Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 27 października 2026 13:34
ReklamaFilplast

Krajanie zwłok samobójcy i nie tylko. Jak żyło się w Strzeleckiem 100 lat temu?

Postanowiliśmy to sprawdzić, zaglądając do Archiwum Wycinków Prasowych Instytutu Śląskiego w Opolu. Portal uruchomiony w 2020 roku zawiera tysiące informacji. Po ich lekturze wiemy, że w ciągu stulecia zmienił się bardzo język, jakim je pisano. Ale ludzkie zainteresowania były podobne jak dziś. Czytelnicy interesowali się polityką, ale równie chętnie sięgali do kroniki kryminalnej, czytali o wypadkach i o plotkach.
Krajanie zwłok samobójcy i nie tylko. Jak żyło się w Strzeleckiem 100 lat temu?
Żołnierze włoscy stacjonowali m.in. w powiatach strzeleckim i kozielskim do lata 1922

Przeglądając informacje z roku 1922, wybieraliśmy te, które bezpośrednio lub pośrednio dotyczyły miejscowości w powiecie strzeleckim. Nie ma wątpliwości, że działo się tu sporo. Także w polityce, było przecież tuż po III powstaniu śląskim. Archiwum zawiera wycinki z polskiej prasy, toteż patrzymy na ówczesny świat oczami właśnie jej odbiorców.

Formalnie III powstanie śląskie zakończyło się 5 lipca 1921 roku. Ale nie skończyły się wtedy polsko-niemieckie napięcia na Śląsku. Jeszcze przez rok - do połowy 1922 - zostały w regionie siły rozjemcze Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej składające się z żołnierzy francuskich, brytyjskich i włoskich. Były one niezbędne, skoro dopiero latem 1922 granica na Śląsku ukształtowała się ostatecznie, a polskie i niemieckie wojsko i administracja cywilna przejmowały przyznane im części regionu.

Członkowie komisji pełnili też z konieczności funkcje władzy sądowniczej. Odpryski tych działań dotyczyły także Strzelec.

Z więzienia sądowego w Gliwicach wywieziono w poniedziałek dalszych sześciu więźniów politycznych uwikłanych w morderstwo popełnione na osobie porucznika Elbanowskiego - donosił korespondent sądowy.

Przypomnijmy, proces toczył się przed specjalnym sądem Komisji Międzysojuszniczej w pierwszych dniach czerwca 1922 roku. Mordu dokonano w Ortowicach w październiku 1921 roku. Elbanowski, który należał do Selbstschutzu, został przez swoich współtowarzyszy z organizacji oskarżony o wydanie Polakom tajnych dokumentów. Po doraźnym sądzie w mieszkaniu leśniczego wywieziono go do lasu, zastrzelono i zakopano w przygotowanym zawczasu grobie.

Wszystkich sprawców umieszczono w tutejszym więzieniu sądowem - donosił z satysfakcją autor korespondencji ze Strzelec.

Bywało, że cudzoziemscy żołnierze nie tylko rozdzielali walczących, ale i ratowali życie mieszkańcom. Takie właśnie szczęście miał mieszkaniec Lichyni. Prowadził wóz, a przestraszone czymś konie poniosły. Woźnica, chcąc utrzymać w swej mocy zestrachane konie - pisał autor tekstu sprzed wieku - stracił równowagę, spadł z wozu i został przejechany. Ciężko okaleczonego zabrał do lecznicy w Koźlu włoski samochód wojskowy przejeżdżający przez wieś w chwili wypadku.

Krajanie zwłok samobójcy

Ale żołnierze z Zachodu najwyraźniej nie tylko utrzymywaniem porządku i rozdzielaniem walczących stron się zajmowali, skoro w „Gońcu Śląskim” znalazła się i taka informacja (zwraca uwagę specyficzny język komunikatu): Pewien francuski sierżant popełnił samobójstwo przez powieszenie w lasku przed Starym Ujazdem. Krajanie zwłok samobójcy nastąpiło w Gliwicach przez francuskich lekarzy wojskowych. Co sierżanta popchnęło do odebrania sobie życia, nie wiadomo, podobno powodem była nieszczęśliwa miłość.

„Goniec Śląski” opublikował bilans III powstania śląskiego w Kamieniu Śląskim (dziennikarz sprzed wieku napisał: Kamień w Strzeleckiem). Statystyka nosiła tytuł „Ofiary powstania”. W okresie walk zeszłorocznego powstania poległo tu 28 powstańców. Z liczby tej pogrzebano 18 we wspólnym grobie na cmentarzu, 8 na polu w różnych miejscach, a ostatecznie zwłoki 2 poległych wywieziono do stron ojczystych - czytamy.

Koniec powstania nie oznaczał, jak wspomniano wyżej, zakończenia sporów. Polskie gazety konsekwentnie donosiły o atakach niemieckich organizacji, ale i ostrzegały przed konkretnymi bojownikami. Jak pokazuje poniższy cytat, nie zawsze przebierając w słowach:

Niejaki Paweł Habraschka tustąd, znany zdrajca, zaczepia wciąż ludzi naszych i wypytuje ich się o różnych sprawach zachodzących pomiędzy ludnością polską. Zebrany w ten sposób materiał dostarcza Niemcom, oczywiście własnym swoim sosem zaprawiony i może nieraz całkowicie przekręcony. Należy tego judasza unikać i nie wdawać się z nim w żadne rozmowy...

Czas po powstaniach śląskich był okresem specyficznej wędrówki ludów. Podejmowali ją m.in. tzw. optanci, czyli Polacy, którzy po podziale Śląska znaleźli się po niemieckiej stronie granicy, oraz Niemcy, którzy znaleźli się w Polsce. Tych, którzy optowali (stąd nazwa) za wyjazdem do kraju, z którym się utożsamiali, było po obu stronach granicy po około 100 tysięcy osób. Po lekturze gazet z tamtych czasów nie ma wątpliwości, że nie wszyscy opuszczali miejsce urodzenia dobrowolnie.

W wiosce naszej - donosił w czerwcu 1922 roku korespondent „Gońca Śląskiego” z Wielkiego Kamienia - otrzymało 80 Polaków nakaz opuszczenia wioski. Pod adresem tutejszych Polaków wypowiadają tutejsi orgeszowcy groźby (Orgesz, potoczna nazwa Organisation Escherich, organizacji paramilitarnej, działającej 1919-1921 w Niemczech i w Austrii - przyp. red.), iż o ile Polacy nie usłuchają rozkazu, zniszczone im zostanie ich mienie. Także w Krzanowicach na płotach i drzewach poprzylepiano kartki z nazwiskami Polaków, którzy opuścić mają - najdalej za 10 dni - wioskę.

Palacz Wilhelm Kocot, nie bacząc na to, że jest Polakiem, postanowił w sierpniu 1922 wrócić - z popowstaniowej tułaczki - do Zawadzkiego i do wykonywanej dotąd pracy. Jego powitanie dziennikarz tak opisał: Napadła na niego banda orgeszowców, między innemi Bugdol, Paschek, Buchwald, Januschkowitz i inni. Przewrócili go na ziemię i w niemiłosierny sposób znęcali się nad nim, bijąc go gumowymi pałkami. Nieszczęśliwa ofiara, zalana krwią, padła na ziemię bez przytomności. Rozumie się, że po takim przyjęciu pierwszym pociągiem przyjechał nazad do Polski.

Czasem język i styl relacji z popowstaniowych konfliktów brzmią nieco zabawnie, jak w korespondencji z Dolnej: Straż gminna obłożyła aresztem dwa ciężkie karabiny maszynowe i piętnaście karabinów. Broń ta należała orgeszowcom. Tajne niemieckie organizacje bojowe w powiecie strzeleckim i opolskim są dotychczas po części w stanie pogotowia. Ale zdarzają się relacje budzące grozę, jak ta z Kolonowskiego (wtedy pisano Kolonowska):

Wieczorem o godzinie 8.00 weszła do mieszkania chałupnika, Jana Gaidzika, banda złożona z 5 niemieckich bandytów. Mierząc do Gaidzika pistoletami zażądali pieniędzy. Gdy Gaidzik odrzekł po polsku, że pieniędzy nie posiada, powiedział dowódca bandy: Mów po niemiecku ty polska świnio. Równocześnie gruchnęła salwa, a p. Gaidzik runął na ziemię i skonał w obecności żony i dzieci. Po spełnionej zbrodni napastnicy przeszukali mieszkanie, zabierając różne rzeczy. Pieniędzy nie znaleźli bo Gaidzik był człowiekiem ubogim.

Dobrych czasów nie było

Jeśli ktoś ma nadzieję lub złudzenia, że sto lat temu przeżywaliśmy na Śląsku coś, do czego przylgnęło pojęcie: stare dobre czasy, po przeczytaniu ówczesnych kronik kryminalnych powinien tę naiwną myśl porzucić. Przykład pierwszy z brzegu. 23 maja 1922 w tekście z Rozwadzy dziennikarz „Gońca Śląskiego” notował: Niejaki Materla, młokos zaledwie 18 lat liczący, posprzeczał się z jednym tutejszym strażakiem gminnym. W toku sprzeczki M. wydobył rewolwer i zastrzelił strażaka, ojca ośmiorga dzieci. Morderca po popełnieniu zbrodni zbiegł bez śladu.

Można się spodziewać, że skoro jego nazwisko było znane policji i trafiło do mediów, to młody zabójca został złapany. Ale stróże prawa nie zawsze mieli takie sukcesy. W lipcu 1922 pewien strzelecki kupiec zamówił wagon żelaza. Jak czytamy w prasie z epoki: W nocy skradł ktoś nie tylko żelazo, ale także wagon kolejowy. Do dziś nie zdołano stwierdzić, gdzie wagon się znajduje, chociaż od jego zniknięcia minęło kilka dni.

Równie gwałtowną śmiercią co strażak z Rozwadzy zginął w lipcu tego samego roku leśniczy z Kolonowskiego Franciszek Morawiec. Stoczył on przed kilku dniami walkę z przemytnikami w lesie brzeźnickim. Morawiec otrzymał kilka strzałów. Po kilku dniach zmarł. Nazwiska kłusowników nie są znane - przyznaje autor kroniki kryminalnej.

Do stereotypu dawnej młodzieży, która rzekomo była lepiej wychowana, bardziej kulturalna, posłuszna i pobożniejsza niż jej współcześni rówieśnicy, nie pasują z pewnością trzej mieszkańcy Strzeleckiego, o których po upływie wieku czytamy:

Ślusarczykowie Ernest Scharf i Andrzej Czok oraz piekarczyk Guenther Ehrhardt rzucili pracę w lipcu br. I puścili się - mimo bardzo młodego wieku - na rozbój. Udały im się trzy napady rabunkowe, dwa w Dziewkowicach, a jeden w Strzelcach. W Dziewkowicach wtargnęli do posiadłości gospodarzy Blocha i Bitschela i skradli znaczne kwoty pieniężne, rower, dwa zegarki, parę trzewików, okrasę i chleb. Trzeci napad na mieszkanie dzierżawcy Gawendy w Strzelcach był dla młodych bandytów pułabką (pisownia oryginalna). Wprawdzie skradli 35 tysięcy marek, lecz przytem zostali poznani i następnego dnia aresztowani. W ubiegłą środę stawali rabusie przed opolską izbą przysięgłych oskarżeni za rabunek. Sąd skazał Ehardta na 8 lat, Scharfa na 6 lat więzienia. Siedemnastoletniego Czoka ze względu na jego młodość zwolniono od winy i kary.

Oj, nie miały ówczesne sądy lekkiej ręki. Przekonał się o tym robotnik Pałyga, który ukradł w październiku zeszłego (czyli 1921) roku w kościele kielich mszalny, zaś hostie rozsypał po ołtarzu. Sąd skazał go za ten bezbożny uczynek na 6 lat ciężkiego więzienia - zanotował autor informacji kryminalnych.

A z młodzieżą chyba naprawdę nie było najlepiej, skoro dziennikarz relację z wiejskiej zabawy, podczas której młodzi ludzie podźgali się na śmierć nożami, opatrzył takim komentarzem: Rozhukana młodzież nie może wskutek panującej demoralizacji przyjść do upamiętania i nie baczy na to, że naraża się na utratę życia, wywołując niepotrzebne burdy tam, gdzie grono towarzyskie się spokojnie zabawia. Odczuwa się brak religijności i dobrego wychowania.

W relacjach z wypadków - jest ich w ówczesnych mediach sporo - uderzają trzy prawidłowości tamtych czasów: Autorzy wcale nie oszczędzają czytelnikom nawet dosadnych szczegółów wydarzeń. Z pewnością nawet nie przeczuwali oni zaistnienia RODO. Ofiary są wymieniane z imienia, nazwiska i miejsca zamieszkania. No i żaden z opisanych w 1922 roku wypadków nie był zdarzeniem drogowym. I nic dziwnego auta były jeszcze wówczas w Strzeleckiem rzadkością. A oto trzy próbki relacji przytoczone dosłownie:

Strzelce. W kamieniołomach przy tutejszej fabryce wyrobów cementowych znaleziono zwłoki cieśli, Jana Lamicha z kolonji Adamowickiej. Przywołany lekarz stwierdził, iż śmierć nastąpiła przed 12 godzinami. Przypuszczać należy, iż nieboszczyk, powracając z pracy do domu, wybrał sobie krótszą drogę obok kamieniołomów. Niewątpliwie wskutek ciemności zeszedł z chodnika i wpadł do jednego kamieniołomu i zabił się na miejscu.

Strzelce. Na śmierć został zgnieciony w fabryce papieru w Krapkowicach robotnik Haiduk stąd. Wskutek nieostrożności dostał się do maszyny i wydobyto go z niej jako trupa. Zmarły pozostawia żonę i czworo nieletnich dzieci.

Strzelce. Nieszczęśliwy wypadek. Siedmioletni synek kupca Szatonia zsuwał się na poręczy u schodów, przyczem stracił równowagę i spadł z drugiego piętra do sieni. Podniesiono go i odstawiono do najbliższego lekarza, lecz wszelka pomoc była daremna. Chłopak zmarł kilka godzin po wypadku.

Duszpasterz was zupełnie zadowoli

Podobnie jak dzisiaj strzeleccy czytelnicy w 1922 roku chętnie czytali także o Kościele, jego działalności, a także o personaliach.

Dosyć ciekawa jest informacja dotycząca Góry św. Anny, a właściwie szukania przez Polaków alternatywy dla tego świętego miejsca. Wiemy dzisiaj, że w okresie międzywojennym na Górę św. Anny przychodzili pątnicy z obu stron granicy, a obchody kalwaryjskie odbywały się - dopóki nie zabronili tego naziści - zarówno po niemiecku, po polsku, jak i po morawsku. W czerwcu 1922 musiało to być mocno nieoczywiste, skoro polskich pątników na łamach prasy zapraszano do sanktuarium Matki Bożej w rybnickim Pszowie na odpust św. Apostołów Piotra i Pawła.

Mamy nareszcie polskiego duszpasterza - zachęcali gospodarze pszowskiej świątyni - który was we wszystkich sprawach duchowych zupełnie zadowoli, za co wam możemy ręczyć. Uroczystość parafialna rozpocznie się w środę wieczorem uroczystymi nieszporami i kazaniami. Szczegółowy opis dwudniowych obchodów kończy następujący passus: Dlatego, że Góra św. Anny znajduje się w rękach niemieckich, spodziewamy się, że będziecie jak najliczniej z tej okazji korzystać, aby się pokłonić i podziękować za odebrane łaski Najświętszej Pannie Pszowskiej.

W lipcu 1922 „Goniec Śląski” donosił z Kielczy w Strzeleckiem, iż odbyły się tam prymicje o. misjonarza Piusa Pawełki. Cała gmina wzięła udział w tej pięknej a rzadkiej uroczystości - pisał dziennikarz.

Skwapliwie odnotowywała także ówczesna prasa zmiany personalne w parafiach. Spośród wielu - dwa przykłady:

Wielkie Staniszcze. Przed kilku tygodniami opuścił naszą parafię po dziesięcioletniej owocnej pracy ks. proboszcz Gajda i objął parafię św. Jadwigi w Królewskiej Hucie. Władza duchowna przysłała nam nowego duszpasterza w osobie ks. kuratusa Stanisława Hytrka z Józefowca w powiecie katowickim. Ks. Hytrek pochodzi z tutejszego powiatu, z Obrowca.

Żandowice w Strzeleckiem. W poniedziałek, 3 lipca 1922 po południu przybył do Żandowic nowy duszpasterz, ks. kuratus Urbansky z Pszczyny. Parafianie powitali nowego duszpasterza na dworcu kolejowym i odprowadzili go do kościoła, gdzie udzielił wiernym pierwszego błogosławieństwa.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama WFOŚ
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Szkoda, że autor artykułu w tytule i treści skrócił grupę uczestników tylko do Kolonowskiego. Wyprawa 'śladami solnej historii' połączyła przecież seniorów z całej gminy: Staniszcz, Spóroka, Fosowskiego i Kolonowskiego. To ważne, by doceniać zaangażowanie wszystkich mieszkańców, bo sukces tej udanej wycieczki jest ich wspólnym dziełem.” Data dodania komentarza: 25.10.2026, 07:16 Źródło komentarza: Emeryci i Renciści z Kolonowskiego ruszyli śladami solnej historii G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Brawa dla pana Przemka! Dzięki za poświęcenie i wkład w odnalezieniu tego człowieka. Data dodania komentarza: 21.10.2026, 13:18 Źródło komentarza: Liczyła się każda minuta. Dzielnicowy odnalazł mężczyznę w kryzysie S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: To było zapewne „na chwilę”. On „tylko”. Pewnie włączył jeszcze światła awaryjne, bo wielu kierowców uważa, że żółte miganie daje im dodatkowe przywileje. Bo przecież musi do sklepu, do paczkomatu, wyładować towar – powód zawsze się znajdzie. I nagle, w ich mniemaniu, zakaz jazdy po chodniku przestaje obowiązywać, przepisowe 1,5 metra dla pieszych staje się zbędne, a pojazdy powyżej 3,5 tony magicznie zyskują prawo wjazdu na infrastrukturę dla pieszych. Najbardziej jednak boli fakt, że policja regularnie mija takich kierowców i kompletnie nie reaguje. To nic, że ktoś tarasuje chodnik, blokuje przejazd albo nadużywa świateł awaryjnych. Taka bierność służb tylko potęguje społeczne przyzwolenie na drogowe bezprawie. Co więcej, gdy ktoś odważy się zwrócić uwagę na auto zaparkowane na chodniku, natychmiast zostaje uznany za awanturnika i wywrotowca. W końcu „aż tak bardzo nie blokuje”, „przejść się da”, a poza tym „w tym miejscu i tak mało kto chodzi”, więc o co ten cały hałas? Dlaczego policja nie reaguje na takie zachowania z własnej inicjatywy? Dlaczego czeka wyłącznie na oficjalne zgłoszenia? Czy jej obowiązkiem nie powinno być piętnowanie wykroczeń bezpośrednio na gorącym uczynku – i to nie tylko poprzez stanie z „suszarką” na zakrętach? W całym tym artykule jedno zdanie uderza najmocniej: „cofający autem na chodniku”. Ludzie, w jakim świecie my żyjemy? Samochód jadący po chodniku? Czy to naprawdę stało się już normą? Data dodania komentarza: 9.10.2026, 19:23 Źródło komentarza: Śmiertelne potrącenie w Strzelcach Opolskich. Nie żyje kobieta J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Uwaga mieszkańcy! Jeśli przejeżdżaliście przez Zawadzkie i tam wygraliście, musicie natychmiast się przeprowadzić, bo redakcja już zdecydowała, czyim milionerem jesteście. Logika poziomu: 'zjadłem zapiekankę w Krakowie, więc jestem Krakusem'. Data dodania komentarza: 4.10.2026, 12:53 Źródło komentarza: Zawadzkie zyskało milionera. Wygrał pieniądze w loterii EuroJackpot L Autor komentarza: Polak Treść komentarza: Wielki szacunek dla naszych chłopaków za robotę, a dla tego kapusia gigantyczny wstyd! Do łopaty albo do rzucenia grosza na zbiórce go nie było, ale do pisania donosów pierwszy. Typowy polaczek, sam nic nie zrobi, a drugiemu zepsuje. Żyj teraz z tą świadomością, że cała wieś tobą gardzi. 😡 Data dodania komentarza: 29.09.2026, 17:44 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Choć intencje mieszkańców były szlachetne, to budowanie czegokolwiek w pasie drogowym, bez planów, pozwoleń i jasnej własności gruntu, było ogromną lekkomyślnością. Gdyby w niedokończoną ścianę znów uderzyło auto albo konstrukcja zawaliła się na pieszego, winnych do odpowiedzialności by nie było. Prawo jest prawem i musi być przestrzegane, nawet przy odbudowie świętości.” Data dodania komentarza: 29.09.2026, 06:58 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany
Reklama