Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 4 listopada 2026 03:28
ReklamaFilplast

Czy chciał zabić żonę? Daniel N. czeka na wyrok

W Sądzie Okręgowym w Opolu w piątek, 6 marca, ruszył proces Daniela N. ze Strzelec Opolskich. Mężczyzna odpowiada za usiłowanie zabójstwa swojej żony. Przypomnijmy, do dramatycznego zdarzenia doszło 22 czerwca ubiegłego roku w Strzelcach. Zdaniem prokuratury mężczyzna działał w zamiarze zabójstwa - uderzał kobietę stłuczoną butelką po twarzy i szyi, ściskał za szyję i groził jej śmiercią.

Obrońca oskarżonego Daniela N. chciał, żeby rozprawa toczyła się z wyłączeniem jawności, ale sąd nie uwzględnił wniosku. Daniel N. wiedział, co mu się zarzuca, ale nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów i odmówił złożenia wyjaśnień. Sędzia odczytał jego wcześniejsze zeznania, a mężczyzna odpowiadał na zadane pytania.

Znajomość Daniela N. i Katarzyny rozpoczęła się w czerwcu 2012 roku. Po trzech miesiącach para wzięła ślub. 1,5 roku później urodziła im się córka.

- 21 czerwca 2019 roku przyjechałem do Polski i zabrałem dzieci na basen. Po basenie syn Katarzyny chciał iść do domu pograć na komputerze, ja wtedy z drugim pasierbem i z córką poszedłem do mojej mamy na obiad. Tam dowiedziałem się od dzieci, że żona tydzień wcześniej była na ślubie swojej przyjaciółki z innym mężczyzną. Potem dzieci mi jeszcze powiedziały, że w poniedziałek on też przyjechał i poszli razem na spacer, a później u nich nocował - zeznawał Daniel N.

Feralny poranek

Tę noc oskarżony spędził poza domem, spał w garażu, wcześniej pił.

- Około 9.00 postanowiłem, że pójdę porozmawiać z Kasią, bo jednak rodzina jest najważniejsza. Gdy szedłem, pamiętam, że po drodze przewróciłem się i potrzaskałem piwo. Wszedłem do Kasi do domu i zobaczyłem, że ona akurat wychodzi z łazienki. Zacząłem z nią normalnie rozmawiać, ona wtedy znów zaczęła ze mnie drwić, śmiać się. Wtedy pod wpływem wzburzenia przyłożyłem jej tę butelkę do szyi i powiedziałem, że ma go zostawić - mówił oskarżony.

- Nawet nie dokończyłam zdania, bo on od razu wbił mi tę butelkę. Wtedy rzeczywiście złapałam męża za dłonie i po części za butelkę, żeby nie mógł wbić jej dalej. Wciągnęłam go do tej łazienki tylko po to, żeby moje dzieci tego nie widziały. Szarpaliśmy się tam dość długo. Usłyszałam, że mam z nim nie pogrywać, że mam odwołać rozwód i że chce widzeń z dziećmi co tydzień - mówiła Katarzyna. - Gdy już byliśmy na podłodze, prosiłam żeby przestał, bo zaraz dzieci zobaczą mamę we krwi i tatę mordercę, ale on nie przestawał. Dopiero przestał, kiedy usłyszałam, że mój syn puka do okna i krzyczy, że „już jedzie karetka, zostaw mamę”. On jakby nic wstał, wziął tę butelkę i powiedział na odchodne, że „jeśli przeżyłam dziś, to on wróci jutro to dokończyć” - kobieta mówiąc to płakała.

Katarzyna zeznała również, że mąż był zazdrosny o nią, o relację z dziećmi i przyjaciółmi.

- On mnie kochał, ale chorobliwie - mówiła.

Zdaniem Daniela N. sytuacja w łazience wyglądała inaczej.

- To był przypadek. Po prostu trzymałem potłuczoną butelkę przy szyi pokrzywdzonej, ale z pewnością nie chciałem tego. Nie wbiłem jej tej butelki. Zrobiliśmy krok, dwa do tyłu i potykając się o własne nogi przewróciliśmy się i w tym momencie ja całym ciałem runąłem na nią. Wtedy musiało się to wbić. Ja nawet nie poczułem tego. Dopiero zobaczyłem krew na rękach, jak wstałem - mówił oskarżony. - Nigdy nie chciałbym zabić żony, przez całe 7 lat małżeństwa nie podniosłem na nią ręki. Żona była dla mnie wszystkim - dodał.

Daniel N. przebywa w areszcie. Grozi mu od 8 lat pozbawienia wolności do dożywocia. Z uwagi na zawiłość sprawy sąd postanowił odroczyć wydanie wyroku na 16 marca, jednak z różnych względów m.in. stanu epidemicznego, wyrok nie zapadł. Na razie nie ustalono terminu kolejnej rozprawy. 


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama WFOŚ
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Szkoda, że autor artykułu w tytule i treści skrócił grupę uczestników tylko do Kolonowskiego. Wyprawa 'śladami solnej historii' połączyła przecież seniorów z całej gminy: Staniszcz, Spóroka, Fosowskiego i Kolonowskiego. To ważne, by doceniać zaangażowanie wszystkich mieszkańców, bo sukces tej udanej wycieczki jest ich wspólnym dziełem.” Data dodania komentarza: 25.10.2026, 07:16 Źródło komentarza: Emeryci i Renciści z Kolonowskiego ruszyli śladami solnej historii G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Brawa dla pana Przemka! Dzięki za poświęcenie i wkład w odnalezieniu tego człowieka. Data dodania komentarza: 21.10.2026, 13:18 Źródło komentarza: Liczyła się każda minuta. Dzielnicowy odnalazł mężczyznę w kryzysie S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: To było zapewne „na chwilę”. On „tylko”. Pewnie włączył jeszcze światła awaryjne, bo wielu kierowców uważa, że żółte miganie daje im dodatkowe przywileje. Bo przecież musi do sklepu, do paczkomatu, wyładować towar – powód zawsze się znajdzie. I nagle, w ich mniemaniu, zakaz jazdy po chodniku przestaje obowiązywać, przepisowe 1,5 metra dla pieszych staje się zbędne, a pojazdy powyżej 3,5 tony magicznie zyskują prawo wjazdu na infrastrukturę dla pieszych. Najbardziej jednak boli fakt, że policja regularnie mija takich kierowców i kompletnie nie reaguje. To nic, że ktoś tarasuje chodnik, blokuje przejazd albo nadużywa świateł awaryjnych. Taka bierność służb tylko potęguje społeczne przyzwolenie na drogowe bezprawie. Co więcej, gdy ktoś odważy się zwrócić uwagę na auto zaparkowane na chodniku, natychmiast zostaje uznany za awanturnika i wywrotowca. W końcu „aż tak bardzo nie blokuje”, „przejść się da”, a poza tym „w tym miejscu i tak mało kto chodzi”, więc o co ten cały hałas? Dlaczego policja nie reaguje na takie zachowania z własnej inicjatywy? Dlaczego czeka wyłącznie na oficjalne zgłoszenia? Czy jej obowiązkiem nie powinno być piętnowanie wykroczeń bezpośrednio na gorącym uczynku – i to nie tylko poprzez stanie z „suszarką” na zakrętach? W całym tym artykule jedno zdanie uderza najmocniej: „cofający autem na chodniku”. Ludzie, w jakim świecie my żyjemy? Samochód jadący po chodniku? Czy to naprawdę stało się już normą? Data dodania komentarza: 9.10.2026, 19:23 Źródło komentarza: Śmiertelne potrącenie w Strzelcach Opolskich. Nie żyje kobieta J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Uwaga mieszkańcy! Jeśli przejeżdżaliście przez Zawadzkie i tam wygraliście, musicie natychmiast się przeprowadzić, bo redakcja już zdecydowała, czyim milionerem jesteście. Logika poziomu: 'zjadłem zapiekankę w Krakowie, więc jestem Krakusem'. Data dodania komentarza: 4.10.2026, 12:53 Źródło komentarza: Zawadzkie zyskało milionera. Wygrał pieniądze w loterii EuroJackpot L Autor komentarza: Polak Treść komentarza: Wielki szacunek dla naszych chłopaków za robotę, a dla tego kapusia gigantyczny wstyd! Do łopaty albo do rzucenia grosza na zbiórce go nie było, ale do pisania donosów pierwszy. Typowy polaczek, sam nic nie zrobi, a drugiemu zepsuje. Żyj teraz z tą świadomością, że cała wieś tobą gardzi. 😡 Data dodania komentarza: 29.09.2026, 17:44 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Choć intencje mieszkańców były szlachetne, to budowanie czegokolwiek w pasie drogowym, bez planów, pozwoleń i jasnej własności gruntu, było ogromną lekkomyślnością. Gdyby w niedokończoną ścianę znów uderzyło auto albo konstrukcja zawaliła się na pieszego, winnych do odpowiedzialności by nie było. Prawo jest prawem i musi być przestrzegane, nawet przy odbudowie świętości.” Data dodania komentarza: 29.09.2026, 06:58 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany
Reklama