat temu w Krakowie. Tak wszystko się zaczęło.

- W Dolnej organizowano imprezę dla wszystkich pielgrzymów, którzy wybierali się na Światowe Dni Młodzieży i zatrzymali się w naszych stronach - zaczyna opowiadać pan Adam. - Wśród nich byli pielgrzymi z Niemiec, Libanu i oczywiście z Meksyku. Oprócz nich, były tam również osoby i rodziny, które ich przyjmowały. Osobiście nie wybierałem się do Krakowa, a w Dolnej znalazłem się za sprawą moich rodziców, którzy gościli u siebie w domu dwóch pielgrzymów, akurat nie była to Ivette (uśmiecha się do swojej żony). Na miejscu były różne zabawy, wspólne tańce. Z Ivette zobaczyliśmy się na parkiecie, zamieniliśmy pierwsze słowa.

Po Światowych Dniach Młodzieży Ivette wróciła do Meksyku, ale mimo dzielącej odległości, ich znajomość trwała, a co więcej - zaczęła się rozwijać. Przez rok kontaktowali się ze sobą za pośrednictwem internetu, a dokładniej Facebooka.

- Kiedy spotkałam Adama w Dolnej, powiedziałam, okej, spróbujmy - wspomina pani Ivette. - Był dla mnie bardzo miły, życzliwy. Cieszyłam się na rozmowy z nim, poznawanie jego kultury, tradycji, rodziny, a nawet pogody, magicznej pogody (mówi z uśmiechem o leżącym za oknem śniegu).

Przełomowy moment

Z każdym miesiącem i rozmową, choć wirtualnie, poznawali się coraz lepiej, wiedzieli o sobie więcej. Tak wyglądała ich relacja, dopóki Ivette nie napisała kilku słów, które teraz, w kontekście ich małżeństwa, okazały się bardzo ważne.

- W pewnym momencie napisała mi, że jeśli kiedyś chciałbym odwiedzić Meksyk, to zaprasza - opowiada pan Adam. - Oczywiście napisała to z grzeczności (śmieją się oboje). Ale potraktowałem to całkiem poważnie. Od razu zacząłem szukać biletów. I tak w marcu miałem kupiony bilet do Meksyku na lipiec.

- Kiedy się o tym dowiedziałam, powiedziałam tylko, Oh my God! (O mój Boże) - śmieje się pani Ivette.

Dokładnie rok po spotkaniu w Dolnej i miesiącach internetowej znajomości Adam poleciał do Meksyku. Wtedy byli tylko przyjaciółmi. Choć, jak przyznają, coś wisiało już w powietrzu.

- Leciałem tam z przekonaniem, że zobaczymy, co z tego wyjdzie, a jak nic, najwyżej będę miał wakacje życia, zwłaszcza że wtedy Meksyk był dla mnie dość egzotyczny - mówi pan Adam. - W ciągu dwóch tygodni, które tam spędziłem, mieliśmy czas, żeby porozmawiać twarzą w twarz, bardziej się poznać. Wszystko stało się bardziej realne. I okazało się, że to był moment przełomowy, bo właśnie wtedy padły pierwsze słowa miłości.

Podróż z pierścionkiem

Adam wrócił do Polski. Utrzymywali związek na odległość. Jak mówią, to nie było najłatwiejsze. Później Ivette przyjechała do Strzelec Opolskich. Z racji na dzielące ich tysiące kilometrów, widywali się co pół roku, na przemian.

- Na początku 2019 roku pojechałem tam na trzy miesiące - wspomina pan Adam. - Wynająłem pokój, chcieliśmy pobyć ze sobą, zobaczyć, jak nasza relacja zafunkcjonuje na co dzień.

I zafunkcjonowało. Jesienią 2019 roku Adam poleciał do Meksyku z pierścionkiem zaręczynowym.

- To było wielkie, ale bardzo romantyczne, zaskoczenie - mówi o zaręczynach pani Ivette.

Potem zaczęło się planowanie wesela. Nie jednego, a dwóch. Najpierw w Meksyku, później w Polsce. Uroczystości odbyły się latem tego roku.

- Podwójne wesele to coś niestandardowego - przyznaje pan Adam. - Jednak o tyle standardowe było to, że ślub i wesele odbyło się w miejscu zamieszkania panny młodej. Natomiast dwa tygodnie później mieliśmy mszę z odnowieniem przyrzeczeń małżeńskich tutaj, w Strzelcach Opolskich. Zorganizowaliśmy też imprezę weselną.

Podczas obu uroczystości zarówno Ivette, jak i Adamowi towarzyszyli najbliżsi. Na wesele do Meksyku polecieli rodzice, siostry z mężami, siostrzeniec Adama, jego koledzy z żonami oraz przyjaciele Ivette ze Strzelec Opolskich i okolic, z którymi utrzymuje kontakt od czasu Światowych Dni Młodzieży. Podczas polskiego wesela Ivette mogła liczyć na rodziców, ciotkę, kuzynkę i kuzyna z żoną.

- Wesele w Meksyku było jednodniowe - opowiada pan Adam. - Różnica jest taka, że tam zaprasza się na wesele zdecydowanie więcej osób, nawet takich krewnych, z którymi nie ma się kontaktu, a wypada zaprosić. U nas zazwyczaj jest też jeden zespół, który prowadzi imprezę, a tam kilka, które grają na zmianę. Dlatego, że muzyka gra na okrągło, tańczy się tam o wiele więcej.

Postanowili zamieszkać w Strzelcach Opolskich i właśnie z nimi wiążą plany na przyszłość. Decyzję o tym, że zamieszkają tutaj, podjęli już przed ślubem.

- Zawsze wiedzieliśmy, że jedno z nas będzie musiało opuścić swój kraj i rodzinę - mówi pan Adam. - To nie było łatwe, ale po wielu rozmowach razem z Ivette zadecydowaliśmy, że zamieszkamy w Polsce. Strzelce Opolskie są moim rodzinnym miastem, ale oprócz tego, gdy już jedno opuściło rodzinę, chcieliśmy być blisko rodziny drugiego.

- Jestem bardzo zadowolona i wdzięczna, że mogę tutaj żyć, wśród naprawdę miłych i dobrych ludzi. Uważam, że to dobre miejsce do życia, bogate w wiele pięknych tradycji. Tutaj zbliżyłam się też do kościoła, do Boga - wylicza pani Ivette, która kilka razy w tygodniu rozmawia ze swoimi najbliższymi.

Jakie są różnice?

Są polsko-meksykańskim małżeństwem, ale jak mówią, trudno dostrzec im różnice w życiu codziennym.

- Na pewno różni się jedzenie - przyznaje pan Adam.

- Tutaj ludzie robią wszystko sami, są bardziej samowystarczalni, robiąc na przykład różne przetwory. W Meksyku idzie się do sklepu i po prostu kupuje, a tutaj wielu ludzi stara się wytworzyć coś własnymi siłami - zauważa pani Ivette.

- Na początku dziwiła się też, że inaczej funkcjonuje nasze państwo, ulice są bardziej zadbane, a domy wyglądają, jak domki dla lalek (mają spadziste dachy, dopracowane detale i piękne ogródki) - dodaje pan Adam. - Choć nam wydaje się to normalne, w Meksyku niekoniecznie tak to wygląda. Nie było też wielkich barier językowych, Ivette musiała trochę podciągnąć swój angielski, żeby lepiej się ze mną komunikować. A kiedy się poznaliśmy, zacząłem interesować się hiszpańskim, a później się go uczyć. I tak z czasem przerzuciliśmy na hiszpański i w tym języku na co dzień ze sobą rozmawiamy. Teraz powinniśmy przerzucić się na polski (uśmiechają się).

O ile w życiu codziennym różnice się zacierają, to więcej pojawia się ich, jeśli chodzi o święta Bożego Narodzenia.

- Tam jest bardziej po amerykańsku, tak jak widzimy w filmach - stwierdza pan Adam. - Prezenty przynosi Mikołaj, a nie jak u nas, w naszym regionie Dzieciątko. Przynosi je nie 24 grudnia, a dzień później, 25. U nas w Wigilię przygotowuje się potrawy bezmięsne, tam mięso jest. Do samej kolacji też zasiada się później, nawet dużo później, bo o 23.00.

- Tego dnia przygotowujemy piniatę, którą rozbijają dzieci - dopowiada pani Ivette, uśmiechając się na myśl o tym zwyczaju.

- Nie obchodzą też Mikołajek, za to 6 stycznia przychodzą do nich Trzej Królowie, prawie jak u nas. Ale z tą różnicą, że w Meksyku przynoszą prezenty - kończy pan Adam.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1000 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama