Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Poniedziałek, 16 maja 2022 16:27
Reklama

Człowiek bez pszczół żyć nie może. Miejskie pasieki im szkodzą?

Miłość człowieka do pszczół należy do tych trudnych. Bywa słodka jak miód i bolesna jak użądlenie. I do tego człowiek bez pszczoły żyć nie może.
Człowiek bez pszczół żyć nie może. Miejskie pasieki im szkodzą?
Latem na dachu kamienicy przy Koraszewskiego w Opolu mieszkają owady
Autor: Archiwum

Pszczoły to owady warte miliardy euro

- Kiedy mówimy o pszczołach, powinniśmy wyraźnie zaznaczyć, jaką pszczołę mamy na myśli. Na świecie żyje około 20 tysięcy gatunków dzikich pszczół. W Europie 2 tysiące, w naszym kraju 470 gatunków - mówi profesor Piotr Skubała, specjalista nauk biologicznych na Wydziale Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

- Jeden z nich to pszczoła miodna (Apis mellifera). To jeden z nielicznych owadów, który miał to „nieszczęście” stać się hodowanym na masową skalę. Oczywiście spełnia ważną rolę w przyrodzie i rolnictwie ze względu na zapylanie wielu gatunków roślin. Jest jednak w wielu przypadkach mniej efektywnym zapylaczem niż dzikie pszczoły, m.in. trzmiele czy pszczoły samotne, a hodowana w zbyt dużych zagęszczeniach lub sprowadzana na obszary, gdzie nie występowała naturalnie, może zagrażać gatunkom dzikich pszczół. Bardzo potrzebujemy pszczół, ale tych licznych dzikich gatunków - podkreśla.

O tym, jak istotna jest rola pszczół w życiu człowieka, mogli przekonać się naukowcy-ochotnicy, którzy przed trzydziestoma laty w Arizonie, w USA, wzięli udział w projekcie pod nazwą „Biosfera 2”. Wybudowano tu wielką szklarnię, która miała naśladować zamknięty system ekologiczny. Wedle założeń teoretycznych, biosferanie uczestniczący w projekcie mieli utrzymywać swoje życie tylko dzięki własnoręcznie wyhodowanej żywności i tlenie uzyskanym z roślin pod szklarnią. W praktyce okazało się inaczej...

- Doszło do spadku stężenia tlenu (do 14 proc.), wzrostu ilości CO2, wzrostu tlenków azotu do poziomu mogącego uszkodzić mózg, wyginęło wiele gatunków, nadmiernie rozrosły się agresywne pnącza i glony. I wymarły także zapylacze. Wtedy biosferanie musieli biegać z pędzelkami i zapylać rośliny, aby przetrwać - relacjonuje profesor Piotr Skubała. - Dzisiaj takie obrazki widzimy w niektórych prowincjach w Chinach. Wyobraźmy sobie nasze życie, kiedy sporo czasu musimy spędzać na zapylaniu, a i tak nie jesteśmy w stanie zaspokoić naszych potrzeb żywnościowych.

Naukowiec zaznacza, że zwierzęta, w tym znaczący udział mają pszczoły, zapylają 90 proc. drzew i krzewów, i 80 proc. roślin kwiatowych. Ze 100 gatunków roślin uprawnych (dostarczają 90 proc. żywności na świecie) 71 zapylanych jest przez pszczoły.

- Trudno sobie wyobrazić świat bez tych usług oferowanych przez zapylaczy. Wkład zwierząt zapylających kwiaty w światową gospodarkę ocenia się na 153-265 mld euro rocznie. Takie produkty eksportowe polskiego rolnictwa, jak jabłka, maliny, porzeczki czy truskawki zawdzięczamy głównie aktywności zapylaczy. Bez zapylaczy, dzikich pszczół i innych gatunków zwierząt spełniających tę rolę, nie przetrwamy. Brak pszczoły miodnej może być dokuczliwy, bo zabraknie miodu, wosku, kitu i mleczka pszczelego. Jednak bez dzikich pszczół sobie nie poradzimy - argumentuje prof. Piotr Skubała.

Pszczoły mogą żyć bez nas?

Agnieszka i Adrian Urbańczykowie od 2005 roku prowadzą w Niezdrowicach pasiekę. Zaczynali od 12 pszczelich rodzin, dziś mają 103 ule.

- Nigdy nie przypuszczałam, że zaraz po zamążpójściu zajmę się pszczelarstwem - przyznaje pani Agnieszka. - Jednak gdy w kwietniu 2005 roku zmarł teść, tylko mąż mógł przejąć jego pasję hodowania pszczół. Inni członkowie rodziny byli uczuleni na ich jad. Tak zaczęła się nasza przygoda.

- Wiele z tej pasji przekazał najpierw ojcu, a potem mnie wujek Andrzej z Zimnej Wódki - opowiada pan Adrian. - Dziś ja obserwuję, jak mój jeszcze niepełnoletni syn prowadzi swoją rodzinę pszczelą. I jestem dumny...

Urbańczykowie przez lata uczyli się pszczół i szkolili z pszczelarstwa. Jeździli na kursy, spotkania z doświadczonymi hodowcami. Po to, by jak najlepiej poznać owady i pracę przy ulach.

- Ludzie, słysząc pszczołę, zwykle zaczynają się bać, odganiają ją, a przez to prowokują do żądlenia w samoobronie. Dla mnie bzyczenie to melodia, której mogłabym słuchać cały czas - mówi pani Agnieszka. - Dzieci biegają boso po wysokiej trawie, gdzie kwitnie koniczyna zapylana przez owady. Wiem, kiedy latem zbiera się na burzę, bo pszczoły gromadnie lecą do ula i już z niego nie wyfruwają. One są bardzo inteligentne. Nie lubią zapachu lakieru do włosów czy alkoholu, dlatego nikt po wypiciu piwa nie powinien zbliżać się do ula.

Praca w pasiece trwa niemal cały rok. Zimą jest zwykle czas na kompletowanie sprzętu i temu podobne sprawy. Przygotowanie do sezonu zaczyna się w kwietniu, pełnia sezonu przypada na maj, czerwiec i lipiec, kiedy kwitnie najwięcej roślin, jesień to pora karmienia i leczenia owadów, by mogły spokojnie przezimować.

- Staramy się jak najwięcej mówić o pszczołach, edukować dzieci podczas warsztatów w naszej pasiece, zachęcamy dorosłych, by sadzili w swoim otoczeniu drzewa miododajne, by w miarę możliwości nie kosili trawników i łąk, pozostawiając je owadom, rolników namawiamy do stosowania odpowiedniego poplonu - wymienia Agnieszka Urbańczyk. - Owady uwielbiają naturalne siedliska, jak najmniej uporządkowane ręką człowieka. Wszystko to robimy dla ratowania pszczół i w imieniu tych małych bezbronnych owadów, dla ich dobra.

Dyskusyjna pasieka

W ostatnich latach bardzo popularne stały się miejskie pasieki. Ule stawiane są na dachach kamienic. Profesor Piotr Skubała zwraca jednak uwagę na wątpliwości, jakie budzi ten trend. Czy jest pożyteczny dla pszczół?

- Szerokim echem odbił się list grupy naukowców do Prezydent i Rady Miasta Gdańska w sprawie ogłaszanych w mediach planów powiększania miejskiej pasieki. Zakładanie nowych pasiek w mieście nie pomaga pszczołom, wręcz przeciwnie - może im zaszkodzić. Negatywny wpływ może przejawiać się poprzez konkurencję do zasobów pokarmowych, ale również przez transmisję chorób od pszczoły miodnej do innych gatunków. To ostatnio potwierdziły wyniki badań szwajcarskiej instytucji badawczej, w których przeanalizowano sytuację w 14 szwajcarskich miastach. Pszczelarstwo, czyli zabiegi służące pszczole miodnej, jest często promowane jako sposób na ratowanie zagrożonego gatunku i zwiększanie bioróżnorodności w miastach. To jednak pozorne rozwiązanie problemu - zaznacza specjalista.

Mimo tych wątpliwości, zakładanie miejskich pasiek uchodzi w społeczeństwie za dobrą praktykę.

Ule można spotkać na przykład na dachu kamienicy przy ul. Koraszewskiego w Opolu, gdzie ma siedzibę spółka Odnowa.

- Pomysł zrodził się z obserwacji tego, co dzieje się za granicą. Wiele firm stawia tam na ekologię i społeczną odpowiedzialność swojego biznesu - mówi Tomasz Wojtala, prezes spółki Odnowa. - Skoro pasieki znajdują się w Tokio czy Nowym Jorku, to dlaczego nie miałoby ich być w Opolu? Nawiązaliśmy współpracę ze świetnymi pszczelarzami. Wcześniej zbadaliśmy, czy wokół naszej lokalizacji jest odpowiednia roślinność, niezbędna dla owadów. W efekcie na naszym dachu zamieszkała bardzo łagodna rasa pszczół o nazwie Buckfast.

Latem opolanie mogą podglądać pracowite owady na telewizorze ustawionym w holu budynku przy Koraszewskiego.

- Obraz transmitujemy też 24 godziny na dobę przez internet na stronie pasiekaodnowa.pl - zaprasza prezes Wojtala już z myślą o nowym sezonie. - Widok krzątających się po ulu pszczół działa naprawdę kojąco...

Kłujesz jak żądło

Pracowite, dzikie, miododajne, życiodajne... zapylacze mają też jedną wadę. Żądlą. Co zrobić, gdy już dojdzie do takiego ukłucia?

- Użądlenie pszczoły zwykle kończy się na niegroźnej opuchliźnie, bólu i zaczerwienieniu, które mijają po kilku godzinach lub dniach - opisuje dermatolog Agnieszka Kobyłka-Dziki, znana na Facebooku jako Mama Dermatolog. - Czasem jednak może dojść także do groźniejszych objawów, takich jak obrzęk, pokrzywka, duszności, a nawet wstrząs anafilaktyczny. Pszczoła żądli tylko raz i następnie ginie. Zostawia jednak w naszej skórze żądło z aparatem kłującym i gruczołem jadowym, które może dostarczać substancję toksyczną jeszcze przez kilka minut.

Jak bezpiecznie je usunąć?

- Nie usuwamy go pęsetą, nie uciskamy, bo z woreczka jadowego na skutek ucisku więcej toksyn może dostać się do rany - przestrzega lekarka. - Myjemy dokładnie ręce, odkażamy np. nóż lub kartę kredytową i podważając, próbujemy usunąć żądło. Potem dezynfekujemy miejsce, robimy zimny kompres, następnie nakładamy żel z dimetyndenem lub preparat sterydowy o niskiej lub średniej sile działania. Obserwujemy miejsce. Nie podajemy „wapna”, ponieważ nie pomaga, a jedynie może nam dać tzw. fałszywy spokój i opóźnić zgłoszenie się do lekarza. U dzieci ryzyko ciężkich reakcji po użądleniach lub ukąszeniach jest bardzo niskie - dodaje.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


W pasiece państwa Urbańczyków w Niezdrowicach pszczoły mają się bardzo dobrze. Właściciele uczą o nich dzieci
W pasiece państwa Urbańczyków w Niezdrowicach pszczoły mają się bardzo dobrze. Właściciele uczą o nich dzieci

fot. Archiwum


Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
ReklamaSkład Opału
ReklamaHeimat
ReklamaOptyk Ptak
ReklamaRe-gat
zachmurzenie umiarkowane

Temperatura: 23°CMiasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1018 hPa
Wiatr: 4 km/h

Reklama
ReklamaHelios
ReklamaIntermarche
ReklamaProjekt -raeume
Reklama