Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 01:16
Reklama
Reklama

Mieszkanka Leśnicy odwiedziła jedną trzecią świata. Ma apetyt na więcej

Odwiedziła blisko 70 krajów świata. Była m.in. w Australii, Chinach, Stanach Zjednoczonych, Brazylii czy Ekwadorze. Zwiedziła również niemal całą Europę. Poznajcie Bernadetę Jegiołkę, mieszkankę Leśnicy, której ogromną pasją są podróże.
Mieszkanka Leśnicy odwiedziła jedną trzecią świata. Ma apetyt na więcej
Pani Bernadeta przed Górą Uluru w Australii

Autor: archiwum prywatne

Bernadeta Jegiołka z Leśnicy odwiedziła jedną trzecią świata

Podróżnicza pasja pani Bernadety rozpoczęła się niewinnie, bo od książek. Oczywiście, tych o podróżach. - Od zawsze interesowało mnie podróżowanie, dlatego regularnie odwiedzałam bibliotekę i wypożyczałam po kilka książek z serii "Dookoła Świata" - opowiada Bernadeta Jegiołka. - Niezwykle mnie to pochłaniało, czytałam bardzo dużo... Spróbowałam.

Pani Bernadeta odwiedziła już 68 krajów.

- Prawda jest taka, że nie chcę bić rekordów, ale ktoś kiedyś zapytał mnie, w ilu krajach byłam, i okazało się, że jest ich właśnie tyle. Podliczając, to ponad jedna trzecia wszystkich krajów na świecie - mówi. - Moje wyprawy nie są krótkie, czyli po dwa, trzy czy cztery dni, a dłuższe, bo kilkutygodniowe, jak np. do Ekwadoru i na Galapagos, gdzie spędziłam ponad trzy tygodnie lub do Malezji, Borneo, Brunei, Filipin oraz Singapuru, w których byłam ponad pięć tygodni. Oczywiście, długość podróży zależy od lokalizacji, a poza odkrywaniem ciekawych miejsc, bardzo interesuje mnie poznawanie innych kultur, zwyczajów i czerpanie jak najwięcej z przeżywanej przygody.

Przenieśmy się na Hawaje i do Kalifornii

Podróżniczka nie korzysta z usług biur podróży. Wyjazdy organizuje na własną rękę przy pomocy córki, Justyny, która często jest jej towarzyszką. Jak wybierają cel wypraw?

- Wybór niejednokrotnie jest bardzo przypadkowy - przyznaje pani Bernadeta. - Po prostu wybieramy się tam, dokąd dostaniemy tanie bilety lotnicze. Np. w naszą ostatnią podróż, na przełomie kwietnia i maja, udałyśmy się na Hawaje i do Kalifornii. Wszystko dzięki temu, że córka w listopadzie, podczas popularnego Black Friday, zakupiła bardzo korzystny, bo w cenie 1600 zł za osobę, lot Praga-Los Angeles.

Wspomnienia z niedawnego wyjazdu wciąż są obecne.

- Po przybyciu do Los Angeles od razu wsiadłyśmy w samolot, którym leciałyśmy sześć godzin na Hawaje, gdzie zwiedzałyśmy trzy wyspy, a dokładniej O’ahu, Hawai’i oraz Big Island - wspomina Bernadeta Jegiołka. - Między wyspami można przemieszczać się tylko samolotem, ponieważ ekologia zabrania podróżowania statkami i promami. Loty są względnie tanie, bo kosztują 30-40 dolarów. Jeśli chodzi o samą Kalifornię, udało nam się m.in. zaliczyć cztery parki narodowe, odwiedzić Palm Springs, które jest miastem wybudowanym w środku pustyni, San Francisco czy popłynąć na Alcatraz, gdzie mieściło się najsłynniejsze więzienie świata. Mimo ponurej historii tego miejsca, było to bardzo ciekawe przeżycie, gdyż idąc kolejnymi trasami, w słuchawkach było słychać odgłosy więźniów, strażników, a także tego, co działo się w pomieszczeniach, jak kuchnia i łazienka. Wybrałyśmy się również do Doliny Śmierci, która jest jednym z najgorętszych miejsc na Ziemi, gdzie rzadko pada deszcz, a roślinności nie ma prawie wcale. Co ciekawe, w kwietniu doszło do takiej ulewy, że Dolina Śmierci zakwitła. Zbiegło się to z naszą podróżą, więc miałyśmy ogromne szczęście. Będąc w Los Angeles, nie mogło zabraknąć też wizyty w Hollywood czy Beverly Hills.

Do odważnych świat należy

Podróże pani Bernadety nie ograniczają się tylko do tych, które pokonuje samolotem.

- Gdy przeszłam na emeryturę, wymyśliłam dodatkowy sposób na podróżowanie, a mianowicie przerabiam mój samochód typu kombi na "niby" kamera i raz w roku wybieram się nim w samotną objazdówkę, głównie po Europie - opowiada. - W pierwszą podróż wybrałam się na North Cape w Norwegii, czyli najdalej wysunięty na północ punkt Europy. Przez sześć tygodni zrobiłam 8 tysięcy kilometrów, przejeżdżając całą Norwegię i zaliczając m.in. Szwecję, Laponię oraz Helsinki w Finlandii, Tallin w Estonii, Łotwę i Litwę. Naturalnie, cały czas spałam w samochodzie, ponieważ dla mnie jest to bardziej komfortowa opcja, niż spanie w namiocie czy na kempingu. Takim sposobem przejechałam również Korsykę, Sycylię czy Rumunię, wybrałam się do Andory czy Albanii, odwiedzając po drodze m.in. Serbię i Macedonię. W tym roku planuję bliższą wyprawę, bo do Słowenii.

Czy takie wojaże, ale i podróżowanie po najróżniejszych zakątkach świata nie budzi obaw?

- Nie, bynajmniej ja nigdy się nie bałam - stwierdza podróżniczka. - Myślę, że człowiek w podróży, patrząc czasami na to, co się dzieje, może być bardziej bezpieczny, niż w swoim domu. Napadnięci czy okradzeni możemy zostać gdziekolwiek, nawet na ulicy małej miejscowości. Oczywiście, we wszystkim trzeba mieć zdrowy rozsądek i np. nie zapuszczać się po zmroku w jakieś niebezpieczne, szemrane dzielnice dużych miast. Mam za sobą trochę wypraw i nigdy w tylu krajach, bardziej i mniej egzotycznych, nie spotkało mnie nic złego, a wręcz przeciwnie.

Do podróży nie wystarczy tylko zamiłowanie, ale przede wszystkim odwaga, by w nią wyruszyć.

- Nie każdy ma tę odwagę, ale warto spróbować - przekonuje Bernadeta Jegiołka. - Ludzi byłoby stać na tego typu wyjazdy, bo organizowane samemu wychodzą dużo taniej, ale wielu nie chce wyjść poza strefę swojego komfortu. Często boimy się zmian, wyzwań, zrobienia czegoś zupełnie nowego, a strach jest okropnym mentorem w życiu. Ja nigdy tego nie doświadczyłam, bo nie miałam obaw. Zawsze chciałam zdobywać, oglądać, być ciekawą...

Podróże wcale nie muszą kosztować majątku

Kwestie finansowe mogą być przeszkodą w podróżowaniu?

- Bez pieniędzy człowiek nic w życiu nie zrobi - mówi pani Bernadeta. - Podobnie jest z podróżowaniem, z tym, że podróżować można za bardzo dużą kwotę, a można też oszczędnie, gospodarując rozsądnie gotówką. Tak jak w przypadku wyjazdu na Hawaje i do Kalifornii, bilety kupujemy, gdy są okazje lub z odpowiednim wyprzedzeniem. Co ważne, szukamy tanich opcji noclegowych, np. na platformie Booking czy Airbnb. Nie jemy też w drogich restauracjach, a tam, gdzie jedzą miejscowi. Będzie tam nie tylko tanio, ale również świeżo i smacznie. Obok funduszy, przeszkodą w podróżowaniu może być bariera językowa, która w przypadku młodszego pokolenia jest mniejsza. Jeśli chodzi o mnie, w stopniu komunikatywnym znam język angielski, niemiecki oraz rosyjski. Uważam, że jeśli ktoś bardzo będzie chciał się porozumieć, to się porozumie, choć podstawy, zwłaszcza angielskiego, trzeba znać.

Podróżniczka odwiedziła również m.in. Brazylię, Meksyk, Indie, Chiny, a także Australię. Czy któryś wyjazd był szczególny?

- Trudno wskazać jedną wyprawę, ponieważ będąc w tylu krajach, poznaje się wiele ciekawych miejsc, ludzi, sytuacji - wymienia. - Na pewno w pamięci utkwiło mi, gdy podczas podróży na wspomniany wcześniej North Cape, dojechałam na Lofoty, czyli archipelag wysp, który przez wielu jest uważany za jeden z najpiękniejszych na świecie. Miałam możliwość odwiedzenia wysp w słoneczny tydzień, więc piękno przyrody było bajeczne, a krajobrazy, niezwykle urzekające. Podczas tamtej wyprawy wybrałam się też spacerem na przełaj do Morza Barentsa, gdzie na swojej drodze spotkałam prawdziwe dziko żyjące renifery. To było ogromne przeżycie, choć nie dało się do nich podejść bliżej niż 100 metrów.

Spełniajmy swoje pasje

Podróże to ważna część życia pani Bernadety.

- To moje hobby, wypełnienie czasu czy zajęcie umysłu, chociażby na etapie samego planowania wyjazdów - mówi. - W każdym z nas drzemie jakaś pasja, niekoniecznie do podróżowania, ale najważniejsze, żeby ją realizować, a przede wszystkim, nie odkładać na później.

Bernadeta Jegiołka chętnie odwiedza też różne zakątki Polski czy pobliskich Czech.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1000 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama