Rodzina Soboń przeprowadziła się do Kolonowskiego z Zamościa zaledwie rok temu. Szukali swojego miejsca na ziemi dla siebie i dwójki dzieci: 5-letniego Wojtka i 7-letniej Michaliny. Wojtuś zawsze był dzieckiem żywym, radosnym i pełnym energii. Pierwsze symptomy choroby pojawiały się jednak po cichu. Na jego ciele zaczęły pojawiać się niewielkie siniaki, które początkowo nikogo nie niepokoiły – w końcu był aktywnym pięciolatkiem. Z czasem jednak chłopiec stał się wyjątkowo spokojny i coraz mniej chętny do zabawy.
– Wojtuś po przedszkolu był bardzo zmęczony, nie chciał wychodzić na dwór. Zamiast zabawy wybierał oglądanie bajek, co już było dla nas dziwne, bo syn jest naprawdę bardzo aktywnym dzieckiem – wspomina Justyna Soboń, mama Wojtusia. – W sobotę, 11 kwietnia, nagle nie chciał chodzić po schodach, musieliśmy go nosić. Nie potrafił określić, czy bolą go nogi, czy mięśnie. W poniedziałek udałam się z nim do przychodni, jednak lekarka nie zauważyła nic niepokojącego. Zażądałam jednak wykonania podstawowych badań, bo czułam, że coś jest nie tak.
Wyniki, które nadeszły następnego dnia, zszokowały wszystkich. Liczba płytek krwi Wojtka wynosiła zaledwie 37 tysięcy przy normie przekraczającej 150 tysięcy. Rozpoczęła się walka z czasem i szybka droga do specjalistów.
– Na SOR-ze w Opolu wykonano dodatkowe badania i wtedy usłyszeliśmy, że lekarze podejrzewają białaczkę. Natychmiast przewieziono nas karetką do Wrocławia. Tam również wyniki wskazywały na białaczkę, ale nie było jeszcze wiadomo, z jakim dokładnie jej rodzajem mamy do czynienia.
16 kwietnia, po badaniu szpiku kostnego, rodzice usłyszeli diagnozę: ostra białaczka limfoblastyczna typu B. Komórki nowotworowe stanowiły aż 91 proc. szpiku chłopca.
– Diagnoza była straszna. Kiedy następnego dnia Wojtuś zaczął otrzymywać leki, byłam załamana. Nie chciał współpracować, leki były niedobre, a on nie rozumiał, dlaczego znalazł się w szpitalu. Ostatecznie przeszliśmy na leczenie dożylne. Syn przez długi czas był podłączony do kroplówek – wspomina pani Justyna.
Leczenie Wojtusia ma potrwać dwa lata.
– Pierwszy etap leczenia, obejmujący 33 dni i 15 podań chemioterapii dożylnej, mamy już za sobą. Wyniki dają nadzieję – po 15 dniach liczba komórek nowotworowych spadła poniżej 1 proc. Obecnie Wojtuś jest w drugim etapie leczenia. Otrzymuje chemioterapię dożylną i codziennie przyjmuje leki w tabletkach, których nie zawsze chce zażywać.
Choroba Wojtka całkowicie zmieniła życie czteroosobowej rodziny. Jarek Soboń, tata chłopca, musiał wrócić do pracy za granicą, aby utrzymać rodzinę i zapewnić jej środki do życia. W domu na rodziców czeka 7-letnia Michalina, którą na co dzień opiekuje się babcia.
Rodzice wymieniają się przy łóżku syna podczas weekendów. Każda taka zmiana oznacza kolejną podróż pomiędzy Kolonowskiem a Wrocławiem. Koszty paliwa stają się coraz większym obciążeniem dla domowego budżetu.
Chemioterapia i sterydoterapia bardzo osłabiły organizm chłopca. Przez trzy tygodnie Wojtuś musiał poruszać się na wózku. Jak mówią rodzice, jego kości są obecnie bardzo kruche, a chodzenie po schodach może być niebezpieczne.
Z tego powodu tata chłopca prowadzi w wolnych chwilach intensywny remont domu. Od podstaw powstaje pokój na parterze, aby po powrocie ze szpitala Wojtuś nie musiał pokonywać schodów. Prace obejmują między innymi wykonanie nowych posadzek i modernizację instalacji elektrycznej.
Po powrocie do domu chłopiec będzie musiał funkcjonować w warunkach maksymalnie ograniczających ryzyko infekcji. Ze względu na bardzo niską odporność konieczny będzie zakup specjalistycznych środków czystości oraz urządzeń pomagających utrzymać odpowiedni poziom higieny i czystości powietrza.
Od 22 maja 2026 roku rodzina Wojtka pozostaje pod opieką Fundacji „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową” oraz Fundacji Cancer Fighters. Organizacje wspierają rodzinę między innymi w refundacji materiałów niezbędnych do pielęgnacji wkłucia centralnego. Procedury związane z rozliczaniem pomocy nie zawsze jednak pozwalają na szybkie pokrywanie codziennych wydatków, takich jak paliwo, nagłe zakupy medyczne czy materiały potrzebne do remontu pokoju dla chorego chłopca. Dlatego rodzice zdecydowali się uruchomić dodatkową internetową zbiórkę środków.
– Nie chcieliśmy robić wokół siebie szumu, ale sytuacja nas do tego zmusiła. Każde wsparcie i każde udostępnienie mają dla naszej rodziny ogromne znaczenie. Dziękujemy z całego serca za każdą pomoc i dobre słowo – mówi pani Justyna.
Osoby, które chciałyby wesprzeć Wojtka w walce z chorobą i pomóc jego rodzinie przetrwać ten trudny czas, mogą dokonywać wpłat za pośrednictwem serwisu Zrzutka.pl na zbiórkę prowadzoną pod nazwą „Wojtek Soboń”.
Każda wpłata i każde udostępnienie przybliżają Wojtka do powrotu do normalnego, bezpiecznego dzieciństwa.
Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Komentarze