Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 15 marca 2026 15:50
Reklama Żabka

Rudery straszą i sprawiają kłopot gminom. A samorządy robią porządek ze spadkiem

Często stoją w centrum miejscowości, szpecą krajobraz i stwarzają zagrożenie dla mieszkańców. Mowa o opuszczonych budynkach, w których od lat nikt nie mieszka, nikt się również nimi nie interesuje i o nie nie dba. W powiecie strzeleckim można mnożyć takie przypadki.
Rudery straszą i sprawiają kłopot gminom. A samorządy robią porządek ze spadkiem
Opuszczone budynki stanowią zagrożenie dla mieszkańców, szczególnie najmłodszych

Z perspektywy gminy jest to niekorzystna sytuacja, ponieważ do budżetu nie wpływają podatki, a inni mieszkańcy często proszą o zrobienie porządku w danej sprawie. Nadzór budowlany niewiele może zaradzić, ponieważ skoro nie ma właściciela, nie ma do kogo zwrócić się z decyzją o nałożeniu kary lub nakazie zabezpieczenia miejsca. Gmina sama z siebie również nie może zabezpieczyć danego terenu, nawet jeśli ten stwarza zagrożenie. Samorząd może jednak wszcząć procedurę spadkową, aby sprawę takiej nieruchomości uregulować.

- Tam, gdzie nieruchomość nie korzysta ze zwolnień podatkowych z mocy ustawy (chodzi m.in. o nieruchomości gruntowe klasy V i VI, które są zwolnione z podatku) i gmina chce oraz ma możliwość naliczania podatków (jest wierzycielem podatkowym), to jak najbardziej ma interes prawny, żeby wytaczać postępowania spadkowe i to robi. To jest w interesie gminy, gdyż jeżeli ustali spadkobierców, to ma możliwość wyegzekwowania od nich należnych jej podatków, czy też doprowadzenia do poprawienia estetyki danej nieruchomości i estetyki samej miejscowości. Jeżeli sama stanie się spadkobiercą, bo i takie sytuacje są możliwe, może daną nieruchomość sprzedać lub w inny sposób zagospodarować odziedziczony teren - mówi Gabriela Sklorz, radca prawny.

Nie może być tzw. spadku nieobjętego (niczyjego), co oznacza, że po śmierci właściciela nieruchomość musi mieć kolejnego właściciela. Jeżeli wszyscy spadkobiercy zmarli i nie znajdzie się nikt, kto mógłby dziedziczyć, to ostatecznie majątek przechodzi na rzecz gminy lub Skarbu Państwa - w zależności od tego, kiedy nastąpił zgon właściciela.

- Jeżeli zmarły był z danego terenu i na nim zmarł, to jest szansa, że uda się ustalić wszystkich spadkobierców. Gorzej jest, jeśli ktoś się przyprowadził z innego terenu lub wyjechał za granicę. To tak naprawdę szukanie igły w stogu siana. Nie jest to niemożliwe, ale jest to trudne, pracochłonne i kosztowne - mówi Gabriela Sklorz. 

- Gmina, składając różnorakie zapytania do archiwów czy urzędów stanu cywilnego, nie jest zwolniona z opłat. I tak w przypadku, kiedy trzeba wyciągać akty stanu cywilnego czy to aktualny czy sprzed lat, za każdy dokument trzeba płacić. Płacić trzeba również za ew. tłumaczenia takowych najczęściej poniemieckich aktów stanu cywilnego. Jeżeli dodatkowo okaże się, że dany akt jest pisany tzw. niemieckim gotykiem bądź był sporządzony odręcznie, trzeba szukać tłumacza, który będzie w stanie dane w nim zawarte odczytać i przetłumaczyć. A to są dodatkowe koszty. Samorząd nie jest z tego zwolniony i całkiem sporo kosztów z tym związanych może się z tego tytułu nazbierać - dodaje.

W sytuacji, kiedy uda się ustalić spadkobierców, gmina może odzyskać od nich część poniesionych opłat. Natomiast kiedy gmina sama stanie się spadkobiercą, robiła to we własnym interesie, więc poniosła koszty, ale uzyskała ekwiwalent w postaci nieruchomości. Później ma możliwość zagospodarowania odziedziczonego obiektu, wyremontowania go, wynajęcia lub dalszej odprzedaży. Wszystko zależy od stanu technicznego, jeśli budynek jest w opłakanym stanie, wtedy najczęściej występuje się o pozwolenie na rozbiórkę.

Od czego zaczynamy?

Cała procedura spadkowa rozpoczyna się od ustalenia daty śmierci właściciela. W tym celu śle się zapytania do urzędu stanu cywilnego lub rejestru PESEL. Jeżeli w akcie zgonu wpisany jest małżonek, to należy ustalić, czy żyje. Następnie ustala się, czy były dzieci. Sprawdza się ich miejsce zamieszkania. Jeżeli nie ma dzieci, żona lub mąż nie żyją, ustala się, czy żyją rodzice. Jeśli nie żyją, to czy było rodzeństwo i zstępni rodzeństwa, a później dalszych krewnych, aż do wyczerpania linii.

- W sytuacji, kiedy ustalimy, że wszyscy spadkobiercy już zmarli albo nie udało się w ogóle odszukać kogokolwiek z rodziny, to jest duża szansa, że majątek trafi do gminy lub Skarbu Państwa, jednakże i w takim przypadku wnioskodawca - w tym przypadku gmina - musi wykazać, że dołożył należytej staranności w poszukiwaniu. W przypadku jeżeli wykaże się, że nikogo nie odnaleziono, trzeba pomimo wszystko złożyć wniosek o odszukanie spadkobierców poprzez ogłoszenia. Robi się to już w samym wniosku spadkowym. Wówczas sąd kieruje stosowne ogłoszenie do ogólnopolskiej i lokalnej prasy, wywiesza się informacje na tablicy ogłoszeń w sądzie i urzędach. Kiedyś musiało to trwać 6 miesięcy, teraz skrócono czas do 3 miesięcy. Jeżeli w tym czasie nikt ze spadkobierców się nie zgłosi, to sąd wyznacza termin kolejnej rozprawy i wydaje postanowienie, że nieruchomość dziedziczy gmina lub Skarb Państwa. Przy czym za ogłoszenia również trzeba zapłacić - wyjaśnia Gabriela Sklorz.

Ustalanie kręgu krewnych trwa czasami kilka miesięcy. Wszystko zależy od tego, czy akty stanu cywilnego są na terenie danej gminy, czy samorząd musi składać zapytania do innych urzędów lub archiwów - głównie chodzi o stare zgony, te nowsze są w systemie elektronicznym. W niektórych sytuacjach sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana, ponieważ strony (potencjalni spadkobiercy) poodrzucały spadki, gdyż stwierdziły, że zmarły mógł pozostawić długi.

- Najczęściej dzieje się tak w sytuacji, kiedy rodzina nie utrzymywała ze sobą żadnych kontaktów. W takim przypadku również musimy odczekać, aż upłyną terminy na ewentualne odrzucenie spadku i dopiero przystępujemy do przeprowadzenia sprawy spadkowej - dodaje radczyni.

Co zrobić z majątkiem?

W sytuacji, kiedy nie ma się spadkobiercy albo nie chce się, aby spadek trafił w niepowołane ręce (bo np. chcemy kogoś wydziedziczyć), mamy dwie opcje. Albo po prostu robi się testament i wskazuje w nim jako spadkobiercę konkretną wybraną osobę lub fundację. Albo przepisuje się majątek za życia np. w formie umowy darowizny czy też w formie umowy o dożywocie.

- Oczywiście można również przepisać w formie testamentu nieruchomość na gminę, ale jeszcze nigdy nie spotkałam się w swojej pracy zawodowej z takim przypadkiem. Natomiast miałam do czynienia z sytuacją, że ktoś przepisał cały majątek na fundację zajmującą się zwierzętami - mówi Gabriela Sklorz. 

- Ludzie nie myślą o śmierci, boją się również cokolwiek robić w sprawach spadkowych. Nie chcą za życia przepisywać majątków, ponieważ obawiają się, że osoba, której przepisano majątek, odda ich do domu opieki społecznej lub co gorsza wyrzuci ich na bruk. Są również sytuacje, że ktoś nadal będzie mógł mieszkać w przepisanym domu w ramach ewentualnej służebności czy w ramach umowy o dożywocie będzie zdany na samego siebie. W swojej długoletniej pracy zawodowej spotkałam się z kilkoma takimi przypadkami i wtedy osoby bardzo żałowały, że za życia przepisały swój majątek. A czasem nieruchomość może być kartą przetargową w relacjach rodzinnych - podkreśla.

Gabriela Sklorz dodaje, że sprawy spadkowe są stałym problemem samorządów. Sporo ludzi wyjechało lata temu za granicę i przestali się martwić tym, co zostało po ich rodzinach albo po prostu zapomnieli o tym, że w Polsce mają rodzinne domy.

- Tacy spadkobiercy są często starsi i po prostu nie chce im się nic z tym zrobić. Jednak zauważam, że młodsze osoby bardziej starają się o to, by regulować stany prawne, ponieważ widzą w tym pieniądze. Od kilku lat ceny nieruchomości stale idą w górę, więc nawet jeśli ktoś zainwestuje kilka tysięcy złotych w przeprowadzenie sprawy spadkowej (chodzi o sprawy bardziej zagmatwane, skomplikowane), to ostatecznie na tym zyskuje. Może bowiem nabyć nieruchomość wartą chociażby kilkadziesiąt tysięcy i w nią zainwestować lub ją sprzedać. Ma zarówno pieniądze, jak i porządek w dokumentach - dodaje Gabriela Sklorz.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"! 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ReklamaHeimat
Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
ReklamaHospicjum2022
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 14°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1012 hPa
Wiatr: 15 km/h

Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: JanTreść komentarza: Pani Patrycjo Leszczyk-Gołąbek na zdjęciu to akcja w kolonowskim w dzielnicy Fosowskie.Data dodania komentarza: 11.03.2026, 07:30Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Dziesięć lat wyczekiwania chyba się spełnią.Data dodania komentarza: 10.03.2026, 06:41Źródło komentarza: Ulica Arki Bożka wreszcie z chodnikiem. Będzie jasno, równo i bezpiecznie J Autor komentarza: Jarząbek WacławawTreść komentarza: A może należałoby poprosić o stanowisko głównego udziałowca spółki? Zastanawiające jest jego milczenie...Data dodania komentarza: 5.03.2026, 16:40Źródło komentarza: Karuzela kadrowa w SWiK trwa. "To nie idzie w dobrym kierunku" G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: W Zawadzkiem nie ma ulicy Jemielnickiej. Przynajmniej jeszcze o takowej nie szłyszałem. Obok byłego budowlańca oprócz DK 901, czyli ul. Opolskiej mamy jeszcze ulicę Szpitalną (droga osiedlowa) oraz ulicę Lubliniecką. To pewnie o tą ostatnią się tutaj rozchodzi?Data dodania komentarza: 24.02.2026, 15:22Źródło komentarza: Doświetlą przejścia dla pieszych w Zawadzkiem i Szczepanku. Będzie bezpieczniej J Autor komentarza: WacławTreść komentarza: "Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska." Tym stwierdzeniem się przebierańcu ujawniłeś. Kto dał ci prawo relatywizowania krzywd? Nie wstyd ci tzw. ślunzoku? Ponadto cofnij się edukacyjnie do początków szkoły podstawowej z lat słusznie minionych jeżeli chodzi o znajomość historii i nadal gloryfikuj Armię Czerwoną.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 18:21Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim D Autor komentarza: ślunzokTreść komentarza: Co do "Tragedii Górnośląskiej".... Jestem ślązakiem, ale uważam, ze nie ma co tak bardzo płakać nad tamtymi wydarzeniami. Dlaczego ? Bo co robiły oddziały niemieckie w Babim Jarze ? , czy gdziekolwiek na terenach wschodnich ? To Niemcy wrzucali noworodki do płonących stodół, to NIemcy strzelali do ludności cywilnej klęczącej nad dołami. Armia Czerwona mściła się , jak każdy z nas w okresie wojny, gdyby mógł się mścił ! Kobiety płaczą, że były gwałcone , a kiedy stawiały opór były zabijane ? Straszne ! Co mogłyby powiedzieć dzieci wrzucane do ognia na wschodzie ? One nie miały wyboru.... Dla mnie " tragedia górnośląska" to małostka w porównaniu z tym, co NIemcy robili na wschodzie. Nie wiem, czy ich potępiać, czy nie. To była wojna i ich agresja była odpowiedzią na swój ból. Ślązaków i tak potraktowano łagodnie. Mogli ruscy całe wsieod razu palić. Nikt z Niemców nie wiedział co się działo na wschodzie ? Sobibór, Bełżec, Trblinka ? Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 21:52Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim
Reklama