Niezwykły temat i znakomici prelegenci przyciągnęli słuchaczy w wieku od kilkunastu do ponad 90 lat. Sala wypełniła się po brzegi. Taka konferencja - poświęcona ziemiom dawnego powiatu strzeleckiego - odbyła się po raz pierwszy. Tematyka jest niezgłębiona i historycy wciąż zbierają dane na temat ofiar. Przez wiele lat było to systemowo utrudnione i teraz też nie jest łatwe, bo większość świadków już nie żyje. Starosta strzelecki Waldemar Gaida, z którego inicjatywy konferencja została zorganizowana, mówił, że długo była to "historia szeptana". O Tragedii Górnośląskiej po prostu oficjalnie się nie mówiło.
- A ludzie ginęli czasem tylko dlatego, że wyszli powitać żołnierzy - mówił starosta. - W tym roku mija 80 lat od tych wydarzeń i Sejm, a także regionalne sejmiki i Rada Powiatu Strzeleckiego uznały, że warto kultywować pamięć i przywracać pamięć ofiar Tragedii Górnośląskiej. Ta konferencja to podsumowanie wielu działań poświęconych tej tematyce, jakie realizowane były w minionych miesiącach w szkołach i nie tylko. Dobrze jest wiedzieć, skąd jesteśmy, jaka była przeszłość tej ziemi.
Najgorzej w powiecie strzeleckim
Pierwszy z przedstawionych referatów dotyczył wkroczenia Armii Czerwonej na teren powiatu strzeleckiego i pierwszych miesięcy okupacji sowieckiej. Opowiadał o tym dr Bernard Linek z Instytutu Śląskiego z Opola. Jak mówił, w województwie opolskim wydarzenia Tragedii Górnośląskiej najbardziej dotknęły teren dwóch przedwojennych powiatów: części opolskiego oraz wszystkich miejscowości strzeleckiego.
- Tu była esencja tego, co najgorsze z tej prostej przyczyny, że tu właśnie wojska sowieckie wkroczyły najpierw. Rosjanie dobrze wiedzieli, gdzie przebiegała granica i tylko w przypadku jednej miejscowości polskiego Śląska miała miejsce pomyłka: tam też doszło do masakry - mówił dr Linek.

Drugim ważnym czynnikiem był fakt, że Rosjanie po dotarciu do Odry, zatrzymali się tu na sześć tygodni. Dalsze powiaty zajmowane były dopiero w marcu, kwietniu, nawet w maju.
- Na tym terenie zgromadziło się kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy sowieckich, którzy nie bardzo mieli co ze sobą zrobić i robili to, co robili - kontynuował prelegent.
Do tragedii, jaka spotkała ludność cywilną, przyczyniło się też to, że w momencie paniki generalicja niemiecka próbowała zbudować właśnie na linii Strzelec Opolskich linię obrony. Do walki ruszył Volkssturm, stworzony z dzieci i starców, którzy po jednodniowych ćwiczeniach mieli bronić tych ziem i - jak ujął to dr Linek - czołgi ich dosłownie "rozjechały".
Jeśli zaś chodzi o okupację sowiecką, to nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale w pierwszych miesiącach władze polskie mogły wysyłać na te tereny swoją administrację, ale to, co administracja mogła tu robić, zależało całkowicie od władz sowieckich i komendantów wojskowych. Dopiero od sierpnia 1945 Sowieci stopniowo zaczęli faktycznie przekazywać kolejne obszary Polakom i trwało to do grudnia 1945.
"Wyzwoliciele" oficjalnie przystąpili do "oczyszczania tyłów", czyli aresztowań i wywózki czynnych nazistów i przeciwników władzy Armii Czerwonej. Tak to się nazywało, ale pod ten przepis można było swobodnie podciągać wszystkich bez ograniczeń: represje dotykały nawet działaczy niepodległościowych. Były też "żywe reparacje wojenne". To też określenie oficjalne, którym posługiwano się podczas konferencji jałtańskiej i zarówno Amerykanie, jak i Anglicy zgodzili się na takie "reparacje".
- Choć była to oczywista zbrodnia wojenna - podkreślał dr Linek.
Mieszkańców powiatu strzeleckiego nie ratowało też to, że stosunkowo znaczna część ludności znała język polski. Wielu Ślązaków na to liczyło i pomylili się. Według szacunków historyków osób wywiezionych było ok. 50 000 - to liczby dotyczące całego Śląska, bo nie ma takich danych odnoszących się do terenu powiatu strzeleckiego.
Mieszkańcy wywożeni byli w pierwszym rzucie na roboty na Syberię, ci, którzy mieli więcej szczęścia - do demontażu niemieckich i polskich zakładów przemysłowych, które były dostarczane w częściach do Rosji. Z dokumentów powojennego starosty strzeleckiego Zygmunta Nowaka wynika, że "Rosjanie przechwycili około dwóch tysięcy mężczyzn", ale wiadomo, że wywożone były również kobiety. Ta liczba z pewnością jest dużo większa.
Mordowali, kradli, gwałcili
Mordy, rabunki i inne represje trwały od zimy do jesieni. Dotykały wszystkich bez względu na płeć i wiek, a nawet bardziej od mężczyzn ucierpiały kobiety. Sowietom zdarzało się napadać i zabijać nawet policjantów i to już w czasie, gdy rządziła administracja polska.
Osobną prelekcję poświęcono martyrologii księży na obszarze dawnego powiatu strzeleckiego zamordowanych przez żołnierzy Armii Czerwonej. Opowiadał o tym ks. prof. dr hab. Andrzej Hanich.
- Mieszkańcy Śląska Opolskiego doświadczyli ze strony żołnierzy Armii Czerwonej wszelkich możliwych przejawów barbarzyństwa. To była po prostu zemsta na obszarach zajętych przez Niemców - mówił prelegent. - Tylko w obszarze przedwojennej rejencji opolskiej z rąk czerwonoarmistów życie straciło łącznie 45 księży katolickich, jeden pastor ewangelicki, pięciu franciszkanów i ponad 100 sióstr z różnych zgromadzeń zakonnych.
O mordach dokonywanych na ludności cywilnej mówili lokalni historycy: Piotr Smykała, Monika Twardoń i Gerhard Mańczyk. A także o rabunkach i zniszczeniach. Strzelce płonęły przez wiele dni, a dymy było widać i czuć na wiele kilometrów. Centrum oraz ulice Krakowska i Opolska zostały zniszczone w 80 procentach.

W lutym 1945 wyspecjalizowane oddziały zaczęły wywozić infrastrukturę zakładową. Zdemontowano m.in. Zakład Sprzętu Rolniczego Braci Prankel, Zakład Cementowo-Wapienniczy, Zakład Wapienniczy oraz wiele mniejszych prywatnych firm. Nie oszczędzono też szpitala: zabrano cały sprzęt medyczny, lekarstwa, łóżka, nawet krzesła. Chorych zabito: i żołnierzy, i cywili. Zmasakrowane zwłoki w niektórych miejscach rozkładały się tygodniami, bo nie pozwalano ich nawet zabrać.

Prelegenci przedstawili długą listę zabitych. Podajmy kilka przykładów. Ciała około piętnastu osób leżały aż do 24 marca w pobliżu wiaduktu na nasypie (m.in. był to karczmarz z Gąsiorowic Alfons Guss). W lesie za obecną ul. Strzelców Bytomskich pijani żołnierze zabili 20 niewinnych cywili, w tym mistrza gorzelnictwa Josefa Klossaka z Rozmierki. Strzelczan wieszano także na ulicznych latarniach. W Jemielnicy piekarz Theodor Greupner posiadał w domu stary mundur niemiecki z pierwszej wojny. Ktoś o tym powiedział Rosjanom, więc urządzili sobie zabawę: kazali mu ubrać mundur i maszerować, a oni strzelali. W Rożniątowie wymordowano całą rodzinę Gawlik: Hyazintha, jego żonę Paulinę, córki Emmę i Marię, syna Adolfa z żoną oraz ich dzieci 4-letniego Ernsta i rocznego Alfreda. Mężczyzn po prostu zastrzelono, ale kobietom porozpruwano brzuchy. Dzieci zmasakrowano i rzucono na piec, w którym był rozpalony ogień. W Izbicku trzech mężczyzn zostało zakatowanych siekierami, ich dane są nieznane. W Raszowej jednego z mężczyzn - wcześniej mocno poranionego - wrzucono do płonącej stodoły, gdzie skonał w płomieniach...
- Jak zaczniemy to liczyć, to są setki osób, wiele NN - mówił Piotr Smykała. - Tylko w Raszowej - to wtedy nawet nie był powiat strzelecki, ale kozielski - zamordowano ponad 30 osób.
Monika Twardoń, która od opisuje tragiczne losy mieszkańców Raszowej, opowiedziała tylko jeden ze swoich artykułów: o tym, co się działo w przysiółku zwanym Kuszówką, gdzie było ledwo kilkanaście domów.
- Niektórym udało się w nocy uciec do Raszowej, która nie była jeszcze okupowana, ale większości się nie udało, bo trwała obława. Zwłaszcza na kobiety, które były ścigane jak zwierzyna łowna - mówiła. - A każdy, kto się sprzeciwił przemocy, był rozstrzeliwany. Mężczyźni ginęli w obronie swoich żon.
Jedna z kobiet, która przeżyła, opowiadała potem, jak nagotowali specjalnie więcej kartofli, bo wiedzieli, że "Rusy przyjdą", chcieli ich przywitać i nakarmić. Ale oni nie chcieli jeść, tylko gwałcić, rabować i palić.
Prelekcje podsumował Piotr Smykała apelem do starosty Waldemara Gaidy, aby wystarać się o fundusze i doprowadzić do publikacji, gdzie w jednym miejscu można by zebrać aktualną wiedzą na temat Tragedii Górnośląskiej w powiecie strzeleckim.
- Temat jest bardzo szeroki. Jesteśmy w stanie tych ludzi upamiętnić: być może nie opiszemy wszystkich i wszystkiego, ale przynajmniej część - mówił.
Podczas konferencji wielokrotnie powtarzano, że stan wiedzy i ustaleń na temat tego, co działo się w 1945 roku w powiecie strzeleckim jest wciąż niewielki, pomimo dużego zaangażowania lokalnych historyków. Przed nimi jeszcze wiele pracy.
- Skarbem i solą naszej ziemi są pasjonaci i badacze historii, a temat do badań jeszcze na lata jest przed nami - podsumował ks. Andrzej Hanich.
Szczegółowe ustalenie i opisanie tej historii jest niezwykle ważne dla potomków pomordowanych i prześladowanych.
- Moja mama i jej kuzyni chodzili do szkoły w Raszowej w latach 70. i uczyli się tam o wyzwoleńczej Armii Czerwonej, podczas gdy z opowiadań rodzinnych wiedzieli, że właśnie ci żołnierze zabili ich ołmę - mówiła Monika Twardoń. - Ale o Tragedii Górnośląskiej nie można było mówić.
Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!






Komentarze