Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 28 stycznia 2026 21:36
Reklama
Reklama

Przyjaźń łączy Kubusia i Jasia od inkubatora. Walczą o lepsze życie

Los skrzyżował drogi dwóch mam. Poznały się na oddziale patologii noworodka w szpitalu położniczym w Opolu. Ich synowie - Kubuś i Jaś - przyszli na świat jako skrajne wcześniaki. Teraz obaj walczą o możliwość poruszania się o własnych siłach.
Przyjaźń łączy Kubusia i Jasia od inkubatora. Walczą o lepsze życie

Kubuś Kucharski z Żędowic, mimo że ma dopiero dwa latka, to wiele już przeszedł. Na pierwszy rzut oka wygląda jak zdrowe dziecko. Jest uśmiechnięty, radosny i ciekawy świata. Jednak to tylko pozory. Zdiagnozowano u niego dziecięce porażenie mózgowe w postaci diplegii kończynowej. By mógł się rozwijać, a przede wszystkim chodzić, potrzebna jest kosztowna i długotrwała rehabilitacja.

Kilogram szczęścia

Pani Monika - mama Kubusia wraz z mężem starali się o potomstwo przez długi czas. W pewnym momencie stracili nadzieję.

- Staraliśmy się z mężem o dziecko trzy lata. Po tym czasie doszliśmy do wniosku, że się to nie uda, aż do momentu, gdy okazało się, iż Kubuś jest w drodze - opowiada Monika Kucharska. - Był to dla nas szok i niedowierzanie, a zarazem ogrom szczęścia.

Od samego początku ciąży mama Kubusia nie miała łatwo.

- Sama ciąża była trudna. Okazało się, że wystąpił krwiak, byłam hospitalizowana, a ciąża była zagrożona. Przez ten czas musiałam leżeć - dodaje.

Kubuś urodził się 9 kwietnia 2022 roku jako skrajny wcześniak, w 28. tygodniu ciąży. Gdy przyszedł na świat, ważył nieco ponad kilogram, okazując się największym darem od Boga dla rodziców.

- Bardzo nas tym zaskoczył. Wody płodowe odeszły, a była to moja pierwsza ciąża, dlatego nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jest to ten moment - wspomina pani Monika.

Od samego początku Kubusia złapała infekcja. Musiał być pod tlenem, gdyż zmagał się z pourodzeniowym zapaleniem płuc. Wspólnie z mamą w szpitalu spędzili 8 tygodni, z czego 6 dziecko leżało w inkubatorze.

To w szpitalu pani Monika i jej syn poznali małego Jasia i jego mamę. Jeszcze wtedy nie wiedzieli, że ich drogi połączy przyjaźń i wspólna walka o zdrowie chłopców.

Przyjaźń od inkubatora

Dwa dni po narodzinach Kubusia urodził się Jaś Lasia z Kędzierzyna-Koźla. Jak się okazało, on również był skrajnym wcześniakiem z 26. tygodnia ciąży, ważącym niecały kilogram.

- Najpierw poznaliśmy Jasia, dopiero później na sali pojawiła się Iwona, jego mama - opowiada Monika Kucharska.

Los Jasia nie oszczędzał. Lekarze nie dawali mu żadnych szans na przeżycie. Zaraz po urodzeniu miał już wykonywany masaż serca, następnie trafił na oddział patologii noworodka.

- W trzeciej dobie stan syna bardzo się pogorszył i zdarzyło się to, czego wszyscy obawiali się najbardziej. Doszło do wylewów krwi do mózgu 3 i 4 stopnia. Został zaintubowany, lekarze powiedzieli, że właściwie Jaś walczy o życie. Nie potrafię opisać, co działo się w mojej głowie - wspomina mama Jasia. - Do kolejnego pogorszenia stanu synka doszło w 14. dobie życia, nasiliła się niewydolność oddechowa, krążeniowa i nerek. Znów trzeba było podpinać respirator.

