Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 7 listopada 2026 04:37
Reklama

Z Japonii do Zalesia - niezwykła historia zakonnika sprzed 90 lat

Ojciec Antonius Kawamura 15 kwietnia 1934 roku odprawił mszę prymicyjną w kościele na Górze Świętej Anny. Studia Japończyka sfinansowało 26 kobiet z Zalesia Śląskiego i sąsiedzkiej Lichyni. Jego dzieje "wytropił" i opisał Błażej Duk, administrator strony Zalesie Śląskie oraz pasjonat historii lokalnej.
Z Japonii do Zalesia - niezwykła historia zakonnika sprzed 90 lat
15.041934 r. o. Antonius Kawamura, proboszcz Josef Nitzke i mieszkańcy zgromadzeni przed kościołem

Autor: archiwum prywatne

Z Japonii do Zalesia - niezwykła historia zakonnika sprzed 90 lat

Ken Kawamura - bo takie było pierwotne imię i nazwisko zakonnika - urodził się 29 czerwca 1906 w Japonii. 18 lat później przyjął chrzest i otrzymał imię Franz Xaver, przez dwa lata w Japonii przebywał na uniwersytecie jezuickim w Tokio, a w 1929 roku przybył do Europy i podjął studia teologiczne u franciszkanów w Salmünster w Niemczech. W 1934 przyjął święcenia kapłańskie i wtedy na krótko przyjechał na Górę św. Anny i do Zalesia Śląskiego. Miał ważny powód: to dzięki tutejszym kobietom, które prawdopodobnie zrzeszone były w III Zakonie Franciszkańskim, mógł skończyć studia teologiczne i filozoficzne w Fuldzie.

- To była taka organizacja świecka działająca przy kościele w Zalesiu Śląskim, tak jak dziś zbierane są datki na naukę dzieci w Afryce, tak już w tamtych czasach były podobne zbiórki na kształcenie księży z dalekich krajów - mówi Błażej Duk, który zainteresował się historią azjatyckiego franciszkanina i opisał ją na fanpage'u Zalesia Śląskiego.

Wszystko zaczęło się od zdjęcia z 1934 roku, przedstawiającego grupę mieszkańców wraz z proboszczem kościoła w Zalesiu Śląskim ks. Josefem Nitzke, na jakie pan Błażej natknął się kilka miesięcy temu, przeglądając zbiory fotografii nieżyjącego już Josefa Greifa (1919-2011), udostępnione przez jego córkę Joannę Szwancarz. Obok proboszcza siedzi zakonnik o azjatyckich rysach twarzy. Duk przypomniał sobie wtedy, że pięć lat wcześniej pochodząca z Zalesia Śląskiego, 93-letnia dziś już Maria Paździor, opowiadała mu, że przed wojną prymicje w tamtejszym kościele miał Japończyk. Historia ta wtedy wydawała się zadziwiająca, ale pani Maria pamiętała tylko, że jej starsza siostra - Anna Sobawa miała kiedyś wśród pamiątek obrazek prymicyjny tegoż japońskiego zakonnika, zawierający jego zdjęcie. Anna Sobawa zwiozła wtedy tę pamiątkę na Górę św. Anny i przekazała zakonowi.

- Pomyślałem sobie: to może być ten sam Japończyk! I pojechałem do pani Paździor pokazać jej zdjęcie, niestety nikogo poza proboszczem nie rozpoznała. Miała wtedy 6 lat - kontynuuje swoją opowieść Błażej Duk. - Ale los tak chciał, że pod koniec ubiegłego roku na jednej z grup facebookowych zrzeszających pasjonatów historii natknąłem się na wycinek z gazety "Oberschlesien im Bild" z 1934 roku. Patrzę: a tam gwardian z zakonu na Górze Świętej Anny Feliks Koss i jakiś Azjata! A z opisu pod zdjęciem wynikało, że odbyła się msza św. prymicyjna księdza Kawamury, którego studia sfinansowało 26 kobiet z Zalesia Śląskiego i Lichyni. Przyjął on imię zakonne Antonius.

To odkrycie skłoniło pasjonata z Zalesia Śląskiego, by szukać dalej: w zbiorach Śląskiej Biblioteki Cyfrowej udostępniającej skany starych gazet. W wyszukiwarce wpisał nazwisko "Kawamura" i znalazł kolejny artykuł z "Heidelberger Volksblatt” z zapowiedzią, że w niedzielę 16 kwietnia 1934 roku (w gazecie popełniono błąd, gdyż uroczystość ta miała miejsce 15 kwietnia, co udało się potwierdzić w dokumentach o. franciszkanów z Góry św. Anny) w kościele pielgrzymkowym klasztoru franciszkanów na Górze św. Anny odbędą się prymicje młodego japońskiego księdza franciszkanina o. Antoniusa Kawamury. Duk rozmawiał też z gwardianem zakonu o. Jonaszem, który potwierdził, że w czasach przedwojennych na Śląsku była taka praktyka, że zbierano datki wśród wiernych na studia teologii dla młodzieńców z dalekich krajów.

Jak udało się ustalić, razem z Antoniusem Kawamurą w 1934 roku święcenia kapłańskie przyjął również drugi japoński zakonnik - o. Bernardin Asai. Błażejowi Dukowi udało się dotrzeć też do kserokopii listu napisanego 6 czerwca 1975 roku przez o. Bernardina Asai i wysłanego z klasztoru franciszkanów w Asahikawa w Japonii. Z tego listu wynika, że jest on odpowiedzią na wysłany wcześniej list do Japonii z Polski, a konkretnie do o. Maurusa z zapytaniem o o. Antoniusa Kawamurę.

Autor listu zwraca się na początku z pozdrowieniem dla siostry Adalberty. A wiadomo, że w Lichyni przy kościele swój klasztor do 1974 roku prowadziły siostry boromeuszki z Trzebnicy. Wiele więc wskazuje na to, że takie zapytanie o los będącego tutaj w 1934 roku franciszkanina z Japonii dopytywała jedna z tych zakonnic. W otrzymanym przez nią liście o. Bernardin pisze, że o. Antonius Kawamura zmarł na tyfus w Tokio w 1943 roku. Po przyjęciu święceń kapłańskich razem z Bernardinem Asai powrócili bowiem do swej ojczyzny.

- Dwa lata temu z okazji 800-lecia naszej miejscowości ukazała się książka poświęcona dziejom naszej miejscowości, szkoda, że nie udało mi się prześledzić tej historii wcześniej i jej tam nie zamieścić, bo jest ona bardzo osobliwa - żałuje nasz rozmówca. - Może przy kolejnym wydaniu, na kolejny jubileusz? Historia ludzi i miejsc jest zaklęta w starych fotografiach, niestety coraz mniej już żyje ludzi, którzy mogą ją "odczarować", trzeba się więc spieszyć i rozmawiać ze starymi ludźmi. I spisywać te opowieści, ile się tylko da.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama WFOŚ
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Szkoda, że autor artykułu w tytule i treści skrócił grupę uczestników tylko do Kolonowskiego. Wyprawa 'śladami solnej historii' połączyła przecież seniorów z całej gminy: Staniszcz, Spóroka, Fosowskiego i Kolonowskiego. To ważne, by doceniać zaangażowanie wszystkich mieszkańców, bo sukces tej udanej wycieczki jest ich wspólnym dziełem.” Data dodania komentarza: 25.10.2026, 07:16 Źródło komentarza: Emeryci i Renciści z Kolonowskiego ruszyli śladami solnej historii G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Brawa dla pana Przemka! Dzięki za poświęcenie i wkład w odnalezieniu tego człowieka. Data dodania komentarza: 21.10.2026, 13:18 Źródło komentarza: Liczyła się każda minuta. Dzielnicowy odnalazł mężczyznę w kryzysie S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: To było zapewne „na chwilę”. On „tylko”. Pewnie włączył jeszcze światła awaryjne, bo wielu kierowców uważa, że żółte miganie daje im dodatkowe przywileje. Bo przecież musi do sklepu, do paczkomatu, wyładować towar – powód zawsze się znajdzie. I nagle, w ich mniemaniu, zakaz jazdy po chodniku przestaje obowiązywać, przepisowe 1,5 metra dla pieszych staje się zbędne, a pojazdy powyżej 3,5 tony magicznie zyskują prawo wjazdu na infrastrukturę dla pieszych. Najbardziej jednak boli fakt, że policja regularnie mija takich kierowców i kompletnie nie reaguje. To nic, że ktoś tarasuje chodnik, blokuje przejazd albo nadużywa świateł awaryjnych. Taka bierność służb tylko potęguje społeczne przyzwolenie na drogowe bezprawie. Co więcej, gdy ktoś odważy się zwrócić uwagę na auto zaparkowane na chodniku, natychmiast zostaje uznany za awanturnika i wywrotowca. W końcu „aż tak bardzo nie blokuje”, „przejść się da”, a poza tym „w tym miejscu i tak mało kto chodzi”, więc o co ten cały hałas? Dlaczego policja nie reaguje na takie zachowania z własnej inicjatywy? Dlaczego czeka wyłącznie na oficjalne zgłoszenia? Czy jej obowiązkiem nie powinno być piętnowanie wykroczeń bezpośrednio na gorącym uczynku – i to nie tylko poprzez stanie z „suszarką” na zakrętach? W całym tym artykule jedno zdanie uderza najmocniej: „cofający autem na chodniku”. Ludzie, w jakim świecie my żyjemy? Samochód jadący po chodniku? Czy to naprawdę stało się już normą? Data dodania komentarza: 9.10.2026, 19:23 Źródło komentarza: Śmiertelne potrącenie w Strzelcach Opolskich. Nie żyje kobieta J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Uwaga mieszkańcy! Jeśli przejeżdżaliście przez Zawadzkie i tam wygraliście, musicie natychmiast się przeprowadzić, bo redakcja już zdecydowała, czyim milionerem jesteście. Logika poziomu: 'zjadłem zapiekankę w Krakowie, więc jestem Krakusem'. Data dodania komentarza: 4.10.2026, 12:53 Źródło komentarza: Zawadzkie zyskało milionera. Wygrał pieniądze w loterii EuroJackpot L Autor komentarza: Polak Treść komentarza: Wielki szacunek dla naszych chłopaków za robotę, a dla tego kapusia gigantyczny wstyd! Do łopaty albo do rzucenia grosza na zbiórce go nie było, ale do pisania donosów pierwszy. Typowy polaczek, sam nic nie zrobi, a drugiemu zepsuje. Żyj teraz z tą świadomością, że cała wieś tobą gardzi. 😡 Data dodania komentarza: 29.09.2026, 17:44 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Choć intencje mieszkańców były szlachetne, to budowanie czegokolwiek w pasie drogowym, bez planów, pozwoleń i jasnej własności gruntu, było ogromną lekkomyślnością. Gdyby w niedokończoną ścianę znów uderzyło auto albo konstrukcja zawaliła się na pieszego, winnych do odpowiedzialności by nie było. Prawo jest prawem i musi być przestrzegane, nawet przy odbudowie świętości.” Data dodania komentarza: 29.09.2026, 06:58 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany
Reklama