Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 20 września 2026 19:03
ReklamaFilplast

Tomasz Sobania z Toszka dobiegł do Barcelony i spotkał się z Lewandowskim

Wychodzenie z domu na ostatnią chwilę sprawiło, że zacząłem biegać - opowiadał w 2020 roku na łamach "Strzelca Opolskiego" Tomasz Sobania, młody maratończyk z Toszka. Właśnie zakończył swój wielki bieg z Gliwic do Barcelony. Tam spotkał się z Robertem Lewandowskim. Cel wyprawy był charytatywny.
Tomasz Sobania z Toszka dobiegł do Barcelony i spotkał się z Lewandowskim
Tomasz Sobiana z koszulką podpisaną przez Roberta Lewandowskiego

Autor: archiwum prywatne

Pobiegł z Gliwic do Barcelony

W 2021 roku Tomasz Sobania pobiegł do Rzymu. - Pokonałem półtora tysiąca kilometrów. Udało mi się spotkać z papieżem - opowiada. Wyprawę przygotowywał znacznie wcześniej. Była zaplanowana na rok 2020, ale plany pokrzyżował koronawirus, który uniemożliwił trasę przez Słowenię. Do tego nie udało się na czas domknąć budżetu. Na szczęście zaległości zostały nadrobione...

- Przez 36 dni biegłem codziennie po 42 kilometry, a więc dystans, jaki liczy maraton - mówi biegacz. - W tym roku spełniłem kolejne marzenie. Przebiegłem dwa i pół tysiąca kilometrów w 63 dni, pokonując codziennie dystans maratonu. Trasa wiodła z Gliwic, przez Pragę, Monachium, Paryż, do Barcelony.

Wszystko poprzedziły przygotowania, wcale niełatwe.

- Na początku była duża presja, żeby dopiąć wszystko na ostatni guzik - przyznaje Tomasz Sobania. - Mam wrażenie, że zorganizowanie biegu było tak samo trudne, jak przebiegnięcie tych dwóch i pół tysiąca kilometrów. 

Udało się wystartować. Ale nie wszystko szło z górki...

- Już trzeciego dnia, pod Nysą, poczułem, że się przeziębiłem. Biec maraton dziennie jest dużym wyzwaniem, a co dopiero biec z przeziębieniem. Ale się pozbierałem - opowiada maratończyk. - Na trasie były też inne trudne momenty. Był czas, że przez tydzień padał deszcz, musiałem walczyć z pogodą. Z kolei tysiąc pięćset kilometrów przed zakończeniem biegu pojawiły się problemy z kolanem. 

Nie zabrakło też przygód. 

- Jedną zapamiętałem dość dobrze. Już drugiego dnia w Hiszpanii, na parkingu, w biały dzień, zostaliśmy okradzeni. Zniknął mój zegarek sportowy, z którym biegłem całą trasę z Polski, w którym miałem zapisane wszystkie biegi. Poza tym zajechałem pięć par butów i zgubiłem okulary przeciwsłoneczne do biegania. Z drugiej strony jednak mijaliśmy wiele pięknych miejsc, spotkaliśmy niesamowitych ludzi, którzy chętnie pomagali nam po drodze, więc wszystko się równoważy.

Cel: Robert Lewandowski

Tomasz Sobania, rozpoczynając bieg, zapowiedział, że w Barcelonie chce spotkać się z Robertem Lewandowskim, obecnie napastnikiem hiszpańskiej FC Barcelony. Udało się.

- Bieg planowałem rok wcześniej, nie wiedziałem, że Robert będzie tam grał. Gdy dowiedziałem się, że tam przechodzi, zabiegałem o to, żeby się z nim spotkać, zwłaszcza że od dziecka jestem kibicem FC Barcelony - mówi. - Cztery dni przed zakończeniem biegu dostałem telefon, że jest szansa spotkania. Spotkaliśmy się dwa dni po zakończeniu biegu. Sam adres i godzinę spotkania otrzymałem w nocy, poprzedzającej dzień spotkania.

Panowie spotkali się w hotelu pod Barceloną.

- Robert miał dla mnie 20 minut - mówi biegacz. - Rozmawialiśmy o moim biegu, o tym, jak sobie radziłem, była też chwila na pogawędkę o piłce. Ciekawiło mnie, jak to jest wyjść na stadion, na którym jest sto tysięcy kibiców. Na koniec porozmawialiśmy o marzeniach. To było niesamowite spotkanie. Chyba nigdy nie czułem takiego spełnienia i satysfakcji.

Wyprawie, tak jak każdemu biegowi Tomasza Sobani, towarzyszył charytatywny cel. Do Barcelony pobiegł, by wesprzeć zbiórkę na rzecz klubu dla młodzieży z Gliwic.

- Już teraz młodzież może w tym miejscu bezpiecznie spędzić czas przy kubku gorącej czekolady, zagrać w bilarda czy tenisa stołowego, a także porozmawiać z psychologiem czy terapeutą oraz uczestniczyć w różnego rodzaju zajęciach o charakterze profilaktycznym w kontekście alkoholu i narkotyków - opowiada. - Klub jest zlokalizowany w okolicy, która słynie z tego, że używki, z tymi najcięższymi włącznie, są łatwo dostępne. 

Chętni mogli przekazywać dowolne kwoty na zbiórkę pod nazwą "Ja biegnę, Ty pomagasz - zbiórka na rzecz klubu dla młodzieży z Gliwic" na stronie www.zrzutka.pl. Wspólnymi siłami udało się uzbierać prawie 60 tysięcy złotych. Na co dzień inicjatywę wesprzeć można, wspomagając gliwicką fundację "Arka Noego".

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"! 



Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: jestem ze wsi Treść komentarza: Przecież to od ostatnich wyborów księstwo a nie gmina. Monowładza, ignorowanie zapytań radnych, przekonanie o własnej nieomylności. Do tego zgłoszenia w aplikacji, którą rządzący sami wprowadzili w życie są ignorowane, zostają bez odpowiedzi lub z opryskliwą odpowiedzią z stylu "to nie pilna sprawa". Ludzie tam na górze! My obywatele jesteśmy waszymi pracodawcami. Nie zapominajcie o tym! Data dodania komentarza: 16.09.2026, 10:00 Źródło komentarza: Radiowóz niezgody w Strzelcach Opolskich. Wielka kłótnia o pieniądze J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Panie Redaktorze Gasz zanim opublikuje się artykuł, warto najpierw sprawdzić podstawowe fakty. W Staniszczach Wielkich od około 20 lat nie ma szkoły podstawowej. To nie jest drobny szczegół, ale podstawowa informacja dotycząca miejscowości i jej mieszkańców. Dlatego trudno zrozumieć, skąd w artykule pojawia się informacja sugerująca, że szkoła podstawowa nadal tam funkcjonuje. Czy autor artykułu w ogóle sprawdził, jak wygląda rzeczywista sytuacja w Staniszczach Wielkich? Dziennikarstwo powinno opierać się na faktach, a nie na powielaniu niezweryfikowanych informacji. Proszę o wyjaśnienie tej kwestii i sprostowanie błędnej informacji. Data dodania komentarza: 10.09.2026, 13:04 Źródło komentarza: 728 uczniów rozpoczęło edukację w powiecie strzeleckim J Autor komentarza: Jarząbek Wacław Treść komentarza: Coś mi się wydaje, że to , mimo wszystko, nie jemielnicki rolnik jest głównym sprawcą niedoboru wody w stawach. Główny winowajca nadal pozostaje nieznany. Temat powinien być nagłaśniany a kwestia zanikania wody dogłębnie zbadana. Są przecież od tego stosowne instytucje utrzymywane z naszych podatków. Wędkarzowi, mimo wszystko, gratuluję dociekliwości. Data dodania komentarza: 7.09.2026, 16:41 Źródło komentarza: Odkryto przyczynę wysychania stawu w Jemielnicy. Czy woda wróci? G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Naprawdę śmierdzący problem! Jest to jakaś usterka? Nie ma to wpływu na zdrowie mieszkańców? Autor pisze, że zimą jest lepiej... Jest to wieloletni temat? Dlaczego dopiero teraz władze zajmują się tą absurdalną sytuacją? Data dodania komentarza: 28.08.2026, 08:11 Źródło komentarza: Utrata walczy ze śmierdzącym problemem. "Nie da się otworzyć okna" J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Wielkie brawa dla mundurowych z Zawadzkiego za błyskawiczną reanimację i uratowanie życia tego człowieka! Małe sprostowanie dla autorki artykułu – w Kolonowskiem nie ma już dworca, a jedynie przystanek kolejowy i niszczejące pozostałości po dawnej stacji. Warto dbać o precyzję, nawet jeśli w obliczu takiego dramatu najważniejsze jest to, że pomoc dotarła na czas." Data dodania komentarza: 13.08.2026, 14:41 Źródło komentarza: Leżał nieprzytomny przy dworcu. Policjanci z Zawadzkiego uratowali mu życie J Autor komentarza: Alojz Treść komentarza: Ta łódka to jest im potrzebna jak umarłemu kadzidło. Na Małej Panwi tego nawet nie da sie zwodować. No tak ale to kolejna zabawka G.H. Tak samo jak quad. Kupione, żeby duże dziecko miało zabawkę Data dodania komentarza: 29.07.2026, 07:44 Źródło komentarza: Zabawa połączona z nauką bezpieczeństwa - ta impreza wróciła po latach
Reklama