Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Piątek, 1 lipca 2022 06:12
Reklama

Co dziesiąty rodzic przyznaje się do bicia dzieci. Dramatyczne relacje ofiar

Wystarczy wejść do sieci, by zauważyć, że w naszym społeczeństwie dobrze się mają dwie mocno rozbieżne rodzicielskie postawy wychowawcze. Wielu z nas, mam wrażenie, że ta grupa powoli rośnie, wyrzeka się przemocy w wychowaniu dzieci. Ale wciąż dobrze mają się także poglądy i postawy typu: Porządne lanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Co dziesiąty rodzic przyznaje się do bicia dzieci. Dramatyczne relacje ofiar
, kiedy odwołujemy się do przemocy, mówimy jako rodzice: Nie mam innych argumentów, nie potrafię, nie radzę sobie
Autor: Fot. Pixabay

Podczas nocnej libacji tata rzucił we mnie pufem. Dostałem w głowę drewnianą nóżką. Przewróciłem się i straciłem przytomność. Na rękach trzymałem młodszą siostrę. Gdy się ocknąłem, zobaczyłem wykrzywioną twarz ojca. Zapytał: „Kochasz mnie, synuś?”.

Kiedy mu podpadłem, kazał mi leżeć krzyżem twarzą do ziemi i czekać, aż wymyśli karę. Raz w takiej chwili weszła sąsiadka. Uniosłem głowę i odruchowo powiedziałem: „Dzień dobry”. Ojciec się wściekł. Skoczył mi z wrzaskiem na rękę. Łokieć wygiął się w drugą stronę. Oglądałeś pan filmy z Bruce`em Lee? Tak to wyglądało. Tyle że byłem bezbronnym dzieciakiem. Sąsiadka uciekła. Gdy wróciłem ze szpitala z gipsem i temblakiem, tata pchnął mnie na ścianę, podarł na mnie koszulkę i napluł mi w twarz.

Wpadł w furię, jak mieliśmy gości, bo przyniosłem mu z kuchni sól w słoiku, a nie tak jak wypada, w solniczce. Nie okazałem mu szacunku. Złapał mnie za uszy i uderzył z główki. Poleciała krew. Mama przykleiła mi ucho plastrem. Zrosło się, ale została blizna.

Kiedy ojciec mnie stłamsił, już nie musiał mnie lać. Wystarczyło, że spojrzał, pogroził palcem albo że z wybałuszonymi oczami zbliżył twarz do mojej twarzy. Bałem się tak bardzo, że odbierało mi władzę w nogach. Byłem jak sparaliżowany. Chodziłem, trzymając się ścian.

Najczęściej biją mężczyźni 

Zacytowane powyżej relacje 41-letniego Artura pochodzą z książki Jacka Hołuba „Beze mnie jesteś nikim. Przemoc w polskich domach”. Jej autor gościł w maju 2022 roku w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Opolu. O przemocy, jej skali i szkodliwości rozmawiał z Katarzyną Kownacką.

W książce znajdujemy wiele podobnych historii. Krzywdzone fizycznie i psychicznie najczęściej są kobiety. Ale przemoc wobec dzieci wcale nie jest marginesem.

- Jak wynika z oficjalnych danych, najczęściej przemocy domowej - cytuje w książce Jacek Hołub - dopuszczają się mężczyźni. W 2018 roku stanowili ponad 91 procent podejrzanych o znęcanie się nad bliskimi.

Jeśli ktoś sądzi, że historia Artura, od której rozpoczyna się ten tekst, jest przypadkiem skrajnym i marginesowym, wcale nie musi mieć racji.

- W 2018 roku pomocą w ramach procedury Niebieskiej Karty było objętych ponad siedemdziesiąt tysięcy dzieci dotkniętych przemocą domową - mówił podczas spotkania w opolskiej bibliotece Jacek Hołub. - Jednak krzywdzonych jest znacznie więcej. Badanie uczniów w wieku od jedenastu do siedemnastu lat wykazało, że czterdzieści jeden procent z nich doznało przemocy ze strony bliskich dorosłych.

Kiedy śledzimy publikowane w sieci statystyki, zauważymy kilka prawidłowości. Jednocześnie mamy znaczącą grupę rodziców, którzy się przemocy w wychowaniu wyrzekli. Jeden z autorów takich badań zrobił ciekawe zestawienie. Pół wieku temu 90 procent rodziców otwarcie przyznawało, że daje swoim dzieciom lanie. Dziś na tak postawione pytanie twierdząco odpowiada już tylko co dziesiąty rodzic. Inna sprawa, czy są to odpowiedzi do końca szczere. Autor cytowanej książki o przemocy w polskich domach cytuje badania, według których w 2018 roku co piąty ankietowany wciąż uważa bicie dziecka za skuteczną metodę wychowawczą, a danie dziecku klapsa nadal akceptuje nieco ponad 40 procent rodziców. I tu rodzą się kolejne wątpliwości. Gdzie jest granica między klapsem a laniem? I czy na pewno klaps jako stała metoda wychowawcza jest dopuszczalny?

- Wiele badań z ostatnich lat potwierdza szkodliwy wpływ nawet łagodnych kar cielesnych na rozwój i psychikę dziecka - mówił w WBP w Opolu Jacek Hołub. - Systematycznie stosowane klapsy powodują skutki podobne do tych, które wiążą się z tak zwanymi ciężkimi karami cielesnymi. Te skutki to: niska samoocena, problemy z zachowaniem, postawy lękowe, skłonność do depresji, autoagresji, myśli samobójczych, nadużywania leków i alkoholu oraz narkomanii. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że osoby karcone fizycznie będą agresywne, a w przyszłości - jako rodzice - będą krzywdzić swoje dzieci.

Jeśli z pozoru niewinny klaps staje się powtarzaną często „metodą wychowawczą”, niesie z sobą jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Ja sam uświadomiłem je sobie przed laty - sporo wcześniej niż zostałem ojcem - gdy jako student II roku polonistyki niemal równolegle zabrałem się do czytania dwóch zupełnie - zdawałoby się - niepodobnych do siebie tekstów. Za pieniądze ze stypendium kupiłem w tym samym czasie w księgarni cztery tomy pism wybranych Janusza Korczaka, a w antykwariacie - mieliśmy właśnie zajęcia z oświecenia - jedno z dzieł markiza de Sade. Jakież było moje zdziwienie, gdy u zwolennika przemocy w działaniach erotycznych i u przeciwnika przemocy w wychowaniu, człowieka, który bardzo głośno wołał o prawo dziecka do szacunku, znalazłem identyczną niemal myśl. Brzmiała ona mniej więcej tak: Jeśli chcesz przemocą osiągać stale pożądany efekt (u Korczaka posłuszeństwo dziecka, u markiza podniecenie seksualne dorosłego), to musisz się liczyć z tym, że z czasem będziesz zmuszony bić coraz więcej i coraz mocniej.

Wyobraź sobie, że jesteś dzieckiem 

Profesor Tomasz Grzyb, pracownik naukowy Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu (strzelczanin z urodzenia i wychowania) jest psychologiem i ojcem trojga dzieci. I z tej perspektywy wszystkim, którzy mają niemal Hamletyczny dylemat: bić albo nie bić, proponuje wyobrazić sobie, że to ja dorosły jestem w przemocowej sytuacji. Jak dziecko.

- My mamy, powiedzmy 85 kilogramów, a nasze dziecko ma dwadzieścia pięć - opowiada. - I teraz wyobraźmy sobie, że ktoś co najmniej trzy razy od nas cięższy poddaje nas przemocy. Nie musi od razu mocno bić. Wystarczy, że ma 250 kilogramów i zaczyna nami potrząsać albo daje nam klapsa. Jakbyśmy się czuli? Czy próbowalibyśmy to sobie racjonalizować, tłumaczyć sobie, że on chciał dobrze? Nie doceniamy tego, co z perspektywy dziecka może być przemocą. Kiedyś czytałem wywiad z człowiekiem, który miał przekonanie, że nigdy przemocy wobec dziecka nie użył, nigdy nie uderzył. Tymczasem dziecko mu przypomniało, że szarpnął je mocno, kiedy ono niemal wbiegło na czerwonym świetle na jezdnię. „Bardzo się wtedy bałem” - mówiło dziecko. A przecież ojciec chciał zapobiec wypadkowi. My sobie łatwo tłumaczymy: Tylko dałem klapsa, tylko szturchnąłem. A to z perspektywy dziecka wcale tak lekko wyglądać nie musi.

Niemal całe pokolenie dzisiejszych 60-latków dostawało lanie w dzieciństwie. Nauczyciel gimnastyki nie wzywał milicji na widok śladów po laniu widocznych u uczniów np. po wywiadówce. Nie zapraszano z tego powodu do szkoły rodziców. Te dziś mocno dorosłe dzieci często wcale nie deklarują, że mają żal. Na internetowych forach roi się od deklaracji typu: depresji nie mam, żalu do ojca czy mamy też nie. Wyrosłem na porządnego człowieka, który odróżnia dobro od zła. A dzisiaj ci rodzice, którzy nie biją, nie potrafią sobie poradzić czasem już z przedszkolakiem, który ich nie słucha i otwarcie lekceważy.

- Model wychowania bezstresowego okazał się nieskuteczny i generalnie mało sensowny - przyznaje prof. Grzyb. - Głównie dlatego, że życie, w którym młody człowiek musi się odnaleźć, wcale bezstresowe nie jest. Więc dzieci powinny być do stresu przyzwyczajane. Przy czym nie chodzi o to, by je poddawać celowo stresującym bodźcom. Ale jeśli dziecko boi się wystąpić na przedstawieniu w przedszkolu, złym pomysłem jest łatwa rezygnacja: To nie musisz występować. Lepiej powiedzieć dziecku: Będę przy tobie cały czas. Spróbujemy się do tego wydarzenia razem dobrze przygotować. Weź się z tą sytuacją za barki.

Bez przemocy, ale nie bez wymagań

Niedawno znalazłem w sieci taki z pozoru niewinny żart - zagadkę. Jej autor zadał pytanie: Co to jest? A następnie na kolejnych zdjęciach umieścił kilka pasów szerszych i węższych, solidny bambusowy kij, kable do żelazka i do prodiża (to był w PRL-u popularny sprzęt elektryczny do pieczenia ciasta), a nawet skórzaną pięciopalczastą dyscyplinę. Nie wiesz? - pytał dalej. To znaczy, że zostałeś wychowany bezstresowo.

I to jest jedno z największych nieporozumień wychowawczych naszych czasów - stawianie znaku równości między rezygnacją z bicia i z innych form przemocy z wychowaniem bezstresowym. Ten, kto nie bije, wychowuje bez przemocy, ale to nie znaczy, że musi jednocześnie wychowywać bez wymagań.

Nie powinniśmy też zapominać, że przemoc w wychowaniu, nawet jeśli ma miejsce za zamkniętymi drzwiami domu, ma także swój kontekst społeczny. Jeszcze sto lat temu z ułamkiem (mniej więcej do końca I wojny światowej) powszechna była nie tylko zgoda na bicie dzieci, ale także na bicie dorosłych. Pruski rekrut miał się - w majestacie regulaminu - bardziej bać kija kaprala niż karabinu wroga. Na społecznie akceptowaną przemoc narażony był chłop pracujący dla dworu i służąca, która potłukła cenną wazę albo wylała zupę na elegancką suknię pracodawczyni.

- Poziom przemocy społecznej nie tylko sto lat temu, także przed 50 laty był dużo wyższy niż dzisiaj - potwierdza prof. Tomasz Grzyb. - W książce „Wielka trwoga” Marcin Zaremba opisuje Polskę na przełomie lat 40. i 50. jako czas niesłychanej przemocy. Wszechobecnej. Bijatyka, czasem z użyciem narzędzi, była czymś zwyczajnym. Przeciętna wiejska zabawa nie mogła się obyć bez wyrwania sztachet z płotu i ostrej nawalanki. Nie sądzę, że do takiego świata tęsknimy, a przecież przemoc wobec dzieci, która była odbiciem akceptowanej przemocy wobec dorosłych, była częścią tego świata. Prawdą jest, że część osób idealizuje przeszłość, tak zwane stare dobre czasy. Wolimy nie pamiętać, że kiedy żyliśmy w tych czasach, wcale nam nie było do śmiechu. Jeśli ktoś mówi: Dostałem wiele razy i nic mi się złego nie stało, to jest to dowód anegdotyczny. U ciebie nie spowodowało to złych skutków, ale u wielu innych osób mogło powodować wciągnięcie dziecka w zaklęty krąg przemocy: Mnie bili, to i ja będę swoje dziecko bił, to i ono na porządnego człowieka - jak ja wyrośnie.

Wszystko to prawda, ale kiedy jesteśmy świadkami - sam nim byłem - scen typu: Dziecko, na oko z bardzo wczesnej podstawówki, pluje na mamę, bo ta odmówiła mu kupna zabawki i drze się na cały hipermarket ze złości, to pokusa sięgnięcia po przemoc gwałtownie rośnie.

- Sedno sprawy tkwi w rozróżnieniu. Czym innym jest wychowanie bezstresowe (pozwalam na wszystko - przyp. red.), czym innym wychowanie bez przemocy - raz jeszcze podkreśla prof. Grzyb. - To, że nie stosuję przemocy, nie oznacza, że nie wymagam. Powoływanie się na radziecką pedagogikę nie jest dziś popularne, ale zaryzykuję hasło jednego z takich pedagogów - choć jego poglądy generalnie miały wiele wypaczeń: maksimum szacunku = maksimum wymagań. To oznacza: Chcę wymagać dużo, ale ponieważ cię szanuję, nie gwałcę twojej wolności, twojej integralności. Ale też pokazuję, że pewne rzeczy muszą być wykonane. Umawiamy się na określone zachowania i obowiązki. Na drzwiach szkoły widziałem kiedyś naklejkę z napisem: „Jeśli jesteś rodzicem dziecka i przyniosłeś mu właśnie drugie śniadanie lub zeszyt, którego zapomniał, to najlepszą formą pomocy będzie, jak się obrócisz na pięcie i pójdziesz do domu”. Ono musi się nauczyć, że są takie sfery, za które ono, a nie ty, odpowiada. Wyznaczanie reguł i ich egzekwowanie jest bardzo ważne. Wcale nie przemocą: Możesz korzystać z playstation, ale nie dłużej niż godzinę i dopiero wtedy, jak wykonasz swoje obowiązki.

Od siebie też wymagaj 

- Przestrzegania reguł trzeba wymagać także od siebie - dodaje profesor. - W moim rozwoju jako ojca bardzo ważna była sytuacja, gdy zacząłem coś sprawdzać w telefonie komórkowym podczas domowego posiłku. Usłyszałem od córki: Tato, od nas wymagasz, byśmy, siadając do stołu, odkładali telefony. To jest niefajne, że sam tego nie przestrzegasz. Nigdy w życiu nie odłożyłem telefonu tak szybko jak wtedy. Bo inaczej nie mógłbym być rodzicem, wzorem do naśladowania.

A co powinna zrobić opluta przez pierwszaka mama?

- Najlepiej w ogóle nie dopuścić do takiej sytuacji - uważa Tomasz Grzyb. - Zachowanie tego dziecka pokazało, że wcześniej popełniono jakieś błędy. Bo jeśli mogę kogoś, a zwłaszcza mamę, opluć, to znaczy, że umiem patrzeć na drugiego bez szacunku. Ale jak już się stało, należało przerwać zakupy, wrócić do domu i - jak dziecko się uspokoi - zapytać: Dlaczego tak się zachowałeś? Niech powie. Pogadajmy, dlaczego nie chciałam - bo ci to zaszkodzi - albo nie mogłam - na karcie pustawo - kupić ci tego co chciałeś. To będzie przeniesienie całej tej sytuacji na inny poziom. Na poziom szacunku właśnie.

Nawet rodzice wychowujący bez przemocy podlegają pokusie „jednego lania”, żeby określić granicę niezgody, jeśli dziecko zrobi coś, czego absolutnie nie akceptujemy. Na przykład ukradnie ojcu pieniądze z portfela.

- Tej granicy nie trzeba wyznaczać przemocą - zwraca uwagę prof. Grzyb. - Można to zrobić inaczej. Na przykład anulować jakieś ważne zdarzenie, na które to dziecko bardzo czekało: wspólne wczasy, wyjazd na wakacje itp. Za każdym razem, kiedy odwołujemy się do przemocy, mówimy jako rodzice: Nie mam innych argumentów, nie potrafię, nie radzę sobie. Jeśli zdajemy sobie z tego sprawę, to pół biedy. Ale jak próbujemy wmówić w siebie, że robimy dobrze, mamy wielki kłopot.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"! 


Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
ReklamaHeimat
bezchmurnie

Temperatura: 21°CMiasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1011 hPa
Wiatr: 8 km/h

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: edekTreść komentarza: Gauleiter Czarnek!! Profesor? w czym?Data dodania komentarza: 30.06.2022, 23:18Źródło komentarza: Przemysław Czarnek „opiekunem” PiS w regionie. Mniejszość niemiecka krytykujeAutor komentarza: EdwardTreść komentarza: Władze miasta wszystkiego się pozbywają. Na inne głupie pomysły znajdują się miliony, a na taki budynek twierdzą, że nie mają funduszy. Może sprzedajmy ratusz, tam również można prowadzić biznes. Mam nadzieję, że kolejne wybory wymiotą tych starych urzędników, a przyjdą nowi młodzi z pomysłami.Data dodania komentarza: 30.06.2022, 12:34Źródło komentarza: Gmina sprzedaje pałac w Błotnicy Strzeleckiej. Mieszkańcy są przeciwniAutor komentarza: PLTreść komentarza: ZŁODZIEJSTWO ... 6,5 ha + pałac za 5 mln ... remont malutkiego placyka żeromskiego ok 6 mln ... mamo ja wariat , kup mi komisariatData dodania komentarza: 30.06.2022, 11:14Źródło komentarza: Gmina sprzedaje pałac w Błotnicy Strzeleckiej. Mieszkańcy są przeciwniAutor komentarza: MonikaNTreść komentarza: Rodzinę Motocyklisty bardzo proszę o pilny kontakt tel. 668 520 532Data dodania komentarza: 30.06.2022, 08:17Źródło komentarza: Wypadek na drodze krajowej nr 88. Zderzenie volkswagena z motocyklemAutor komentarza: SmokTreść komentarza: W tym wypadku ponoć dokumenty były gotowe, tylko terminu nie było.Data dodania komentarza: 30.06.2022, 08:16Źródło komentarza: Odbiór dokumentów w strzeleckim starostwie. "Ile dni urlopu na to trzeba?!"Autor komentarza: SmokTreść komentarza: "Nawierzchnia zachęca kierowców, a to się nie podoba mieszkańcom" - czy to czasem nie ci sami ludzie? Ludzie nie potrafią zrozumieć, że sami sobie robią kuku. Staje taki jeden przy płocie i grzmi, jak to "ci wariaci" jeżdżą, a potem wsiada do auta i robi to samo, bo on "tylko coś tam...".Data dodania komentarza: 30.06.2022, 08:14Źródło komentarza: Tablica mierząca prędkość w Staniszczach Wielkich. Będą jeździć wolniej?
ReklamaStahlbau
Reklama