Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 20 września 2026 11:09
ReklamaFilplast

120 lat temu w Żędowicach objawiła się Matka Boska

120 lat temu Matka Boska z Dzieciątkiem na ręku ukazała się w oknie szkoły podstawowej w Żędowicach. Od tego czasu mieszkańcy wsi przekazują pamięć o objawieniu swoim potomkom, a kult Maryjny cały czas wśród nich jest silny.
120 lat temu w Żędowicach objawiła się Matka Boska
Kadr z filmu "Cicha Matka". Po ponad stu latach mieszkaniec Żędowic, Patryk Ibrom, postanowił uwiecznić na filmie niezwykłą historię objawienia

Od 120 lat czuwa nad nami, czyniąc cuda

25 lipca 1904 roku, w upalny, piękny dzień ludzie przebywali na polu i na łące. Nie mieli maszyn, pracował, kto mógł. Przed godziną 15.00 nagle na czystym niebie pojawiła się czarna chmura, przyciągająca wzrok. Zaczęło błyskać, uderzył grzmot oraz zaczął padać grad. Zaraz ukazała się też wielka łuna - bijąca od centrum wsi.

Wszyscy z pól pobiegli ratować szkołę, bo myśleli, że płonie. Gdy przybyli na miejsce, zobaczyli, że nie ma pożaru, za to nad szkołą, a potem w oknie jednej z klas widać było wizerunek Matki Boskiej z Dzieciątkiem na ręku. Po czym spadł ulewny deszcz, który padał tylko w Żędowicach. Niecodzienne zjawisko jako pierwsze zobaczyły Kunegunda Zymel i jej sąsiadka - Krystyna Szaton, a później inni mieszkańcy.

- Łunę widzieli także ludzie z innych miejscowości. Mój ołpa pochodził z Solarni (okolice Lublińca). Gdy jechaliśmy zobaczyć jego dom rodzinny, rozmawialiśmy z sąsiadami. Starszy pan, dowiedziawszy się, że jesteśmy z Żędowic, wspominał, jak jego ołma opowiadała, że jasność szła od Częstochowy i stanęła nad Żędowicami. Myśleli wtedy, że wioska płonie. Zaprzęgli konie i jechali przez las, w Żędowicach zamiast pożaru widzieli Matkę Boską - opowiada jedna z mieszkanek wsi.

Maryja nie przemawiała. Ludzie zaczęli się modlić.

- Pamiętam to do dziś, jak przychodziła do mojej mamy sąsiadka z naszej ulicy i o tym opowiadała. Miała osiem lat, kiedy widziała objawienie. Zawsze szkliły jej się oczy jakby widziała to pierwszy raz. Mówiła wtedy, że nie mamy pojęcia jaka to była jasność, a kobiety, które nie widziały Matki Boskiej, siedziały pod płotem i płakały - dopowiada mieszkanka. - Natomiast najstarsza córka mojej ołmy, która była wtedy na jej rękach, także to widziała i całe życie do starości o tym przypominała.

Skojarzono też, że w klasie, w której ukazał się obraz, nauczał bardzo pobożny wychowawca Wolf, który przez cztery lata, codziennie w południe, wspólnie z dziećmi odmawiał różaniec. Dla wiernych to nie był przypadek.

- Nauczyciel ten został przeniesiony. W jego miejsce przyszedł inny, nazywał się Szymecko, który nie był wierzący. W czasie cudu najpierw kazał zamalować obraz, a potem wyciągnąć szybę i ją stłukł. Jednak nadal widoczny był wizerunek Matki Boskiej przez trzy miesiące i trzy tygodnie - wspomina jedna z mieszkanek.

O całym wydarzeniu zawiadomiono proboszcza z Kielczy. Wtedy w Żędowicach nie było oddzielnej parafii, znajdowała się tu jedynie kapliczka i hala do modlitw zamiast kościoła. Ówczesny proboszcz był posłem do parlamentu Niemiec i akurat wyjechał w sprawach służbowych. Gdy po kilku dniach wrócił do Kielczy, odmówił wizyty w Żędowicach. Na zwiady wysłał jedynie swoją gospodynię. Następnie udał się na miejsce razem z żandarmem Macke, któremu nagle spadł hełm.

- Proboszcz Wajda nie widział wizerunku Matki Boskiej, natomiast żandarm, który był ewangelistą, widział. Po tej sytuacji poprosił o przeniesienie - opowiada mieszkanka. - Proboszcz uznał, że mieszkańcy wymyślili tę historię, bo chcą doprowadzić do powstania oddzielnej parafii. Po czasie Matka Boska objawiła mu się dwa razy, na cmentarzu i w kościele, ale to zlekceważył...

Po obraz na Jasną Górę

Wtedy nagle proboszcz zachorował, nie mógł się ruszać, leżał w łóżku. Lekarze nie mogli znaleźć przyczyny choroby. Proboszcz domyślił się, że jego niemoc może mieć związek z objawieniem w Żędowicach. Obiecał wtedy w modlitwie, że jak wyzdrowieje, uda się po obraz.

- Spełnił obietnicę. W 1907 roku delegacja udała się do Częstochowy po kopię obrazu Matki Boskiej, która miała zawisnąć w kościele nad ołtarzem. Wtedy także zdarzył się cud, w drodze powrotnej na granicy okazało się, że muszą zapłacić cło. Po umieszczeniu obrazu na wadze, waga nie drgnęła, jakby obraz nic nie ważył. Po ponownej próbie, puszczono pielgrzymów z obrazem - wspomina mieszkaniec. - Proboszcz chciał zawiesić obraz w kościele w Kielczy, uważał, że to miejsce będzie godne świętego wizerunku. Jednak mieszkańcy Żędowic, gdy obraz przyjechał z Częstochowy, zanieśli go na rękach do swojej hali modlitw.

Żędowickie cuda

Od czasu objawienia Matki Boskiej, w Żędowicach zaczęło się wiele uzdrowień, rosła także liczba wiernych. Gdy rozpoczęła się II wojna światowa, mieszkańcy polecili wioskę Maryi.

- Bardzo dużo mężczyzn zaciągniętych zostało do wojska, bo wtedy były to niemieckie tereny. Powierzając się opiece Matki Bożej, okazało się, że prawie wszyscy z tej wojny wrócili, między innymi mój ojciec i trzech jego szwagrów. Z sąsiednich wiosek większość zginęła - wspomina ks. Józef Żyłka, znawca lokalnej historii. - Natomiast kiedy to Sowieci przeszli przez nasze wioski, w Żędowicach nie spłonął żaden dom, ale już w Zawadzkiem pożary były i to ile.

Kiedy mieszkańcy wrócili z wojny, w 1949 roku rozpoczęli budowę nowego kościoła, który powstał w ciągu roku. Furmanki z cegłą i wapnem ludzie sami ciągnęli, bo brakowało zwierząt.

- Cała wioska się zmobilizowała, budując kościół jako wotum wdzięczności Matce Bożej. Przeniesiono obraz do nowego kościoła. Tam rozpoczęto nabożeństwa Maryjne i msze dziękczynne - wskazuje ks. Józef Żyłka. - Było bardzo wiele wydarzeń, które nazwać można cudami, niewytłumaczalnymi po ludzku, dlatego tych modłów było bardzo wiele. Pisząc rozprawę na ten temat, widziałem na własne oczy księgę podziękowań za ocalenie, cudowne uzdrowienia. Przypominam sobie zapis, że dziecko wpadło pod auto. Było nieżywe, a jak się okazało, po staraniach zostało uzdrowione i żyje. A to jeden z wielu przykładów znajdujących się w tej księdze.

- W latach 50. była tu siostra Samuela. Opowiadała ona o różnych zdarzeniach. Podczas lipcowego, dużego odpustu obraz znajdował się w nowym kościele. Po sumie przyszedł do niej młody chłopiec ubrany po wojskowemu. Zapytał, czy będzie tu jeszcze jakaś msza, bo jego mama jest ciężko chora i leżąca. Wysłała go, by właśnie tu w Żędowicach była msza - wspomina mieszkanka Żędowic. - Siostra rzekła mu, że teraz nie będzie mszy, bo jest po sumie, ale ma zapytać ks. proboszcza. W międzyczasie wszedł inny mężczyzna. Okazało się, że to ksiądz, który był przejazdem, zaoferował, że odprawi tę mszę. Chłopiec gorliwie się modlił, po tygodniu powrócił i podziękował. Gdy po modlitwie wrócił do domu, jego matka wstała z łóżka, ugotowała zupę, a po chorobie nie było śladu.

W żędowickim kościele do dziś można zobaczyć wota wdzięczności pozostawione przez mieszkańców Matce Bożej. Jednak jak zaznacza ksiądz Żyłka, to tylko niewielka część.

- Większość została skradziona w latach 60. Były to cenne rzeczy, zazwyczaj złote - wskazuje.

Ksiądz Żyłka miał okazję rozmawiać z autentycznymi świadkami tych wydarzeń, nagrywając ich opowieści na kasety magnetofonowe. Spisane zostały one w książce "Cud w Żędowicach".

