Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 14 marca 2026 23:45
Reklama

Z Japonii do Zalesia - niezwykła historia zakonnika sprzed 90 lat

Ojciec Antonius Kawamura 15 kwietnia 1934 roku odprawił mszę prymicyjną w kościele na Górze Świętej Anny. Studia Japończyka sfinansowało 26 kobiet z Zalesia Śląskiego i sąsiedzkiej Lichyni. Jego dzieje "wytropił" i opisał Błażej Duk, administrator strony Zalesie Śląskie oraz pasjonat historii lokalnej.
Z Japonii do Zalesia - niezwykła historia zakonnika sprzed 90 lat
15.041934 r. o. Antonius Kawamura, proboszcz Josef Nitzke i mieszkańcy zgromadzeni przed kościołem

Autor: archiwum prywatne

Z Japonii do Zalesia - niezwykła historia zakonnika sprzed 90 lat

Ken Kawamura - bo takie było pierwotne imię i nazwisko zakonnika - urodził się 29 czerwca 1906 w Japonii. 18 lat później przyjął chrzest i otrzymał imię Franz Xaver, przez dwa lata w Japonii przebywał na uniwersytecie jezuickim w Tokio, a w 1929 roku przybył do Europy i podjął studia teologiczne u franciszkanów w Salmünster w Niemczech. W 1934 przyjął święcenia kapłańskie i wtedy na krótko przyjechał na Górę św. Anny i do Zalesia Śląskiego. Miał ważny powód: to dzięki tutejszym kobietom, które prawdopodobnie zrzeszone były w III Zakonie Franciszkańskim, mógł skończyć studia teologiczne i filozoficzne w Fuldzie.

- To była taka organizacja świecka działająca przy kościele w Zalesiu Śląskim, tak jak dziś zbierane są datki na naukę dzieci w Afryce, tak już w tamtych czasach były podobne zbiórki na kształcenie księży z dalekich krajów - mówi Błażej Duk, który zainteresował się historią azjatyckiego franciszkanina i opisał ją na fanpage'u Zalesia Śląskiego.

Wszystko zaczęło się od zdjęcia z 1934 roku, przedstawiającego grupę mieszkańców wraz z proboszczem kościoła w Zalesiu Śląskim ks. Josefem Nitzke, na jakie pan Błażej natknął się kilka miesięcy temu, przeglądając zbiory fotografii nieżyjącego już Josefa Greifa (1919-2011), udostępnione przez jego córkę Joannę Szwancarz. Obok proboszcza siedzi zakonnik o azjatyckich rysach twarzy. Duk przypomniał sobie wtedy, że pięć lat wcześniej pochodząca z Zalesia Śląskiego, 93-letnia dziś już Maria Paździor, opowiadała mu, że przed wojną prymicje w tamtejszym kościele miał Japończyk. Historia ta wtedy wydawała się zadziwiająca, ale pani Maria pamiętała tylko, że jej starsza siostra - Anna Sobawa miała kiedyś wśród pamiątek obrazek prymicyjny tegoż japońskiego zakonnika, zawierający jego zdjęcie. Anna Sobawa zwiozła wtedy tę pamiątkę na Górę św. Anny i przekazała zakonowi.

- Pomyślałem sobie: to może być ten sam Japończyk! I pojechałem do pani Paździor pokazać jej zdjęcie, niestety nikogo poza proboszczem nie rozpoznała. Miała wtedy 6 lat - kontynuuje swoją opowieść Błażej Duk. - Ale los tak chciał, że pod koniec ubiegłego roku na jednej z grup facebookowych zrzeszających pasjonatów historii natknąłem się na wycinek z gazety "Oberschlesien im Bild" z 1934 roku. Patrzę: a tam gwardian z zakonu na Górze Świętej Anny Feliks Koss i jakiś Azjata! A z opisu pod zdjęciem wynikało, że odbyła się msza św. prymicyjna księdza Kawamury, którego studia sfinansowało 26 kobiet z Zalesia Śląskiego i Lichyni. Przyjął on imię zakonne Antonius.

To odkrycie skłoniło pasjonata z Zalesia Śląskiego, by szukać dalej: w zbiorach Śląskiej Biblioteki Cyfrowej udostępniającej skany starych gazet. W wyszukiwarce wpisał nazwisko "Kawamura" i znalazł kolejny artykuł z "Heidelberger Volksblatt” z zapowiedzią, że w niedzielę 16 kwietnia 1934 roku (w gazecie popełniono błąd, gdyż uroczystość ta miała miejsce 15 kwietnia, co udało się potwierdzić w dokumentach o. franciszkanów z Góry św. Anny) w kościele pielgrzymkowym klasztoru franciszkanów na Górze św. Anny odbędą się prymicje młodego japońskiego księdza franciszkanina o. Antoniusa Kawamury. Duk rozmawiał też z gwardianem zakonu o. Jonaszem, który potwierdził, że w czasach przedwojennych na Śląsku była taka praktyka, że zbierano datki wśród wiernych na studia teologii dla młodzieńców z dalekich krajów.

Jak udało się ustalić, razem z Antoniusem Kawamurą w 1934 roku święcenia kapłańskie przyjął również drugi japoński zakonnik - o. Bernardin Asai. Błażejowi Dukowi udało się dotrzeć też do kserokopii listu napisanego 6 czerwca 1975 roku przez o. Bernardina Asai i wysłanego z klasztoru franciszkanów w Asahikawa w Japonii. Z tego listu wynika, że jest on odpowiedzią na wysłany wcześniej list do Japonii z Polski, a konkretnie do o. Maurusa z zapytaniem o o. Antoniusa Kawamurę.

Autor listu zwraca się na początku z pozdrowieniem dla siostry Adalberty. A wiadomo, że w Lichyni przy kościele swój klasztor do 1974 roku prowadziły siostry boromeuszki z Trzebnicy. Wiele więc wskazuje na to, że takie zapytanie o los będącego tutaj w 1934 roku franciszkanina z Japonii dopytywała jedna z tych zakonnic. W otrzymanym przez nią liście o. Bernardin pisze, że o. Antonius Kawamura zmarł na tyfus w Tokio w 1943 roku. Po przyjęciu święceń kapłańskich razem z Bernardinem Asai powrócili bowiem do swej ojczyzny.

- Dwa lata temu z okazji 800-lecia naszej miejscowości ukazała się książka poświęcona dziejom naszej miejscowości, szkoda, że nie udało mi się prześledzić tej historii wcześniej i jej tam nie zamieścić, bo jest ona bardzo osobliwa - żałuje nasz rozmówca. - Może przy kolejnym wydaniu, na kolejny jubileusz? Historia ludzi i miejsc jest zaklęta w starych fotografiach, niestety coraz mniej już żyje ludzi, którzy mogą ją "odczarować", trzeba się więc spieszyć i rozmawiać ze starymi ludźmi. I spisywać te opowieści, ile się tylko da.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ReklamaHeimat
Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
ReklamaHospicjum2022
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 10°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1004 hPa
Wiatr: 18 km/h

Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: JanTreść komentarza: Pani Patrycjo Leszczyk-Gołąbek na zdjęciu to akcja w kolonowskim w dzielnicy Fosowskie.Data dodania komentarza: 11.03.2026, 07:30Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Dziesięć lat wyczekiwania chyba się spełnią.Data dodania komentarza: 10.03.2026, 06:41Źródło komentarza: Ulica Arki Bożka wreszcie z chodnikiem. Będzie jasno, równo i bezpiecznie J Autor komentarza: Jarząbek WacławawTreść komentarza: A może należałoby poprosić o stanowisko głównego udziałowca spółki? Zastanawiające jest jego milczenie...Data dodania komentarza: 5.03.2026, 16:40Źródło komentarza: Karuzela kadrowa w SWiK trwa. "To nie idzie w dobrym kierunku" G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: W Zawadzkiem nie ma ulicy Jemielnickiej. Przynajmniej jeszcze o takowej nie szłyszałem. Obok byłego budowlańca oprócz DK 901, czyli ul. Opolskiej mamy jeszcze ulicę Szpitalną (droga osiedlowa) oraz ulicę Lubliniecką. To pewnie o tą ostatnią się tutaj rozchodzi?Data dodania komentarza: 24.02.2026, 15:22Źródło komentarza: Doświetlą przejścia dla pieszych w Zawadzkiem i Szczepanku. Będzie bezpieczniej J Autor komentarza: WacławTreść komentarza: "Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska." Tym stwierdzeniem się przebierańcu ujawniłeś. Kto dał ci prawo relatywizowania krzywd? Nie wstyd ci tzw. ślunzoku? Ponadto cofnij się edukacyjnie do początków szkoły podstawowej z lat słusznie minionych jeżeli chodzi o znajomość historii i nadal gloryfikuj Armię Czerwoną.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 18:21Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim D Autor komentarza: ślunzokTreść komentarza: Co do "Tragedii Górnośląskiej".... Jestem ślązakiem, ale uważam, ze nie ma co tak bardzo płakać nad tamtymi wydarzeniami. Dlaczego ? Bo co robiły oddziały niemieckie w Babim Jarze ? , czy gdziekolwiek na terenach wschodnich ? To Niemcy wrzucali noworodki do płonących stodół, to NIemcy strzelali do ludności cywilnej klęczącej nad dołami. Armia Czerwona mściła się , jak każdy z nas w okresie wojny, gdyby mógł się mścił ! Kobiety płaczą, że były gwałcone , a kiedy stawiały opór były zabijane ? Straszne ! Co mogłyby powiedzieć dzieci wrzucane do ognia na wschodzie ? One nie miały wyboru.... Dla mnie " tragedia górnośląska" to małostka w porównaniu z tym, co NIemcy robili na wschodzie. Nie wiem, czy ich potępiać, czy nie. To była wojna i ich agresja była odpowiedzią na swój ból. Ślązaków i tak potraktowano łagodnie. Mogli ruscy całe wsieod razu palić. Nikt z Niemców nie wiedział co się działo na wschodzie ? Sobibór, Bełżec, Trblinka ? Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 21:52Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim
Reklama