Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 28 stycznia 2026 22:52
Reklama
Reklama

Sławek Semeniuk: "Wrzucam style muzyczne do blendera i miksuję"

Ze Sławkiem Semeniukiem - pochodzącym ze Strzelec Opolskich basistą Krissy’ego Matthews’a, a zarazem twórcą muzyki fusion - rozmawia Beata Szczerbaniewicz.
Sławek Semeniuk: "Wrzucam style muzyczne do blendera i miksuję"
- Moja ulubiona gitara - Czerwony Baron - zagrała ze mną około dwóch tysięcy koncertów - mówi Sławek Semeniuk

Autor: archiwum prywatne

Przeglądając recenzje dotyczące Pana twórczości, uderzyło mnie określenie "muzyczny poliglota”: chodzi o skrajnie różną stylistykę, czy może fakt, że tworzy Pan i występuje praktycznie na całym świecie i we współpracy z muzykami z całej Europy i świata?

- Jeno i drugie to prawda, ale wydaje mi się, że recenzent miał na myśli paletę stylów muzycznych. Muzycy sesyjni - tacy jak ja - są takimi kameleonami zmieniającymi style i słownictwo, potrzebne do wykonywania danego gatunku.Osobiście czuję się przede wszystkim basistą rockowym, choć z czasem wykształciła się u mnie pasja do rzeczy bardziej progresywnych, oscylujących w stronę jazzu. Każdy nowy projekt muzyczny w jakim brałem udział, wiązał się z rozwojem i nauką kolejnych sposobów gry... Myślę, że osobistym przełomem w mojej karierze była przeprowadzka z Holandii do Niemiec tuż po studiach muzycznych. Tam spotkałem australijskiego gitarzystę Roba Tognoni’ego, z którym grałem prawie dziesięć lat - zrobiliśmy około tysiąca koncertów i miliona kilometrów. To mnie ukształtowało i wprowadziło w środowisko, w którym do dzisiaj się poruszam: świat blues-rocka. Tu granie na żywo dalej się liczy, a koncerty są niezwykle energetyczne. Ale gram i nagrywam różne rzeczy z wieloma muzykami, realizowałem też płyty hip-hopowe, jazzowe, rockowe czy z muzyką elektroniczną...

Obecnie gra Pan "w składzie Krissy’ego Matthews’a”...

- Od ponad roku jestem na stałe w składzie brytyjskiego wirtuoza Krissy’ego Matthews’a. I właściwie już za chwilę, 20 marca zaczynamy naszą wiosenną trasę. A na jesień będę się starać ściągnąć cały nasz skład do Polski na koncerty. Ponadto jestem też świeżo po koncertach z Kanadyjczykiem, Wolf’em Mail’em, z którym planujemy wrócić na trasę w okolicach grudnia/ stycznia.

A muzyka fusion, co to takiego właściwie?

- To mieszanka gatunków. Nigdy nie byłem fanem szufladkowania muzyki, zwłaszcza dobrej. Po wydaniu płyty "Bitches Brew” z końcem lat 60. Miles Davis zrewolucjonizował scenę jazzową, łącząc improwizacje z progresywnymi, cięższymi brzmieniami. To zapoczątkowało jazz-rock, który potem ewoluował właśnie w fusion. Jest to muzyka, która pozwala mieszać dowolne stylistyki, dodawać elementy funku czy folkloru - tworząc ekscytującą hybrydę, gdzie muzycy w często bardzo intelektualny sposób przekazują swoją soniczną wizję. A mówiąc prostym, ale metaforycznym językiem, wrzucam do blendera i miksuję rożne style. Albo pozostając w bardziej polskiej konwencji: tworzę muzyczny bigos. To daje praktycznie nieograniczone możliwości.

Ma Pan na koncie ponad trzydzieści albumów nagranych w różnej stylistyce i z wieloma różnymi brzmieniami basu, więc chęć, by w którymś momencie wszystko to pomiksować, wydaje się właściwie naturalna. Jaki jest wspólny mianownik tych stylów i płyt?

- Te albumy faktycznie mocno różnią się stylistycznie, ale myślę, że ich wspólnym mianownikiem jest to, że w każdym z nich starałem się przemycić cząstkę własnego DNA, więc poniekąd sam jestem tu wspólnym mianownikiem. I moja gitara. Gram od 18 lat na tej samej basówce, którą rodzice kupili mi po zdanej maturze. Nazwałem ją Czerwony Baron w nawiązaniu do legendarnego pilota czerwonego samolotu. Ze względu na kolor. Zagrała ponad dwa tysiące koncertów plus wiele nagrań studyjnych i dalej nie przestaje mnie zadziwiać. Mam wrażenie, że z każdym rokiem brzmi coraz lepiej i jest takim już swoistym przedłużeniem mojego ramienia. Mam kilka gitar, ale właśnie ta otrzymana od rodziców, choć nie jest najdroższa, jest dla mnie subiektywie najcenniejsza i za każdym razem jak gdzieś lecę i muszę ją oddać na bagaż, mam traumę, że się gdzieś zgubi albo zostanie uszkodzona. Bo takie rzeczy się przecież zdarzają. Nigdy nie zostawiam jej w samochodzie i choć czasem się ze mnie śmieją, wolę ją taszczyć za każdym razem wszędzie ze sobą. To mój skarb.

W tej trzydziestopłytowej dyskografii najważniejsze są płyty autorskie: proszę nam o nich opowiedzieć.

- Płyta autorska od zawsze była moim marzeniem, które przy wsparciu finansowym mojego mentora udało się mi ziścić w 2014 roku. Mój pierwszy autorski album to "Synthdrome”. Nie był tak bardzo przemyślany jak kolejny, to był miks wszystkiego, co mi się podobało. Debiut 25-latka, ale wciąż jestem z niego zadowolony. Za to kolejny album - "Slavic Horizons” - powstały w czasie pandemii i wydany w lutym 2022 roku jest definitywnie moją najlepszą wizytówką. "Slavic Horizons” to właśnie muzyka fusion. Przyświecała mi idea, żeby stworzyć album, który połączy jazzowe elementy z naszym słowiańskim folklorem i udowodnić - przede wszystkim sobie - jak dumny jestem ze swojego pochodzenia i historii. Miałem zaszczyt pracy nad tym albumem z wieloma wspaniałymi muzykami, którzy w trakcie pandemii poświęcili czas i energię, żeby urzeczywistnić moje marzenie. Album można znaleźć na wszystkich platformach streaming’owych, a fizyczne kopie wożę zawsze ze sobą na koncerty. Mam świadomość, że jednak tworzę muzykę niszową, która nie jest dochodowa. Tak dziś jest z muzyką kreatywną i instrumentalną. Inaczej niż z muzyką, jaką słyszymy w radio, która jest „plastikowa”, robiona sztucznie przez syntetyzatory i według ściśle określonych wzorców. Ale ona jest popularna.

A jak to wszystko się właściwie zaczęło? Był Pan takim Jankiem Muzykantem ze Strzelec Opolskich, któremu już w dzieciństwie "wszystko grało” wokół?

- Jankiem Muzykantem nie, ale myślę, że zadziałało przeznaczenie... Ja nie chodziłem jako dziecko ani do ogniska muzycznego, ani do szkoły muzycznej, rodzice mnie chcieli nawet zapisać, gdy miałem siedem lat - nie byłem tym zainteresowany. Ale potem może ze dwa lata później byłem z rodzicami w Zakopanem i poszedłem tam do sklepu muzycznego. I w oko wpadła mi kaseta magnetofonowa: konkretnie okładka. Wysupłałem swoje kieszonkowe i powiedziałem sprzedawcy: "poproszę tę żółtą kasetę z Supermanem”. To był Rage Against The Machne "Evil Empire”. Grunge. No i ta kaseta zmieniła moje życie. Słuchałem jej non-stop. A zwłaszcza zaczarowało mnie brzmienie gitary basowej, od której aż mi włosy stanęły dęba, gdy odpaliłem tę kasetę pierwszy raz. Nie wiedziałem jeszcze co to takiego, ale już wiedziałem: ja też chcę tak grać. Gdy miałem piętnaście lat, ubłagałem rodziców, żeby kupili mi moją pierwszą gitarę basową. I dopiero wtedy zacząłem się uczyć grać na niej. A potem też za sprawą chyba przeznaczenia trafiłem na wybitnego basistę Adriana Maruszczyka - który wziął mnie pod swoje skrzydła. Miałem 16 lat, gdy pojechałem na warsztaty do Muzycznej Owczarni w Jaworkach pod Szczawnicą i tam on był jednym z prowadzących. Już wtedy mieszkał w Niemczech, ale pochodził z Opolszczyzny no i zadeklarował nam uczestnikom, że może pomóc w zakupie sprzętu. Zacząłem do niego pisać maile, najpierw w sprawie sprzętu, a potem by zapytać "a jak to zagrać”, a jak "tamto”. Wtedy nie było jeszcze messengera ani innych komunikatorów, ale on odpisywał. A potem pojechałem do niego w wakacje. I to było dla mnie muzyczne "Karate Kid”: codziennie lekcje, niesamowity rozwój. Dzięki niemu trafiłem też na studia do Holandii w Maastricht i summa summarum mieszkałem za granicą 17 lat.

To już czas przeszły?

- Tak, w grudniu wróciłem do Polski na stałe. W moim przypadku „na stałe” oznacza oczywiście wyjazdy na występy i festiwale, ale będę teraz wracał właśnie tu. Wcześniej wpadałem tylko, by odwiedzić rodziców na święta. I mimo, że lada dzień znów muszę wyjeżdżać, czuję się cudownie będąc tu na miejscu: znów w domu. Lata za granicą uświadomiły mi, że tak naprawdę tęsknię za Polską. Pięknie jest podróżować, poznawać nowych ludzi, nowe tradycje i zwyczaje - jednak jeszcze cudowniej jest wracać do miejsc, gdzie się urodziło i wychowało. Tym bardziej, że moja praca ma taki charakter, że jest właściwie bez znaczenia z jakiego lotniska będę wylatywał w trasę: czy z Kolonii, czy z Katowic. Ja i tak jestem około sto dni w roku w trasie na koncertach. Ciągle w ruchu, ale ja to kocham.

Mieszkańcy rodzinnego miasta, zwłaszcza dawni znajomi, gdy ich Pan teraz spotyka, kojarzą czym się "ten Semeniuk” zajmuje czy też sprawdza się powiedzenie, że cudze chwalicie, swego nie znacie?

- Moi przyjaciele zawsze mi kibicowali w tym, co chciałem robić. Myślę, że wszyscy zdają sobie sprawę, że jestem muzykiem i nigdy nie spotkałem się z żadnym rodzajem krytyki bądź negatywnego podejścia do mojego zawodu, choć niekoniecznie chyba wszyscy wiedzą jaką muzykę gram. Chociaż ostatnio przydarzyło mi się bardzo fajne spotkanie. Wychodziłem akurat z kościoła w Strzelcach Opolskich, gdy odezwał się do mnie pewien nieznajomy słowami "Sławek, to ty?” Okazało się, że oglądał wywiad ze mną na YouTube, zna moją muzykę i mnie rozpoznał po twarzy. To było bardzo miłe.

Zajmuje się Pan też nauką gry na basie...

- Uczę, ale głównie zdalnie, gdyż moi uczniowie mieszkają za granicą. Rozglądałem się za pracą w szkole muzycznej, niestety praca instrumentalisty, który jest często w rozjazdach tego nie ułatwia. O etacie nie ma co marzyć. Lubię uczyć, choć czasem robię to w dość trudnych warunkach.

To jeszcze na koniec zapytam: kiedy kolejna autorska płyta i nad czym Pan pracuje teraz?

- Chciałbym ją nagrać na przestrzeni kolejnych dwóch lat, pewne numery już mam napisane. To będzie kontynuacja tego, co robiłem dotąd. Nie wiem, kiedy się ukaże, problem leży po stronie ogromu inwestycji i pracy, jakie trzeba w taki projekt włożyć. Jestem niezależnym muzykiem, nie związanym z żadną wytwórnią płytową .To oznacza, że wszystkie kwestie dotyczące  powstawania albumu, zaplecza finansowego i logistyki spadają w stu procentach na moje barki. A odpowiadając jeszcze, nad czym pracuję, to obecnie - jak już mówiłem - szykuję się na trasę z Krissy’m z końcem marca. Ale zaczynam też pracę z nowym składem, który będzie oscylował w stronę muzyki elektronicznej i będzie to w pewnym sensie reaktywacja zespołu z przeszłości. Ponadto mam kolejny projekt - bardziej akustyczny - z udziałem świetnej wokalistki Kasi Pluty, z którą miałem już okazję występować. I do tego zacząłem też działania w ramach własnej agencji koncertowej: bardzo chciałbym sprowadzić do Polski tych artystów, z którymi dane mi było współpracować w poprzednich latach, kilka eventów już mam "nagranych”, niestety jeszcze żadnego na Opolszczyźnie, ale mam nadzieję, że i to się uda. Bardzo bym chciał móc u nas zagrać razem z przyjaciółmi.

Planów i przedsięwziąć sporo, ale tym nadrzędnym jest marzenie o wydaniu kolejnej płyty autorskiej? Po to głównie koncertuje Pan i nagrywa z innymi?

- Poniekąd tak, gram sto koncertów rocznie, zarabiam na życie i kredyty, a wydanie płyty autorskiej to ogromny koszt. Muzycy, z którymi pracuję, reprezentują podobny nurt jak ja, więc daje mi to satysfakcję, realizuję się w tym. Ale najbardziej chciałbym grać własne koncerty, swoją muzykę. Udało mi się to zrobić raz w 2014 roku po obronie dyplomu w akademii muzycznej w Holandii i po wydaniu pierwszej płyty. Organizacja takiego koncertu wiąże się z dużymi kosztami i skomplikowaną logistyką, a stawki w przypadku koncertów jazzowych są dziś niestety minimalne. Ten rodzaj muzyki nie jest interesujący dla szerokiej widowni, bardziej opłaca się miksować komputerowo muzykę pop albo grać disco polo. Jest taki żart: jaka jest różnica między basistą jazzowym a dużą pizzą? Ano taka, że duża pizza wyżywi dwie osoby. A muzyk jazzowy nie. To żart. Ale w każdym żarcie jest trochę prawdy.

 Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 999 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama