Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 15 marca 2026 01:21
Reklama

Kraty, śmierć i mróz - straszny los strzeleckich więźniów w 1945 r.

Niedawno minęła kolejna, 77. rocznica wkroczenia na nasz teren wojsk rosyjskich. Zwykle przy tej okazji wspomina się przebieg walk, ofiary sowieckich żołnierzy oraz spalone miasta i wioski. Zanim doszło do tych wydarzeń, na Śląsku trwała inna tragedia, o której słyszy się o wiele rzadziej...
Kraty, śmierć i mróz - straszny los strzeleckich więźniów w 1945 r.
Więzienie w Strzelcach Opolskich przed wojną.

12 stycznia 1945 roku z przyczółka sandomierskiego ruszał pancerny walec. Ofensywa radziecka I frontu ukraińskiego pod dowództwem Iwana Koniewa była nie do zatrzymania. Wystarczy wyobrazić sobie, że na każdy kilometr frontu przypadało około 100 czołgów i 250 dział. Gdyby postawić je w jednym rzędzie, czołgi stałyby co 10 metrów, a działa co 4 metry od siebie. Podczas walk piechota poruszała się 25 kilometrów, a wojska pancerne 60 kilometrów na dobę. Sowieci dysponowali 10-krotną przewagą liczebną nad Wehrmachtem, więc nikt o zdrowych zmysłach nie mógł mieć nadziei na powstrzymanie takiej potęgi.

Doskonale rozumiało to niemieckie dowództwo, które przygotowywało się na nieuchronne. Duży wysiłek włożono w ewakuację ludności. Na przykład 14 stycznia 1945 roku stan podwyższonego pogotowia alarmowego ogłosiło dowództwo w Opolu. Trzy dni później ogłoszono ewakuację z miasta kobiet i dzieci, a potem wszystkich, którzy nie byli objęci obowiązkiem służby wojskowej. Z 60 tysięcy mieszkańców przed nadejściem Sowietów, w Opolu pozostał 1 tysiąc ludzi zdatnych do noszenia broni i niezdolnych do ewakuacji.

Z Górnego Śląska w sumie ewakuowano około 1,5 miliona osób, z czego tylko dla części wystarczyło miejsca w pociągach. Reszta ruszała wozami lub pieszo przez makabryczne mrozy, jakie wówczas panowały. Szlak na zachód usłany był ciałami kobiet, starców i dzieci, którzy nie wytrzymali tych warunków.

Śmierć z rąk Sowietów i Niemców

Ewakuacja nie przebiegała zresztą tak płynnie, jak można by podejrzewać niemiecki Ordnung. W wielu miejscach działacze NSDAP wręcz zakazywali ludziom wyjazdu i opuszczania zakładów pracy. Krwawe żniwo zbierała niemiecka propaganda, która do ostatniej minuty zapewniała, że Sowieci nie wkroczą. Zginęło przez to wielu młodych ludzi z Hitlerjugend i innych organizacji wykorzystywanych do obserwacji ruchów wroga i innych działań pomocniczych.

W Strzelcach kilkoro chłopców z Reichsarbeitsdienst (służba pracy) obsadzało działo przeciwlotnicze przy wyjeździe w kierunku Zawadzkiego. Pierwszy oddział Sowietów, który na nich natrafił, po prostu całą obsługę rozstrzelał.

Zdarzało się zresztą, że młodzi ludzie ginęli z rąk rodaków. Gdy grupka chłopców z Hitlerjugend, pracujących przy budowie linii kolejowej koło Namysłowa, dowiedziała się o zbliżającym się froncie, postanowiła wrócić do swoich domów w głębi Niemiec. Zostali rozstrzelani przez żołnierzy niemieckich lub SS.

Obozy i marsz śmierci

O wiele mniejsze szanse na przeżycie mieli więźniowie wszelkiej maści obozów pracy i jenieckich. Ewakuowanych gnano przez mrozy często bez butów i ciepłej odzieży. Gdy nie byli już w stanie iść, zostawali natychmiast likwidowani.

Śląsk zasłany był trupami więźniów z KL Auschwitz i podległych mu obozów. W Błotnicy Strzeleckiej zabito 23 osoby, które odpadły od kolumny marszowej. W Głubczycach i Bierawie strażnicy zabili po 18 osób, w Sławięcicach 25 osób, w Głuchołazach - kilkadziesiąt. To tylko kilka bliższych nam miejscowości z długiej listy zbrodni. Niektóre obozy po prostu likwidowano na miejscu. Z 3500 osadzonych w Sławięcicach ocalało 200 osób. Podobóz żydowski strażnicy obrzucili granatami i podpalili z żywymi ludźmi w środku.

Podobny los spotykał też jeńców wojennych i robotników przymusowych. W obozie pracy w Blachowni zabito 4 osoby, w tym matkę z dwojgiem dzieci. W Nowej Cerekwi żołnierz Wehrmachtu zastrzelił przymusowego robotnika. Powód? „Okazywanie radości z wycofywania się oddziałów niemieckich”. W Komprachcicach rozstrzelano 11 robotników za gromadzenie żywności. To tylko przykłady.

22 stycznia rozpoczął się marsz śmierci jeńców wojennych osadzonych w Stalagu 344 i innych w Lamsdorf (Łambinowice). Pierwsi wyruszyli jeńcy brytyjscy, których było ponad 48 tysięcy. W kolejnych dniach szli jeńcy polscy, radzieccy, jugosłowiańscy i włoscy. Formowano ich w kolumny po tysiąc. W sumie przeszli 800 kilometrów, co zajęło im 3 miesiące. Grupkę osadzonych, która była tak słaba, że nie mogła wziąć udziału w ewakuacji, pozostawiono w obozie i część z nich dożyła wkroczenia Armii Czerwonej 17 marca 1945 roku.

Czystka wśród osadzonych w więzieniach

Osobnym rozdziałem było traktowanie więźniów osadzonych w więzieniach sądowych. Tutaj plan ewakuacji przewidywał, że osoby z niskimi wyrokami miały być po prostu wypuszczone na wolność. Nie dotyczyło to jednak większości osadzonych. Uwolnieniu nie podlegali więźniowie aspołeczni, polityczni, przestępcy z nawyku, osoby pozostające do dyspozycji innych władz, osoby podlegające przekazaniu gestapo po odbyciu kary, osoby skazane na czas nieoznaczony i psychicznie chorzy. Czyli zdecydowana większość.

Instrukcja była tutaj wyjątkowo precyzyjna. Więźniowie mieli być ewakuowani, a jeżeli byłoby to niemożliwe, to planowano zwolnić jeszcze grupkę najmniej szkodliwych osadzonych. Resztę należało przekazać policji celem likwidacji. Jeżeli i to byłoby niemożliwe - rozstrzelać osadzonych mieli już sami pracownicy więzienia, po czym mieli dokładnie zatrzeć ślady zbrodni.

Więzienie w Wielkich Strzelcach poszło na pierwszy ogień. Uważane było za jedno z najcięższych, więc trafiali tu głównie skazani za przestępstwa polityczne. 19 stycznia uformowano kolumnę złożoną z 500-600 strzeleckich więźniów, która ruszyła pieszo w kierunku Brzegu, a potem do Świdnicy. Do tego etapu dotarło zaledwie 200 osób. Reszta pomarła z zimna lub została po drodze zastrzelona.

Podobny los spotkał więźniów z Opola. Ewakuację rozpoczęto 20 stycznia. Zwolniono 52 osoby, a 87 wyruszyło w kierunku więzienia w Brzegu. 106 więźniów zostało przekazanych gestapo i wszelki ślad po nich zaginął.

Brzeg został ewakuowany 22 stycznia. Kolumna złożona z 600-800 więźniów ruszyła pieszo na południe i po przekroczeniu Sudetów zostali oni przewiezieni do Bawarii. Po wyzwoleniu przez wojska alianckie okazało się, że z tej masy ludzi przeżył najwyżej co dziesiąty.

30 stycznia ewakuowano więzienie w Nysie. 50 osób wyruszyło w kierunku Świdnicy i ślad po nich zaginął.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Podziel się
Oceń

Komentarze

ReklamaHeimat
Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
ReklamaHospicjum2022
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 9°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1005 hPa
Wiatr: 18 km/h

Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: JanTreść komentarza: Pani Patrycjo Leszczyk-Gołąbek na zdjęciu to akcja w kolonowskim w dzielnicy Fosowskie.Data dodania komentarza: 11.03.2026, 07:30Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Dziesięć lat wyczekiwania chyba się spełnią.Data dodania komentarza: 10.03.2026, 06:41Źródło komentarza: Ulica Arki Bożka wreszcie z chodnikiem. Będzie jasno, równo i bezpiecznie J Autor komentarza: Jarząbek WacławawTreść komentarza: A może należałoby poprosić o stanowisko głównego udziałowca spółki? Zastanawiające jest jego milczenie...Data dodania komentarza: 5.03.2026, 16:40Źródło komentarza: Karuzela kadrowa w SWiK trwa. "To nie idzie w dobrym kierunku" G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: W Zawadzkiem nie ma ulicy Jemielnickiej. Przynajmniej jeszcze o takowej nie szłyszałem. Obok byłego budowlańca oprócz DK 901, czyli ul. Opolskiej mamy jeszcze ulicę Szpitalną (droga osiedlowa) oraz ulicę Lubliniecką. To pewnie o tą ostatnią się tutaj rozchodzi?Data dodania komentarza: 24.02.2026, 15:22Źródło komentarza: Doświetlą przejścia dla pieszych w Zawadzkiem i Szczepanku. Będzie bezpieczniej J Autor komentarza: WacławTreść komentarza: "Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska." Tym stwierdzeniem się przebierańcu ujawniłeś. Kto dał ci prawo relatywizowania krzywd? Nie wstyd ci tzw. ślunzoku? Ponadto cofnij się edukacyjnie do początków szkoły podstawowej z lat słusznie minionych jeżeli chodzi o znajomość historii i nadal gloryfikuj Armię Czerwoną.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 18:21Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim D Autor komentarza: ślunzokTreść komentarza: Co do "Tragedii Górnośląskiej".... Jestem ślązakiem, ale uważam, ze nie ma co tak bardzo płakać nad tamtymi wydarzeniami. Dlaczego ? Bo co robiły oddziały niemieckie w Babim Jarze ? , czy gdziekolwiek na terenach wschodnich ? To Niemcy wrzucali noworodki do płonących stodół, to NIemcy strzelali do ludności cywilnej klęczącej nad dołami. Armia Czerwona mściła się , jak każdy z nas w okresie wojny, gdyby mógł się mścił ! Kobiety płaczą, że były gwałcone , a kiedy stawiały opór były zabijane ? Straszne ! Co mogłyby powiedzieć dzieci wrzucane do ognia na wschodzie ? One nie miały wyboru.... Dla mnie " tragedia górnośląska" to małostka w porównaniu z tym, co NIemcy robili na wschodzie. Nie wiem, czy ich potępiać, czy nie. To była wojna i ich agresja była odpowiedzią na swój ból. Ślązaków i tak potraktowano łagodnie. Mogli ruscy całe wsieod razu palić. Nikt z Niemców nie wiedział co się działo na wschodzie ? Sobibór, Bełżec, Trblinka ? Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 21:52Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim
Reklama