Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 22 lipca 2026 10:33
Reklama Filplast

W „Kupach” pachnie lasem, w Kałach rośnie duma, a z Wódką jeszcze nikt nie wygrał

Nazwy miejscowości bywają bardzo różne, czasem tak nietypowe, że wywołują śmiech, choć ich etymologia wcale nie jest zabawna. Na Opolszczyźnie znajdziemy m.in. Węgry, Kały, Suchą Psinę czy Zimną Wódkę. W Polsce natomiast można spotkać Piekło, Niebo, Złe Mięso, Biały Kał, Niesfornegacie czy Stolec. Mieszkańcy tych wsi od lat mierzą się z żartami, stereotypami i… znikającymi tablicami drogowymi.
W „Kupach” pachnie lasem, w Kałach rośnie duma, a z Wódką jeszcze nikt nie wygrał
W naszym województwie jest wiele interesujących nazw miejscowości

Autor: ARCHIWUM PRYWATNE (2), OPOLSKA ODNOWA WSI 2.0

Kiedy chodziłem do szkoły w Opolu, wstyd było przyznać, że pochodzi się z Kup, bo zawsze ktoś się zaśmiał – wspomina pan Damian. – Nawet mojej dziewczynie, dziś żonie, długo nie mówiłem, skąd jestem. Podawałem, że z Dobrzenia. Przez jakiś czas zastanawialiśmy się nawet, czy nie skrzyknąć ludzi, żeby zmienić nazwę wsi. Dziś nie ma to już dla mnie znaczenia.

Rozalia Prohaska z Kup uważa, że młodzi zawsze chcą coś zmieniać.

– Potem im to mija i siedzą cicho – stwierdza pani Rozalia. – A z tą naszą nazwą to wszystko przez to, że ludzie mówią „w Kupach”, choć przecież nazwa się nie odmienia. Ale tak się przyzwyczaili i tak mówią. Do Kup przeprowadziłam się w 1957 roku z pobliskiej wsi, cztery kilometry stąd. Nie pamiętam, żeby komuś ta nazwa przeszkadzała. Są przecież miejscowości o znacznie gorszych nazwach. Choćby Kały.

Pani Lidia mówi, że złą sławę Kup zawdzięcza się nie tylko nazwie, ale też temu, że kiedyś działał tu szpital gruźliczy, do którego trafiali pacjenci także spoza województwa. Dziś gruźlica to już odległa historia.

– W naszych Kupach pachnie lasem – śmieje się pani Lidia, która, jak sama przyznaje, błędnie odmienia nazwę i nie zamierza tego zmieniać. – A szpital w Kupach stoi w lesie, jest tam też pulmonologia i przyjeżdżają do nas ludzie z różnych stron. Bywało, że po leczeniu chcieli kupować u nas działki, bo tak im się spodobało. No i przyjeżdżają tu na grzyby.

Dawna nazwa Kuppe, jak podaje Nadleśnictwo, oznacza po niemiecku wzniesienie, kopułę i odnosi się do położenia miejscowości na piaszczystym pagórku.

„Gorsza nazwa Kały”

„Stare Budkowice się zes…y i tak powstały Kały” – tak wyzywano kiedyś dzieci z Kałów, które chodziły do szkoły w Starych Budkowicach – wspomina Katarzyna Reguła, mieszkanka Kałów.

– Dorośli wcale nie są lepsi. Potrafią obgadywać ludzi tylko dlatego, że są z Kałów – dodaje inna mieszkanka Starych Budkowic.

Dlaczego nazwa miejscowości sprawia, że jej mieszkańcom „przykleja się łatkę”?

Czy w Zimnej Wódce wszyscy piją zimną wódkę? – pyta retorycznie Michał Golenia, wójt gminy Murów, gdzie znajdują się Kały. – Mamy wiele miejscowości o naprawdę różnych nazwach, a na to trzeba patrzeć raczej jak na promocyjny bonus. Nazwa nie musi odzwierciedlać genezy powstania miejscowości. Choćby nasze Kęszyce: na starych mapach pojawia się nazwa oznaczająca młododrzew. Gdyby miejscowość nazywała się Młodnik, byłoby to logiczne, ale Kęszyce nie mają z tym związku.

– I nie słyszałem, żeby ktoś wstydził się tej nazwy – dodaje wójt. – Z tego, co wiem, w Kałach mają podobne podejście. Nikt nie zamierzał zmieniać nazwy miejscowości.

Choć w samych Kałach pojawiały się kiedyś pomysły zmiany nazwy. Pewnego razu zjawił się deweloper, który namawiał mieszkańców do powrotu do przedwojennej nazwy Podwilcze.

– Tylko że nasi mieszkańcy nie byli tym zainteresowani – opowiada Wioleta Nowakowska z Koła Gospodyń Wiejskich Kały. – A dawna niemiecka nazwa Podwilcze wzięła się stąd, że podobno wilki plądrowały okoliczne wsie.

Zmiany najbardziej nie chcą ci, którzy mieszkają tu od pokoleń i są z nazwą mocno związani.

Jak podkreśla wójt Golenia, to właśnie Kały najbardziej się rozbudowują.

– Nie bez znaczenia jest położenie komunikacyjne: blisko droga krajowa 45, przez Kały przebiega linia kolejowa, jest też komunikacja autobusowa – wylicza. – A do tego jesteśmy w samym sercu Stobrawskiego Parku Krajobrazowego, co ma ogromne znaczenie.

Dlatego zupełnie bezpodstawne są kpiące opinie, że Kały leżą „w ciemnej dziurze”. A bywa, że mówią jeszcze gorzej.

Kały to wielkie bagno

– Jest takie powiedzonko: „Przez Kały na Kup”. Młodzież czasem ma z tym problem, bo bywa, że inni wyśmiewają mieszkańców Kałów – mówi Wioleta Nowakowska. – Zresztą, sama na pierwszym roku studiów w Opolu, gdy wykładowca zapytał, skąd jestem, odpowiedziałam, że z okolic Starych Budkowic. A on na to: „Wiem dokładnie, to obok Kałów, gdzie jeżdżę na grzyby”. Od tamtej pory przestałam ukrywać, że pochodzę z Kałów. Teraz bawi mnie reakcja ludzi. Najwyżej mówię, że jestem z miejscowości o humorystycznej nazwie.

Katarzyna Reguła należy do mieszkańców napływowych, w Kałach osiedliła się z rodziną 26 lat temu.

– Kiedy mąż powiedział, że kupujemy dom w Kałach, zamurowało mnie – przyznaje. – Ale jako polonistka od razu zwróciłam uwagę na etymologię. Nazwa pochodzi ze staropolszczyzny i oznacza bagna. Teren rzeczywiście jest podmokły.

– Pytałam też panią sołtys, czy mieszkańcy nie chcieli kiedyś zmienić nazwy, bo pojawia się również określenie „Podkraje” – dodaje.
– Ale ludzie nie widzą potrzeby takich zmian.

Zauważa, że dla młodych nazwa miejscowości nadal bywa kłopotliwa. Jej dzieci, dojeżdżając do szkoły w Opolu, niechętnie mówiły, skąd pochodzą.

– Były szufladkowane jako dzieci ze wsi, i to jeszcze z Kałów – tłumaczy pani Katarzyna. – A przecież nasza miejscowość bardzo się zmieniła i stała się sypialnią Opola.

Rzeczywiście lubią zimną wódkę?

Hubert Ibrom, burmistrz Ujazdu i mieszkaniec Zimnej Wódki, mówi, że wiele osób w Polsce myśli, iż taka miejscowość istnieje tylko w memach. Tymczasem naprawdę figuruje na mapie. Skąd wzięła się jej nazwa?

– Moja ołma urodziła się w 1936 roku jeszcze w Kaltwasser, czyli Zimnej Wodzie – opowiada burmistrz. – Tak nazywała się Zimna Wódka, zanim wkroczyli czerwonoarmiści. Ołma wspominała, że przy zmianie nazw z niemieckich na polskie nie wrócono do dawnej, historycznej Zimnej Wody. Dzisiejsza nazwa nie ma więc uzasadnienia historycznego.

W opinii mieszkańców czerwonoarmiści „zrobili na złość” miejscowym i wodę zamienili na wódkę. Ibrom ocenia jednak, że nazwa działa dziś promocyjnie – może kiedyś posłuży do organizacji festiwalu trunków…

Czy w Zimnej Wódce rzeczywiście lubią alkohol?

– A kto nie lubi zimnej wódki – odpowiada ze śmiechem sołtys Andrzej Sładek. – Ale prawda jest taka, że dziś pije się znacznie mniej. Czasy się zmieniły…

Nazwa miejscowości nikogo już nie dziwi.

– Żyjemy w epoce wszechobecnych mediów. W całej Polsce wiedzą, że Zimna Wódka istnieje na Opolszczyźnie – podkreśla sołtys. – Trudno, żeby nie wiedzieli, skoro tyle razy pokazywano nas w telewizji.

Miejscowość ma inny problem: stale giną drogowe tablice z nazwą wsi. Komu może się przydać tablica z napisem „Zimna Wódka”?

– Kiedyś nasi mieszkańcy zobaczyli tablicę z nazwą miejscowości w barze w Jastrzębiu-Zdroju – opowiada burmistrz Ibrom. – Właściciel tłumaczył, że kupił ją od złomiarza. Skradzione tablice kosztowały nas już kilkadziesiąt tysięcy złotych. Znikały czternaście razy. Sprawa trafiła do prokuratury.

A gmina postanowiła objąć tablice monitoringiem. Dzięki kamerom udało się ująć sprawców kradzieży tablicy, do której doszło
4 stycznia br. Złodzieje byli z Zabrza.

Z Wódką nikt nie wygrał

Na Opolszczyźnie również znajduje się wieś Wódka, w powiecie głubczyckim.

– My też mamy problem znikających tablic – przyznaje Dawid Jeziorski, sołtys Wódki. – Zdarzało się, że już po trzech tygodniach tablica znikała. Starostwo fundowało kolejną. I zawsze ginęła ta przy drodze powiatowej, na wjeździe do wsi. Ta na końcu Wódki zostaje.

Mieszkańcy Wódki są dumni z nazwy swojej wsi. Na zawodach strażackich OSP żartują, że przecież „Z Wódką jeszcze nikt nie wygrał”.

– Czasem ktoś nie dowierza, że naprawdę pochodzę z Wódki – opowiada sołtys Jeziorski. – Raz zatrzymała mnie Straż Graniczna do rutynowej kontroli. Gdy powiedziałem, skąd jestem, byli przekonani, że żartuję, więc sprawdzili mnie dokładniej.

Sucha Psina – to dopiero nazwa

Sucha Psina, również w powiecie głubczyckim, brzmi jak żart.

– Jaki żart? Nas ta nazwa wcale nie dziwi – zaznacza Teresa Wołk, mieszkanka i radna gminy Baborów. – Potrafimy ją wykorzystać i promować miejscowość. Nieraz pokazywano nas w mediach, nawet ogólnopolskich, w zestawieniach „dziwnych nazw”.

Mieszkańcy zostali też zaproszeni na ogólnopolski zjazd miejscowości, których nazwa zaczyna się od „Sucha”. Przyjechali tam m.in. przedstawiciele Suchej Beskidzkiej, Suchej Podlaskiej, Suchej Szlacheckiej – i Suchej Psiny.

– Łącznie takich miejscowości jest w Polsce podobno trzydzieści sześć – mówi radna Wołk. – Potem my gościliśmy ich u siebie. To było naprawdę miłe.

W pobliżu wsi przepływa Psina, lewy dopływ Odry. Jedni mówią „Psina”, inni „Cyna”, która kiedyś wyschła – stąd „Sucha Psina”. Nieprzypadkowo patronem kościoła jest św. Jodok, opiekun wody.

– Nigdy nie chcieliśmy zmieniać nazwy, bo dla nas jest naturalna – podkreśla radna. – Przed wojną miejscowość nazywała się Drei Mühlen, bo rzeczywiście były tu młyny.

