Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 29 lipca 2026 01:33
Reklama Filplast

Ponad trzy tysiące ofiar obozu NKWD żyje w pamięci. Jest wątek strzelecki

Latem i jesienią 1945 roku zginęło ich 3300. W sobotę w Toszku upamiętnili ich wspólnie jego mieszkańcy i goście z Niemiec. Spotkanie odbyło się przy pomniku (odsłoniętym w 1998) upamiętniającym zmarłych. Obóz usytuowano w toszeckim szpitalu psychiatrycznym. W sąsiedztwie obelisku przy dzisiejszej ul. Wielowiejskiej grzebano jego ofiary.
Ponad trzy tysiące ofiar obozu NKWD żyje w pamięci. Jest wątek strzelecki
Na zdjęciu od prawej Dorota Matheja oraz Sybille Krägel.

Autor: Krzysztof Ogiolda

- Przez wiele lat po wojnie nie mówiło się o tym – przyznaje prof. Józef Musielok, były rektor Uniwersytetu Opolskiego i mieszkaniec Toszka. – Albo mówiło się w domu, na ucho, po cichu. Byłem ministrantem i od księdza  usłyszałem, że w tym miejscu, gdzie się teraz spotykamy, nie powinniśmy grać w piłkę, bo to nie jest boisko tylko cmentarz. Po przełomie 1989 roku stawiliśmy w tym miejscu najpierw krzyż, a potem obelisk.

Toszecka tragedia ma także strzelecki aspekt. Jego więźniów z Górnego i Dolnego Śląska, z Bawarii a przede wszystkim z Saksonii przywożono bydlęcymi wagonami do Strzelec Opolskich. Stąd pieszo maszerowali do obozu NKWD.

- Po blisko sześciu dniach transport dotarł do miasta Strzelce Opolskie  - wspomina w książce „Tiurma-łagier Tost” Gotthard Heidig, w 1945 mieszkaniec powiatu Drezno. – Tam musieliśmy opuścić wagony. Po tym, jak przez prawie tydzień tkwiliśmy bez ruchu w wagonach, musieliśmy teraz maszerować ok. 17 km na odcinku Strzelce Opolskie – Toszek. Kto nie nadążał z powodu wycieńczenia, był popędzany uderzeniami kija, kopniakami lub uderzeniami kolbą karabinu.

Sobotnią uroczystość prowadziła pani Dorota Matheja, szefowa toszeckiego DFK, która wraz z mężem Michałem troszczy się o podtrzymanie pamięci o tym miejscu i o wydarzeniach sprzed 77 lat. 

- Toszeckie ofiary miały zostać zapomniane – mówiła Dorota Matheja. – Zarówno tam, skąd pochodziły, jak i tu, gdzie poniosły śmierć. Przez ponad 40 lat rządzący próbowali zacierać ślady. Częściowo im się to udało przez utworzenie w tym miejscu strefy przemysłowej. Ale każde bezprawie po jakimś czasie dobiega końca. Dopiero po upadku komunizmu wolno było powrócić do trudnej historii. Celem nie było – w tym miejscu to widać – szukanie winowajców ani wzniecanie konfliktów, ale umożliwienie dzieciom i wnukom godnego pożegnania zmarłych. A wszystkim, którym ta historia leży na sercu utworzenie miejsca refleksji i spotkania.

W uroczystości przy obelisku uczestniczyli w niej m. in. przedstawiciele toszeckiego samorządu z burmistrzem Grzegorzem Kupczykiem na czele, reprezentanci partnerskiej bawarskiej gminy konsul Niemiec w Opolu Birgit Fisel-Rösle, przewodniczący VdG Rafał Bartek.

- Jestem w tym miejscu po raz pierwszy – mówił Rafał Bartek. – Bardzo dziękuję za zaproszenie. Kiedy jest się w takim miejscu, ożywa wiele wspomnień. Nie osobistych, ale wspomnień rodziców czy dziadków o wojnie. One są tym bardziej żywe, że stosunkowo niedaleko, na Ukrainie znów trwa wojna. Pamięć o tym, co się wydarzyło, jest ważna dla teraźniejszości i przyszłości. Wielu z nas się wydawało, że kiedy się ma pokój, to on już będzie na zawsze. Tak nie jest. Chciałbym podziękować za to, że dbacie o to miejsce i o tę pamięć. O to, by ją kolejnym pokoleniom przekazać. Na dodatek robicie to tak bardzo godnie.

Wśród gości z Niemiec była pani Sybille Krägel z Hamburga, współautorka książki o toszeckim obozie i honorowa obywatelka Toszka. W swoim wystąpieniu przedstawiła m.in. historię obecnego na spotkaniu Horsta Koehlera, który jako młodociany (miał 15 lat) był więźniem obozu.

- Koniec wojny przeżył w Saksonii, miał wtedy 15 lat. W czerwcu 1945 został aresztowany i miesiąc później wylądował w obozie NKWD w Toszku. Gdy w listopadzie obóz został rozwiązany, był jeszcze zbyt silny, by go zwolnić. Z 800 został deportowany do Grudziądza, a stamtąd do obozu w Neubrandenburgu. Został z niego zwolniony w 1948 roku. Nie było wtedy żadnej opieki ani wsparcia dla takich ofiar. Zwłaszcza w radzieckiej strefie okupacyjnej. Ludzie ci musieli trzymać usta na kłódkę.

- W pierwszych latach po przełomie grupa z Niemiec przyjeżdżała tu co roku – podkreśla Michał Matheja. – Z czasem ta grupa się zmniejszała. Dziś należą do niej nie tylko krewni ofiar, ale także osoby zainteresowane historią, Śląskiem, Wschodem itd. W ostatnich latach przybywają do nas co dwa lata.

W piątek goście z Niemiec w kościele Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Pławniowicach wzięli udział w dwujęzycznym nabożeństwie ekumenicznym połączonym z koncertem żałobnym. Odwiedzili też radiostację w Gliwicach oraz Centrum Deportacji w Radzionkowie.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"! 



Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Zawadzki policyjny show. Data dodania komentarza: 14.07.2026, 15:07 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Dość niejasny ten artykuł... Wyszła z domu za piętnaście druga po południu, a o drugiej zgłoszono jej zaginięcie i rozpoczęto poszukiwania? Czy czegoś tu nie doczytałem? Data dodania komentarza: 14.07.2026, 13:53 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Dostęp do Małej Panwi wystarczy nam. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 22:39 Źródło komentarza: Moc atrakcji na wakacje w gminie Kolonowskie. Co znalazło się w programie? A Autor komentarza: Goroll Treść komentarza: Najlepiej pisać komentarze podczas pracy .Czy Smok twój przełożony wie ze wykorzystując czas pracy udzielasz się na forach . Piszesz o marnotrawstwie a sam nie jesteś w porzadku . W Kolonowkiem wiemy kim jesteś . Data dodania komentarza: 8.07.2026, 17:39 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu J Autor komentarza: Jowita Treść komentarza: Panie Starosto Gaida a czy ma Pan tyle odwagi żeby przedstawić opinii publicznej jak w strzeleckim szpitalu wygląda rachunek kosztów a zwłaszcza poziom wynagrodzeń lekarzy (np. na wykresie). Kluczowe się również wydaje pytanie czy po doniesieniach medialnych z całej polski o patologiach w służbie zdrowa, w strzeleckim szpitalu była przeprowadzona rewizja finansowa ze strony starostwa jako właściciela szpitala? Jeśli tak to co z niej wyszło? Jeśli nie to dlaczego? Strzelecki szpital ma 42 mln długu, ten rok zamknie deficytem więc Panie Gajda czas stanąć przed mieszkańcami i odpowiedzieć na zadane pytanie. Panie Starosto zawsze może sobie Pan wziąć do pomocy Pana Romana Kolka z Jemielnicy (nie gdyś wicemarszałka województwa - na całe szczęście już nim jest) który zawsze uśmiech od ucha do ucha i jasno twierdził że służba zdrowia potrzebuje tylko forsy forsy i forsy a teraz wiemy na co te pieniądze idą. Może Romanie skomentuje to Pan a nie tylko uściski dłonie. Panie Starosto zero złotych na szpital z kasy powiatu!!! Najpierw się doi strzelecki szpital z pieniędzy, tylko podwyżki i podwyżki a potem personel szpitala obawia się konsolidacji. A co wy w tym szpitalu myślicie że podatnicy mają więcej dać żeby wyście mieli? To jest taka patologia że się w głowie nie mieści. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 12:06 Źródło komentarza: 42 mln zł długu. Trwa spór o przyszłość strzeleckiego szpitala S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: A w tym samym numerze w Strzelcach Op. piszą, że poziom wody gruntowej spadł o 7,5 metra. I trudno jakoś ludziom połączyć fakty, najlepiej zapewnić, najlepiej na stronie głównej - "WODY NIE ZABRAKNIE". Wody będzie brakować, bo jest jej coraz mniej, staw w Jemielnicy wyschnięty, w Gąsiorowicach wyschnięty, na Małej Panwi kajakami już się nie da, bo mało wody, ale gdy bobry za darmo odtwarzają nam retencję wody, to wtedy stają się pasożytami. Ludzie, opamiętajcie się, my nie szanujemy wody, za kilka, kilkanaście lat będziemy za nią płakać. Powinniśmy zrobić wszystko, by jak najwięcej jej zachować, na łąkach, w lasach, bagnach, mokradłach, by nie pozwolić jej spływać do rzek i morza. Przekopanie rowów na łąkach od razu spowoduje jej odpływ i dalsze obniżenie jej poziomu w gruncie. Bobry robią świetną robotę zatrzymując ją na miejscu, a my wylewamy ją często bezsensownie na głupie zachcianki, jak np. właśnie w Kolonowskiem naprzeciwko kościoła, gdzie dzień w dzień jakiś mieszkaniec podlewa trawkę przy drodze, bo musi przecież mieć wokół domu zielono. To czyste marnowanie tej wody stojące w czystej kontrze do coraz powszechniej się pojawiających sygnałów, że wody mamy za mało i jest jej coraz mniej. Najprościej bobry przegonić, wodę z łąk spuścić, a wodą w kranach niech się przejmują władze, w końcu one od tego są, czy nie tak? To wygodne podejście tylko, że krótkowzroczne i bardzo egoistyczne. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 08:47 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu
Reklama