Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 07:31
Reklama
Reklama

Joachim Gruszka z Fosowskiego - muzyk wojskowy, cyrkowy, ponadczasowy

Joachim Gruszka mieszka w Fosowskiem i jest z zawodu muzykiem. Swoje życie spędził u boku gwiazd - z klarnetem i saksofonem w ręku. Poznajcie jego niesamowitą historię.
Joachim Gruszka z Fosowskiego - muzyk wojskowy, cyrkowy, ponadczasowy
Pan Joachim całe życie poświęcił muzyce

Autor: Joanna Gerlich

Pan Joachim pochodzi z Chorzowa i od najmłodszych lat jest związany z muzyką. Pasję tę zaszczepił w nim ojciec, również muzyk.

- Wychowałem się w muzycznej rodzinie, ale w domu nie zawsze chciało mi się ćwiczyć. Już w wieku 10 lat grałem na werblu razem z tatą w orkiestrze. Ojciec jednak uznał, że najlepiej będzie, jeśli wyjadę do Warszawy. Tam udało mi się dostać do Reprezentacyjnej Orkiestry Wojska Polskiego, która występowała na delegacjach, przyjmowała na lotniskach ważnych gości - wspomina pan Joachim.

W międzyczasie poszedł do średniej wojskowej szkoły muzycznej w Elblągu i po jej skończeniu mógł wybrać, gdzie chce grać. Miał wtedy 21 lat i trafił do Opola.

- W Staniszczach Wielkich miałem wujka, więc zdecydowałem się, żeby tu przyjechać. Podczas podróży pociągami poznałem żonę, która pochodzi z Fosowskiego. Szybko jednak zrozumiałem, że wybór Opola to była pomyłka. W tej kapeli było samo pijaństwo, uznawali mnie za wariata, że siedzę i ćwiczę grę na klarnecie, zamiast się z nimi bawić. Po pół roku zadzwoniłem do kapelmistrza z Warszawy, że chcę wrócić. I tak się właśnie stało - opowiada pan Gruszka.

W 1967 roku Joachim poślubił swoją narzeczoną i wyruszyli do stolicy. Małżonka była zadowolona, że wyrwała się z niewielkiej wioski, choć musiała się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Niebawem na świat przyszli dwaj synowie.

- Po pewnym czasie nasza orkiestra została przekwalifikowana. Zarządzający nią uznali, że w skład tej wojskowej mają wchodzić mężczyźni po 180 cm wzrostu, żeby wszyscy byli w miarę równi. A u nas jedni byli niżsi, drudzy grubsi, nie wyglądali zbyt dobrze, ale potrafili grać. Tych, którzy spełniali wymagania, zostawili, a mnie z kolegami przenieśli. Nasza orkiestra stała się więc koncertową. Było w niej całkowicie inaczej, jeździliśmy na koncerty z całą plejadą wokalistów, pieśniarzy - dodaje.

Joachim Gruszka dużo pracował, cały czas ćwiczył granie. Po 20 latach zwolnił się z orkiestry wojskowej. Trafił do operetki warszawskiej, gdzie grał na klarnecie.

- Grałem tam przez pół roku, w międzyczasie zgadałem się z kolegą z Teatru Syrena i właśnie tam się przeniosłem. To była praca w sam raz dla mnie, wręcz idealna. Pracowałem z takimi artystami jak Bogdan Łazuka, Krystyna Sienkiewicz, Violetta Villas. Występowaliśmy wieczorami, więc w ciągu dnia miałem czas, żeby odwiedzać różne miejsca i uczyć grać. Tak minęły mi dwa lata - wspomina.

Stalowe nerwy do Villas

Joachim Gruszka najwięcej wspomnień z tego czasu ma związanych z Violettą Villas. Jak podkreśla, była to bardzo wyjątkowa i ciekawa postać.

- Faktycznie miała ogromne poważanie, bo wszędzie, gdzie tylko zajechaliśmy, sprzedawaliśmy wszystkie bilety. Ale ona czasami miała swoje chimery, kaprysy, lubiła grymasić. Pamiętam, jak kiedyś wyjeżdżaliśmy spod teatru i nasz dyrygent mówi jej, że może jechać z nami, a ona, że nie chce, bo ma swojego mercedesa i kierowcę. No i mieliśmy grać koncert w Bydgoszczy, godzina przed koncertem, jej nadal nie ma, a przecież była główną gwiazdą. Okazało się, że Violetta jeszcze była w Warszawie, bo ten jej samochód się zepsuł! Po tej akcji zabierała się już z nami. Podjeżdżaliśmy do Magdalenki, gdzie mieszkała, miała tam pełno kotów, psów, jakąś kozę. Kiedy już się ze wszystkimi zwierzętami pożegnała, wtedy wsiadała do autobusu - śmieje się pan Joachim.

Dodaje, że Violetta Villas uwielbiała kwiaty i po występie wszystkie zabierała do domu.

- Czasami nasz autobus wyglądał jak palmiarnia, spod roślin było widać tylko nasze głowy - wspomina z uśmiechem.

Pan Joachim był inspektorem zespołu, czasami na wyjazdach dzwonił do artystki, proponował, żeby posiedziała z resztą grupy, ale ona nigdy nie chciała. Cały czas wolny spędzała w pokoju, mówiła, że się modli. Podczas jazdy autobusem również trzymała w ręku różaniec.

- Pamiętam, jak w Białymstoku, w potężnym amfiteatrze Villas wyszła jeszcze przed koncertem na scenę i zobaczyła ogrom ludzi. Kazała więc zawołać organizatora koncertu, z którym podpisywała umowę. Powiedziała mu „Z tego co ja widzę, to pan potężnie na mnie zarabia. Jeśli nie dołoży mi pan jeszcze jednej stawki, to ja nie zaśpiewam, bo to co pan robi, to jest oszustwo”. Facet był uparty, ale ostatecznie wyszło po jej myśli. Nigdy nie było wiadomo, co Violetta Villas wymyśli, ale przyznaję, że trzeba było mieć do niej stalowe nerwy - uśmiecha się Gruszka.

Dom za trzy pensje

Pan Joachim miał szczęście, że znalazł się w Syrenie. Otrzymywał propozycje grania na statkach, wyjazdów w daleki świat...

- W przerwie podczas jednego z występów podszedł do mnie mężczyzna, powiedział, że jest kapelmistrzem w cyrku w Szwajcarii i czy nie chciałbym z nim pojechać. W tamtych czasach nie zarabiałem kokosów w Syrenie, a zarobki za granicą były ogromne - można było dostać pensję nawet 30 razy wyższą niż tutaj. Załatwiłem sobie zastępstwo w teatrze i pojechałem. Na początku myślałem, że tylko na rok, a w sumie przeciągnęło się to do ośmiu lat - śmieje się.

Sezon trwał od marca do grudnia. Razem z cyrkiem odwiedzał średnio 65 miejscowości rocznie. Grał również wielokrotnie podczas Międzynarodowego Festiwalu Cyrkowego w Monte Carlo.

- U nas w Polsce było wtedy bardzo źle, jedzenie na kartki, trudno było dostać różne produkty. Kiedy dzieci miały wakacje, razem z żoną wsiadały do samolotu i do mnie przylatywały. Był nawet plan, żeby tam zostać, ponieważ w latach 80. Polacy uciekali z kraju. Żona jednak miała w Fosowskiem rodziców i chciała wrócić - dodaje pan Gruszka.

W cyrku grał do lat 90., później muzyk uznał, że jednak wystarczy.

- Miałem wtedy bardzo dobrą pensję. Gdyby to przeliczyć w dolarach, to zarabiałem ok. 1500 dolarów, a w Polsce za 100 dolarów można było nakupić węgla na całą zimę i jeszcze wiele rzeczy. Kiedy wróciłem ze Szwajcarii, to nadal chodziłem do Syreny. Później w Polsce nastąpił krach, co odbiło się mocno na kulturze, nie było stałych etatów... - opowiada.

Joachim Gruszka dał ogłoszenie w prasie, że szuka domu jednorodzinnego w spokojnej okolicy z widokiem na rzekę. I tak w 2000 roku udało mu się kupić dom w Fosowskiem, tuż przy Małej Panwi, za trzy szwajcarskie wypłaty.

- Przyznaję, że na emeryturze trochę brakuje mi Warszawy i wszyscy się mnie pytają, jak mogłem ze stolicy przyjechać aż tutaj, do takiej wioseczki. Ale prawdę powiedziawszy, człowiek w wieku poprodukcyjnym nie ma w stolicy co robić. A tu mam spokój, i jak się okazało, muzycznie jestem bardzo potrzebny i świetnie się z tym czuję - dodaje.

Pan Joachim, odkąd na stałe osiedlił się w Fosowskiem, gra z kolegą na imprezach, rodzinnych uroczystościach. Od kilku lat współpracuje z orkiestrą z Kolonowskiego, z Biblioteką i Centrum Kultury, a razem z Kingą Wacławczyk i Sebastianem Wacławczykiem tworzą trio „Śpiewające saksofony”.

- Kiedy patrzę na zdjęcie orkiestry wojskowej, to została nas już 1/3 składu, pozostali umarli. Sam w tym roku kończę 80 lat, ale ciągle jestem aktywny. Pracując z młodszymi ode mnie, nie rozmawiamy o chorobach, więc jak się okazuje, muzyka jest dla mnie najlepszą terapią i receptą na długie życie - dodaje z uśmiechem.

Jeśli chcielibyście posłuchać Pana Joachim zapraszamy na kanał Biblioteki i Centrum Kultury na Youtubie. 

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!



Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1000 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama