Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 28 stycznia 2026 22:35
Reklama
Reklama

Wybuch w Krupskim Młynie. To nie pierwsza taka tragedia. Odkrywamy historię zakładu

Świat zatrząsł się po siedemnastej. 14 lutego, w poniedziałkowe popołudnie wielu mieszkańców Krupskiego Młyna i okolicznych miejscowości szykowało się do romantycznych kolacji, gdy nad okolicą przetoczył się huk eksplozji. Fala uderzeniowa zatrzęsła domami oddalonymi o wiele kilometrów od epicentrum, które miało miejsce na terenie fabryki dynamitu Nitroerg SA, należącej do grupy KGHM.
Wybuch w Krupskim Młynie. To nie pierwsza taka tragedia. Odkrywamy historię zakładu
Wybuch w Krupskim Młynie w dniu 14 lutego 2022 r.

Autor: Czytelnik

Mimo że Krupski Młyn i Kielcza znajdują się w różnych województwach, to miejscowości te blisko ze sobą sąsiadują. Oddziela je jedynie ściana lasu, a najbardziej wysunięte na wschód budynki w Kielczy dzielą od zakładów Nitroerg jedynie 3 kilometry. Ta odległość nie była przeszkodą, by dotarł tu wstrząs po wybuchu. Domy zatrzęsły się w posadach.

Wybuch w Krupskim Młynie

W Krupskim Młynie produkuje się materiały wybuchowe od półtora wieku. Do ich produkcji używa się niezwykle niebezpiecznego półproduktu - nitrogliceryny. Ma ona tę właściwość, że eksploduje nie pod wpływem ognia czy impulsu elektrycznego, ale przy zmianie ciśnienia. Może wybuchnąć przy najmniejszym wstrząsie i wystarczy maleńka buteleczka wypełniona tą gęstą cieczą, by zabić człowieka.

Późnym popołudniem, 14 lutego, w jednym z bunkrów fabryki przeprowadzano proces mieszania nitrogliceryny. Było jej 800 kilogramów. Gdy około godziny 17.15 nastąpiła eksplozja, załoga zakładu zgromadziła się w wyznaczony miejscu zbiórki. Po przeliczeniu zatrudnionych okazało się, że brakuje dwóch mężczyzn. Jeden liczył 43 lata, drugi 32. W Zakładach Nitroerg pracowali już od kilku lat, więc nie byli to niedoświadczeni nowicjusze. Jednym z nich był znanym fanom piłki nożnej kapitan zespołu Sparta Tworóg z lublinieckiej B-klasy.

Całą noc 14 lutego skoncentrowano się na akcji ratunkowej, choć wszyscy zdawali sobie sprawę, że nie istniała najmniejsza szansa, by jakakolwiek żywa istota była w stanie przetrwać taki wybuch. Sprowadzone na miejsce psy tropiące nie dały rady wyczuć zapachu człowieka. Śmierć pracowników oficjalnie potwierdzono następnego dnia.

Do akcji skierowano między innymi Specjalistyczną Grupę Ratownictwa z Dąbrowy Górniczej oraz Specjalistyczną Grupę Poszukiwawczo-Ratowniczą z Jastrzębia-Zdroju. W kulminacyjnym momencie brało w niej udział 29 zastępów z 65 strażakami, choć do gaszenia nie było wiele. Wybuch zmiótł budowlę z powierzchni ziemi, pozostawiając tylko lokalne ogniska pożarów, z tymi szybko sobie poradzono.

To, że wybuch takiej ilości nitrogliceryny nie pociągnął za sobą więcej ofiar, zawdzięczamy prawdopodobnie specjalnej konstrukcji bunkrów stworzonych do tego, by przyjąć na siebie i zatrzymać siłę eksplozji. Podobne tragedie miały już miejsce w przeszłości i wielokrotnie bilans był tragiczny.

Młyn w lesie

Pod koniec XVII wieku obok młyna niejakiego Krupy powstała kuźnica żelaza, która działała z dużym powodzeniem niemal przez sto lat. Zakład znajdował się w leśnej głuszy z dala od ludzkich osad. To zapewne zdecydowało, że w 1874 roku powołano w tym miejscu do życia firmę o przydługiej nazwie „Oberschlesische Actien Gesselschaft fur Fabrikation von Lignose Schiesswollfabrik fur Aremm und Marine” (Górnośląska Spółka Akcyjna do produkcji lignozy - wełny strzelniczej dla armii i marynarki). Fabryka, będąca częścią firmy z Bierunia, została założona w jednym celu - dostarczania niemieckiej machinie wojennej materiałów wybuchowych.

Rok powstania fabryki nie jest przypadkowy. Zaledwie trzy lata wcześniej Prusy rozgromiły Francję i zjednoczyły państwa niemieckie pod swoim panowaniem. Powstałe cesarstwo oparte było na dyscyplinie i żelazie. Nazywano je czasem „armią, która posiadała własne terytorium”, a zapotrzebowanie na broń i amunicję było ogromne.

W 1867 roku pod Sztokholmem powstała pierwsza w historii fabryka dynamitu Alfreda Nobla. Nowy środek wybuchowy otrzymywano przez zmieszanie bardzo niebezpiecznej w użyciu nitrogliceryny z ziemią okrzemkową. Materiał błyskawicznie zawojował świat, czyniąc Nobla bogatym człowiekiem. Fabryki dynamitu powstawały na całym świecie, a jedną z pierwszych była ta w Krupskim Młynie. Produkowane tu materiały wybuchowe i amunicję wykorzystywano podczas każdego konfliktu, w którym Niemcy brały udział. Krupskie granaty kupowała nawet Rosja, by wysłać je na front wojny z Japonią w 1905 roku. Oddalenie zakładu od ludzkich siedzib miało ograniczyć liczbę ofiar w razie wypadku, a zapobiegliwość ta niejednokrotnie okazała się potrzebna.

Taniec z diabłem

Mimo upływu ponad 150 lat od wynalezienia dynamitu, proces jego produkcji nie może obyć się bez niebezpiecznego etapu pracy z nitrogliceryną.

Do ogromnego nieszczęścia w Krupskim Młynie mogło dojść 18 marca 1974 roku. Na bocznicy kolejowej zaczęły palić się gotowe do wywiezienia wagony zapełnione materiałami wybuchowymi. Zawartość drewnianych skrzynek, do których je pakowano, pod wpływem temperatury zaczęła puchnąć i rosnąć jak ciasto. Gdyby doszło do przekroczenia temperatury zapłonu, żadna siła na świecie nie powstrzymałaby gigantycznej eksplozji. Magazyny były zapełnione dynamitem i innymi niebezpiecznymi materiałami po sufity. Fala uderzeniowa po wybuchu sięgnęłaby 100 kilometrów od epicentrum.

Do katastrofy nie doszło dzięki poświęceniu pracowników, którzy własnoręcznie wynosili z wagonów skrzynki z gotującymi się materiałami wybuchowymi. Pożar gaszono dwa dni. Władze podobno ewakuowały tylko rodziny lokalnych notabli, w ogóle nie informując mieszkańców o niebezpieczeństwie. Ludzie o pożarze jednak wiedzieli. Nauczeni wydarzeniami z przeszłości wrzucali wszystko, co było pod ręką, do koców i z takimi tobołami uciekali pieszo, byle dalej od Krupskiego Młyna.

Żaden z pracowników nie został odznaczony za skrajnie niebezpieczną akcję ratunkową. Media o pożarze nabrały wody w usta, a jedyny opis wydarzeń pojawił się na ostatniej stronie... komiksu o Kapitanie Żbiku. Ale jako bohaterów przedstawiono w nim już tylko dwóch funkcjonariuszy MO, na których spłynęły wszystkie zaszczyty.

20 maja 1993 roku o godzinie 1816 doszło do eksplozji w bunkrze D-28, gdzie formowano i pakowano ładunki wybuchowe. Pracowało w nim sześć osób - trzy pracownice obsługujące maszynę, brygadzista, ślusarz i kierowca transportera. Wszyscy zginęli.

W 2004 roku w fabryce zginęło dwoje pracowników. W 2017 śmierć poniosła kolejna osoba.

Żniwa śmierci

Do największych nieszczęść dochodziło podczas I wojny światowej, gdy zakład pracował na pełnych obrotach.

18 lutego 1915 roku doszło do wybuchu w wydziale „Tri”. Zginęły wówczas 24 osoby, a 60 zostało rannych. Szybkie przywrócenie produkcji było dla Cesarstwa Niemieckiego kluczowe, więc zniszczoną część zakładu odbudowano. Po kilku miesiącach strawił ją pożar, lecz wtedy na szczęście obyło się bez ofiar w ludziach.

Największa tragedia w historii fabryki miała miejsce w 1917 roku. Eksplozja nastąpiła 5 lipca około godziny 23.00. Na miejscu zginęło 26 osób. 180 zostało rannych. Gdy fabryka w Krupskim Młynie wyleciała w powietrze, wstrząsy, jakie powstały, odnotowały sejsmografy w Monachium. Zakład praktycznie został zmieciony z powierzchni ziemi, zniszczona została także okolica. W Krupskim Młynie fala uderzeniowa zdmuchnęła wszystkie drewniane domy, a z murowanych zrywała dachy i wybijała szyby. Do uszkodzeń budynków doszło nawet w Tarnowskich Górach i Bytomiu. Krater po eksplozji miał 15 metrów głębokości i 90 metrów średnicy.

Trwała wojna i niemieckie władze nie pozwoliły, by informacja przedostała się do opinii publicznej. Przeglądając ówczesną prasę, nie natrafiłem na żadną wzmiankę o eksplozji, którą przecież musiały odczuć tysiące ludzi. Znalazłem jednak notatkę z 8 czerwca 1918 roku zamieszczoną w wydawanych w Opolu polskojęzycznych „Nowinach”. Informuje ona o ogromnym wybuchu, który nastąpił 3 dni wcześniej. Rannych miało w nim zostać 200 ludzi, a odnalezionych ofiar śmiertelnych miało być 8.

Jest to notatka o tyle tajemnicza, że informacja o nieszczęściu z 1918 roku nigdzie indziej się nie pojawia. Istnieją dwie możliwości. Być może jest to opis (który umknął cenzurze) kolejnego wybuchu w Krupskim Młynie, który został skutecznie zatuszowany. Albo jest to relacja z wydarzeń z roku 1917, która ukazała się znacznie później. W czasie działań wojennych ukrywanie faktów i dezinformacja były na porządku dziennym.

Żałoba

W związku z tragedią, jaka wydarzyła się 14 lutego 2022 roku, zarząd Nitroerg SA ogłosił kilkudniową żałobę i złożył wyrazy współczucia rodzinie i bliskim ofiar zdarzenia. Na terenie fabryki zaczęła działać komisja wyjaśniająca przyczyny i okoliczności wypadku. W jej skład wchodzą technolodzy, specjaliści w zakresie chemii materiałów wybuchowych oraz osoby zajmujące się bezpieczeństwem pracy.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Krater, jaki powstał po wybuchu z 5 lipca 1917 roku, miał 90 metrów szerokości i 15 metrów głębokości. Dach i ceglane ściany widocznej w oddali wieży zostały zdmuchnięte siłą wybuchu. Ostał się tylko żelbetonowy szkielet

"Nowiny" z 8 czerwca 1918 roku

"Nowiny" z 8 czerwca 1918 roku

Dodatkowa „umoralniająca” strona komiksu o Kapitanie Żbiku

Dodatkowa „umoralniająca” strona komiksu o Kapitanie Żbiku


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 999 hPa
Wiatr: 15 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama