Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 05:30
Reklama
Reklama

Hodowcy koni z Poręby, czyli opowieść o przyjaźni i niezwykłych zwierzętach

Z końmi, zresztą szczególnymi, bo rasy śląskiej związali się na dobre. O nich mogliby opowiadać godzinami, bo jak sami przyznają, miłość do tych pięknych zwierząt mają zakorzenioną w sercu. Mowa o Piotrze Pisarskim i Sebastianie Kwoczale, którzy "ślązaki" hodują w Porębie.
Hodowcy koni z Poręby, czyli opowieść o przyjaźni i niezwykłych zwierzętach
Piotr Pisarski i Sebastian Kwoczała z Poręby o koniach i miłości do nich mogliby opowiadać godzinami. To one dały też początek ich długiej już przyjaźni

Autor: PL

O dwóch takich z Poręby, których połączyła miłość do "ślązaków"

Każdy ma jakąś pasję. Jedni kochają sport, drudzy sztukę, trzeci gotowanie... A niektórzy kochają konie. I to konie śląskie, jedną z najbardziej popularnych i cenionych ras w Polsce. - Jestem ich miłośnikiem od dziecka, właściwie mogę powiedzieć, że się przy nich urodziłem - mówi Piotr Pisarski. - Konie były w mojej rodzinie od zawsze. Hodował je mój dziadek i ojciec, a teraz ja kontynuuję rodzinną tradycję.

Przeciwnie było u Sebastiana Kwoczały. W jego domu nie hodowano koni. Ale zamiłowanie się zrodziło, zresztą dzięki panu Piotrowi. Wszystko zaczęło się od kucyka...

- Kucyk nazywał się Drops - zaczyna opowiadać pan Sebastian. - Pamiętam, gdy u pana Piotra wsiadłem na niego... i za długo nie pojeździłem, bo po chwili spadłem. Jednak nie poddawałem się i próbowałem dalej. To chyba wtedy połknąłem tego bakcyla.

- Dobrze to pamiętam - dodaje z uśmiechem Piotr Pisarski. - To było 25 lat temu. Wtedy małe konie, kucyki były droższe od dużego. Dropsa wypożyczyłem na dwa tygodnie od znajomego. Przychodziły na nim pojeździć dzieci z całej wsi, w tym Sebastian, jeszcze mały. Widząc jego błysk w oku, dryg, podejście do tego konia, to, że najchętniej by go nie zostawiał, powiedziałem do jego taty: słuchaj, jak ten chłopak urośnie, u Kwoczałów będzie koń. I w tym przypadku dużo się nie pomyliłem, bo konie i jeden hodowca więcej w Porębie są.

Pierwszego konia kupili panu Sebastianowi rodzice.

- Długo ich o to męczyłem, aż się doczekałem - opowiada. - Tak zaczęła się hodowla. Ta klacz, skądinąd kupiona od pana Piotra, który jest moim pierwszy nauczycielem, jest ze mną do dziś. To czołowa matka, której córki wiodą teraz prym.

Jak wielu mogłoby się wydawać, hodowla koni wcale nie jest taką prostą sprawą.

- Najpierw trzeba wypracować koncepcję, jak połączyć ze sobą osobniki, żeby uzyskać maksymalnie dobrego konia, choć to też nie jest łatwe, bo czasami geny potrafią namieszać - tłumaczy Sebastian Kwoczała. - Później jest sezon wyźrebień. I to jest wiele tygodni pilnowania, doglądania koni, niejednokrotnie nieprzespane noce. Jak już urodzi się źrebak, trzeba go pilnować, trochę tak jak małego dziecka. Już od pierwszych dni go obserwujemy, patrzymy, jak się rozwija, jak się rusza, szukamy tego prospektu hodowlanego. Tutaj człowiek cały czas zbiera doświadczenie, bo nie ma dwóch tych samych koni.

- Do tego trzeba po prostu mieć zamiłowanie, poświęcenie i rękę, bo bez tego nie idzie prowadzić hodowli - dodaje pan Piotr. - Konie wymagają codziennej obsługi, z nimi trzeba być, pracować, trenować. A w tym wszystkim trzeba pamiętać, że to istoty żywe.

"Ślązaki", które hodują, to rasa z długą tradycją. Historia sięga czasów pruskich.

- Wtedy była już zorganizowana hodowla - opowiada pan Sebastian. - Później działania hodowlane trochę pokrzyżowały losy wojenne, ale zostało dużo dobrych koni, pozakładano stadniny. Na naszym terenie, jeśli chodzi o rasę śląską, bardzo duży udział miała nieistniejąca już państwowa stadnina koni w Strzelcach Opolskich, bo urodziło się tam wiele utytułowanych koni, które stały się ważnym filarem tej rasy.

Konie śląskie, jak podkreślają miłośnicy z Poręby, są wyjątkowe.

- Przede wszystkim z racji swojego spokojnego usposobienia, charakteru - mówi pan Sebastian. - To cięższy koń, o masywniejszej budowie ciała, ale świetnie, elegancko się ruszający i umiejący dogadać się z człowiekiem. To też na pewno koń dla kogoś, kto zaczyna "końską" przygodę. W porównaniu do koni szlachetnych, które głównie nadają się do sportu i są bardziej temperamentne, ten jest spokojny, ma dobrą głowę, psychikę. Oczywiście, zdarzają się też osobniki wymagające większego doświadczenia.

- Warto zaznaczyć, że "ślązak" stworzony jest do zaprzęgu i czuje się w nim jak ryba w wodzie. I tutaj, jako kraj, mamy duże osiągnięcia - dodaje. - Przykładem jest polski zawodnik Bartłomiej Kwiatek, który zdobył w Holandii mistrzostwo świata w powożeniu zaprzęgami konnymi i wicemistrzostwo świata w Portugalii.

Zarówno dla pana Sebastiana, jak i pana Piotra, konie są ważną częścią ich życia. I bez nich go sobie nie wyobrażają.

- Temu nie da się zaprzeczyć - mówi Piotr Pisarski. - Kiedyś, jak pamiętam jeszcze z dzieciństwa, konie pracowały w gospodarstwie, a teraz to prawdziwe hobby, któremu poświęca się każdą wolną chwilę i które jest wpisane głęboko w sercu.

- Człowiek z końmi się po prostu związuje, chociaż niekiedy ciężko jest podzielić czas między hodowlę, życie rodzinne i pracę zawodową - dodaje Sebastian Kwoczała. - Ale nie ma takiej możliwości, że nie będzie konia w stajni. Zawsze śmiejemy się, że ostatnie, co się sprzedaje, to koń, bo on zawsze musi być, choćby kulawy czy na trzech nogach.

Jeden z hodowców, a dokładniej pan Piotr i jego konie mają na koncie nawet karierę aktorską. Razem z nimi wystąpił między innymi w filmie "Janosik. Prawdziwa historia", którego reżyserkami są Kasia Adamik i Agnieszka Holland.

- Dostałem się tam przez kolegę - wspomina pan Piotr. - Produkcja potrzebowała karety, którą powoził się tytułowy Janosik. Kareta była z Polski, ale okazało się, że nie mają takich dużych koni, dlatego użyczyłem moje. Przez kilka dni nagrywaliśmy różne sceny w Zakopanem. Pamiętam, gdy na Łysej Polanie rozpętała się burza. W tych górach roznosiło się takie echo, że nawet trudno to sobie wyobrazić... To było pierwsze takie przeżycie. Przy okazji dowiedziałem się, jak wygląda kręcenie filmu "od kuchni", jak kręci się poszczególne sceny, jak wiele rzeczy można zmanipulować.

Chociaż pana Piotra i pana Sebastiana różni wiek, to pasja do koni, rozpoczęta wspólnie od kucyka Dropsa, połączyła ich na dobre.

- Dużo się od siebie nauczyliśmy, uzupełniamy się, wymieniamy doświadczeniami, pomagamy sobie, nawet, gdy zdarzy się, że konie któregoś z nas uciekną z pastwiska i robią małe "show" po Porębie, gonimy je razem - śmieje się pan Sebastian. - Niekiedy widać, że hodowcy między sobą konkurują, a u nas w ogóle tego nie ma. Razem jeździmy na procesje koni do Piotrowic, Bieńkowic... i obowiązkowo na Górę św. Anny. Niejedną parę "odwieźliśmy" do ślubu, jeździmy po wystawach, czempionatach, konkursach. Tak naprawdę, gdy zaczyna się sezon, który trwa od maja do października, często trudno zastać nas w niedzielę w domu.

Wspólnie włączają się też w organizację imprezy, która niewielką Porębę rozsławiła na całą Polskę, a nawet Czechy. Mowa o odbywającym się tutaj od 25 lat Regionalnym Przeglądzie Koni, podczas którego można podziwiać najpiękniejsze konie rasy śląskiej.

- Przegląd wcześniej odbywał się w Kluczu - opowiada Sebastian Kwoczała. - Do Poręby trafił z inicjatywy pana Piotra i pani Anny Wyschki, kierownik referatu rolnictwa w leśnickim urzędzie, którzy przekonali do tej imprezy śp. burmistrza Hubera Kurzała. Tak zagościła ona u nas na stałe.

- Zaczynało się niewinnie - wspomina Piotr Pisarski. - Na początku do oceny mieliśmy 20, może 25 koni, ale z roku na rok ich przybywało, aż doszło do tego, że musieliśmy ograniczyć przyjęcia, bo w ciągu dnia komisja jest w stanie ocenić maksymalnie 60 koni. Kiedyś było też bardziej "na luzaka", teraz konie są wyselekcjonowane, wypielęgnowane... Ranga imprezy naprawdę urosła. Oczywiście, cały czas mamy ogromne wsparcie z urzędu na czele z burmistrzem Łukaszem Jastrzembskim, a także z Leśnickiego Ośrodka Kultury i Rekreacji na czele z dyrektor Edytą Golą. Bez ich pomocy byłoby naprawdę ciężko. Do tego pomagają sponsorzy i mieszkańcy naszej wioski, na których zawsze można liczyć.

- Dbamy o to, żeby z roku na rok podnosić rangę imprezy i ją rozwijać - dodaje pan Sebastian. - Już przygotowujemy się do tegorocznej. Jak zwykle, będzie ocena ogierów i klaczy, zawody zaprzęgowe, nie zabraknie atrakcji dla publiczności. Przed nami jeszcze dużo pracy, ale udana impreza wynagradza wszystko. Mamy nadzieję, że uda się i tym razem, a konie śląskie nieprzerwanie będą pięknym wizerunkiem Poręby...

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Przegląd koni w Porębie w 2016 roku. Siedmiokonny zaprzęg prowadzą Piotr Pisarski i Józef Polnik. Zawody w malowniczej scenerii, u podnóża Góry św. Anny mają wyjątkowy charakter - fot. Patrycja Szymańska

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1000 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama