Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 28 stycznia 2026 22:37
Reklama
Reklama

Pesymizm i stres robią z nas lekomanów. Skąd wiara w magię pigułek?

- Jesteśmy jednymi z największych lekomanów w Europie. Wynika to z jednej strony z kłopotów, które mają nasi rodacy, gdy chcą pójść do lekarza. Skoro wiadomo, że musisz odczekać długiej w kolejce, to sięgasz po lek, na który nie potrzebujesz recepty. Ale jest coś jeszcze istotniejszego. Myśmy się przyzwyczaili do szukania rozwiązań prostych: Jak weźmiesz pigułkę, zaraz ci się poprawi - mówi prof. Tomasz Grzyb, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu.
Pesymizm i stres robią z nas lekomanów. Skąd wiara w magię pigułek?

Krzysztof Ogiolda: Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że choć lubimy się szczycić tym, jak bardzo poprawiliśmy poziom życia w stosunku do rodziców czy dziadków, to wolimy nie widzieć, że styl życia często za tym nie idzie. Jesteśmy przepracowani, powalają nas zawały, wielu z nas nie radzi sobie ze stresem i z depresją, zamykamy się na innych itd.

Prof. Tomasz Grzyb: Jednym z dominujących elementów naszej kultury jest coś, co dwóch wybitnych psychologów - Bogdan Wojciszke i Wiesław Baryła - nazwało polską kulturą narzekania. Ona trochę przebija w pańskim pytaniu. Bo jak popatrzymy na wskaźniki poziomu życia, to one są całkiem dobre. Regularnie - i to od kilkudziesięciu lat - rośnie średnia długość życia (choć covid w 2021 roku nam te statystyki trochę popsuł). Ostatnie lata przyniosły wzrost poziomu pensji i żyło się nam lepiej niż kiedyś. Transfery socjalne z ostatnich lat powiodły się. Te pieniądze nie poszły - jak się obawiano - „na przelew”. Wiele dzieci pierwszy raz w życiu pojechało na wakacje. Ten optymistyczny obraz popsuła inflacja, która nakręciła się wraz z wojną Rosji z Ukrainą. I kolejny aspekt. Jeden z moich studentów podyplomowych mniej więcej miesiąc temu powiedział mi, że w konkretną sobotę, gdy się spotkaliśmy, w Polsce po raz pierwszy więcej niż połowę energii elektrycznej pozyskaliśmy ze źródeł odnawialnych. Sceptyk powie, że to była sobota, więc przemysł pracował na pół gwizdka, w dodatku było słonecznie i wiał silny wiatr. Ale nie ma wątpliwości rzeczy dobrych i optymistycznych też trochę jest.

Tylko bez badań widać, że ten optymizm wszystkich nie dotyczy.

- Bo istotnie z wieloma rzeczami sobie nie radzimy. Coraz więcej osób w Polsce musi na stałe korzystać z pomocy psychologa lub psychiatry. Coraz więcej stale korzysta z farmakologii - leków antydepresyjnych i przeciwlękowych. Ratuje się z ich pomocą.

Gdyby sądzić po telewizyjnych reklamach, jesteśmy najbardziej schorowanym społeczeństwem świata. Nie ma dolegliwości, na które nie oferowano by nam specyfiku.

- Moim ulubionym symptomem, który wymaga leku, zdaniem tych, co te specyfiki oferują, jest suchość gardła. Aby się jej pozbyć, powinieneś kupić specjalny spray. Ja jestem z tej starej szkoły, która mówi, że kiedy odczuwasz suchość w gardle, napij się. Niekoniecznie to musi być alkohol, choć może. Zgadzam się. Jesteśmy jednymi z największych lekomanów w Europie. Wynika to z jednej strony z kłopotów, które mają nasi rodacy, gdy chcą pójść do lekarza. Skoro wiadomo, że musisz odczekać w kolejce, a ta potrafi trwać nawet rok. Jakoś musisz się leczyć. I wtedy sięgasz po lek z grupy OTC, na który nie potrzebujesz recepty. Ale jest coś jeszcze istotniejszego. Myśmy się przyzwyczaili do szukania rozwiązań prostych: Jak weźmiesz pigułkę, zaraz ci się poprawi. Wierzymy w to także wtedy, gdy nam ortopeda albo chirurg mówi, że na nasze schorzenie nie lek jest potrzebny albo go zwyczajnie nie ma. Wystarczy ruch i dieta. To zły lekarz - mówią ludzie - nie przepisał mi leku, który by mi pomógł.

A potem te specyfiki leżą w naszych szufladach, a jak stracą ważność, wcale nie wszyscy zanosimy je do apteki. Przecież łatwiej wrzucić je do kubła lub co gorsza porzucić gdzieś w lesie...

- Muszę powiedzieć, że założyłem się kiedyś z żoną, że znajdę w naszej apteczce lek przedatowany co najmniej o 10 lat. I... wygrałem zakład. Namawiam Państwa, którzy nas czytają, by taki przegląd domowej apteczki zrobić. I leki przedawnione oddać do apteki, by zostały zutylizowane. A przed zakupem kolejnych pigułek dobrze się zastanowić, czy na pewno są nam potrzebne.

Wspomniał pan o dość powszechnej niechęci do ruchu, od niej do zawału mały krok. Choć prawdą jest, że sporo nas biega. Ale ci biegacze, których widujemy na ulicach naszych miejscowości i dzielnic nie powinni nam zasłaniać tych, co siedzą przy telewizji i komputerze godzinami. Nie wszyscy jedzą przy tym orzeszki, zapijając piwem. Ale bardzo wielu z nas kupuje w nadmiarze jedzenie. Jemy za dużo, a i tak tonami żywność wyrzucamy.

- Kupujemy zbyt dużo jedzenia. A potem nierzadko zjadamy na siłę, by się nie zmarnowało. Sam jestem osobą, której wyraźna nadwaga jest z tym związana. Jestem członkiem rodziny z trójką dzieci. Często czegoś nie dojedzą i wiadomo, ojciec będzie to musiał zjeść. Mam zresztą duży szacunek dla jedzenia. Ono na niego zasługuje, niezależnie, czy traktujemy je jako dary Boże, czy też jako coś, co z perspektywy planety zostało wytworzone bardzo dużym kosztem. Dotyczy to zwłaszcza mięsa, którego wytwarzanie jest niesłychanym ciężarem. Musimy zdać sobie sprawę, że sensowne planowanie, ile żywności kupimy, jest ważne, a lodówka niezapełniona po brzegi, nie jest symbolem biedy, lecz rozsądku. Nie musimy kupować, by się pokazać ani gromadzić jedzenia na zapas. Nawet jeśli jesteśmy społeczeństwem na dorobku.

Nie powinniśmy kupować w nadmiarze, a co powinniśmy?

- Nie ma wątpliwości. Powinniśmy się ruszać. Weźmy do ręki kijki, wsiądźmy na rower, zacznijmy chodzić po lesie czy po parku. Bardzo tego potrzebujemy. Psychologowie zdrowia mówią wyraźnie: Za dużo siedzimy. To robi nam źle - na układ ruchu, na otyłość, także, trochę wstydliwy problem, ale ważny, powoduje choroby związane z dolnym odcinkiem naszego układu pokarmowego. Na to nie ma tabletki ani czopka. Trzeba zmienić nawyki.

Nadwaga to nie tylko problem Polaków.

- Po raz pierwszy w historii świata więcej osób na naszej planecie cierpi na choroby wynikające z przejedzenia niż z powodu głodu. Ale jednocześnie dzielenie się jedzeniem z głodującymi to jest problem, z którym nie tylko w Polsce, ale i w skali globalnej ciągle sobie nie radzimy.

Jest jeszcze w naszym codziennym życiu inny niepokojący aspekt: zanieczyszczenie światłem i dźwiękiem. Nasze miasta wieczorami aż rażą światłem. A z głośników w samochodzie czy na działce dudni ta muzyka, którą lubimy. Wolimy się nie zastanawiać, czy nasz sąsiad chciałby może posłuchać jazzu, a nie Zenka Martyniuka. Jesteśmy egoistami?

- Ja bym może tego nie nazywał egoizmem, bo egoizm zakłada intencjonalne działanie z myślą wyłącznie o sobie. Ale brakuje nam wrażliwości na potrzeby innych. Brakuje myślenia: Nie zrobię tego czy owego, bo to mogłoby komuś przeszkadzać. Mam taką refleksję z podróży do Japonii. W tamtym kraju dominuje kultura nienarzucania się sobą innym. Takim narzucaniem się jest choćby głośne słuchanie muzyki. A kiedy podróżowałem do Japonii samolotem, rzucało się w oczy, że Japończycy - w przeciwieństwie do turystów - prawie w komplecie nie odchylali oparć foteli. Żeby temu, kto siedział za nimi, nie sprawić dyskomfortu. Takiego myślenia nam bardzo brakuje: Ja się muszę na ławce życia posunąć, żeby inni też się zmieścili.

Brakuje nam często jako społeczeństwu nie tylko empatii, by się przejmować innymi. Równie dokuczliwe jest, kiedy z góry zakładamy złą wolę bliźnich...

- Mamy skłonność do interpretowania zachowań innych w kategoriach krzywdy, jaką nam wyrządzają albo niecnych pobudek, które nimi kierują.

I najdrobniejszy spór zamieniamy od razu w awanturę?

- Niestety tak. A ja coraz częściej staram się zakładać - i innych też do tego namawiam - że inni działają z dobrych pobudek lub są nieświadomi, że mogli zrobić coś złego. To mi się sprawdza. Jak zaczynam od oskarżeń drugiego, to taka sytuacja nie może się dobrze skończyć. A jak mówię: Być może pan nie zwrócił uwagi, że pańskie zachowanie może komuś przeszkadzać, często spotykam się z dobrą reakcją. Przykład: Staram się sam nie przeklinać i dbam, by moje dzieci nie słyszały dookoła siebie przekleństw.

Tej słownej przemocy wciąż jest wokół nas dużo.

- Wszyscy musimy się tego uczyć, iż używanie słów uważanych za obelżywe w miejscu publicznym jest niewłaściwe. I to zwulgaryzowanie może komuś przeszkadzać. Kiedy ktoś przy mnie przeklina, nie robię awantury, uprzejmie proszę i spokojnie wyjaśniam, że nie chcę, by dzieci takich sformułowań słuchały. Nigdy mi się nie zdarzyło, żeby ktoś zareagował agresywnie. Zwykle słyszę przeprosiny i przyznanie, że to rozmówca się zagalopował. Zakładanie dobrej woli w relacjach z ludźmi ostatecznie zwykle się opłaca.

Czy musimy być aż takimi gadżeciarzami i otaczać się mnóstwem sprzętów, które często najpierw pomagają nam zaśmiecić głowę, a potem jeszcze zaśmiecają środowisko?

- W skali mikro powinniśmy zadać sobie pytanie: Czy naprawdę co dwa lata muszę mieć nowy telefon? I drugie pytanie: Czy masz więcej przyjaciół, do których częściej dzwonisz? Ostatecznie po to jest telefon, byśmy dzwonili i wysyłali wiadomości do innych ludzi. Bo ważniejsze w komunikacji jest, co i do kogo powiemy, czyje zdjęcia przechowujemy w pamięci telefonu niż to, czy mój telefon jest szybszy od sprzętu sąsiada i czy ma większy i doskonalszy wyświetlacz. Ale to tylko część szerszego problemu. Kiedyś mieliśmy rzeczy i kochaliśmy ludzi. A dziś chcielibyśmy często mieć ludzi do różnych spraw, a kochać przedmioty. To jest nasz cywilizacyjny problem. Chętnie rozmawiamy o gadżetach, telewizorach, samochodach, gotowiśmy zapomnieć, że one są środkiem, który ma nas doprowadzić do innych ludzi. To, co oglądam w telewizji, czego się dowiem, jest ważniejsze od tego, ile cali ma sprzęt, na którym oglądam i czy jest 4K czy nie. Jest taka teoria, że ponieważ naszym podstawowym lękiem był i pozostaje lęk przed śmiercią, kupowanie rzeczy i otaczanie się nimi jest jednym ze sposobów, za pomocą których próbujemy z tym lękiem walczyć. Łatwiej kupić kolejny gadżet niż zadać sobie pytanie: Po co my żyjemy?

Partnerem cyklu jest Grupa Górażdże

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Hrabia 28.06.2022 11:04
Chore czasy , bez tego już nie można żyć … a mówili że komuna zła a nie było takiego stresu jak teraz …
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 999 hPa
Wiatr: 15 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama