Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 7 listopada 2026 18:43
Reklama

Żeńskie końcówki budzą emocje. To nie tylko męski problem

Język kształtuje rzeczywistość, odzwierciedla ją. Jeśli nie używamy w przestrzeni społecznej form żeńskich, to obrazuje, że cały czas żyjemy w świecie męskim, w paradygmacie patriarchatu. I to jest funkcja wprowadzenia feminatywów, by zachować równowagę, która oddaje to, co należy oddać kobietom - mówi Anna Tabisz, profesorka Uniwersytetu Opolskiego, językoznawczyni, kierowniczka Katedry Języka Polskiego w Instytucie Językoznawstwa Uniwersytetu Opolskiego.
Żeńskie końcówki budzą emocje. To nie tylko męski problem
Anną Tabisz, profesorka Uniwersytetu Opolskiego, językoznawczyni, kierowniczka Katedry Języka Polskiego w Instytucie Językoznawstwa Uniwersytetu Opolskiego.

Autor: BEA

Beata Kowalczyk: Jest pani radną miasta Opola. Gdy składała pani przysięgę - była pani... radnym. Tekst ślubowania nie przewidział, że w radzie zasiadać mogą także kobiety?

Prof. Anna Tabisz: Nikt o tym nie pomyślał... Nie było wariantu dla radnej. Rota ślubowania odwołuje się wyłącznie do formy męskiej, niezależnie od płci i musiała być wypowiedziana zgodnie z ustawowym zapisem „po męsku”, bo inaczej byłaby nieważna.

Z mojego doświadczenia wynika, że panie niechętnie nazywają siebie dyrektorkami, naczelniczkami czy inżynierkami.

- Dzieje się tak, bo nasze społeczeństwo nie jest osłuchane z tymi formami, ale ma to też drugie dno. Język kształtuje rzeczywistość, odzwierciedla ją. Jeśli nie używamy w przestrzeni społecznej form żeńskich, to obrazuje, że cały czas żyjemy w świecie męskim, w paradygmacie patriarchatu. I to jest funkcja wprowadzenia feminatywów, by zachować równowagę, która oddaje to, co należy oddać kobietom. Pewnie niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że zwyczaj określania żeńskich profesji męskimi rzeczownikami to spuścizna po czasach PRL i instytucjonalnego wdrażania równouprawnienia. Ważniejsza od płci była nazwa stanowiska. Komunistyczna ideologia chlubiła się tym, że kobiety „wsiadły na traktory”, parały się męskimi profesjami, ale obowiązywała męska forma tych zawodów - paradoksalnie miało to podkreślić, że kobiety są równe mężczyznom.

Ale sprzątaczki, fryzjerki, nauczycielki pozostały...

- I tu dochodzimy do sedna, dzisiaj nie „przeszkadza” nam rodzaj żeński rzeczowników: nauczycielka, sprzątaczka, kosmetyczka, ale wciąż nie możemy się przekonać do rektorki, dyrektorki, redaktorki. Wolimy, by prestiżowe stanowiska nadal miały formy męskie. Tymczasem pod koniec XIX czy na początku XX wieku było zupełnie inaczej. Słowa naczelniczka, doktorka, profesorka były powszechnie stosowane i nie wzbudzały dyskusji. W ówczesnych słownikach zapisano więcej form żeńskich niż we współczesnych. Z czasem niestety zaczęły wychodzić z użycia i nie pomogły w tym względzie zachęty naukowców, by nie bać się owych dyrektorek czy socjolożek. Znany językoznawca Zenon Klemensiewicz podkreślał w latach 50. XX wieku, że: formy żeńskie są tradycyjnymi tendencjami semantyczno-słowotwórczymi języka polskiego, a kobieta ma własną nazwę charakteryzującą, która stanowi równoległy odpowiednik nazwy męskiej.

Obecnie żeńskie końcówki są postrzegane jako sprawa polityczna... Okazuje się, że nawet reguły gramatyczne potrafią wywołać spore emocje.

- Tak było np. w 2019 roku, gdy posłanki Lewicy złożyły petycję, by uwzględniono na sejmowych tabliczkach żeńskie nazwy, takie jak posłanka, ministra, marszałkini. I rozpętała się burza. W tygodniku „Do Rzeczy” pojawił się tekst z nagłówkiem „Gwałt na języku polskim”. Pisano w nim o upadku cywilizacji. Sugestie posłanek nazwano podporządkowaniem oficjalnego języka Sejmu ideologicznej agendzie językowej... Najwyraźniej wykorzystano reguły gramatyczne do walki politycznej. Gdy w latach 20. XX wieku posłanki weszły do polskiego Sejmu, też dyskutowano o żeńskiej formie słowa poseł. Padały nazwy poślice, posełki czy poślinie. Ostatecznie wprowadzono posłanki. I nikomu to nie przeszkadzało. Jak widać, do czasu... W językach słowiańskich żeńskie wersje nazw są powszechne do teraz, np. w Czechach - słynna końcówka -ova w nazwiskach, ale też końcówka -ka w zwodach - premierka, ministerka.

Bronimy się przed żeńskimi formami, bo czasami brzmią śmiesznie...

- Powtórzę - ich śmieszność wynika po prostu z tego, że są rzadko używane. Pokutuje pogląd, że żeńska końcówka ujmuje prestiżu. Formant -ka jest używany w języku polskim do tworzenia zdrobnień, stąd dla słuchacza inżynierka kojarzy się z czymś dziecinnym, infantylnym. Ale przecież wśród żeńskich końcówek mamy też dostojną końcówkę -ini i takie słowa jak gospodyni, mistrzyni czy monarchini. W języku polskim funkcjonowało w ogólnym użyciu słowo generalini. Dzisiaj chyba nikt nie odważyłby się nazwać tak pani generał...

A pani szofer to będzie szoferka? Przecież to kabina samochodu...

- I to też są argumenty, które często padają z ust przeciwników używania żeńskich form profesji - że przywodzą one na myśl inne skojarzenia. To problem polisemii (wieloznaczności) wielu polskich wyrazów. Co ciekawe, nie jest on już zauważany w męskich formach. A przecież pilot to nie tylko osoba prowadząca samolot, to także urządzenie do przerzucania kanałów.

Dlaczego same kobiety nie dbają o feminizację języka?

- Pewne normy mamy wdrukowane, trudno przełamać przyzwyczajenia, nauczyciele i nauczycielki w szkołach nie zwracają na to zbytniej uwagi... Zauważam jednak, że młodzi ludzie nie mają już barier, by panie na stanowiskach nazywać: kierowniczka, rektorka.

A jeśli ktoś używa tylko męskiej formy, bo inna wydaje mu się nienobilitująca, nie przechodzi po prostu przez gardło.

- To ja to szanuję. Nic na siłę. Komunikacja to nie tylko porozumiewanie się, ale przede wszystkim porozumienie. Zawsze trzeba brać pod uwagę odbiorców. Język może być narzędziem walki albo pokoju. Jestem zdecydowanie za tym drugim.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama WFOŚ
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Szkoda, że autor artykułu w tytule i treści skrócił grupę uczestników tylko do Kolonowskiego. Wyprawa 'śladami solnej historii' połączyła przecież seniorów z całej gminy: Staniszcz, Spóroka, Fosowskiego i Kolonowskiego. To ważne, by doceniać zaangażowanie wszystkich mieszkańców, bo sukces tej udanej wycieczki jest ich wspólnym dziełem.” Data dodania komentarza: 25.10.2026, 07:16 Źródło komentarza: Emeryci i Renciści z Kolonowskiego ruszyli śladami solnej historii G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Brawa dla pana Przemka! Dzięki za poświęcenie i wkład w odnalezieniu tego człowieka. Data dodania komentarza: 21.10.2026, 13:18 Źródło komentarza: Liczyła się każda minuta. Dzielnicowy odnalazł mężczyznę w kryzysie S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: To było zapewne „na chwilę”. On „tylko”. Pewnie włączył jeszcze światła awaryjne, bo wielu kierowców uważa, że żółte miganie daje im dodatkowe przywileje. Bo przecież musi do sklepu, do paczkomatu, wyładować towar – powód zawsze się znajdzie. I nagle, w ich mniemaniu, zakaz jazdy po chodniku przestaje obowiązywać, przepisowe 1,5 metra dla pieszych staje się zbędne, a pojazdy powyżej 3,5 tony magicznie zyskują prawo wjazdu na infrastrukturę dla pieszych. Najbardziej jednak boli fakt, że policja regularnie mija takich kierowców i kompletnie nie reaguje. To nic, że ktoś tarasuje chodnik, blokuje przejazd albo nadużywa świateł awaryjnych. Taka bierność służb tylko potęguje społeczne przyzwolenie na drogowe bezprawie. Co więcej, gdy ktoś odważy się zwrócić uwagę na auto zaparkowane na chodniku, natychmiast zostaje uznany za awanturnika i wywrotowca. W końcu „aż tak bardzo nie blokuje”, „przejść się da”, a poza tym „w tym miejscu i tak mało kto chodzi”, więc o co ten cały hałas? Dlaczego policja nie reaguje na takie zachowania z własnej inicjatywy? Dlaczego czeka wyłącznie na oficjalne zgłoszenia? Czy jej obowiązkiem nie powinno być piętnowanie wykroczeń bezpośrednio na gorącym uczynku – i to nie tylko poprzez stanie z „suszarką” na zakrętach? W całym tym artykule jedno zdanie uderza najmocniej: „cofający autem na chodniku”. Ludzie, w jakim świecie my żyjemy? Samochód jadący po chodniku? Czy to naprawdę stało się już normą? Data dodania komentarza: 9.10.2026, 19:23 Źródło komentarza: Śmiertelne potrącenie w Strzelcach Opolskich. Nie żyje kobieta J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Uwaga mieszkańcy! Jeśli przejeżdżaliście przez Zawadzkie i tam wygraliście, musicie natychmiast się przeprowadzić, bo redakcja już zdecydowała, czyim milionerem jesteście. Logika poziomu: 'zjadłem zapiekankę w Krakowie, więc jestem Krakusem'. Data dodania komentarza: 4.10.2026, 12:53 Źródło komentarza: Zawadzkie zyskało milionera. Wygrał pieniądze w loterii EuroJackpot L Autor komentarza: Polak Treść komentarza: Wielki szacunek dla naszych chłopaków za robotę, a dla tego kapusia gigantyczny wstyd! Do łopaty albo do rzucenia grosza na zbiórce go nie było, ale do pisania donosów pierwszy. Typowy polaczek, sam nic nie zrobi, a drugiemu zepsuje. Żyj teraz z tą świadomością, że cała wieś tobą gardzi. 😡 Data dodania komentarza: 29.09.2026, 17:44 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Choć intencje mieszkańców były szlachetne, to budowanie czegokolwiek w pasie drogowym, bez planów, pozwoleń i jasnej własności gruntu, było ogromną lekkomyślnością. Gdyby w niedokończoną ścianę znów uderzyło auto albo konstrukcja zawaliła się na pieszego, winnych do odpowiedzialności by nie było. Prawo jest prawem i musi być przestrzegane, nawet przy odbudowie świętości.” Data dodania komentarza: 29.09.2026, 06:58 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany
Reklama