Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 15 marca 2026 15:32
Reklama Żabka

Joachim Gruszka z Fosowskiego - muzyk wojskowy, cyrkowy, ponadczasowy

Joachim Gruszka mieszka w Fosowskiem i jest z zawodu muzykiem. Swoje życie spędził u boku gwiazd - z klarnetem i saksofonem w ręku. Poznajcie jego niesamowitą historię.
Joachim Gruszka z Fosowskiego - muzyk wojskowy, cyrkowy, ponadczasowy
Pan Joachim całe życie poświęcił muzyce

Autor: Joanna Gerlich

Pan Joachim pochodzi z Chorzowa i od najmłodszych lat jest związany z muzyką. Pasję tę zaszczepił w nim ojciec, również muzyk.

- Wychowałem się w muzycznej rodzinie, ale w domu nie zawsze chciało mi się ćwiczyć. Już w wieku 10 lat grałem na werblu razem z tatą w orkiestrze. Ojciec jednak uznał, że najlepiej będzie, jeśli wyjadę do Warszawy. Tam udało mi się dostać do Reprezentacyjnej Orkiestry Wojska Polskiego, która występowała na delegacjach, przyjmowała na lotniskach ważnych gości - wspomina pan Joachim.

W międzyczasie poszedł do średniej wojskowej szkoły muzycznej w Elblągu i po jej skończeniu mógł wybrać, gdzie chce grać. Miał wtedy 21 lat i trafił do Opola.

- W Staniszczach Wielkich miałem wujka, więc zdecydowałem się, żeby tu przyjechać. Podczas podróży pociągami poznałem żonę, która pochodzi z Fosowskiego. Szybko jednak zrozumiałem, że wybór Opola to była pomyłka. W tej kapeli było samo pijaństwo, uznawali mnie za wariata, że siedzę i ćwiczę grę na klarnecie, zamiast się z nimi bawić. Po pół roku zadzwoniłem do kapelmistrza z Warszawy, że chcę wrócić. I tak się właśnie stało - opowiada pan Gruszka.

W 1967 roku Joachim poślubił swoją narzeczoną i wyruszyli do stolicy. Małżonka była zadowolona, że wyrwała się z niewielkiej wioski, choć musiała się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Niebawem na świat przyszli dwaj synowie.

- Po pewnym czasie nasza orkiestra została przekwalifikowana. Zarządzający nią uznali, że w skład tej wojskowej mają wchodzić mężczyźni po 180 cm wzrostu, żeby wszyscy byli w miarę równi. A u nas jedni byli niżsi, drudzy grubsi, nie wyglądali zbyt dobrze, ale potrafili grać. Tych, którzy spełniali wymagania, zostawili, a mnie z kolegami przenieśli. Nasza orkiestra stała się więc koncertową. Było w niej całkowicie inaczej, jeździliśmy na koncerty z całą plejadą wokalistów, pieśniarzy - dodaje.

Joachim Gruszka dużo pracował, cały czas ćwiczył granie. Po 20 latach zwolnił się z orkiestry wojskowej. Trafił do operetki warszawskiej, gdzie grał na klarnecie.

- Grałem tam przez pół roku, w międzyczasie zgadałem się z kolegą z Teatru Syrena i właśnie tam się przeniosłem. To była praca w sam raz dla mnie, wręcz idealna. Pracowałem z takimi artystami jak Bogdan Łazuka, Krystyna Sienkiewicz, Violetta Villas. Występowaliśmy wieczorami, więc w ciągu dnia miałem czas, żeby odwiedzać różne miejsca i uczyć grać. Tak minęły mi dwa lata - wspomina.

Stalowe nerwy do Villas

Joachim Gruszka najwięcej wspomnień z tego czasu ma związanych z Violettą Villas. Jak podkreśla, była to bardzo wyjątkowa i ciekawa postać.

- Faktycznie miała ogromne poważanie, bo wszędzie, gdzie tylko zajechaliśmy, sprzedawaliśmy wszystkie bilety. Ale ona czasami miała swoje chimery, kaprysy, lubiła grymasić. Pamiętam, jak kiedyś wyjeżdżaliśmy spod teatru i nasz dyrygent mówi jej, że może jechać z nami, a ona, że nie chce, bo ma swojego mercedesa i kierowcę. No i mieliśmy grać koncert w Bydgoszczy, godzina przed koncertem, jej nadal nie ma, a przecież była główną gwiazdą. Okazało się, że Violetta jeszcze była w Warszawie, bo ten jej samochód się zepsuł! Po tej akcji zabierała się już z nami. Podjeżdżaliśmy do Magdalenki, gdzie mieszkała, miała tam pełno kotów, psów, jakąś kozę. Kiedy już się ze wszystkimi zwierzętami pożegnała, wtedy wsiadała do autobusu - śmieje się pan Joachim.

Dodaje, że Violetta Villas uwielbiała kwiaty i po występie wszystkie zabierała do domu.

- Czasami nasz autobus wyglądał jak palmiarnia, spod roślin było widać tylko nasze głowy - wspomina z uśmiechem.

Pan Joachim był inspektorem zespołu, czasami na wyjazdach dzwonił do artystki, proponował, żeby posiedziała z resztą grupy, ale ona nigdy nie chciała. Cały czas wolny spędzała w pokoju, mówiła, że się modli. Podczas jazdy autobusem również trzymała w ręku różaniec.

- Pamiętam, jak w Białymstoku, w potężnym amfiteatrze Villas wyszła jeszcze przed koncertem na scenę i zobaczyła ogrom ludzi. Kazała więc zawołać organizatora koncertu, z którym podpisywała umowę. Powiedziała mu „Z tego co ja widzę, to pan potężnie na mnie zarabia. Jeśli nie dołoży mi pan jeszcze jednej stawki, to ja nie zaśpiewam, bo to co pan robi, to jest oszustwo”. Facet był uparty, ale ostatecznie wyszło po jej myśli. Nigdy nie było wiadomo, co Violetta Villas wymyśli, ale przyznaję, że trzeba było mieć do niej stalowe nerwy - uśmiecha się Gruszka.

Dom za trzy pensje

Pan Joachim miał szczęście, że znalazł się w Syrenie. Otrzymywał propozycje grania na statkach, wyjazdów w daleki świat...

- W przerwie podczas jednego z występów podszedł do mnie mężczyzna, powiedział, że jest kapelmistrzem w cyrku w Szwajcarii i czy nie chciałbym z nim pojechać. W tamtych czasach nie zarabiałem kokosów w Syrenie, a zarobki za granicą były ogromne - można było dostać pensję nawet 30 razy wyższą niż tutaj. Załatwiłem sobie zastępstwo w teatrze i pojechałem. Na początku myślałem, że tylko na rok, a w sumie przeciągnęło się to do ośmiu lat - śmieje się.

Sezon trwał od marca do grudnia. Razem z cyrkiem odwiedzał średnio 65 miejscowości rocznie. Grał również wielokrotnie podczas Międzynarodowego Festiwalu Cyrkowego w Monte Carlo.

- U nas w Polsce było wtedy bardzo źle, jedzenie na kartki, trudno było dostać różne produkty. Kiedy dzieci miały wakacje, razem z żoną wsiadały do samolotu i do mnie przylatywały. Był nawet plan, żeby tam zostać, ponieważ w latach 80. Polacy uciekali z kraju. Żona jednak miała w Fosowskiem rodziców i chciała wrócić - dodaje pan Gruszka.

W cyrku grał do lat 90., później muzyk uznał, że jednak wystarczy.

- Miałem wtedy bardzo dobrą pensję. Gdyby to przeliczyć w dolarach, to zarabiałem ok. 1500 dolarów, a w Polsce za 100 dolarów można było nakupić węgla na całą zimę i jeszcze wiele rzeczy. Kiedy wróciłem ze Szwajcarii, to nadal chodziłem do Syreny. Później w Polsce nastąpił krach, co odbiło się mocno na kulturze, nie było stałych etatów... - opowiada.

Joachim Gruszka dał ogłoszenie w prasie, że szuka domu jednorodzinnego w spokojnej okolicy z widokiem na rzekę. I tak w 2000 roku udało mu się kupić dom w Fosowskiem, tuż przy Małej Panwi, za trzy szwajcarskie wypłaty.

- Przyznaję, że na emeryturze trochę brakuje mi Warszawy i wszyscy się mnie pytają, jak mogłem ze stolicy przyjechać aż tutaj, do takiej wioseczki. Ale prawdę powiedziawszy, człowiek w wieku poprodukcyjnym nie ma w stolicy co robić. A tu mam spokój, i jak się okazało, muzycznie jestem bardzo potrzebny i świetnie się z tym czuję - dodaje.

Pan Joachim, odkąd na stałe osiedlił się w Fosowskiem, gra z kolegą na imprezach, rodzinnych uroczystościach. Od kilku lat współpracuje z orkiestrą z Kolonowskiego, z Biblioteką i Centrum Kultury, a razem z Kingą Wacławczyk i Sebastianem Wacławczykiem tworzą trio „Śpiewające saksofony”.

- Kiedy patrzę na zdjęcie orkiestry wojskowej, to została nas już 1/3 składu, pozostali umarli. Sam w tym roku kończę 80 lat, ale ciągle jestem aktywny. Pracując z młodszymi ode mnie, nie rozmawiamy o chorobach, więc jak się okazuje, muzyka jest dla mnie najlepszą terapią i receptą na długie życie - dodaje z uśmiechem.

Jeśli chcielibyście posłuchać Pana Joachim zapraszamy na kanał Biblioteki i Centrum Kultury na Youtubie. 

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!



Podziel się
Oceń

Komentarze

ReklamaHeimat
Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
ReklamaHospicjum2022
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 14°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1012 hPa
Wiatr: 15 km/h

Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: JanTreść komentarza: Pani Patrycjo Leszczyk-Gołąbek na zdjęciu to akcja w kolonowskim w dzielnicy Fosowskie.Data dodania komentarza: 11.03.2026, 07:30Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Dziesięć lat wyczekiwania chyba się spełnią.Data dodania komentarza: 10.03.2026, 06:41Źródło komentarza: Ulica Arki Bożka wreszcie z chodnikiem. Będzie jasno, równo i bezpiecznie J Autor komentarza: Jarząbek WacławawTreść komentarza: A może należałoby poprosić o stanowisko głównego udziałowca spółki? Zastanawiające jest jego milczenie...Data dodania komentarza: 5.03.2026, 16:40Źródło komentarza: Karuzela kadrowa w SWiK trwa. "To nie idzie w dobrym kierunku" G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: W Zawadzkiem nie ma ulicy Jemielnickiej. Przynajmniej jeszcze o takowej nie szłyszałem. Obok byłego budowlańca oprócz DK 901, czyli ul. Opolskiej mamy jeszcze ulicę Szpitalną (droga osiedlowa) oraz ulicę Lubliniecką. To pewnie o tą ostatnią się tutaj rozchodzi?Data dodania komentarza: 24.02.2026, 15:22Źródło komentarza: Doświetlą przejścia dla pieszych w Zawadzkiem i Szczepanku. Będzie bezpieczniej J Autor komentarza: WacławTreść komentarza: "Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska." Tym stwierdzeniem się przebierańcu ujawniłeś. Kto dał ci prawo relatywizowania krzywd? Nie wstyd ci tzw. ślunzoku? Ponadto cofnij się edukacyjnie do początków szkoły podstawowej z lat słusznie minionych jeżeli chodzi o znajomość historii i nadal gloryfikuj Armię Czerwoną.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 18:21Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim D Autor komentarza: ślunzokTreść komentarza: Co do "Tragedii Górnośląskiej".... Jestem ślązakiem, ale uważam, ze nie ma co tak bardzo płakać nad tamtymi wydarzeniami. Dlaczego ? Bo co robiły oddziały niemieckie w Babim Jarze ? , czy gdziekolwiek na terenach wschodnich ? To Niemcy wrzucali noworodki do płonących stodół, to NIemcy strzelali do ludności cywilnej klęczącej nad dołami. Armia Czerwona mściła się , jak każdy z nas w okresie wojny, gdyby mógł się mścił ! Kobiety płaczą, że były gwałcone , a kiedy stawiały opór były zabijane ? Straszne ! Co mogłyby powiedzieć dzieci wrzucane do ognia na wschodzie ? One nie miały wyboru.... Dla mnie " tragedia górnośląska" to małostka w porównaniu z tym, co NIemcy robili na wschodzie. Nie wiem, czy ich potępiać, czy nie. To była wojna i ich agresja była odpowiedzią na swój ból. Ślązaków i tak potraktowano łagodnie. Mogli ruscy całe wsieod razu palić. Nikt z Niemców nie wiedział co się działo na wschodzie ? Sobibór, Bełżec, Trblinka ? Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 21:52Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim
Reklama