Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 16 września 2026 19:57
Reklama

Joachim Gruszka z Fosowskiego - muzyk wojskowy, cyrkowy, ponadczasowy

Joachim Gruszka mieszka w Fosowskiem i jest z zawodu muzykiem. Swoje życie spędził u boku gwiazd - z klarnetem i saksofonem w ręku. Poznajcie jego niesamowitą historię.
Joachim Gruszka z Fosowskiego - muzyk wojskowy, cyrkowy, ponadczasowy
Pan Joachim całe życie poświęcił muzyce

Autor: Joanna Gerlich

Pan Joachim pochodzi z Chorzowa i od najmłodszych lat jest związany z muzyką. Pasję tę zaszczepił w nim ojciec, również muzyk.

- Wychowałem się w muzycznej rodzinie, ale w domu nie zawsze chciało mi się ćwiczyć. Już w wieku 10 lat grałem na werblu razem z tatą w orkiestrze. Ojciec jednak uznał, że najlepiej będzie, jeśli wyjadę do Warszawy. Tam udało mi się dostać do Reprezentacyjnej Orkiestry Wojska Polskiego, która występowała na delegacjach, przyjmowała na lotniskach ważnych gości - wspomina pan Joachim.

W międzyczasie poszedł do średniej wojskowej szkoły muzycznej w Elblągu i po jej skończeniu mógł wybrać, gdzie chce grać. Miał wtedy 21 lat i trafił do Opola.

- W Staniszczach Wielkich miałem wujka, więc zdecydowałem się, żeby tu przyjechać. Podczas podróży pociągami poznałem żonę, która pochodzi z Fosowskiego. Szybko jednak zrozumiałem, że wybór Opola to była pomyłka. W tej kapeli było samo pijaństwo, uznawali mnie za wariata, że siedzę i ćwiczę grę na klarnecie, zamiast się z nimi bawić. Po pół roku zadzwoniłem do kapelmistrza z Warszawy, że chcę wrócić. I tak się właśnie stało - opowiada pan Gruszka.

W 1967 roku Joachim poślubił swoją narzeczoną i wyruszyli do stolicy. Małżonka była zadowolona, że wyrwała się z niewielkiej wioski, choć musiała się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Niebawem na świat przyszli dwaj synowie.

- Po pewnym czasie nasza orkiestra została przekwalifikowana. Zarządzający nią uznali, że w skład tej wojskowej mają wchodzić mężczyźni po 180 cm wzrostu, żeby wszyscy byli w miarę równi. A u nas jedni byli niżsi, drudzy grubsi, nie wyglądali zbyt dobrze, ale potrafili grać. Tych, którzy spełniali wymagania, zostawili, a mnie z kolegami przenieśli. Nasza orkiestra stała się więc koncertową. Było w niej całkowicie inaczej, jeździliśmy na koncerty z całą plejadą wokalistów, pieśniarzy - dodaje.

Joachim Gruszka dużo pracował, cały czas ćwiczył granie. Po 20 latach zwolnił się z orkiestry wojskowej. Trafił do operetki warszawskiej, gdzie grał na klarnecie.

- Grałem tam przez pół roku, w międzyczasie zgadałem się z kolegą z Teatru Syrena i właśnie tam się przeniosłem. To była praca w sam raz dla mnie, wręcz idealna. Pracowałem z takimi artystami jak Bogdan Łazuka, Krystyna Sienkiewicz, Violetta Villas. Występowaliśmy wieczorami, więc w ciągu dnia miałem czas, żeby odwiedzać różne miejsca i uczyć grać. Tak minęły mi dwa lata - wspomina.

Stalowe nerwy do Villas

Joachim Gruszka najwięcej wspomnień z tego czasu ma związanych z Violettą Villas. Jak podkreśla, była to bardzo wyjątkowa i ciekawa postać.

- Faktycznie miała ogromne poważanie, bo wszędzie, gdzie tylko zajechaliśmy, sprzedawaliśmy wszystkie bilety. Ale ona czasami miała swoje chimery, kaprysy, lubiła grymasić. Pamiętam, jak kiedyś wyjeżdżaliśmy spod teatru i nasz dyrygent mówi jej, że może jechać z nami, a ona, że nie chce, bo ma swojego mercedesa i kierowcę. No i mieliśmy grać koncert w Bydgoszczy, godzina przed koncertem, jej nadal nie ma, a przecież była główną gwiazdą. Okazało się, że Violetta jeszcze była w Warszawie, bo ten jej samochód się zepsuł! Po tej akcji zabierała się już z nami. Podjeżdżaliśmy do Magdalenki, gdzie mieszkała, miała tam pełno kotów, psów, jakąś kozę. Kiedy już się ze wszystkimi zwierzętami pożegnała, wtedy wsiadała do autobusu - śmieje się pan Joachim.

Dodaje, że Violetta Villas uwielbiała kwiaty i po występie wszystkie zabierała do domu.

- Czasami nasz autobus wyglądał jak palmiarnia, spod roślin było widać tylko nasze głowy - wspomina z uśmiechem.

Pan Joachim był inspektorem zespołu, czasami na wyjazdach dzwonił do artystki, proponował, żeby posiedziała z resztą grupy, ale ona nigdy nie chciała. Cały czas wolny spędzała w pokoju, mówiła, że się modli. Podczas jazdy autobusem również trzymała w ręku różaniec.

- Pamiętam, jak w Białymstoku, w potężnym amfiteatrze Villas wyszła jeszcze przed koncertem na scenę i zobaczyła ogrom ludzi. Kazała więc zawołać organizatora koncertu, z którym podpisywała umowę. Powiedziała mu „Z tego co ja widzę, to pan potężnie na mnie zarabia. Jeśli nie dołoży mi pan jeszcze jednej stawki, to ja nie zaśpiewam, bo to co pan robi, to jest oszustwo”. Facet był uparty, ale ostatecznie wyszło po jej myśli. Nigdy nie było wiadomo, co Violetta Villas wymyśli, ale przyznaję, że trzeba było mieć do niej stalowe nerwy - uśmiecha się Gruszka.

Dom za trzy pensje

Pan Joachim miał szczęście, że znalazł się w Syrenie. Otrzymywał propozycje grania na statkach, wyjazdów w daleki świat...

- W przerwie podczas jednego z występów podszedł do mnie mężczyzna, powiedział, że jest kapelmistrzem w cyrku w Szwajcarii i czy nie chciałbym z nim pojechać. W tamtych czasach nie zarabiałem kokosów w Syrenie, a zarobki za granicą były ogromne - można było dostać pensję nawet 30 razy wyższą niż tutaj. Załatwiłem sobie zastępstwo w teatrze i pojechałem. Na początku myślałem, że tylko na rok, a w sumie przeciągnęło się to do ośmiu lat - śmieje się.

Sezon trwał od marca do grudnia. Razem z cyrkiem odwiedzał średnio 65 miejscowości rocznie. Grał również wielokrotnie podczas Międzynarodowego Festiwalu Cyrkowego w Monte Carlo.

- U nas w Polsce było wtedy bardzo źle, jedzenie na kartki, trudno było dostać różne produkty. Kiedy dzieci miały wakacje, razem z żoną wsiadały do samolotu i do mnie przylatywały. Był nawet plan, żeby tam zostać, ponieważ w latach 80. Polacy uciekali z kraju. Żona jednak miała w Fosowskiem rodziców i chciała wrócić - dodaje pan Gruszka.

W cyrku grał do lat 90., później muzyk uznał, że jednak wystarczy.

- Miałem wtedy bardzo dobrą pensję. Gdyby to przeliczyć w dolarach, to zarabiałem ok. 1500 dolarów, a w Polsce za 100 dolarów można było nakupić węgla na całą zimę i jeszcze wiele rzeczy. Kiedy wróciłem ze Szwajcarii, to nadal chodziłem do Syreny. Później w Polsce nastąpił krach, co odbiło się mocno na kulturze, nie było stałych etatów... - opowiada.

Joachim Gruszka dał ogłoszenie w prasie, że szuka domu jednorodzinnego w spokojnej okolicy z widokiem na rzekę. I tak w 2000 roku udało mu się kupić dom w Fosowskiem, tuż przy Małej Panwi, za trzy szwajcarskie wypłaty.

- Przyznaję, że na emeryturze trochę brakuje mi Warszawy i wszyscy się mnie pytają, jak mogłem ze stolicy przyjechać aż tutaj, do takiej wioseczki. Ale prawdę powiedziawszy, człowiek w wieku poprodukcyjnym nie ma w stolicy co robić. A tu mam spokój, i jak się okazało, muzycznie jestem bardzo potrzebny i świetnie się z tym czuję - dodaje.

Pan Joachim, odkąd na stałe osiedlił się w Fosowskiem, gra z kolegą na imprezach, rodzinnych uroczystościach. Od kilku lat współpracuje z orkiestrą z Kolonowskiego, z Biblioteką i Centrum Kultury, a razem z Kingą Wacławczyk i Sebastianem Wacławczykiem tworzą trio „Śpiewające saksofony”.

- Kiedy patrzę na zdjęcie orkiestry wojskowej, to została nas już 1/3 składu, pozostali umarli. Sam w tym roku kończę 80 lat, ale ciągle jestem aktywny. Pracując z młodszymi ode mnie, nie rozmawiamy o chorobach, więc jak się okazuje, muzyka jest dla mnie najlepszą terapią i receptą na długie życie - dodaje z uśmiechem.

Jeśli chcielibyście posłuchać Pana Joachim zapraszamy na kanał Biblioteki i Centrum Kultury na Youtubie. 

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!



Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: jestem ze wsi Treść komentarza: Przecież to od ostatnich wyborów księstwo a nie gmina. Monowładza, ignorowanie zapytań radnych, przekonanie o własnej nieomylności. Do tego zgłoszenia w aplikacji, którą rządzący sami wprowadzili w życie są ignorowane, zostają bez odpowiedzi lub z opryskliwą odpowiedzią z stylu "to nie pilna sprawa". Ludzie tam na górze! My obywatele jesteśmy waszymi pracodawcami. Nie zapominajcie o tym! Data dodania komentarza: 16.09.2026, 10:00 Źródło komentarza: Radiowóz niezgody w Strzelcach Opolskich. Wielka kłótnia o pieniądze J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Panie Redaktorze Gasz zanim opublikuje się artykuł, warto najpierw sprawdzić podstawowe fakty. W Staniszczach Wielkich od około 20 lat nie ma szkoły podstawowej. To nie jest drobny szczegół, ale podstawowa informacja dotycząca miejscowości i jej mieszkańców. Dlatego trudno zrozumieć, skąd w artykule pojawia się informacja sugerująca, że szkoła podstawowa nadal tam funkcjonuje. Czy autor artykułu w ogóle sprawdził, jak wygląda rzeczywista sytuacja w Staniszczach Wielkich? Dziennikarstwo powinno opierać się na faktach, a nie na powielaniu niezweryfikowanych informacji. Proszę o wyjaśnienie tej kwestii i sprostowanie błędnej informacji. Data dodania komentarza: 10.09.2026, 13:04 Źródło komentarza: 728 uczniów rozpoczęło edukację w powiecie strzeleckim J Autor komentarza: Jarząbek Wacław Treść komentarza: Coś mi się wydaje, że to , mimo wszystko, nie jemielnicki rolnik jest głównym sprawcą niedoboru wody w stawach. Główny winowajca nadal pozostaje nieznany. Temat powinien być nagłaśniany a kwestia zanikania wody dogłębnie zbadana. Są przecież od tego stosowne instytucje utrzymywane z naszych podatków. Wędkarzowi, mimo wszystko, gratuluję dociekliwości. Data dodania komentarza: 7.09.2026, 16:41 Źródło komentarza: Odkryto przyczynę wysychania stawu w Jemielnicy. Czy woda wróci? G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Naprawdę śmierdzący problem! Jest to jakaś usterka? Nie ma to wpływu na zdrowie mieszkańców? Autor pisze, że zimą jest lepiej... Jest to wieloletni temat? Dlaczego dopiero teraz władze zajmują się tą absurdalną sytuacją? Data dodania komentarza: 28.08.2026, 08:11 Źródło komentarza: Utrata walczy ze śmierdzącym problemem. "Nie da się otworzyć okna" J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Wielkie brawa dla mundurowych z Zawadzkiego za błyskawiczną reanimację i uratowanie życia tego człowieka! Małe sprostowanie dla autorki artykułu – w Kolonowskiem nie ma już dworca, a jedynie przystanek kolejowy i niszczejące pozostałości po dawnej stacji. Warto dbać o precyzję, nawet jeśli w obliczu takiego dramatu najważniejsze jest to, że pomoc dotarła na czas." Data dodania komentarza: 13.08.2026, 14:41 Źródło komentarza: Leżał nieprzytomny przy dworcu. Policjanci z Zawadzkiego uratowali mu życie J Autor komentarza: Alojz Treść komentarza: Ta łódka to jest im potrzebna jak umarłemu kadzidło. Na Małej Panwi tego nawet nie da sie zwodować. No tak ale to kolejna zabawka G.H. Tak samo jak quad. Kupione, żeby duże dziecko miało zabawkę Data dodania komentarza: 29.07.2026, 07:44 Źródło komentarza: Zabawa połączona z nauką bezpieczeństwa - ta impreza wróciła po latach
Reklama