Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 29 lipca 2026 02:23
Reklama Filplast

Świątynia na barzołach, czyli historia kościoła Bożego Ciała w Strzelcach Opolskich

Jest najmniej znanym strzeleckim kościołem, mimo że znajduje się w samym centrum miasta. Budowa dawnej świątyni ewangelickiej rodziła się w bólach, a w jej powstaniu palce maczali legenda architektury i pruski król. Mimo to najciekawsze w tej historii są dla nas nie daty i cyfry, ale relacje panujące między ludźmi przed wiekami w Wielkich Strzelcach.
Świątynia na barzołach, czyli historia kościoła Bożego Ciała w Strzelcach Opolskich
Kościół ewangelicki na początku XX wieku. W widocznym w tle budynku po II wojnie światowej działała piekarnia. Prawdopodobnie jego pierwotną funkcją była szkoła ewangelicka

Miasto protestanckie, miasto katolickie
Gdy przez Europę przetaczała się fala reformacji, wydawało się, że są to zmiany, które ogarną wszystkich. W krótkim czasie całe krainy zmieniały wyznanie na nowe. Nauki Lutra także w Wielkich Strzelcach znalazły podatny grunt do tego stopnia, że główny kościół miasta, pw. św. Wawrzyńca, stał się zborem protestanckim. Katolicy odzyskali go 3 kwietnia 1629 roku, choć samo miasto pozostawało przeważnie ewangelickie. Tego dnia cesarski misjonarz Wolfgang Cygnäus wprowadził do świątyni katolickiego kapłana, zgodnie z przyjętą w 1555 roku w Augsburgu zasadą - "Czyja władza, tego religia".

Znając historię XVII-wiecznych konfliktów, można by spodziewać się w tym miejscu opisu jakiegoś pogromu czy bitwy. W Wielkich Strzelcach działo się jednak coś zgoła innego. Według zachowanych zapisów, protestanci i katolicy żyli obok siebie zgodnie. Najlepszym na to przykładem jest remont kościoła pw. św. Barbary. Znajdująca się daleko za murami miejskimi drewniana katolicka świątynia wymagała rozłożenia na części pierwsze i zbudowania od podstaw z wymienionymi belkami. Remont taki przeprowadził w latach 1683-1690 mistrz ciesielski Johannes Brixi. Najciekawsze jest jednak to, że wspierał to przedsięwzięcie były protestancki burmistrz Strzelec Florentinus Waiser wraz z Fridericusem Waiserem (zapewne swoim synem).

Czas pokazał, że fala reformacji był gwałtowna, ale nietrwała. Skuteczna kontrofensywa Kościoła katolickiego sprawiła, że tam gdzie nauka Marcina Lutra zyskała rzesze wyznawców, równie szybko ich potem traciła. O ile w 1654 roku ¾ mieszkańców Strzelec było protestantami, o tyle już w roku 1720 religię tę wyznawało jedynie 27 osób. W 1758 na 122 rodziny katolickie mieszkające w mieście 3 wyznawały protestantyzm. Co charakterystyczne - mimo że protestanci pozostawali w zdecydowanej mniejszości, to stanowili oni elitę miasta. Burmistrz, radni, urzędnicy, kadra garnizonu i żołnierze z rodzinami - niemal wszyscy byli niekatolikami, co wiązało się zapewne z pruskim panowaniem nad Śląskiem od 1741 roku.

Ich problem polegał na tym, że nie mieli gdzie odprawiać własnych nabożeństw.

Legenda architektury
Od 1799 roku spotkania ewangelików odbywały się w jednej z sal ratusza. Od 1812, za zgodą proboszcza parafii św Wawrzyńca, wykorzystywali na ten cel kościółek św. Barbary, co jeszcze raz poświadcza o pokojowym współistnieniu obu społeczności. W 1818 roku protestantów było w Strzelcach na tyle dużo, że założyli gminę, która zaczęła działać w kierunku wybudowania własnej świątyni.

Problem w tym, że ewangelicy może i stanowili elitę miasta, ale tak nieliczną (w 1830 roku liczyli 147 wiernych), że trudno było zebrać odpowiednie fundusze. Puste dno kiesy będzie zresztą straszyć przez cały okres budowy i funkcjonowania ewangelickiego kościoła.

Pierwszy plan świątyni został narysowany w 1820 roku przez mistrza murarskiego Christophera Worbsa ze Strzelec Wielkich. Była to postać nader ciekawa. Wiadomo, że w 1774 roku pożyczył on katolickiej parafii św. Wawrzyńca pieniądze, które przeznaczono prawdopodobnie na remont lub wyposażenie kościoła po pożarze z 1754. W 1781 roku przebudował sanktuarium na Górze św. Anny, co raczej jednoznacznie wskazuje na to, że był katolikiem. Mimo to zaangażował się w budowę protestanckiej świątyni.

Drugi projekt wykonał rok później inspektor budowlany Deschner z Gliwic, a trzeci w 1822 roku królewski inspektor budowlany Ernst Samuel Friebel z Opola. W tym samym roku nowy burmistrz miasta o nazwisku Anders poparł budowę kościoła i zorganizował zbiórkę na ten cel ze skutkiem tak mizernym, że gdy w 1824 roku projekt znów trafił na deski kreślarskie, kierownik budowy Korb i inspektor budowlany Friebel (obaj z Opola) dla oszczędności pozbawili go wieży.

Tutaj na arenę wkroczyła postać niezwykła. Współczesnemu człowiekowi niewiele mówi nazwisko Karl Friedrich Schinkel. Dla znawców tematu był on jednak kamieniem milowym w historii architektury. Schinkel (1781-1841) był uzdolnionym malarzem i urbanistą, współtwórcą szkoły klasycyzmu i ulubionym architektem króla Prus. Projektował szybko, efektownie i funkcjonalnie, a co najważniejsze - tanio. Nawet po śmierci Schinkla jego styl był kontynuowany przez naśladowców zrzeszonych w Schinkelschule. Jeżeli staniemy przed reprezentacyjną pruską budowlą z I połowy XIX wieku, jest wielka szansa, że to właśnie dzieło Schinkla lub któregoś z jego naśladowców.

Karl Friedrich Schinkel zapisał się w historii Niemiec także pod innym względem. W 1813 roku zaprojektował najsłynniejsze odznaczenie w historii pruskiej armii - Krzyż Żelazny. Ustanowione podczas wojen napoleońskich było egalitarne i można było je otrzymać za męstwo w boju niezależnie od pozycji społecznej. Schinkel projekt medalu oparł na krzyżu teutońskim, symbolu Krzyżaków. Pierwsze jego egzemplarze wykonywano w Królewskiej Odlewni Żeliwa w Gliwicach.

17 grudnia 1824 roku architekt sporządził adnotację w projekcie strzeleckiego kościoła ewangelickiego potwierdzającą jego sprawdzenie. Najsłynniejszy architekt Prus nadzorował projekt także później. W grudniu 1825 roku rozpisał się na temat pomyłki w rachunkach, jakiej dopuścił się inspektor budowlany Illing. W 1840 Schinkel lub jego następca zaprojektował obok świątyni nową plebanię z zabudową gospodarczą i szkołę.

Do tej pory nikt nie łączył strzeleckiego kościoła ewangelickiego z osobą Karla Friedricha Schinkla. Niepozorna świątynia okazuje się więc jedną z perełek XIX-wiecznej architektury.

Barzoły za miastem
Brak pieniędzy nie był jedynym problemem. Okazało się, że ewangelicy, starając się o kościół, musieli mocno wierzyć w Opatrzność, skoro nie posiadali nawet ziemi, na której mogliby go wybudować. Sytuację uratował radca budowlany Krause z Opola, który wyznaczył teren pod świątynię, a ziemię ofiarował Graf Andreas Maria von Renard, który był katolikiem. Miejsce wyznaczono w pobliżu istniejącej już ewangelickiej szkoły i plebanii, lecz miny zainteresowanych i tak musiały być nietęgie, kiedy pokazano im plac budowy.

Żeby zrozumieć o co chodzi, trzeba przespacerować się po mieście i cofnąć o dwa stulecia. Stańmy dziś przy byłych szaletach miejskich z twarzą skierowaną w kierunku kościoła. Przed dwoma wiekami wyrastałby nam przed nosem mur obronny, którego resztki wciąż widać dziś na granicy parku. Na prawo od nas otwierałaby się brama opolska, główny wjazd do Strzelec od zachodu. Dziś to ulica Dąbrowskiego i stojąc u jej szczytu widać obniżenie terenu w miejscu, gdzie w przeszłości rozpościerały się trzęsawiska.

Tam gdzie stoi dziś kościół, przed dwustu laty znajdowała się natomiast fosa, broniąca dostępu do miejskich murów. Fosa to za dużo powiedziane. Dużo wody. Tereny wokół miasta zawsze były podmokłe i z dawnych opisów Strzelec wiemy, że otaczały je naturalne bagniska. Jeżeli dodamy jeszcze do tego ówczesny stan higieny i traktowanie "odpadków", to można sobie wyobrazić, że ewangelicy pod budowę swojego kościoła dostali zarośniętą szuwarami i śmierdzącą wylęgarnię komarów. Po śląsku - barzoły.

Na szczęście dokładnie w tym samym czasie rozpoczęto rozbiórkę murów miejskich, których kamień posłużył zapewne do wyrównania terenu. Kto wie zresztą, czy decyzja o zniszczeniu dawnych umocnień nie była podyktowana chęcią zdobycia taniego budulca.

Świątynia
Kłopoty finansowe przedsięwzięcia rozwiązał osobiście król pruski Fryderyk Wilhelm III, który ofiarował na ten cel 1000 talarów. Wspominając o jego hojności, trudno jednak zapomnieć, że ten sam władca zaledwie 15 lat wcześniej zlikwidował i zagarnął majątki katolickich klasztorów na Śląsku, w tym na Górze św. Anny i w Jemielnicy. Ten drugi nigdy nie podniósł się już z upadku.

Strzelecki kościół ewangelicki ostatecznie poświęcono 26 października 1826 roku. Od obecnego stanu różnił się nieistniejącymi już dziś organami (o których później) oraz brakiem wieży, na którą po prostu zabrakło pieniędzy. W 1888 roku gmina ewangelicka zdecydowała o tym, by dokończyć pierwotne plany, a rok później wieża już stała. Została poświęcona 10 marca 1889.

Umieszczono na niej dwa dzwony ufundowane przez Augustę Hoffmann. Na większym znajdował się napis Chwała na wysokości Bogu, a na mniejszym Pokój na ziemi. Wieża nie wszystkim jednak przypadła do gustu. Problem polegał na tym, że sylwetka świątyni zdążyła już wrosnąć w panoramę miasta i wielu mieszkańców utyskiwało na jej nowy wygląd. Narzekano, że wieża "poważnie naruszyła budowlę", cokolwiek miało to znaczyć, lecz po kilku dekadach wszyscy się znów do nowego pejzażu przyzwyczaili.

Wspomniane wcześniej organy wymienia się w dokumentach nader rzadko. Wiadomo, że w 1838 roku funkcję organisty objął pochodzący z Opola Louis Gustav Mann. Potem zapadła głucha cisza. Dopiero w stulecie istnienia świątyni dowiadujemy się, że piszczałki zostały podczas pierwszej wojny światowej przetopione na potrzeby armii (taki los spotkał też dzwony) i gmina starała się o odtworzenie starego instrumentu. Okazało się to wyjątkowo drogie.

Remont całego kościoła przed jubileuszem w 1926 roku kosztował 9500 marek. Przywrócenie organów do stanu używalności pochłonęło natomiast aż 6700 marek. Zrobiono to chyba jednak i tak po kosztach, bo zapiski sugerują, że i stare, i nowe organy były lichej jakości. Ewangelicy strzeleccy, którzy wyremontowali instrument, nie czekając na pomoc państwową, otrzymali później refundację w wysokości zaledwie 2000 marek, którą po połowie przyznało Ministerstwo Nauki i Państwowy Bank Pruski.

Katolicka
Od zniszczenia miasta w styczniu 1945 roku świątynia właściwie nie miała komu służyć. Praktycznie wszyscy ewangelicy, którzy przeżyli, mniej lub bardziej dobrowolnie wyemigrowali. W 1982 roku kościół został włączony do parafii św. Wawrzyńca, a 6 czerwca 1985 roku został konsekrowany przez biskupa Alfonsa Nossola na kościół pw. Bożego Ciała. Dziś odbywa się tu codzienna adoracja Najświętszego Sakramentu.


Podziel się
Oceń

Komentarze

ala 10.01.2022 05:18
Bardzo ciekawe.Dawno sie zastanawialam nad historia tego kosciola jeszcze jak bylam mloda osoba a on stal pusty i zaniedbany i czesto sie kolo niego przechodzilo.Dobrze ze znalazl nareszcie swoje miejsce.
Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Zawadzki policyjny show. Data dodania komentarza: 14.07.2026, 15:07 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Dość niejasny ten artykuł... Wyszła z domu za piętnaście druga po południu, a o drugiej zgłoszono jej zaginięcie i rozpoczęto poszukiwania? Czy czegoś tu nie doczytałem? Data dodania komentarza: 14.07.2026, 13:53 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Dostęp do Małej Panwi wystarczy nam. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 22:39 Źródło komentarza: Moc atrakcji na wakacje w gminie Kolonowskie. Co znalazło się w programie? A Autor komentarza: Goroll Treść komentarza: Najlepiej pisać komentarze podczas pracy .Czy Smok twój przełożony wie ze wykorzystując czas pracy udzielasz się na forach . Piszesz o marnotrawstwie a sam nie jesteś w porzadku . W Kolonowkiem wiemy kim jesteś . Data dodania komentarza: 8.07.2026, 17:39 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu J Autor komentarza: Jowita Treść komentarza: Panie Starosto Gaida a czy ma Pan tyle odwagi żeby przedstawić opinii publicznej jak w strzeleckim szpitalu wygląda rachunek kosztów a zwłaszcza poziom wynagrodzeń lekarzy (np. na wykresie). Kluczowe się również wydaje pytanie czy po doniesieniach medialnych z całej polski o patologiach w służbie zdrowa, w strzeleckim szpitalu była przeprowadzona rewizja finansowa ze strony starostwa jako właściciela szpitala? Jeśli tak to co z niej wyszło? Jeśli nie to dlaczego? Strzelecki szpital ma 42 mln długu, ten rok zamknie deficytem więc Panie Gajda czas stanąć przed mieszkańcami i odpowiedzieć na zadane pytanie. Panie Starosto zawsze może sobie Pan wziąć do pomocy Pana Romana Kolka z Jemielnicy (nie gdyś wicemarszałka województwa - na całe szczęście już nim jest) który zawsze uśmiech od ucha do ucha i jasno twierdził że służba zdrowia potrzebuje tylko forsy forsy i forsy a teraz wiemy na co te pieniądze idą. Może Romanie skomentuje to Pan a nie tylko uściski dłonie. Panie Starosto zero złotych na szpital z kasy powiatu!!! Najpierw się doi strzelecki szpital z pieniędzy, tylko podwyżki i podwyżki a potem personel szpitala obawia się konsolidacji. A co wy w tym szpitalu myślicie że podatnicy mają więcej dać żeby wyście mieli? To jest taka patologia że się w głowie nie mieści. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 12:06 Źródło komentarza: 42 mln zł długu. Trwa spór o przyszłość strzeleckiego szpitala S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: A w tym samym numerze w Strzelcach Op. piszą, że poziom wody gruntowej spadł o 7,5 metra. I trudno jakoś ludziom połączyć fakty, najlepiej zapewnić, najlepiej na stronie głównej - "WODY NIE ZABRAKNIE". Wody będzie brakować, bo jest jej coraz mniej, staw w Jemielnicy wyschnięty, w Gąsiorowicach wyschnięty, na Małej Panwi kajakami już się nie da, bo mało wody, ale gdy bobry za darmo odtwarzają nam retencję wody, to wtedy stają się pasożytami. Ludzie, opamiętajcie się, my nie szanujemy wody, za kilka, kilkanaście lat będziemy za nią płakać. Powinniśmy zrobić wszystko, by jak najwięcej jej zachować, na łąkach, w lasach, bagnach, mokradłach, by nie pozwolić jej spływać do rzek i morza. Przekopanie rowów na łąkach od razu spowoduje jej odpływ i dalsze obniżenie jej poziomu w gruncie. Bobry robią świetną robotę zatrzymując ją na miejscu, a my wylewamy ją często bezsensownie na głupie zachcianki, jak np. właśnie w Kolonowskiem naprzeciwko kościoła, gdzie dzień w dzień jakiś mieszkaniec podlewa trawkę przy drodze, bo musi przecież mieć wokół domu zielono. To czyste marnowanie tej wody stojące w czystej kontrze do coraz powszechniej się pojawiających sygnałów, że wody mamy za mało i jest jej coraz mniej. Najprościej bobry przegonić, wodę z łąk spuścić, a wodą w kranach niech się przejmują władze, w końcu one od tego są, czy nie tak? To wygodne podejście tylko, że krótkowzroczne i bardzo egoistyczne. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 08:47 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu
Reklama