Księże Pole – też nietypowe

W tej samej gminie znajduje się Księże Pole – nazwa, którą również można uznać za nietypową. Wskazuje na dawną własność księcia lub księdza.

– Są różne nazwy. Nasza może kogoś zdziwić, ale częściej kojarzą ją z „księżym polem” – przyznaje Zenon Fryzel z Księżego Pola. – Historycznie funkcjonowała tu zarówno nazwa czeska, jak i niemiecka. Tak to się toczyło.

Z lotu ptaka wieś ma kształt elipsy, rzadko spotykany w zabudowie obronnej.

Bywa też światowo…

Paryż, Włochy i Węgry – to również wsie w województwie opolskim.

Węgry w gminie Turawa doczekały się nawet lokalnych żartów. Mówi się, że to tam mógł się ukryć przed wymiarem sprawiedliwości Marcin Romanowski, sekretarz w Ministerstwie Sprawiedliwości, oraz były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

– I to dopiero byłaby międzynarodowa afera – śmieje się Dominik Pikos, wójt Turawy. – Ale w naszych Węgrach raczej ich nie ma.

– Prawdopodobnie nazwa wsi wywodzi się od węgierskich osadników – dodaje wójt. – Po raz pierwszy pojawiła się, w nieco innym brzmieniu, pod koniec XIII wieku w dokumentach biskupstwa wrocławskiego. Według Jerzego Farysa, historyka i regionalisty, jednoznacznej etymologii tej nazwy nie ma. W czasach niemieckich również funkcjonowała podobna forma.

Taka sama nazwa pojawia się też w czasach Karola Wielkiego w niemieckim Zagłębiu Ruhry – jako Wengner. Występuje tam również określenie Ugru. Być może chodzi o plemiona ugrofińskie, czyli Hunów, którzy w V wieku plądrowali Europę. Część z nich osiadła na terenach dzisiejszych Węgier, a może i w obecnych Niemczech oraz Polsce. Ale to już tylko snucie opowieści.

Do Paryża to kawał drogi

Mieszkańcy Paryża w gminie Pokój nie mają wątpliwości, skąd wzięła się nazwa ich miejscowości. W księgach parafialnych nagle, w XIX wieku, zaczynają pojawiać się francuskie nazwiska. Z czasem ich brzmienie nabierało bardziej lokalnego, śląskiego charakteru.

– Wystarczy pojechać gdzieś dalej i powiedzieć, że jest się z Paryża. Wszyscy od razu przekonani, że chodzi o Francję – śmieje się Barbara Czaja, przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich. – Nieraz było z tego sporo śmiechu, bo ktoś się dziwił, że tak szybko dało się z Paryża dojechać.

Dziś jedni Paryż opuszczają, inni się tu sprowadzają, szukając ciszy i spokoju z dala od miasta.

Historia opolskiego Paryża zaczyna się w 1812 roku, kiedy oddziały francuskie maszerowały na Moskwę, a potem wracały stamtąd niedobitki. Dowodził nimi Hieronim, brat Napoleona Bonaparte. Wojska przechodziły przez tereny dzisiejszej zachodniej Polski. Zima okazała się dla nich zgubna – wielu rannych i głodnych maruderów nie wróciło już do Francji. Zostali na tych ziemiach, pożenili z miejscowymi i wrośli. Stąd francuskie nazwiska w parafialnych zapisach z gminy Pokój.

– Nasza miejscowa legenda mówi, że być może sam Hieronim, kiedy obudził się u gospodarza pod lasem, miał powiedzieć:
„O, tak mi tu dobrze jak w Paryżu” – opowiadają w urzędzie gminy.

Opolski Paryż znany jest też ze schroniska dla psów prowadzonego przez Fundację Małych Braci – tą samą, która działa również w Opolu.

– Kiedy mówię, że schronisko jest w Paryżu, zawsze pojawia się konsternacja. Pytają: „Jak to, dodzwoniłem się do Paryża?” – śmieje się Katarzyna Szydłowska, dziś mieszkanka Paryża, wcześniej opolanka. – A kiedy mówię, że tu mieszkam, słyszę, że musiałam zrobić niezły kawał drogi samochodem.

W spokojnym, malowniczo położonym Paryżu znaleźli swoje miejsce.

– Psy są na wybiegu niemal całą dobę i nikomu to nie przeszkadza – dodaje pani Katarzyna.

Włochy, które nie są Włochami

W gminie Domaszowice znajdują się Włochy. Jedna z wersji mówi, że nazwa pochodzi od osadników z Wołoszczyzny, czyli terenów dzisiejszej Rumunii. Inna – że od przybyszy z obszarów dzisiejszej Belgii i Luksemburga. Pewności jednak nie ma.

– Nazwa zawsze budzi zdziwienie – mówi Joanna Kurek, sołtys Włochów. – Człowiek pojedzie na wczasy nad morze, a wszyscy od razu, że z tak daleka przyjechał – śmieje się.

Często słyszy też komentarze, że skoro mieszka na „półwyspie Apenińskim”, to ma swoje, cieplejsze morze. Dlatego mieszkańcy chcieli kiedyś nadać ulicom nazwy włoskich miast: Mediolańska, Wenecka, Neapolitańska, Florencka.

– Ale na zebraniu sołeckim zagłosowano za innymi nazwami – mówi pani sołtys. Dziś są to swojsko brzmiące: Tartaczna, Folwarczna, Plebiscytowa, Górna.

Usraniec to tylko lokalna nazwa

„Usraniec” – tak nazywano kolonię między Staniszczami Wielkimi a Staniszczami Małymi.

– To nasza śląska, lokalna nazwa, nie ma co robić z tego problemu. Tak się po prostu przyjęło – wyjaśnia Gerard Mańczyk, znawca lokalnej historii. – Powinna funkcjonować inna nazwa: kolonia Sroll, od nazwiska zarządcy dóbr strzeleckich w XVIII wieku, za czasów rodziny Graf von Renardów. W 1824 roku wybudowali oni kilka domów między Fosowskiem a Staniszczami Wielkimi. To dzisiejsza ulica Sobieskiego.

Skąd więc „Usraniec”?

– Kolonia była całkowicie poza wsią. A u nas gwarowo o takich miejscach mówi się właśnie „usraniec”. I to nie jest obraźliwe – przekonuje Mańczyk. – Zaraz po wojnie ksiądz Reińca próbował zmienić nazwę na „Zielone Miasteczko”. Pojawiała się sporadycznie w przewodnikach, ale ludzie jej nie przyjęli.

Joanna Smykała, sołtys Staniszcz Wielkich, przyznaje: – Nigdy nie słyszałam, żeby ktoś mówił „Zielone Miasteczko”. Ludzie mówią po prostu Usraniec.

Piotr Musioł, sołtys Staniszcz Małych, dodaje: – Nazwa może dziwić, ale jest nasza i nie powinna nikogo zaskakiwać. Jedni mieszkańcy Usrańca są bardziej związani ze Staniszczami Małymi, inni z Wielkimi. Zależy, gdzie chodzą do kościoła, a dzieci do szkoły.

Może kiedyś nazwa stanie się oficjalna. Chyba, że młodsze pokolenie zbuntuje się i wybierze coś zupełnie innego. Ale młodzi lubią „odlotowe” nazwy.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie - "Strzelca Opolskiego"!


Podziel się
Oceń

Komentarze

B
<a href=“https://www.polecanekorepetycje.pl/“>kasia</a> 20.05.2026 16:34
Świetnie napisany artykuł, który bardzo dobrze przedstawia opisywany temat, to rzadkie!!
Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Zawadzki policyjny show. Data dodania komentarza: 14.07.2026, 15:07 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Dość niejasny ten artykuł... Wyszła z domu za piętnaście druga po południu, a o drugiej zgłoszono jej zaginięcie i rozpoczęto poszukiwania? Czy czegoś tu nie doczytałem? Data dodania komentarza: 14.07.2026, 13:53 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Dostęp do Małej Panwi wystarczy nam. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 22:39 Źródło komentarza: Moc atrakcji na wakacje w gminie Kolonowskie. Co znalazło się w programie? A Autor komentarza: Goroll Treść komentarza: Najlepiej pisać komentarze podczas pracy .Czy Smok twój przełożony wie ze wykorzystując czas pracy udzielasz się na forach . Piszesz o marnotrawstwie a sam nie jesteś w porzadku . W Kolonowkiem wiemy kim jesteś . Data dodania komentarza: 8.07.2026, 17:39 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu J Autor komentarza: Jowita Treść komentarza: Panie Starosto Gaida a czy ma Pan tyle odwagi żeby przedstawić opinii publicznej jak w strzeleckim szpitalu wygląda rachunek kosztów a zwłaszcza poziom wynagrodzeń lekarzy (np. na wykresie). Kluczowe się również wydaje pytanie czy po doniesieniach medialnych z całej polski o patologiach w służbie zdrowa, w strzeleckim szpitalu była przeprowadzona rewizja finansowa ze strony starostwa jako właściciela szpitala? Jeśli tak to co z niej wyszło? Jeśli nie to dlaczego? Strzelecki szpital ma 42 mln długu, ten rok zamknie deficytem więc Panie Gajda czas stanąć przed mieszkańcami i odpowiedzieć na zadane pytanie. Panie Starosto zawsze może sobie Pan wziąć do pomocy Pana Romana Kolka z Jemielnicy (nie gdyś wicemarszałka województwa - na całe szczęście już nim jest) który zawsze uśmiech od ucha do ucha i jasno twierdził że służba zdrowia potrzebuje tylko forsy forsy i forsy a teraz wiemy na co te pieniądze idą. Może Romanie skomentuje to Pan a nie tylko uściski dłonie. Panie Starosto zero złotych na szpital z kasy powiatu!!! Najpierw się doi strzelecki szpital z pieniędzy, tylko podwyżki i podwyżki a potem personel szpitala obawia się konsolidacji. A co wy w tym szpitalu myślicie że podatnicy mają więcej dać żeby wyście mieli? To jest taka patologia że się w głowie nie mieści. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 12:06 Źródło komentarza: 42 mln zł długu. Trwa spór o przyszłość strzeleckiego szpitala S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: A w tym samym numerze w Strzelcach Op. piszą, że poziom wody gruntowej spadł o 7,5 metra. I trudno jakoś ludziom połączyć fakty, najlepiej zapewnić, najlepiej na stronie głównej - "WODY NIE ZABRAKNIE". Wody będzie brakować, bo jest jej coraz mniej, staw w Jemielnicy wyschnięty, w Gąsiorowicach wyschnięty, na Małej Panwi kajakami już się nie da, bo mało wody, ale gdy bobry za darmo odtwarzają nam retencję wody, to wtedy stają się pasożytami. Ludzie, opamiętajcie się, my nie szanujemy wody, za kilka, kilkanaście lat będziemy za nią płakać. Powinniśmy zrobić wszystko, by jak najwięcej jej zachować, na łąkach, w lasach, bagnach, mokradłach, by nie pozwolić jej spływać do rzek i morza. Przekopanie rowów na łąkach od razu spowoduje jej odpływ i dalsze obniżenie jej poziomu w gruncie. Bobry robią świetną robotę zatrzymując ją na miejscu, a my wylewamy ją często bezsensownie na głupie zachcianki, jak np. właśnie w Kolonowskiem naprzeciwko kościoła, gdzie dzień w dzień jakiś mieszkaniec podlewa trawkę przy drodze, bo musi przecież mieć wokół domu zielono. To czyste marnowanie tej wody stojące w czystej kontrze do coraz powszechniej się pojawiających sygnałów, że wody mamy za mało i jest jej coraz mniej. Najprościej bobry przegonić, wodę z łąk spuścić, a wodą w kranach niech się przejmują władze, w końcu one od tego są, czy nie tak? To wygodne podejście tylko, że krótkowzroczne i bardzo egoistyczne. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 08:47 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu
Reklama