Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 29 lipca 2026 02:21
Reklama Filplast

Styczeń 1945. Gwałty i mordy bez skruchy

25 stycznia 1945 - dzień ten miał stać się najczarniejszym w 800-letniej historii Ujazdu!
Styczeń 1945.  Gwałty i mordy bez skruchy
Zdjęcie lotnicze przedwojennego Ujazdu z zaznaczonymi na czerwono zniszczonymi budynkami

Zapewne już 23 i 24 stycznia w Ujeździe doszło do ekscesów czerwonoarmistów, rabunków i gwałtów, ale miasto było praktycznie nienaruszone i nie było żadnych zniszczeń. Po 24 stycznia w mieście nadal pozostało wielu czerwonoarmistów i nadciągali nowi. Pijane żołdactwo sowieckie rozpoczęło przeszukiwanie domów w poszukiwaniu alkoholu, jedzenia, zegarków, wartościowych rzeczy i kobiet. Od zegarków i alkoholu „wyzwoliły” miejscową ludność już oddziały pierwszoliniowe, które poszły dalej. Wywoływało to wściekłość, która wyładowała się na ludności miasta, a zwłaszcza na kobietach. W mieście było wtedy ok. 600 cywilów. Jeszcze w połowie stycznia 1945 roku było ich ok. 2000, ale na wieść o nadciąganiu frontu większość mieszkańców uciekła. 17 stycznia zarządzono ewakuację władz i ludności za Odrę i na Morawy. Pozostali ci, którzy nie mieli jak uciekać. Ludzie starzy, inwalidzi, kobiety z małymi dziećmi i ci, którzy poczuwali się do obowiązku pozostania i wspierania innych - księża i zakonnice. W Ujeździe pozostał proboszcz ksiądz Maksymilian Gerlich i siostry boromeuszki pracujące w szpitalu.

Od 23 stycznia zamordowano w Ujeździe ok. 80 osób. 24 stycznia w szpitalu broniąca się przed gwałtem 33-letnia siostra Nympha - Anna Skawran została zgwałcona i zastrzelona. 25 stycznia na plebanii został zabity ks. Gerlich wraz z dwiema jego siostrami, Anną i Gertrud. Podobno w budynkach gospodarczych probostwa znaleziono niemieckie mundury i to miało być powodem egzekucji. Plebanię Sowieci, wraz ze zwłokami księdza i jego sióstr, podpalili. Możliwe też, że domagali się kościelnych kosztowności i dostępu do krypt i wobec oporu księdza zabili go. Po wojnie miał być pod kościołem wykop prowadzący do krypty. W tych dniach zdewastowano też wnętrze kościoła.

W tym samym dniu spłonęła cała zabudowa rynku i sąsiednich ulic. Na rynku, we wschodniej pierzei, ocalał tylko jeden dom. Na ul. Traugutta spaliło się kilka kamienic z hotelem „Miasto Berlin”. Pomiędzy rynkiem i kościołem spaliły się wszystkie znajdujące się tam domy. Mieszkańcy okolicznych wiosek mówili później, że przez parę dni z daleka było widać palący się Ujazd.

Pożoga strawiła najważniejsze budynki w mieście: Pałac Hohenlohe, ratusz na rynku, plebanię, Książęcy Urząd Leśny na Placu Zamkowym, budynek straży pożarnej przy Placu Zamkowym, budynek sądu na ul. Powstańców Śląskich, gazowni na Wielkiej Dziekance, hotel „Miasto Berlin”, dom Bractwa Strzeleckiego w Parku Miejskim. W spalonym ratuszu przepadły wszystkie dokumenty i pamiątki historyczne, gromadzone przez władze od ostatniego pożaru miasta w 1770 roku. Na plebanii spłonęły księgi parafialne. Po wojnie szacowano, że 70% budynków w mieście było zniszczonych.

Nie ma jasności, jak doszło do pożogi miasta. Podobno za budynkiem bloku mieszkalnego z lat 60. na rynku znajdowała się gorzelnia. Czerwonoarmiści znaleźli tam zapas alkoholu. Pijani zaczęli wdzierać się do domów, szukając kobiet. Stawiających opór zabijali i dla zatarcia śladów dom podpalali. Mordowali nie tylko pojedyncze osoby, ale i całe rodziny. Rodzina Mynarek zginęła od granatu wrzuconego do piwnicy, w której się chroniła. Na celowe podpalenia wskazuje fakt, że spłonęła nie tylko zwarta zabudowa rynku, ale i pojedyncze domy na innych ulicach. Od połowy odcinka ul. 3. Maja, od rynku do ul. Kościuszki, spaliło się kilka domów, ale te w środku ulicy pozostały nienaruszone.

Zamordowanych pogrzebano w dwóch masowych grobach na cmentarzu przy ul. Strzeleckiej. W jednym pochowano 27 osób, w tym 3 żołnierzy niemieckich, a w drugim 33 osoby. Pochowano tam także rozstrzelanego wcześniej przez SS-manów Polaka, robotnika przymusowego z Żywca, Józefa Sołtysa. Zwłoki leżały tygodniami w spalonych domach. W 2015 roku Volksbund Deutsche Kriegsgräberfürsorge e.V. przeprowadził ekshumacją szczątków w masowych grobach na ujazdowskim cmentarzu. Miały być zabrane tylko szczątki niemieckich żołnierzy, ale te były wymieszane z kościami pomordowanych mieszkańców Ujazdu. Zebrano wszystkie i pogrzebano je na niemieckim cmentarzu wojskowym w Nadolicach Wielkich koło Wrocławia. Na cmentarzu w Ujeździe jest jedynie tablica z nazwiskami ustalonych ofiar mordów w styczniu 1945 rok. Jest na niej wymienionych 78 osób, ale powinno być ich więcej. Nie ma tam też nazwisk tych, którzy zginęli w czasie ucieczki na zachód przed nadchodzącą Armią Czerwoną. Ich liczba jest nieznana i trudna do ustalenia.

Nie tylko Ujazd

Rankiem 22 stycznia 1945 roku wojska sowieckie weszły do Olszowej i Balcarzowic. Koło południa były już w Kluczu, a po południu w Zimnej Wódce i Sieroniowicach. Wieczorem dotarły do Nogowczyc, w nocy 23 stycznia do Jaryszowa. Koło południa zajęli Stary Ujazd, a dzień później Niezdrowice.

W zajmowanych wsiach czerwonoarmiści rabowali co się dało. Zabijali i zabierali ze sobą zwierzęta domowe. Zabrali wszystkie konie. Jeżeli ktoś stawiał opór, to miał szczęście, jeżeli został pobity. W pierwszych dniach powtarzało się to wiele razy od nowa. Jeden oddział odchodził, a nowy przybywał do wsi i też domagał się zdobyczy. Najgorzej w tych dniach miały kobiety. „Wyzwoliciele” szukali wszędzie „dziewuszek”. Kobiety i młode dziewczyny musiały się ukrywać albo uciekać. Te, które nie miały szczęścia, były gwałcone.

Wystarczyło, że ktoś w domu miał jakiś mundur - mógł zginąć, jak np. jeden strażak w Kluczu. Nieraz wystarczało zdjęcie kogoś z rodziny w mundurze Wehrmachtu. W wielu przypadkach mordowano mieszkańców po denuncjacji przez robotników przymusowych.

Nie posiadamy informacji o zabitych w Olszowej, Balcarzowicach i Sieroniowicach. W Kluczu zginęły na pewno dwie osoby i pobito księdza Wiktora Mikę. Zmarł on kilka miesięcy później. W Zimnej Wódce zabito sześć osób i Ukraińca, robotnika przymusowego. Sowieci Ukraińców uznawali za zdrajców. Zabijali też swoich, żołnierzy wziętych do niewoli przez Niemców. W Opolu rozstrzelali 250 jeńców sowieckich. W Nogowczycach zabito na pewno trzy osoby (Jokiel, Brandt, Palus).

W Jaryszowie zginęły cztery osoby, ale może było ich więcej. 23 stycznia zamordowano sklepikarza Foita. Sowieci dopytywali się o „wójta” wsi. Miejscowi nie wiedzieli, co to oznacza (sołtysa nazywano wtedy „Bürgermeister”), więc posłali ich do Foita (nazwisko brzmi podobnie do „wójt”). W tym samym dniu zamordowano człowieka o nazwisku Kiełbasa. Ruscy domagali się kiełbasy do jedzenia. Miejscowi nie wiedzieli, co to ta „kiełbasa” (w „godce” to „wurszt”), to posłali do Kiełbasy, zginął bo nie miał tego smakołyku. 25 stycznia Sowieci zamordowali w Jaryszowie proboszcza księdza Alfonsa Siersetzkiego i jego siostrę Annę. Podobno przedtem czerwonoarmiści kazali się ludziom zebrać przy kościele, bo będą rozprawiać się z księdzem. Zwłoki księdza i jego siostry wrzucono do podpalonej plebanii. Prawdopodobnie Ruscy domagali się od księdza kosztowności i wskazania, gdzie jest krypta pod kościołem (w Jaryszowie nie ma takowej). W kościele końmi próbowali przewrócić ołtarz, bo myśleli, że tam jest wejście do krypty. Chyba 23 stycznia na polach pomiędzy cmentarzem a familokiem, na górce przy ul. 1.Maja, zginął żołnierz Wehrmachtu. Pogrzebano go w tym miejscu i mieszkańcy przez 50 lat opiekowali się grobem. W Jaryszowie, oprócz plebanii, w której spaliły się księgi parafialne, czerwonoarmiści zniszczyli parę budynków. Przy drodze do Nogowczyc był budynek obozu pracy dla kobiet (Arbeitsdienstlager), zostały z niego gruzy. Pod lasem po jaryszowskiej stronie autostrady spalili leśniczówkę Grandoch.

Wiadomo, że aż 17 osób zamordowano w Starym Ujeździe. Ich listę przedstawił w publikacji o parafii Ujazd ks. Werner Szygula, ale okoliczności ich śmierci nie podano. Na tej liście jest 11 mężczyzn i 6 kobiet. Zamordowano dwie całe rodziny – Burzan i Pandera. Czy i ile osób zamordowano w Niezdrowicach, nie wiadomo. Może wliczono je do liczby pomordowanych w Ujeździe. W Niezdrowicach Sowieci zniszczyli budynek schroniska młodzieżowego.

W sumie, w końcu stycznia 1945 roku czerwonoarmiści na terenie gminy Ujazd zamordowali co najmniej 120 osób.

Zbrodnie po sąsiedzku

Podobnie było w sąsiednich gminach i miastach. W pobliskim Kotulinie krasnoarmiejcy w gorzelni znaleźli 30 000 litrów alkoholu. Pijani spalili część wsi i zabili wielu mieszkańców. W podgliwickim Bojkowie, wsi, z której na ujazdowskie Targi Panieńskie zawsze przyjeżdżała delegacja w strojach ludowych, Sowieci zamordowali 120 osób i zniszczyli 100 domów. O Gliwice walki toczyły się parę dni. W odwecie zamordowano ok. 1 200 mieszkańców. Toszek, Pyskowice i Wielkie Strzelce przeszły to samo, co Ujazd. Rabunki, gwałty, mordy, później spalenie centrum miasta.

To nie był koniec. Następne miesiące przyniosły dalsze grabieże, mordy i gwałty. W niemieckich obozach koncentracyjnych zamykano teraz Niemców i Ślązaków. Mężczyzn wywożono do katorżniczej pracy w sowieckich łagrach w ZSRR. Także z wiosek gminy Ujazd wywożono mężczyzn i wielu z nich stamtąd nie powróciło. Demontowano wyposażenie fabryk i wywożono na wschód. Rabowano zabytki i biblioteki.

Przez następne 45 lat wydarzenia z 1945 roku, w czasach Polski Ludowej, były tematem tabu. Nie można było wspominać, pisać. Wymazywano wszystkie ślady po sowieckich mordach, rabunkach i gwałtach. Nawet w kościołach polska administracja kościelna zakazywała wzmianek w modlitwach za ofiary wojny i za poległych członków rodzin. Z powodu tych działań i zastraszania miejscowej ludności dzisiaj z trudem udaje się zrekonstruować wydarzenia ze stycznia 1945. Świadkowie tych wydarzeń w większości już zmarli i przetrwały tylko szczątkowe informacje. W rodzinach wspominano jedynie o zniszczeniach i ogólnie o zachowaniu „wyzwolicieli”. Okoliczności mordów i szczególnie gwałtów na kobietach były przemilczane. Były to sprawy zbyt bolesne, żeby o nich mówić.

Po 1989 roku można było mówić o tym, co się wydarzyło w zimie 1945 roku, po nadejściu frontu i Armii Czerwonej. W Ujeździe na pomniku rozstrzelanych w „marszu śmierci” zawieszono także tablicę poświęconą zamordowanym mieszkańcom Ujazdu i wsi gminy Ujazd. W wioskach gminy przy kościołach i na cmentarzach na tablicach wymieniających ofiary II wojny światowej są też nazwiska pomordowanych w 1945 roku.

W powojennej historii rząd ZSRR i Federacji Rosyjskiej nigdy nie przyznał się do mordów i gwałtów na mieszkańcach Górnego Śląska i nigdy nie wyraził ubolewania za popełnione tu zbrodnie.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Romek 26.03.2020 07:10
Tragedia tak to wyglądało niestety i trzeba o tym pamiętać i mówić głośno i nie pozwalać na fałszowanie historii i prawdziwych faktów którymi karmi się nasze dzieci w szkołach do dnia dzisiejszego o wyzwolicielach
Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Zawadzki policyjny show. Data dodania komentarza: 14.07.2026, 15:07 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Dość niejasny ten artykuł... Wyszła z domu za piętnaście druga po południu, a o drugiej zgłoszono jej zaginięcie i rozpoczęto poszukiwania? Czy czegoś tu nie doczytałem? Data dodania komentarza: 14.07.2026, 13:53 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Dostęp do Małej Panwi wystarczy nam. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 22:39 Źródło komentarza: Moc atrakcji na wakacje w gminie Kolonowskie. Co znalazło się w programie? A Autor komentarza: Goroll Treść komentarza: Najlepiej pisać komentarze podczas pracy .Czy Smok twój przełożony wie ze wykorzystując czas pracy udzielasz się na forach . Piszesz o marnotrawstwie a sam nie jesteś w porzadku . W Kolonowkiem wiemy kim jesteś . Data dodania komentarza: 8.07.2026, 17:39 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu J Autor komentarza: Jowita Treść komentarza: Panie Starosto Gaida a czy ma Pan tyle odwagi żeby przedstawić opinii publicznej jak w strzeleckim szpitalu wygląda rachunek kosztów a zwłaszcza poziom wynagrodzeń lekarzy (np. na wykresie). Kluczowe się również wydaje pytanie czy po doniesieniach medialnych z całej polski o patologiach w służbie zdrowa, w strzeleckim szpitalu była przeprowadzona rewizja finansowa ze strony starostwa jako właściciela szpitala? Jeśli tak to co z niej wyszło? Jeśli nie to dlaczego? Strzelecki szpital ma 42 mln długu, ten rok zamknie deficytem więc Panie Gajda czas stanąć przed mieszkańcami i odpowiedzieć na zadane pytanie. Panie Starosto zawsze może sobie Pan wziąć do pomocy Pana Romana Kolka z Jemielnicy (nie gdyś wicemarszałka województwa - na całe szczęście już nim jest) który zawsze uśmiech od ucha do ucha i jasno twierdził że służba zdrowia potrzebuje tylko forsy forsy i forsy a teraz wiemy na co te pieniądze idą. Może Romanie skomentuje to Pan a nie tylko uściski dłonie. Panie Starosto zero złotych na szpital z kasy powiatu!!! Najpierw się doi strzelecki szpital z pieniędzy, tylko podwyżki i podwyżki a potem personel szpitala obawia się konsolidacji. A co wy w tym szpitalu myślicie że podatnicy mają więcej dać żeby wyście mieli? To jest taka patologia że się w głowie nie mieści. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 12:06 Źródło komentarza: 42 mln zł długu. Trwa spór o przyszłość strzeleckiego szpitala S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: A w tym samym numerze w Strzelcach Op. piszą, że poziom wody gruntowej spadł o 7,5 metra. I trudno jakoś ludziom połączyć fakty, najlepiej zapewnić, najlepiej na stronie głównej - "WODY NIE ZABRAKNIE". Wody będzie brakować, bo jest jej coraz mniej, staw w Jemielnicy wyschnięty, w Gąsiorowicach wyschnięty, na Małej Panwi kajakami już się nie da, bo mało wody, ale gdy bobry za darmo odtwarzają nam retencję wody, to wtedy stają się pasożytami. Ludzie, opamiętajcie się, my nie szanujemy wody, za kilka, kilkanaście lat będziemy za nią płakać. Powinniśmy zrobić wszystko, by jak najwięcej jej zachować, na łąkach, w lasach, bagnach, mokradłach, by nie pozwolić jej spływać do rzek i morza. Przekopanie rowów na łąkach od razu spowoduje jej odpływ i dalsze obniżenie jej poziomu w gruncie. Bobry robią świetną robotę zatrzymując ją na miejscu, a my wylewamy ją często bezsensownie na głupie zachcianki, jak np. właśnie w Kolonowskiem naprzeciwko kościoła, gdzie dzień w dzień jakiś mieszkaniec podlewa trawkę przy drodze, bo musi przecież mieć wokół domu zielono. To czyste marnowanie tej wody stojące w czystej kontrze do coraz powszechniej się pojawiających sygnałów, że wody mamy za mało i jest jej coraz mniej. Najprościej bobry przegonić, wodę z łąk spuścić, a wodą w kranach niech się przejmują władze, w końcu one od tego są, czy nie tak? To wygodne podejście tylko, że krótkowzroczne i bardzo egoistyczne. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 08:47 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu
Reklama