W 1975 roku Żędowice zostały wyznaczone jako sanktuarium roku świętego. Ludzie przybywali do wioski z różnych okolic, by się modlić. Powtórzono to w 2000 roku. Taki tytuł miało tylko kilka kościołów diecezji opolskiej.

Mimo że objawienie w Żędowicach nie zostało do tej pory oficjalnie uznane przez Kościół, to pamięć o nim jest żywa do dziś, podobnie jak kult Maryjny.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


W tym szkolnym oknie miała ukazać się Matka Boska

W tym szkolnym oknie miała ukazać się Matka Boska

ak miała wyglądać Matka Boska w dniu objawienia. Obraz powstał na podstawie przekazów mieszkańców

ak miała wyglądać Matka Boska w dniu objawienia. Obraz powstał na podstawie przekazów mieszkańców

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: jestem ze wsi Treść komentarza: Przecież to od ostatnich wyborów księstwo a nie gmina. Monowładza, ignorowanie zapytań radnych, przekonanie o własnej nieomylności. Do tego zgłoszenia w aplikacji, którą rządzący sami wprowadzili w życie są ignorowane, zostają bez odpowiedzi lub z opryskliwą odpowiedzią z stylu "to nie pilna sprawa". Ludzie tam na górze! My obywatele jesteśmy waszymi pracodawcami. Nie zapominajcie o tym! Data dodania komentarza: 16.09.2026, 10:00 Źródło komentarza: Radiowóz niezgody w Strzelcach Opolskich. Wielka kłótnia o pieniądze J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Panie Redaktorze Gasz zanim opublikuje się artykuł, warto najpierw sprawdzić podstawowe fakty. W Staniszczach Wielkich od około 20 lat nie ma szkoły podstawowej. To nie jest drobny szczegół, ale podstawowa informacja dotycząca miejscowości i jej mieszkańców. Dlatego trudno zrozumieć, skąd w artykule pojawia się informacja sugerująca, że szkoła podstawowa nadal tam funkcjonuje. Czy autor artykułu w ogóle sprawdził, jak wygląda rzeczywista sytuacja w Staniszczach Wielkich? Dziennikarstwo powinno opierać się na faktach, a nie na powielaniu niezweryfikowanych informacji. Proszę o wyjaśnienie tej kwestii i sprostowanie błędnej informacji. Data dodania komentarza: 10.09.2026, 13:04 Źródło komentarza: 728 uczniów rozpoczęło edukację w powiecie strzeleckim J Autor komentarza: Jarząbek Wacław Treść komentarza: Coś mi się wydaje, że to , mimo wszystko, nie jemielnicki rolnik jest głównym sprawcą niedoboru wody w stawach. Główny winowajca nadal pozostaje nieznany. Temat powinien być nagłaśniany a kwestia zanikania wody dogłębnie zbadana. Są przecież od tego stosowne instytucje utrzymywane z naszych podatków. Wędkarzowi, mimo wszystko, gratuluję dociekliwości. Data dodania komentarza: 7.09.2026, 16:41 Źródło komentarza: Odkryto przyczynę wysychania stawu w Jemielnicy. Czy woda wróci? G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Naprawdę śmierdzący problem! Jest to jakaś usterka? Nie ma to wpływu na zdrowie mieszkańców? Autor pisze, że zimą jest lepiej... Jest to wieloletni temat? Dlaczego dopiero teraz władze zajmują się tą absurdalną sytuacją? Data dodania komentarza: 28.08.2026, 08:11 Źródło komentarza: Utrata walczy ze śmierdzącym problemem. "Nie da się otworzyć okna" J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Wielkie brawa dla mundurowych z Zawadzkiego za błyskawiczną reanimację i uratowanie życia tego człowieka! Małe sprostowanie dla autorki artykułu – w Kolonowskiem nie ma już dworca, a jedynie przystanek kolejowy i niszczejące pozostałości po dawnej stacji. Warto dbać o precyzję, nawet jeśli w obliczu takiego dramatu najważniejsze jest to, że pomoc dotarła na czas." Data dodania komentarza: 13.08.2026, 14:41 Źródło komentarza: Leżał nieprzytomny przy dworcu. Policjanci z Zawadzkiego uratowali mu życie J Autor komentarza: Alojz Treść komentarza: Ta łódka to jest im potrzebna jak umarłemu kadzidło. Na Małej Panwi tego nawet nie da sie zwodować. No tak ale to kolejna zabawka G.H. Tak samo jak quad. Kupione, żeby duże dziecko miało zabawkę Data dodania komentarza: 29.07.2026, 07:44 Źródło komentarza: Zabawa połączona z nauką bezpieczeństwa - ta impreza wróciła po latach
Reklama