- Zaczęłyśmy z inną koleżanką leżącą na sali, Dominiką, wspierać Iwonę - mówi mama Kubusia. - Choć nie było to łatwe, ponieważ lekarze uważali, że jeśli Jasiowi uda się przeżyć, to będzie dzieckiem leżącym, które nie będzie mówić ani samo jeść. Na szczęście ta diagnoza się nie potwierdziła.

Po prawie trzech miesiącach walki o życie w szpitalnych murach, stan Jasia pozwalał na powrót do domu. Podobnie jak u Kubusia, skrajne wcześniactwo pozostawiło w jego organizmie trwały ślad. Obecnie chłopiec zmaga się z dziecięcym porażeniem mózgowym spastycznym czterokończynowym z przewagą lewej strony. Dodatkowo postępuje wada wzroku.

Walka o sprawność

Początkowo nic nie zapowiadało trudności, z jakimi przyjdzie się zmierzyć Kubusiowi i jego rodzicom.

- Pierwsze rehabilitacje miał w szpitalu. Od 6. miesiąca jest stale rehabilitowany - zaznacza pani Monika. - Czas płynął, a nasz syn nie osiągał kolejnych „kamieni milowych” w rozwoju. Walczyliśmy o obroty na boki, potem o samodzielne poruszanie się (raczkowanie).

Rodzice chłopca jeździli do specjalistów, starając się zrozumieć, co jest z ich dzieckiem. Aż w lutym tego roku padła diagnoza.

- Początkowo zdiagnozowano dziecięce porażenie mózgowe z diplegią dwukończynową, teraz już wiemy, że jest to diplegia czterokończynowa, gdzie nóżki są bardzo porażone, a rączki mniej. Mimo to, je również trzeba rehabilitować. Nie wiemy, czy Kubuś będzie chodził. Chcemy mieć pewność, że chociaż ręce będzie miał sprawne.

Przez wzmożone napięcie Kubuś nie jest w stanie całkowicie się wyprostować. To wpływa zarówno na jego problemy z siedzeniem, a w przyszłości może utrudniać samodzielne chodzenie. W ostatnim czasie chłopiec zrobił postępy. Zaczął wstawać przy meblach i przy nich robić pierwsze kroki. Na razie o samodzielnych krokach rodzice mogą jedynie pomarzyć.

- Kubuś nosi specjalne ortezy, które pomagają mu w stabilizacji. Koszt ich to ok. 6 tys. zł. Nie wiemy, na jak długo mu posłużą. Jest to zależne od tempa, w jakim będą rosły mu nóżki - wskazuje pani Monika. - Na chwilę obecną syn został zakwalifikowany do programu z botuliną. Polega to na wstrzykiwaniu botoksu w mięśnie, które są napięte, żeby się rozluźniły, a terapeuci mogli wykonać dużo lepszą pracę.

Mimo że sama botulina jest refundowana, to koszty dojazdów do Warszawy i rehabilitacja, która musi iść w parze z podawaniem botuliny, już nie. Miesięcznie potrzeba kilku tysięcy złotych, na co rodziny nie stać.

- Kubuś jest dla nas wielkim cudem. Mimo trudności, nie możemy stanąć w miejscu, tym bardziej, że są widoczne efekty rehabilitacji - wskazuje pani Monika. - Z synem jeździmy również dwa razy w miesiącu na rehabilitację na basen. Te zajęcia także przynoszą efekty.

Mamy chłopców są w stałym kontakcie, wymieniają się numerami telefonów do specjalistów, spotykają się przed przychodniami, a przede wszystkim mogą na siebie liczyć.

- Już wkrótce będziemy mogli pobyć ze sobą więcej czasu. Wspólnie wybieramy się na turnus terapeutyczny. To także nie jest dla nas mały koszt, bo wynosi ponad 4,5 tys. zł - przyznaje pani Monika.

Zarówno Kubuś, jak i Jaś wymagają intensywnej rehabilitacji oraz innych zajęć wspomagających ich rozwój, dających nadzieję, że w przeszłości dzieci będą mogły stanąć na własne nogi. Osoby, które chciałyby wesprzeć chłopców, mogą zajrzeć na strony fundacji podane poniżej:

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 1°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 999 hPa
Wiatr: 15 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama