Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 06:25
Reklama
Reklama

Jacek Ferdynus ze Strzelec Opolskich, czyli ostatni taki szewc w powiecie

– Jestem fanatykiem mojego zawodu – mówi o sobie Jacek Ferdynus, który od ponad 40 lat prowadzi warsztat szewski w Strzelcach Opolskich. To najdłużej działający szewc w mieście i okolicy.
Jacek Ferdynus ze Strzelec Opolskich, czyli ostatni taki szewc w powiecie
Jacek Ferdynus od ponad 40 lat prowadzi zakład szewski w Strzelcach Opolskich

Autor: Anna Plewa

Jacek Ferdynus ze Strzelec Opolskich - ostatni taki szewc w powiecie

Urodził się w województwie mazowieckim, wychowywał w Lubszy koło Brzegu. – Mój dziadek był szewcem, a ja kontynuuję rodzinną tradycję – opowiada Jacek Ferdynus. – Uczyłem się w Technikum Przemysłu Skórzanego w Otmęcie, tam zdałem maturę i poznawałem tajniki wiedzy z zakresu obuwnictwa. Nawet w wojsku byłem szewcem pułkowym. W wojsku spotkałem też człowieka, który zaproponował mi założenie działalności gospodarczej - produkcji butów. Na szczęście, nic z tego nie wyszło. To wymagało praktyki, której wtedy jeszcze nie miałem. Po ukończeniu szkoły zacząłem pracować z bratem bliźniakiem w Przedsiębiorstwie Wyrobów Skórzanych przy Zakładzie Karnym nr 1 w Strzelcach Opolskich. To był rok 1976, tak związałem się ze Strzelcami.

– Od pewnego szewca z Kluczborka usłyszałem kiedyś, że ze mnie szewc nie będzie, bo mam za delikatne ręce do tego fachu – śmieje się pan Jacek. – Bardzo wjechał mi tym stwierdzeniem na ambicję i zarazem podłamał. Dwa lata przepracowałem w zakładzie u pana Małeckiego w Kluczborku. Tam dopiero zaczęła się prawdziwa nauka zawodu. Czasy nie były łatwe, bo nie było materiałów, ale u Małeckiego jakoś niczego nie brakowało, potrafił nawet załatwić beczkę kleju, co było wówczas nie lada wyczynem.

Pierwszy warsztat szewski w Strzelcach Opolskich, Jacek Ferdynus, otworzył razem z bratem bliźniakiem na ul. Powstańców Śląskich. Był rok 1982.

Wtedy ludzie czekali na naprawę butów trzy miesiące, a teraz ja czekam na klientów – opowiada. – Roboty jednak nie brakuje, ludzie będą buty naprawiali, bo rozumieją, że dzięki temu oszczędzają. Co prawda, rynek zalały teraz buty ze sztucznych materiałów, których często po prostu nie opłaca się naprawiać, bo są tanie. Jednak to pozorna oszczędność, bo „termin przydatności“ takich butów jest krótki – podkreśla.

Jak wygląda codzienność w zakładzie szewskim? – Teraz pracuję po 10 godzin dziennie, ale kiedyś zaczynałem o 5 rano, a kończyłem o 3 nad ranem następnego dnia - wspomina pan Jacek. – Wtedy na buty klienci czekali trzy miesiące, roboty było w bród, miałem czterech pracowników, a i tak nie wychodziło się z warsztatu, materiałów brakowało, ale była siła i kondycja, żeby to wszystko ciągnąć. Przyjąć, wydać, zrobić buty, to ogromny nakład pracy, bez pomocników człowiek sobie nie poradzi. Codziennie, z wyjątkiem niedzieli, wstaję o 4.30 rano. Pracę zaczynam o 5,30. Warsztat czyny jest od godziny 8.00, kończę o 16. Przyjeżdżają do mnie klienci z Wrocławia, Krapkowic, Gogolina, Kędzierzyna, Opola, Katowic, bo w ich miastach nie ma fachowca, który np. zwęziłby cholewki.

Jacek Ferdynus nie tylko buty naprawi, ale i wykona na miarę

– W zrobieniu butów najważniejsze jest przygotowanie kopyta, jeżeli nie masz o tym wiedzy, to butów nie zrobisz – przekonuje. – Robienie butów na miarę to przyszłość tego zawodu, bo co mają zrobić ludzie, którzy mają niewymiarowe stopy? Gdzie taki klient buty kupi? Kiedy ktoś ma jedną stopę większą od drugiej? Dlatego jest przyszłość w zawodzie, człowiek jest w stanie spokojnie się utrzymać, i to mimo tego, że klientów jest trochę mniej. W Warszawie ludzie są gotowi płacić kilka tysięcy za buty na wymiar, ale to nie u nas. U mnie tyle nie kosztują, pamiętajmy, że butów nie kupuje się codziennie.

Ile czasu zajmuje zrobienie pary butów? – Trzy, cztery miesiące – odpowiada. – Miałbym więcej klientów, którym zrobiłbym buty, gdybym miał na na to czas, bo to pracochłonne zajęcie. Żeby konkretnie zająć się modelowaniem, szyciem, musiałbym odstawić naprawy. Sam szyję cholewki, jestem samoukiem, dlatego zajmuje mi to więcej czasu, niż cholewkarzowi. Żeby opanować sztukę cholewkarską, nauczyć się zawodu modelarza, projektanta butów, pojechałem do Krakowa i uczyłem się u inżyniera Tadeusza Ziajki podstaw projektowania i konstrukcji obuwia. Warto uczyć się tego zawodu, bo nie ma fachowców od robienia butów na miarę.

Brak rzemieślników wynika z tego, że polskie państwo rozłożyło rzemiosło na łopatki – dodaje Jacek Ferdynus. – Ten rozkład zaczął się około 24 lata temu. Teraz uczeń nie zdobywa uprawnień do wykonywania w zawodzie szewca. On zdobywa uprawnienia w zawodzie obuwnik, co jest absurdalne. Młodzi wstydzą się przyuczać do zawodu szewca, są przekonani, że jest gorszy od innych. Nie istnieje już szkoła w Otmęcie, zlikwidowano ją w latach dziewięćdziesiątych – kontynuuje. – To była potężna szkoła, która uczyła zawodu, tam było technikum i zawodówka. Tam odbywałem praktykę. Prawdziwa praktyka zaczynała się jednak u rzemieślnika, który miał chęci i cierpliwość, żeby uczyć młodych ludzi. Ja wyszkoliłem ośmiu uczniów, z których połowa pracuje w zawodzie, ale nie w naszym mieście. Utrzymuję z nimi kontakt.

Czy zawód szewca może odejść w zapomnienie? – Może być taka sytuacja, że nie będzie gdzie butów naprawiać – przyznaje strzelecki szewc. – Swego czasu polikwidowano szkoły zawodowe, teraz na szczęście się do nich wraca, ale nie ma naboru na szewców, brak chętnych, brak nauczycieli. Jestem członkiem komisji egzaminacyjnej Katowickiej Izby Rzemieślniczej i w 2022 roku ani razu nie byłem na takim egzaminie, bo nie było żadnego ucznia, który przystąpiłby do egzaminu na szewca, a kiedyś przyjeżdżali tam egzaminować się młodzi ludzie z całej Polski. Ostatnio byłem tam w 2021 roku, wówczas na egzamin przyjechało kilka osób.

Kolekcjonerska pasja pana Jacka

– Mam tu małe muzeum, myślę o gablocie, w której mógłbym zachować to wszystko dla potomnych – opowiada Jacek Ferdynus. – Jestem szewcem i fanatykiem szewstwa, w moich zbiorach zgromadziłem ponad sto maszyn różnych rodzajów, szewskich i krawieckich, łaciarek, rzeczy unikatowych nawet w skali światowej, mam kilka kopyt, np. dziecinnych z warsztatu od słynnego Piusa Gabora.

W zakładzie pana Jacka można zobaczyć sprowadzoną z Niemiec maszynę szewską firmy Pfaff z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, za pomocą której szyje cholewki, czy dwuigłową maszynę Union Special z 1798 roku.

Najcenniejsze w mojej kolekcji są kopyta dziecięce z pracowni legendarnego Piusa Gabora – przekonuje. – Miałem w Strzelcach klientkę, która miała ponad sto par butów. Trzy pary zrobiłem jej na miarę. Ona większość tych butów podarowała mi do kolekcji, są tam buty z Syreny i innych polskich firm. Czekają, żeby je wyeksponować, żeby historia obuwnictwa w Polsce została ocalona od zapomnienia.

Skąd u niego ta pasja kolekcjonerska? – Zaczęła się od wizyty w sklepie z antykami w Opolu – opowiada pan Jacek. – Były tam ambusy, kute narzędzia najwyższej klasy, których jeszcze używają starzy rzemieślnicy. Chciałem nawet założyć muzeum szewstwa, ale to nie jest prosta sprawa. Chciałbym ocalić moją kolekcję, zostawić ją dla potomnych, ale póki co, nikt nie jest zainteresowany tematem.

Co stanie się z kolekcją w przyszłości? – Część rzeczy sprzedam, część podaruję bratu do jego warsztatu. Nie będę już walczył o muzeum, nie wiem co się stanie z tymi wszystkimi rzeczami, to wszystko może bezpowrotnie zginąć – pan Jacek nie ukrywa rozgoryczenia.

Jacek Ferdynus jak ostatni Mohikanin

– Jestem już na emeryturze, ale póki co, nie planuję odejścia, minimum do siedemdziesiątki mam nadzieję prowadzić zakład – podkreśla pan Jacek. – Wciąż chcę naprawiać i robić buty, to moja pasja i sposób na życie. Uważam, że nie ma piękniejszego zawodu, spokój, muzyka, można tworzyć, projektować. Ciężko mi się z tym rozstać. Może byłoby lżej, gdyby znaleźli się chętni, by kontynuować tradycję rzemiosła. Wymyśliłem nawet, że sobota jest dla klienta, który wcześniej się ze mną umówi. Udostępniam narzędzia i wiedzę. Za to nie płaci.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


– Jestem fanatykiem mojego zawodu – mówi o sobie Jacek Ferdynus
FOT. Anna Plewa

Najcenniejsze w kolekcji Jacka Ferdynusa są kopyta dziecięce z pracowni legendarnego Piusa Gabora
FOT. Anna Plewa

Kompas szewski do pomiaru długości stopy
FOT. Anna Plewa

Maszyna szewska firmy Pfaff z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku
FOT. Anna Plewa

Maszyna szewska
FOT. Anna Plewa

Maszyny z kolekcji Jacka Ferdynusa
FOT. Anna Plewa

Jacek Ferdynus marzył o założeniu muzeum szewstwa
FOT. Anna Plewa

W kolekcji Jacka Ferdynusa znajduje się ponad sto eksponatów
FOT. Anna Plewa

Najdłużej działający zakład szewski w Strzelcach Opolskich
FOT. Anna Plewa

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1000 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama