Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 12 września 2026 06:36
ReklamaFilplast

Kraty, śmierć i mróz - straszny los strzeleckich więźniów w 1945 r.

Niedawno minęła kolejna, 77. rocznica wkroczenia na nasz teren wojsk rosyjskich. Zwykle przy tej okazji wspomina się przebieg walk, ofiary sowieckich żołnierzy oraz spalone miasta i wioski. Zanim doszło do tych wydarzeń, na Śląsku trwała inna tragedia, o której słyszy się o wiele rzadziej...
Kraty, śmierć i mróz - straszny los strzeleckich więźniów w 1945 r.
Więzienie w Strzelcach Opolskich przed wojną.

12 stycznia 1945 roku z przyczółka sandomierskiego ruszał pancerny walec. Ofensywa radziecka I frontu ukraińskiego pod dowództwem Iwana Koniewa była nie do zatrzymania. Wystarczy wyobrazić sobie, że na każdy kilometr frontu przypadało około 100 czołgów i 250 dział. Gdyby postawić je w jednym rzędzie, czołgi stałyby co 10 metrów, a działa co 4 metry od siebie. Podczas walk piechota poruszała się 25 kilometrów, a wojska pancerne 60 kilometrów na dobę. Sowieci dysponowali 10-krotną przewagą liczebną nad Wehrmachtem, więc nikt o zdrowych zmysłach nie mógł mieć nadziei na powstrzymanie takiej potęgi.

Doskonale rozumiało to niemieckie dowództwo, które przygotowywało się na nieuchronne. Duży wysiłek włożono w ewakuację ludności. Na przykład 14 stycznia 1945 roku stan podwyższonego pogotowia alarmowego ogłosiło dowództwo w Opolu. Trzy dni później ogłoszono ewakuację z miasta kobiet i dzieci, a potem wszystkich, którzy nie byli objęci obowiązkiem służby wojskowej. Z 60 tysięcy mieszkańców przed nadejściem Sowietów, w Opolu pozostał 1 tysiąc ludzi zdatnych do noszenia broni i niezdolnych do ewakuacji.

Z Górnego Śląska w sumie ewakuowano około 1,5 miliona osób, z czego tylko dla części wystarczyło miejsca w pociągach. Reszta ruszała wozami lub pieszo przez makabryczne mrozy, jakie wówczas panowały. Szlak na zachód usłany był ciałami kobiet, starców i dzieci, którzy nie wytrzymali tych warunków.

Śmierć z rąk Sowietów i Niemców

Ewakuacja nie przebiegała zresztą tak płynnie, jak można by podejrzewać niemiecki Ordnung. W wielu miejscach działacze NSDAP wręcz zakazywali ludziom wyjazdu i opuszczania zakładów pracy. Krwawe żniwo zbierała niemiecka propaganda, która do ostatniej minuty zapewniała, że Sowieci nie wkroczą. Zginęło przez to wielu młodych ludzi z Hitlerjugend i innych organizacji wykorzystywanych do obserwacji ruchów wroga i innych działań pomocniczych.

W Strzelcach kilkoro chłopców z Reichsarbeitsdienst (służba pracy) obsadzało działo przeciwlotnicze przy wyjeździe w kierunku Zawadzkiego. Pierwszy oddział Sowietów, który na nich natrafił, po prostu całą obsługę rozstrzelał.

Zdarzało się zresztą, że młodzi ludzie ginęli z rąk rodaków. Gdy grupka chłopców z Hitlerjugend, pracujących przy budowie linii kolejowej koło Namysłowa, dowiedziała się o zbliżającym się froncie, postanowiła wrócić do swoich domów w głębi Niemiec. Zostali rozstrzelani przez żołnierzy niemieckich lub SS.

Obozy i marsz śmierci

O wiele mniejsze szanse na przeżycie mieli więźniowie wszelkiej maści obozów pracy i jenieckich. Ewakuowanych gnano przez mrozy często bez butów i ciepłej odzieży. Gdy nie byli już w stanie iść, zostawali natychmiast likwidowani.

Śląsk zasłany był trupami więźniów z KL Auschwitz i podległych mu obozów. W Błotnicy Strzeleckiej zabito 23 osoby, które odpadły od kolumny marszowej. W Głubczycach i Bierawie strażnicy zabili po 18 osób, w Sławięcicach 25 osób, w Głuchołazach - kilkadziesiąt. To tylko kilka bliższych nam miejscowości z długiej listy zbrodni. Niektóre obozy po prostu likwidowano na miejscu. Z 3500 osadzonych w Sławięcicach ocalało 200 osób. Podobóz żydowski strażnicy obrzucili granatami i podpalili z żywymi ludźmi w środku.

Podobny los spotykał też jeńców wojennych i robotników przymusowych. W obozie pracy w Blachowni zabito 4 osoby, w tym matkę z dwojgiem dzieci. W Nowej Cerekwi żołnierz Wehrmachtu zastrzelił przymusowego robotnika. Powód? „Okazywanie radości z wycofywania się oddziałów niemieckich”. W Komprachcicach rozstrzelano 11 robotników za gromadzenie żywności. To tylko przykłady.

22 stycznia rozpoczął się marsz śmierci jeńców wojennych osadzonych w Stalagu 344 i innych w Lamsdorf (Łambinowice). Pierwsi wyruszyli jeńcy brytyjscy, których było ponad 48 tysięcy. W kolejnych dniach szli jeńcy polscy, radzieccy, jugosłowiańscy i włoscy. Formowano ich w kolumny po tysiąc. W sumie przeszli 800 kilometrów, co zajęło im 3 miesiące. Grupkę osadzonych, która była tak słaba, że nie mogła wziąć udziału w ewakuacji, pozostawiono w obozie i część z nich dożyła wkroczenia Armii Czerwonej 17 marca 1945 roku.

Czystka wśród osadzonych w więzieniach

Osobnym rozdziałem było traktowanie więźniów osadzonych w więzieniach sądowych. Tutaj plan ewakuacji przewidywał, że osoby z niskimi wyrokami miały być po prostu wypuszczone na wolność. Nie dotyczyło to jednak większości osadzonych. Uwolnieniu nie podlegali więźniowie aspołeczni, polityczni, przestępcy z nawyku, osoby pozostające do dyspozycji innych władz, osoby podlegające przekazaniu gestapo po odbyciu kary, osoby skazane na czas nieoznaczony i psychicznie chorzy. Czyli zdecydowana większość.

Instrukcja była tutaj wyjątkowo precyzyjna. Więźniowie mieli być ewakuowani, a jeżeli byłoby to niemożliwe, to planowano zwolnić jeszcze grupkę najmniej szkodliwych osadzonych. Resztę należało przekazać policji celem likwidacji. Jeżeli i to byłoby niemożliwe - rozstrzelać osadzonych mieli już sami pracownicy więzienia, po czym mieli dokładnie zatrzeć ślady zbrodni.

Więzienie w Wielkich Strzelcach poszło na pierwszy ogień. Uważane było za jedno z najcięższych, więc trafiali tu głównie skazani za przestępstwa polityczne. 19 stycznia uformowano kolumnę złożoną z 500-600 strzeleckich więźniów, która ruszyła pieszo w kierunku Brzegu, a potem do Świdnicy. Do tego etapu dotarło zaledwie 200 osób. Reszta pomarła z zimna lub została po drodze zastrzelona.

Podobny los spotkał więźniów z Opola. Ewakuację rozpoczęto 20 stycznia. Zwolniono 52 osoby, a 87 wyruszyło w kierunku więzienia w Brzegu. 106 więźniów zostało przekazanych gestapo i wszelki ślad po nich zaginął.

Brzeg został ewakuowany 22 stycznia. Kolumna złożona z 600-800 więźniów ruszyła pieszo na południe i po przekroczeniu Sudetów zostali oni przewiezieni do Bawarii. Po wyzwoleniu przez wojska alianckie okazało się, że z tej masy ludzi przeżył najwyżej co dziesiąty.

30 stycznia ewakuowano więzienie w Nysie. 50 osób wyruszyło w kierunku Świdnicy i ślad po nich zaginął.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Panie Redaktorze Gasz zanim opublikuje się artykuł, warto najpierw sprawdzić podstawowe fakty. W Staniszczach Wielkich od około 20 lat nie ma szkoły podstawowej. To nie jest drobny szczegół, ale podstawowa informacja dotycząca miejscowości i jej mieszkańców. Dlatego trudno zrozumieć, skąd w artykule pojawia się informacja sugerująca, że szkoła podstawowa nadal tam funkcjonuje. Czy autor artykułu w ogóle sprawdził, jak wygląda rzeczywista sytuacja w Staniszczach Wielkich? Dziennikarstwo powinno opierać się na faktach, a nie na powielaniu niezweryfikowanych informacji. Proszę o wyjaśnienie tej kwestii i sprostowanie błędnej informacji. Data dodania komentarza: 10.09.2026, 13:04 Źródło komentarza: 728 uczniów rozpoczęło edukację w powiecie strzeleckim J Autor komentarza: Jarząbek Wacław Treść komentarza: Coś mi się wydaje, że to , mimo wszystko, nie jemielnicki rolnik jest głównym sprawcą niedoboru wody w stawach. Główny winowajca nadal pozostaje nieznany. Temat powinien być nagłaśniany a kwestia zanikania wody dogłębnie zbadana. Są przecież od tego stosowne instytucje utrzymywane z naszych podatków. Wędkarzowi, mimo wszystko, gratuluję dociekliwości. Data dodania komentarza: 7.09.2026, 16:41 Źródło komentarza: Odkryto przyczynę wysychania stawu w Jemielnicy. Czy woda wróci? G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Naprawdę śmierdzący problem! Jest to jakaś usterka? Nie ma to wpływu na zdrowie mieszkańców? Autor pisze, że zimą jest lepiej... Jest to wieloletni temat? Dlaczego dopiero teraz władze zajmują się tą absurdalną sytuacją? Data dodania komentarza: 28.08.2026, 08:11 Źródło komentarza: Utrata walczy ze śmierdzącym problemem. "Nie da się otworzyć okna" J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Wielkie brawa dla mundurowych z Zawadzkiego za błyskawiczną reanimację i uratowanie życia tego człowieka! Małe sprostowanie dla autorki artykułu – w Kolonowskiem nie ma już dworca, a jedynie przystanek kolejowy i niszczejące pozostałości po dawnej stacji. Warto dbać o precyzję, nawet jeśli w obliczu takiego dramatu najważniejsze jest to, że pomoc dotarła na czas." Data dodania komentarza: 13.08.2026, 14:41 Źródło komentarza: Leżał nieprzytomny przy dworcu. Policjanci z Zawadzkiego uratowali mu życie J Autor komentarza: Alojz Treść komentarza: Ta łódka to jest im potrzebna jak umarłemu kadzidło. Na Małej Panwi tego nawet nie da sie zwodować. No tak ale to kolejna zabawka G.H. Tak samo jak quad. Kupione, żeby duże dziecko miało zabawkę Data dodania komentarza: 29.07.2026, 07:44 Źródło komentarza: Zabawa połączona z nauką bezpieczeństwa - ta impreza wróciła po latach J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Zawadzki policyjny show. Data dodania komentarza: 14.07.2026, 15:07 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego
Reklama