Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 7 sierpnia 2026 03:54
Reklama

Ten pałac był ruiną. Tak powstała perła z gruzów

Pałac w Kamieniu Śląskim wrósł tak bardzo w krajobraz Śląska Opolskiego, że gotowiśmy uwierzyć, że stał w kształcie, który znamy, nieprzerwanie i zawsze. A przecież poświęcono go mniej niż 30 lat temu - 14 sierpnia 1994 roku, 400 lat po kanonizacji św. Jacka. Pięć lat wcześniej był ruiną.
Ten pałac był ruiną. Tak powstała perła z gruzów
Pałac w Kamieniu Śląskim: Tak powstała perła z gruzów

W uroczystościach niespełna 28 lat temu uczestniczyli abp Alfons Nossol, inicjator odbudowy i ordynariusz opolski, gliwicki biskup Jan Wieczorek oraz abp Zimoń z Katowic. Przewodniczył kardynał Joachim Meisner, metropolita Kolonii. Wśród kilku tysięcy uczestników 400-lecia kanonizacji byli potomkowie Strachwitzów, ostatnich właścicieli Kamienia. Było już wtedy czymś oczywistym, że właśnie tutaj będzie funkcjonować nie tylko Sanktuarium św. Jacka, ale także Centrum Kultury i Nauki Wydziału Teologicznego UO.

- Dzisiejsza poszukująca tożsamości Europa - mówił wówczas abp Damian Zimoń - potrzebuje do swojej duchowej przebudowy jakiegoś światła. Tu z Kamienia Śląskiego, z sanktuarium patrona naszej metropolii trzeba nam prosić św. Jacka, aby patronował tej wielkiej przebudowie. Przebudowie, w której pojednany Kościół może stać się fundamentem pojednanej Europy.

Tu stała kołyska świętego

Skoro pałac w dzisiejszym kształcie powstał ćwierć wieku temu i nawiązuje do jego XVII-wiecznej bryły, trudno nie pytać, czy cokolwiek jeszcze w tym miejscu pamięta św. Jacka. Jedynego polskiego świętego, którego figura znajduje się na kolumnadzie Berniniego w Rzymie, czczonego w wielu miejscach na świecie, ale od naszych czasów odległego (Jacek Odrowąż urodził się w Kamieniu Śląskim około 1183 roku).

- Świętego Jacka na pewno pamięta miejsce jego urodzenia - zapewnia ks. dr Albert Glaeser, dyrektor Zespołu Rehabilitacyjno-Wypoczynkowego „Sebastianeum Silesiacum” i kustosz sanktuarium. - To, co dzisiaj jest wieżą pałacową, to był pierwszy budynek Odrowążów. Były robione odkrywki, więc wiemy, że jego kształt był zupełnie inny niż dziś. To był romański budynek z kuchnią na dole, sypialnią powyżej (tam właśnie przyszedł na świat przyszły święty) i pokojem gościnnym nad nią. To nie jest pobożna legenda. Wiemy na pewno, że w miejscu, gdzie znajduje się dziś kaplica, święty się urodził. Świadkami tamtych czasów są grube na 170 cm mury wieży. A pomysł, żeby wybić otwór na zewnątrz i dawną sypialnię zamienić na miejsce kultu i udostępnić wiernym, pojawił się po kanonizacji, kiedy do Kamienia zaczęli napływać ludzie chcący zobaczyć miejsce urodzenia świętego ze Śląska. Znajdują się tu relikwie świętego. Dekret ich autentyczności podpisał ówczesny metropolita krakowski Karol Wojtyła, św. Jan Paweł II - dodaje ks. Glaeser. - Więc w jakimś sensie i ten dokument może być uważany za relikwię.

A wieża pałacu jest związana z jeszcze jedną historyczną postacią. Przed urodzeniem Jacka Odrowąża gościł tu w roku 1104 książę Bolesław Krzywousty. Dojeżdżał z Kamienia doglądać budowy grodu rycerskiego w Koźlu. Po Odrowążach właścicielami pałacu były rody Larischów, Strzałów i Strachwitzów.

W XVIII stuleciu hrabina Magdalena Engelbrg-Kotulińska-Kryszkowitz (1659 -1751), wdowa po Baltazarze Ludwiku von Larisch, po uzyskaniu zgody biskupa wrocławskiego urządziła kaplicę w miejscu urodzenia św. Jacka. Do duszpasterskiej posługi i do troski o szerzenie kultu świętego zaprosiła opolskich dominikanów. Jej syn, Karol Ludwik, ufundował ołtarz bogato inkrustowany srebrem. Zbudował dekoracyjną posadzkę ze szlifowanych kamieni, zdobne sklepienie i majestatyczną wieżę. W ołtarzu umieścił obraz św. Jacka ze złotą aureolą w dominikańskim habicie. Święty Jacek trzymał w rękach posrebrzaną statuę Matki Bożej i pozłacaną monstrancję ze srebra ozdobioną trzydziestoma sześcioma diamentami.

To wyobrażenie nawiązywało do pobożnej legendy, zgodnie z którą św. Jacek wyniósł Najświętszy Sakrament z płonącego kościoła w Kijowie. Figura Matki Bożej miała się upomnieć: Jacku, zabierasz Syna, a zostawiasz Matkę? Święty wyniósł więc także figurę, „która stała się lekką”.

Kolejna gruntowna renowacja kaplicy została przeprowadzona w 1857 roku w związku z uroczystymi obchodami 600-lecia śmierci św. Jacka. Zadanie to zlecono artyście złotnikowi Paulusowi z Opola. W takim stanie dotrwała do 1945 roku.

Wzięli zarządcę za właściciela

Ks. Glaeser relacjonuje, iż Rosjanie weszli do pałacu 25 stycznia 1945 roku. Strachwitzów już nie było. Zarządca czekał na nich przy kaplicy z kluczami w ręce. Żeby weszli, nie niszcząc. Nie docenili tego gestu. Pracownik, wzięty najwyraźniej przez „wyzwolicieli” za właściciela, zginął na miejscu. Kaplica została przez Sowietów ograbiona ze wszystkiego, co cenne, i podpalona. Grube mury ochroniły resztę pałacu od ognia. Do 1946 roku był tu lazaret, a przez kolejną dekadę dom dziecka.

W 1956 roku - 11 listopada - późnym wieczorem - ktoś gwałtownie załomotał do drzwi. Panie pracujące z dziećmi sądziły, że ktoś z miejscowych popił i coś mu się pomieszało. Kazały mu iść precz. Okazało się, że to nie byli pijacy, tylko żołnierze. Kazali spakować dzieci i ich rzeczy, i dwiema ciężarówkami wywieźli je na Dolny Śląsk.

- Kiedy rozpoczęliśmy odbudowę, spotkałem się z tymi wychowawczyniami, które wtedy zmuszono do ewakuacji - opowiada ks. dyrektor. - Opowiadały o tym z płaczem. Nie mogły uwierzyć, że patrzą na taką ruinę. Pamiętały dom, w którym wszystko było na swoim miejscu.

Do zniszczenia pałacu przyczynili się nie tylko sowieccy żołnierze, którzy mieli we władaniu tutejsze lotnisko (z Kamienia Śląskiego m.in. samoloty wojskowe leciały na Czechosłowację w 1968). W sierpniu 1970 pałac był już na tyle zdewastowany, że się w nim mieszkać nie dało. I wtedy polscy żołnierze dostali rozkaz, by budynek polać cieczą łatwopalną i zapalić. Spłonął łatwo, bo stropy były drewniane.

- W 1989 wojsko oddało ruinę na Skarb Państwa. Jak wszedłem tutaj pierwszy raz - wspomina ks. Albert - zobaczyłem porośnięte drzewami resztki murów. Krzaki sięgały aż do szosy. Trzeba się było przez nie przedzierać do czegoś, co kiedyś było pałacem. Po lewej stronie była wielka hałda śmieci. Szukaliśmy punktu odniesienia. Wydawało się, że jest nim wejście do kaplicy, ale tam też wszystko było zasypane gruzem. Wewnątrz nie było żadnego wyposażenia ani tynków. Myślę, że wtedy nikomu nie przychodziło do głowy, że to miejsce może kiedyś ożyć. Wierzył w to tylko arcybiskup Alfons Nossol i ten pałac wyrósł na nowo z jego głębokiej wiary i z determinacji.

- Kamień Śląski jako ważne miejsce odkryłem dzięki swojemu proboszczowi, ks. Sappokowi, który był bardzo „jackowy” - wspomina abp Nossol. - Czytał o nim dużo i wpoił mi przekonanie, że Jacek musiał się spotkać w Legnicy ze św. Jadwigą Śląską. O wejściu do pałacu nie było wtedy - w latach 50. - mowy. Nie udało się to i później - podczas obchodów Millenium Chrztu Polski - gdy do Kamienia Śląskiego przyjechało ponad 30 biskupów i kilkanaście tysięcy wiernych. Do kaplicy próbowali wejść - namówieni przez biskupa katowickiego Herberta Bednorza - kardynałowie Wyszyński i Wojtyła. Kiedy minęli wartownika w mundurze, ten zatrzymał ich krzykiem: „Stój, bo będę strzelał” i zrepetował karabin. Wycofali się.

- W przejęciu dawnego pałacu Strachwitzów przez diecezję opolską pomógł Ryszard Zembaczyński - kontynuuje opowieść abp Nossol. - Ówczesny wojewoda opolski wiedział o mojej jackowej tęsknocie i przekazał go diecezji za symboliczną złotówkę. Warunkiem była odbudowa zgodnie ze wskazaniami konserwatora zabytków. Ale diecezja na remont nie miała pieniędzy. Budowaliśmy wtedy wiele kościołów.

Przypadek, czyli logika Boga

- To wszystko nie było oczywiste - dodaje ks. dr Glaeser. - Początkowo diecezja miała obiekt kupić, ale oględziny wykazały, że nie ma obiektu. Są ruiny i zgliszcza. Klimatu nie było ani w społeczeństwie, ani w mediach. Zarzucano nam, że Kościół sięga po pałace. Arcybiskup został na polu bitwy sam. Z wiarą, że mu św. Jacek pomoże.

- Pomógł nam przypadek, czyli element logiki Boga - wspominał po latach abp Nossol. - Nowy ambasador Niemiec w Warszawie Guenter Knackstedt przyjechał do mnie na trzy dni do Opola. Chciał poznać relacje kościelno-państwowe w Polsce. Zaproponował mi pieniądze - które Polacy musieli wtedy płacić w ambasadzie za wizy i inne dokumenty - na odbudowę jakiegoś ważnego obiektu, ale najlepiej, by nie był to kościół. Zabrałem go do Kamienia... Kiedy ambasador zobaczył, jak bardzo pałac jest zrujnowany, uznał, że musi jednak zapytać przełożonych. Żeby zachować tajemnicę, umówiliśmy się, że jak zgoda będzie, zadzwoni do mnie i powie, że u nich jest piękna pogoda. Telefon odezwał się już następnego dnia.

- Chcieliśmy przed zimą nakryć pałac dachem, mimo że w środku nie było jeszcze stropów, by się woda do środka nie lała - dodaje ks. Glaeser. - Część tych dachówek kładłem własnymi rękami. Po kilku miesiącach Republika Federalna zniosła opłaty za wizy. Źródło finansowania odbudowy wyschło. Pomogło spotkanie kanclerza Kohla z premierem Mazowieckim w Krzyżowej. Podpisano tam dokument powołujący do życia Fundację Polsko-Niemieckie Pojednanie i ona sfinansowała renowację. Wydaliśmy na nią 10 mln ówczesnych złotych.

Prace postępowały na tyle szybko, iż udało się wyprzedzić inflację, i kiedy prace były zakończone, pieniędzy fundacyjnych zostało.

- Przedstawiciele fundacji byli zdumieni, bo spodziewali się raczej, że narobimy długów. Za nadwyżkę pozwolono nam kupić meble, bo pałac był odnowiony, ale pusty. Dzisiaj służy stale rozmaitym instytucjom jako miejsce konferencji i spotkań - dodaje ks. Albert. - Instytucjom kościelnym najmniej. Jest tu też do dyspozycji wszystkich biblioteka abpa Nossola licząca 50 tys. tomów. Ale najwięcej ludzi przyciąga kaplica. Biskup Andrzej Czaja zdecydował, by tu stale odbywała się adoracja Najświętszego Sakramentu. Praktycznie nie ma chwili, by ktoś się tutaj nie modlił.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!



Podziel się
Oceń

Komentarze

Księgowy 22.03.2022 23:28
był ruiną i został wyremontowany za pieniądze podatników .. ATEISTÓW .. też , chodź nikt ich o to nie pytał ..ateistów pomimo , że kler zasysa rocznie z budżetowego cycka szacunkową kwotę ok 10 MILIARDÓW EURO [ dochody + zwolnienia podatkowe + utrzymanie ''czarnych panienek'' + IINNEE ]
Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Alojz Treść komentarza: Ta łódka to jest im potrzebna jak umarłemu kadzidło. Na Małej Panwi tego nawet nie da sie zwodować. No tak ale to kolejna zabawka G.H. Tak samo jak quad. Kupione, żeby duże dziecko miało zabawkę Data dodania komentarza: 29.07.2026, 07:44 Źródło komentarza: Zabawa połączona z nauką bezpieczeństwa - ta impreza wróciła po latach J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Zawadzki policyjny show. Data dodania komentarza: 14.07.2026, 15:07 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Dość niejasny ten artykuł... Wyszła z domu za piętnaście druga po południu, a o drugiej zgłoszono jej zaginięcie i rozpoczęto poszukiwania? Czy czegoś tu nie doczytałem? Data dodania komentarza: 14.07.2026, 13:53 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Dostęp do Małej Panwi wystarczy nam. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 22:39 Źródło komentarza: Moc atrakcji na wakacje w gminie Kolonowskie. Co znalazło się w programie? A Autor komentarza: Goroll Treść komentarza: Najlepiej pisać komentarze podczas pracy .Czy Smok twój przełożony wie ze wykorzystując czas pracy udzielasz się na forach . Piszesz o marnotrawstwie a sam nie jesteś w porzadku . W Kolonowkiem wiemy kim jesteś . Data dodania komentarza: 8.07.2026, 17:39 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu J Autor komentarza: Jowita Treść komentarza: Panie Starosto Gaida a czy ma Pan tyle odwagi żeby przedstawić opinii publicznej jak w strzeleckim szpitalu wygląda rachunek kosztów a zwłaszcza poziom wynagrodzeń lekarzy (np. na wykresie). Kluczowe się również wydaje pytanie czy po doniesieniach medialnych z całej polski o patologiach w służbie zdrowa, w strzeleckim szpitalu była przeprowadzona rewizja finansowa ze strony starostwa jako właściciela szpitala? Jeśli tak to co z niej wyszło? Jeśli nie to dlaczego? Strzelecki szpital ma 42 mln długu, ten rok zamknie deficytem więc Panie Gajda czas stanąć przed mieszkańcami i odpowiedzieć na zadane pytanie. Panie Starosto zawsze może sobie Pan wziąć do pomocy Pana Romana Kolka z Jemielnicy (nie gdyś wicemarszałka województwa - na całe szczęście już nim jest) który zawsze uśmiech od ucha do ucha i jasno twierdził że służba zdrowia potrzebuje tylko forsy forsy i forsy a teraz wiemy na co te pieniądze idą. Może Romanie skomentuje to Pan a nie tylko uściski dłonie. Panie Starosto zero złotych na szpital z kasy powiatu!!! Najpierw się doi strzelecki szpital z pieniędzy, tylko podwyżki i podwyżki a potem personel szpitala obawia się konsolidacji. A co wy w tym szpitalu myślicie że podatnicy mają więcej dać żeby wyście mieli? To jest taka patologia że się w głowie nie mieści. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 12:06 Źródło komentarza: 42 mln zł długu. Trwa spór o przyszłość strzeleckiego szpitala
Reklama