Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 02:30
Reklama
Reklama

Marek Gaworski: Pokochaliśmy odkrywanie historii i podróże jej śladami

Marek Gaworski jest nie tylko pasjonatem historii i autorem ponad osiemdziesięciu książek, albumów czy przewodników turystycznych opowiadających o zamkach, pałacach i dworach, ale także człowiekiem-instytucją. Choć nie jest historykiem z wykształcenia, to opisywanie lokalnej historii stało się jego pasją i sposobem na życie. Obecnie jest jednym z najchętniej czytanych autorów piszących o zabytkach w Polsce.
Marek Gaworski: Pokochaliśmy odkrywanie historii i podróże jej śladami
Marek Gaworski został nagrodzony na Ogólnopolskim Przeglądzie Książki Krajoznawczej i Turystycznej organizowanym przez PTTK za publikację „Leksykon zamków w Polsce”

Autor: Archiwum prywatne

Marek Gaworski: Pokochaliśmy odkrywanie historii i podróże jej śladami

Mimo, że nie jest strzelczaninem z urodzenia, to właśnie od Strzelec Opolskich zaczęła się jego przygoda z pisaniem. Zadebiutował bowiem książką o historii zamku w Strzelcach „Zamek i park w Strzelcach Opolskich”.

– Teraz śmieję się z tego mojego debiutu, bo jak wiadomo, początki niekoniecznie muszą być doskonałe – opowiada. – Kiedy pisałem pierwszą książkę o strzeleckim zamku, wydawało mi się, że zjadłem wszystkie rozumy świata, że to będzie boskie i odkrywcze. Oczywiście, życie niebawem zweryfikowało moje wyobrażenia. Dopiero w momencie, kiedy ta pierwsza książka ukazała się na rynku, zaczęły otwierać się przede mną nowe drzwi. Ludzie, którzy wcześniej mi nie ufali, nagle chcieli szczerze rozmawiać, a ja mogłem krytycznie spojrzeć na mój debiut i dojrzeć do napisania drugiej książki pt. „700 lat mieszkańców strzeleckiego zamku”. Zapewniam jednak, że to nie koniec pisania o historii naszego miasta.

W planach jest bowiem powieść o losach księżnej Sybilli von Reuss, która w prowadzonym przez całe życie dzienniku opisywała ziemię strzelecką i realia życia w tutejszym zamku.

– Od kilku lat mam w swoich zbiorach część pamiętników księżnej, w których opisuje np. zamkowe sprzęty. Dzięki nim wiadomo, ile było w zamku sreber, ile pucharów, talerzy, ubrań, czy jak wyglądało wyposażenie pokoi – wylicza autor. – Co ciekawe, z tych materiałów wynika, że Rosjanie spalili nasz zamek i pół miasta w odwecie za zabicie rosyjskiego żołnierza. Już wcześniej po Strzelcach krążyły takie plotki, ale nie było na to niezbitych dowodów. A Sybilla opisała te wydarzenia na kartach pamiętnika. Zrobiła to będąc już w Turyngii w swoim rodowym pałacu. Przyjechał do niej wówczas policjant ze Śląska i opowiedział, jak wyglądała sytuacja w Strzelcach, że pół miasta zostało spalone, a niemieccy mieszkańcy byli wyciągani przez Rosjan z domów, opluwani bici i kopani. Jednak w żadnych innych materiałach nie spotkałem się, by to było opisane czarno na białym.

Na nową książkę o Strzelcach trzeba będzie jeszcze poczekać

– Mimo, że pamiętniki Sybilli to niewyczerpane źródło informacji, bo ona prowadziła dziennik od momentu, kiedy nauczyła się pisać i to właściwie jest kronika jej życia i materiał na miarę historii księżnej Daisy, to nie mogę sobie teraz pozwolić na pisanie dla duszy, a tym właśnie jest dla mnie historia Strzelec - przyznaje. - Mój czas pochłaniają teraz bardziej komercyjne projekty, dzięki którym zapłacę choćby ZUS i podatki. Ale i ta opowieść w końcu ujrzy światło dzienne.

Marek Gaworski żartuje, że stracił rachubę, jeśli chodzi o ilość napisanych książek.

– Przestałem już liczyć – stwierdza. – Tylko w tym roku napisałem i wydałem 11 nowych publikacji. Jednak ilość nie ma już dla mnie znaczenia, bo jestem na takim etapie twórczości, że piszę nie dla popularności, ale po to, żeby odkrywać białe plamy, np. w historii Śląska, a potem je popularyzować.

Jak podkreśla, pisanie o historii to wyzwanie, które wymaga nie tylko wiedzy, ale i uczciwości w jej przedstawieniu.

Żyjemy na trudnym terenie, jakim jest Śląsk, gdzie władze PRL odbierały dawnych, niemieckich właścicieli zamków i pałaców za wrogów narodu polskiego – podkreśla. – Tymczasem rzeczywistość była bardziej zniuansowana, co wymaga indywidualnego podejścia do każdego z opisywanych rodów.

Z jakimi reakcjami spotyka się, opowiadając o tej skomplikowanej lokalnej historii podczas spotkań autorskich w regionie?

– Młode pokolenie bardzo mocno oburza się, jak to było możliwe, że po 1945 roku pałace na Śląsku były rozbierane, a materiały wywiezione do Warszawy, gdzie posłużyły do odbudowy stolicy - tłumaczy. - Ale jeżeli mieszkamy na terenie należącym dawniej do Niemiec, a po II wojnie światowej zaczęła tu przybywać ludność z miast i wsi zniszczonych właśnie przez Niemców, to jest logiczne, że dla nich było to miejsce zamieszkania ich oprawców. Nie można się więc dziwić, że te obiekty były rozbierane i wywożone na odbudowę stolicy. Starsze pokolenie lepiej rozumie te zawiłości, to że historia nie była czarno-biała.

Nie jest historykiem z wykształcenia, lecz samoukiem

– Historyczna pasja zaczęła we mnie kiełkować podczas moich prywatnych podróży – opowiada. – Najpierw zwiedzałam, a potem zacząłem się coraz mocniej interesować historią miejsc, które odwiedziłem i tak połknąłem bakcyla. Brak studiów historycznych nie przeszkadza mi jednak być rzetelnym. W swoich książkach opieram się wyłącznie na archiwach z opisywanej epoki, książkach i artykułach, nie powielam niesprawdzonych informacji. Świadczy o tym, choćby to, że przy takiej ilości książek, jaką napisałem, nikt mi jeszcze nie zarzucił, że minąłem się z prawdą. W pracy korzystam głównie z archiwaliów niemieckich i austriackich. W mniejszym stopniu z polskich, z tego względu, że w naszym regionie tych materiałów nie zostało tak wiele, jak w innych terenach Polski. Były palone i niszczone najpierw przez Rosjan, a potem polskich komunistów. W końcu zostawiła je arogancka, niemiecka arystokracja, więc dlaczego nowa władza miałaby je szanować.

Przyznaje, że jest szczęściarzem, ponieważ pasja stała się dla niego sposobem na życie.

– Nawet nie przypuszczałem, że to może się w taki sposób potoczyć, że początkowa pasja, która była wyłącznie podziwianiem Polski, nagle okaże się sposobem zarabiania na życie - przyznaje.

Marek Gaworski pisze nie tylko o Śląsku, lecz o całej Polsce

– I co ciekawe, to właśnie książki o Polsce są najczęściej nagradzane, a nie te o Śląsku, na którym najbardziej mi zależy – zauważa. – Czasem mam wątpliwości, jak przedstawiać historię śląskich zamków i pałaców, żeby ludzie chcieli o niej czytać, bo przecież rzadko sięgamy do książek stricte historycznych. Wymyśliłem więc serię „Śmierć, bale i skandale”, która ma tytuł jakby z pierwszych stron tabloidów, licząc, że to zachęci do czytania. Jednocześnie wiedziałem, że poważni ludzie nie sięgną po te książki, bo tytuł wskazuje, że tam nie znajdą poważnych treści, co jest bardzo mylące.

Autor podkreśla jednak, że nie zależy mu na uznaniu w środowisku akademickim, lecz na tym, by jego książki „trafiły pod strzechy”.

– Dlatego też nie robię przypisów do swoich książek, bo wtedy nikt by po nie sięgnął - stwierdza. - A teraz ludzie chcą to czytać, bo piszę o rzeczach, o których wcześniej nikt nie pisał, a ja odkryłem je w zagranicznych archiwach. Nie jestem historykiem i wiem, że poważne osoby i tak nie będą mnie traktowały poważnie. Seria „Śmierć, bale i skandale” jest dla mnie przełomowa, bo sprawiła, że odnalazłem w sobie lekkie pióro, które pozwoliło mi opisywać te historie tak, jak chciałem. W redagowaniu serii pomagała mi zresztą dziennikarka „Strzelca Opolskiego” Małgorzata Malec.

Liczba sprzedanych książek wskazuje, że Marek Gaworski jest jednym z najchętniej czytanych autorów, piszących o Dolnym Śląsku. Sam tłumaczy, że fenomen zainteresowania jego książkami, bierze się stąd, że Polacy po prostu lubią zwiedzać i czytać o miejscach, które odwiedzili.

Ostatnie lata pokazują, że Polacy wręcz masowo jeżdżą po zamkach i pałacach - podkreśla. - Ludzi w obiektach turystycznych jest mnóstwo i to nakręca sprzedaż książek choćby w sklepikach z pamiątkami. Nie jest jednak aż tak różowo, ponieważ książki również padły ofiarą inflacji. Z podróży częściej przywozimy teraz bibeloty niż książki, które są znacznie droższe.

Gaworski to człowiek-instytucja. Samodzielnie wykonuje dokumentację zdjęciową do swoich książek, sam je pisze, składa i przygotowuje do druku i sam szuka pieniędzy na ich wydanie. Jak znajduje na to wszystko czas?

– Już nie pracuję zawodowo, zajmuję się tylko i wyłącznie pisaniem – odpowiada. – Wstaję wcześnie rano, siadam do pracy i piszę niemal cały dzień. Wciąż dużo podróżuję. Raz, dwa razy w tygodniu robię odjazd po moich miejscówkach na Dolnym Śląsku. Choć w ostatnim okresie więcej siedzę i piszę. I wzrok już nie ten, więc wyjazd o tej porze roku 300 km w jedną stronę zaczyna być coraz bardziej uciążliwy.

Autor nie planuje zwalniać tempa

– Jestem już naprawdę uzależniony od pracy – przyznaje. – Szkoda mi czasu, pięćdziesiątka na karku, a jest jeszcze mnóstwo historii do opisania. Już wiem, że w przyszłym roku ukażą się moje kolejne książki.

Jakby tego było mało, Marek Gaworski jest też współautorem i współprowadzącym audycję w radiowej „Trójce”.

– Moja radiowa przygoda zaczęła się od tego, że „Trójka” chciała przez miesiąc puścić cykl dwudziestu odcinków o zamkach w Polsce i dotarli do mnie - mówi. - Zrobiliśmy wspólnie kilkanaście odcinków z Maciejem Węgrzynem, który również pisze o zamkach. Po miesiącu zadzwoniono z informacją, że program podoba się słuchaczom i zaproponowano mi kolejnych kilkanaście odcinków, a w końcu dostałem propozycję stałej współpracy. Co było o tyle paradoksalne, że nie znoszę wypowiadać się publicznie, a nagle zostałem współprowadzącym radiową audycję. I to codziennie od poniedziałku do czwartku.

– Zdaję sobie sprawę, że to już nie jest ta „Trójka”, na której się wychowaliśmy – dodaje. – Jednak nie mieszam polityki do zamków i pałaców, nie stoję po żadnej stronie politycznej, mam znajomych właścicieli zamków i z PiS, i z PO i nie jest to dla mnie problem żeby z nimi współpracować. Nie mam też problemu żeby mówić o zamkach i pałacach na każdej możliwej antenie. Wiadomo, że „Trójka” bardzo straciła na politycznej grze, ale kiedy ktoś, jak ja, wychowany na „Trójce”, dostaje propozycję współpracy z nią, to nie patrzy, jaka partia jest aktualnie u steru...

Czy jednak polityka nie miesza się się do zamków i pałaców? Wystarczy spojrzeć na stan poniemieckich zabytków na Śląsku.

– Jest to rzecz, która bardzo mocno mnie boli – podkreśla Gaworski. – Dla takiej partii jak PiS jesteśmy po prostu gorszym sortem ze względu na to, że nie jesteśmy dla nich Polakami. I dlatego Warszawa czy Łódź dostawała mnóstwo pieniędzy na ratowanie zabytków, a nasze obiekty są traktowane po macoszemu, co jest bardzo złym podejściem ze względu na to, że na Śląsku jest największe zagęszczenie zamków i pałaców na terenie Europy. Nawet dolina Loara nie ma takiego. I niestety przez złe decyzje odgórne bardzo dużo z naszego dziedzictwa tracimy. Zwłaszcza można ubolewać nad stanem obiektów należących do skarbu państwa.

Ratunkiem dla zrujnowanych zabytków może być sprzedawanie ich w prywatne ręce?

– Na przykład dla urzędu gminy sprzedanie takiego obiektu jest szczęściem, bo wtedy do urzędników nie będą spływały skargi, że obiekt się wali - wyjaśnia. 
- Ale wiadomo też, że wiele osób kupuje zamki czy pałace i mimo górnolotnych zapowiedzi, nic z nimi nie robi. Dzieje się tak dlatego, że ceny materiałów są zaporowe i że niejednokrotnie trzeba przejść batalię z konserwatorem zabytków. Poza tym zwyczajnie często brakuje rąk do pracy. Chcielibyśmy, żeby ktoś kupił i odremontował pałac czy zamek od razu, ale po drodze taka osoba napotyka tyle kruczków prawnych, że czasem nie dziwię się, że po pierwszym okresie entuzjazmu, właściciel postanawia sprzedać obiekt kolejnej osobie. Jestem jednak dobrej myśli, jeśli chodzi o największe perły Opolszczyzny, np. pałac w Kopicach. Uważam, że jest nadzieja, że jeszcze odzyskają blask.

Marek Gaworski został ostatnio wyróżniony główną nagrodą w kategorii „Monografie i inne opracowania krajoznawcze” na Ogólnopolskim Przeglądzie Książki Krajoznawczej i Turystycznej organizowanym przez PTTK. Nagrodę przyznano za publikację „Leksykon zamków w Polsce” wydawnictwa Arkady.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1000 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama