Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 02:30
Reklama
Reklama

Jak ksiądz Zygmunt Piontek z Suchej zbudował kościół w Afryce

Ks. Zygmunt Piontek od 16 lat pracuje na misjach w Togo. 14 stycznia poświęcił nowy kościół. Dzięki internetowi jest na bieżąco z wydarzeniami w rodzinnej Suchej i w Strzelcach Opolskich.
Jak ksiądz Zygmunt Piontek z Suchej zbudował kościół w Afryce
Ks. Zygmunt Piontek z Suchej od 16 lat pracuje na misjach w Togo

Autor: archiwum prywatne

Jak ksiądz Zygmunt Piontek z Suchej zbudował kościół w Afryce

Ks. Zygmunt Piontek od 16 lat pracuje na misjach w Togo. 14 stycznia poświęcił nowy kościół. Dzięki internetowi jest na bieżąco z wydarzeniami w rodzinnej Suchej i w Strzelcach Opolskich. - Jestem proboszczem w afrykańskiej wiosce – mówi o sobie ks. Zygmunt. - Pierwszym proboszczem mojej parafii. Miałem przywilej budować tę świątynię od początku. Nowy kościół nosi rzadkie wezwanie – Świętych Aniołów Stróżów. W sobotę, 14 stycznia uroczyście go konsekrował bp Jacques Danka Longa, biskup diecezji Kara, do której parafia należy. Przyjechali księża z diecezji, przyszła cała parafia plus goście. Liturgia trwała około trzech godzin, ale oprócz oprawy muzycznej i elementów lokalnej kultury (np. procesja z darami z tańcem) nie różniła się od konsekracji kościołów w Polsce.

Kościół się zapełnia

- Moi parafianie są biedni – przyznaje proboszcz. - Można powiedzieć, że oni własnych funduszy nie mają. Bez pomocy z Europy zbudowanie kościoła byłoby niemożliwe. Mogę śmiało powiedzieć, że w 90 procentach nasza nowa świątynia powstała ze składek zebranych w diecezji opolskiej. Budowa trwała około 11 lat. Co dwa lata formalnie jeżdżę do Polski na urlop, choć w praktyce zawartość urlopu w tym urlopie jest niewielka. To jest także czas na poszukiwanie funduszy potrzebnych tutaj.

Ksiądz Piontek ocenia, że kościół jest stosunkowo duży. Ma 700 miejsc siedzących, a razem z tarasem około tysiąca. W Polsce wystarczyłby dla wielu miejskich parafii. W Togo jest w sam raz na wioskę.

- Kiedy przy okazji uroczystości cała parafia się gromadzi, kościół jest zapełniony – cieszy się proboszcz. – Na pewno, jak na nasze warunki, nie jest zbyt duży. Ludzie tutaj naprawdę chętnie i bardzo licznie przychodzą do kościoła. Czuję się tak, jak duszpasterze w Polsce jakieś 40 lat temu. W czasie mojego pobytu tutaj ochrzciłem 110 osób.

Wioska, która cieszy się od soboty nową świątynią, nazywa się Kpenzinde i jest jedną z dziesięciu wsi, które ks. Zygmunt ma pod duszpasterską opieką. Jego parafia strukturą przypomina trochę nasze dekanaty. Liczy w tych 10 wioskach razem 1500 parafian. Tylu jest katolików. Wszystkich mieszkańców – sześć tysięcy. W każdej wiosce jest szkoła podstawowa, a w miejscowości, gdzie jest misja, także gimnazjum i liceum.

Muzułmanie są, konfliktów nie ma

- Bardzo rzadko się zdarza, żeby wszyscy w rodzinie byli katolikami – opowiada ks. Zygmunt. - Wcale nierzadko bywa tak, że dzieci chodzą na katechezę, a rodzice nie zabraniają, a nawet zachęcają, chociaż sami nie są ochrzczeni. W naszych wioskach mieszkają też – nie jest ich zbyt wielu – muzułmanie, ale żadnych niesnasek na tym tle nie ma. Jeden z przyjaciół muzułmanów nie mógł być na konsekracji kościoła, bo mu babcia zmarła. Przyjechał kilka dni później. Pokazywałem mu zdjęcia, tłumaczyłem, on pytał o przebieg uroczystości. U nas tak to działa.

Mimo rozległości parafii (do najdalszej wioski trzeba jechać 20 km) wszyscy chętni są objęci duszpasterską opieką.

- Trzeba pamiętać, że w Europie ludzie się zastanawiają nad synodalnością w Kościele, a my żyjemy nią już od dawna – mówi ks. Piontek. – Każda wioska ma niewielką radę parafialną. Ponieważ nie jestem w stanie być co niedzielę w 10 miejscach z mszą św., pod moją nieobecność ludzie też się gromadzą, a nabożeństwo prowadzi świecki katechista (tylko dwie wsie nie mają jeszcze murowanej kaplicy). On też na miejscu prowadzi katechezę. Staram się odprawiać mszę św. w każdej wiosce dwa razy w miesiącu. A czasem ludzie, którzy nie mają za daleko przychodzą na Eucharystię do sąsiadów. Wierni chętnie się włączają. Nie zdarza się, żebym musiał sam czytać mszalne czytania albo modlitwę wiernych.

Proboszcz wspomina, że kiedy zaczynał pracę w Afryce, nawet w głównej wiosce, gdzie teraz konsekrowano parafialną „katedrę”, była tylko stara kaplica (obecnie w roli domu parafialnego). Nie było plebanii, tutaj nazywanej misją, a co najtrudniejsze, przez pierwsze osiem lat nie było także prądu.

Przytłaczająca większość mieszkańców parafii żyje z rolnictwa. Niektórzy z rzemiosła, bo trafi się jakiś fryzjer czy stolarz. Ale podstawą jest praca na roli i to całkiem inna niż w Europie.

Nasi ludzie są uśmiechnięci

- Nie ma maszyn i nie ma koni ani wołów. Wszystkie prace są wykonywane ręcznie – opowiada ks. Zygmunt. – To jest naprawdę ciężka praca. Jak jestem w Polsce i słyszę, jak bardzo ludzie czasem narzekają, to tylko się uśmiecham. Myślę sobie w duchu: „Nie wiecie, jak ludzie gdzie indziej żyją”, ale oni - także moi parafianie - są często szczęśliwsi i bardziej uśmiechnięci niż wy. Czasem się zdarza, że ktoś mnie pożałuje: „A długo to jeszcze musisz tam być?” I wtedy uświadamiam sobie jeszcze mocniej, że niczego mi nie brakuje. Mam dach nad głową, mam co jeść, elektryczność i wodę. A to, że na co dzień nie ma kiełbasy i może jeszcze paru innych rzeczy, w ogóle już nie jest dla mnie problemem. Niczego mi do szczęścia nie brakuje. Jak jestem w Polsce trzy miesiące, to już się cieszę z powrotu. Także na mój afrykańsko-europejski wikt, zdecydowanie zdrowszy.

Pytam księdza, gdzie jest źródło tego, że jego parafianie choć ubodzy, są szczęśliwi, może bardziej niż w Europie.

- Nie zastanawiałem się nad tym szczególnie – przyznaje. – Ale myślę, że jak człowiek zawsze jest najedzony i nawet nie wie, że może być inaczej, to siedzi przy zastawionym stole albo stoi przed lodówką, z której jedzenie się niemal wysypuje i gotów powiedzieć: „Nie ma nic do jedzenia”. Widziałem taką scenę na własne oczy i byłem w szoku. To już nie chodzi tylko o żywność. Bardziej o generalne poczucie przesytu. A tutaj wielkich atrakcji nie ma, więc może dlatego potrafimy się cieszyć z tego, co mamy. Jak przywiozę z Polski parę frankfurterek, to je chowam do zamrażarki i wyciągam dopiero na Boże Narodzenie. I wtedy się cieszę, a nie płaczę z tego powodu, że na co dzień ich nie ma.

Notka biograficzna na stronie diecezji opolskiej w zakładce poświęconej misjom informuje, że ks. Zygmunt Piontek urodził się w 1972 roku w Strzelcach Opolskich. Wyświęcony na kapłana w Opolu w roku 2000 pracował przez pięć lat jako wikariusz w Krapkowicach Otmęcie, a w latach 2005-2006 w Głuchołazach. W 2006 roku wyjechał do Togo, zaliczając „po drodze” pobyt w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie.

- Pochodzę z Suchej, ale ze Strzelcami też jestem bardzo związany – mówi. – Tam chodziłem do szkoły, tam przez parę lat pracowałem w nieistniejącej już dzisiaj Opolskiej Fabryce Mebli. Sucha jest zresztą położona tak blisko Strzelec, że to jest praktycznie jedno.

Ksiądz wspomina, że w latach, gdy nie miał prądu, kontakt z „małą ojczyzną” i w ogóle ze światem był trudniejszy niż dziś. Nie miał telewizji, „Gość Niedzielny” dochodził z opóźnieniem o dwa tygodnie. Dopiero od kilku lat ma także internet. Wcześniej, żeby skorzystać z sieci, musiał jechać do stolicy Togo (400 kilometrów).

- Pocztę internetową sprawdzałem raz na kilka miesięcy, patrząc przy okazji, co się na świecie dzieje – wspomina. – Ale i tego czasu jakoś bardzo źle nie wspominam. Miałem więcej czasu na czytanie książek. Teraz z pomocą Messengera i Whatsappa jestem na bieżąco. Dowiedziałem się o śmierci pana Izydorczyka i o tym, na kiedy zaplanowano jego pogrzeb. Żaden wypadek w Strzelcach Opolskich nie ujdzie mojej uwadze. Zdarza się nawet tak, że to ja informuję ludzi w Suchej o tym, co się wydarzyło w Strzelcach.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1000 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama