Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 31 lipca 2026 22:33
Reklama

Pesymizm i stres robią z nas lekomanów. Skąd wiara w magię pigułek?

- Jesteśmy jednymi z największych lekomanów w Europie. Wynika to z jednej strony z kłopotów, które mają nasi rodacy, gdy chcą pójść do lekarza. Skoro wiadomo, że musisz odczekać długiej w kolejce, to sięgasz po lek, na który nie potrzebujesz recepty. Ale jest coś jeszcze istotniejszego. Myśmy się przyzwyczaili do szukania rozwiązań prostych: Jak weźmiesz pigułkę, zaraz ci się poprawi - mówi prof. Tomasz Grzyb, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu.
Pesymizm i stres robią z nas lekomanów. Skąd wiara w magię pigułek?

Krzysztof Ogiolda: Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że choć lubimy się szczycić tym, jak bardzo poprawiliśmy poziom życia w stosunku do rodziców czy dziadków, to wolimy nie widzieć, że styl życia często za tym nie idzie. Jesteśmy przepracowani, powalają nas zawały, wielu z nas nie radzi sobie ze stresem i z depresją, zamykamy się na innych itd.

Prof. Tomasz Grzyb: Jednym z dominujących elementów naszej kultury jest coś, co dwóch wybitnych psychologów - Bogdan Wojciszke i Wiesław Baryła - nazwało polską kulturą narzekania. Ona trochę przebija w pańskim pytaniu. Bo jak popatrzymy na wskaźniki poziomu życia, to one są całkiem dobre. Regularnie - i to od kilkudziesięciu lat - rośnie średnia długość życia (choć covid w 2021 roku nam te statystyki trochę popsuł). Ostatnie lata przyniosły wzrost poziomu pensji i żyło się nam lepiej niż kiedyś. Transfery socjalne z ostatnich lat powiodły się. Te pieniądze nie poszły - jak się obawiano - „na przelew”. Wiele dzieci pierwszy raz w życiu pojechało na wakacje. Ten optymistyczny obraz popsuła inflacja, która nakręciła się wraz z wojną Rosji z Ukrainą. I kolejny aspekt. Jeden z moich studentów podyplomowych mniej więcej miesiąc temu powiedział mi, że w konkretną sobotę, gdy się spotkaliśmy, w Polsce po raz pierwszy więcej niż połowę energii elektrycznej pozyskaliśmy ze źródeł odnawialnych. Sceptyk powie, że to była sobota, więc przemysł pracował na pół gwizdka, w dodatku było słonecznie i wiał silny wiatr. Ale nie ma wątpliwości rzeczy dobrych i optymistycznych też trochę jest.

Tylko bez badań widać, że ten optymizm wszystkich nie dotyczy.

- Bo istotnie z wieloma rzeczami sobie nie radzimy. Coraz więcej osób w Polsce musi na stałe korzystać z pomocy psychologa lub psychiatry. Coraz więcej stale korzysta z farmakologii - leków antydepresyjnych i przeciwlękowych. Ratuje się z ich pomocą.

Gdyby sądzić po telewizyjnych reklamach, jesteśmy najbardziej schorowanym społeczeństwem świata. Nie ma dolegliwości, na które nie oferowano by nam specyfiku.

- Moim ulubionym symptomem, który wymaga leku, zdaniem tych, co te specyfiki oferują, jest suchość gardła. Aby się jej pozbyć, powinieneś kupić specjalny spray. Ja jestem z tej starej szkoły, która mówi, że kiedy odczuwasz suchość w gardle, napij się. Niekoniecznie to musi być alkohol, choć może. Zgadzam się. Jesteśmy jednymi z największych lekomanów w Europie. Wynika to z jednej strony z kłopotów, które mają nasi rodacy, gdy chcą pójść do lekarza. Skoro wiadomo, że musisz odczekać w kolejce, a ta potrafi trwać nawet rok. Jakoś musisz się leczyć. I wtedy sięgasz po lek z grupy OTC, na który nie potrzebujesz recepty. Ale jest coś jeszcze istotniejszego. Myśmy się przyzwyczaili do szukania rozwiązań prostych: Jak weźmiesz pigułkę, zaraz ci się poprawi. Wierzymy w to także wtedy, gdy nam ortopeda albo chirurg mówi, że na nasze schorzenie nie lek jest potrzebny albo go zwyczajnie nie ma. Wystarczy ruch i dieta. To zły lekarz - mówią ludzie - nie przepisał mi leku, który by mi pomógł.

A potem te specyfiki leżą w naszych szufladach, a jak stracą ważność, wcale nie wszyscy zanosimy je do apteki. Przecież łatwiej wrzucić je do kubła lub co gorsza porzucić gdzieś w lesie...

- Muszę powiedzieć, że założyłem się kiedyś z żoną, że znajdę w naszej apteczce lek przedatowany co najmniej o 10 lat. I... wygrałem zakład. Namawiam Państwa, którzy nas czytają, by taki przegląd domowej apteczki zrobić. I leki przedawnione oddać do apteki, by zostały zutylizowane. A przed zakupem kolejnych pigułek dobrze się zastanowić, czy na pewno są nam potrzebne.

Wspomniał pan o dość powszechnej niechęci do ruchu, od niej do zawału mały krok. Choć prawdą jest, że sporo nas biega. Ale ci biegacze, których widujemy na ulicach naszych miejscowości i dzielnic nie powinni nam zasłaniać tych, co siedzą przy telewizji i komputerze godzinami. Nie wszyscy jedzą przy tym orzeszki, zapijając piwem. Ale bardzo wielu z nas kupuje w nadmiarze jedzenie. Jemy za dużo, a i tak tonami żywność wyrzucamy.

- Kupujemy zbyt dużo jedzenia. A potem nierzadko zjadamy na siłę, by się nie zmarnowało. Sam jestem osobą, której wyraźna nadwaga jest z tym związana. Jestem członkiem rodziny z trójką dzieci. Często czegoś nie dojedzą i wiadomo, ojciec będzie to musiał zjeść. Mam zresztą duży szacunek dla jedzenia. Ono na niego zasługuje, niezależnie, czy traktujemy je jako dary Boże, czy też jako coś, co z perspektywy planety zostało wytworzone bardzo dużym kosztem. Dotyczy to zwłaszcza mięsa, którego wytwarzanie jest niesłychanym ciężarem. Musimy zdać sobie sprawę, że sensowne planowanie, ile żywności kupimy, jest ważne, a lodówka niezapełniona po brzegi, nie jest symbolem biedy, lecz rozsądku. Nie musimy kupować, by się pokazać ani gromadzić jedzenia na zapas. Nawet jeśli jesteśmy społeczeństwem na dorobku.

Nie powinniśmy kupować w nadmiarze, a co powinniśmy?

- Nie ma wątpliwości. Powinniśmy się ruszać. Weźmy do ręki kijki, wsiądźmy na rower, zacznijmy chodzić po lesie czy po parku. Bardzo tego potrzebujemy. Psychologowie zdrowia mówią wyraźnie: Za dużo siedzimy. To robi nam źle - na układ ruchu, na otyłość, także, trochę wstydliwy problem, ale ważny, powoduje choroby związane z dolnym odcinkiem naszego układu pokarmowego. Na to nie ma tabletki ani czopka. Trzeba zmienić nawyki.

Nadwaga to nie tylko problem Polaków.

- Po raz pierwszy w historii świata więcej osób na naszej planecie cierpi na choroby wynikające z przejedzenia niż z powodu głodu. Ale jednocześnie dzielenie się jedzeniem z głodującymi to jest problem, z którym nie tylko w Polsce, ale i w skali globalnej ciągle sobie nie radzimy.

Jest jeszcze w naszym codziennym życiu inny niepokojący aspekt: zanieczyszczenie światłem i dźwiękiem. Nasze miasta wieczorami aż rażą światłem. A z głośników w samochodzie czy na działce dudni ta muzyka, którą lubimy. Wolimy się nie zastanawiać, czy nasz sąsiad chciałby może posłuchać jazzu, a nie Zenka Martyniuka. Jesteśmy egoistami?

- Ja bym może tego nie nazywał egoizmem, bo egoizm zakłada intencjonalne działanie z myślą wyłącznie o sobie. Ale brakuje nam wrażliwości na potrzeby innych. Brakuje myślenia: Nie zrobię tego czy owego, bo to mogłoby komuś przeszkadzać. Mam taką refleksję z podróży do Japonii. W tamtym kraju dominuje kultura nienarzucania się sobą innym. Takim narzucaniem się jest choćby głośne słuchanie muzyki. A kiedy podróżowałem do Japonii samolotem, rzucało się w oczy, że Japończycy - w przeciwieństwie do turystów - prawie w komplecie nie odchylali oparć foteli. Żeby temu, kto siedział za nimi, nie sprawić dyskomfortu. Takiego myślenia nam bardzo brakuje: Ja się muszę na ławce życia posunąć, żeby inni też się zmieścili.

Brakuje nam często jako społeczeństwu nie tylko empatii, by się przejmować innymi. Równie dokuczliwe jest, kiedy z góry zakładamy złą wolę bliźnich...

- Mamy skłonność do interpretowania zachowań innych w kategoriach krzywdy, jaką nam wyrządzają albo niecnych pobudek, które nimi kierują.

I najdrobniejszy spór zamieniamy od razu w awanturę?

- Niestety tak. A ja coraz częściej staram się zakładać - i innych też do tego namawiam - że inni działają z dobrych pobudek lub są nieświadomi, że mogli zrobić coś złego. To mi się sprawdza. Jak zaczynam od oskarżeń drugiego, to taka sytuacja nie może się dobrze skończyć. A jak mówię: Być może pan nie zwrócił uwagi, że pańskie zachowanie może komuś przeszkadzać, często spotykam się z dobrą reakcją. Przykład: Staram się sam nie przeklinać i dbam, by moje dzieci nie słyszały dookoła siebie przekleństw.

Tej słownej przemocy wciąż jest wokół nas dużo.

- Wszyscy musimy się tego uczyć, iż używanie słów uważanych za obelżywe w miejscu publicznym jest niewłaściwe. I to zwulgaryzowanie może komuś przeszkadzać. Kiedy ktoś przy mnie przeklina, nie robię awantury, uprzejmie proszę i spokojnie wyjaśniam, że nie chcę, by dzieci takich sformułowań słuchały. Nigdy mi się nie zdarzyło, żeby ktoś zareagował agresywnie. Zwykle słyszę przeprosiny i przyznanie, że to rozmówca się zagalopował. Zakładanie dobrej woli w relacjach z ludźmi ostatecznie zwykle się opłaca.

Czy musimy być aż takimi gadżeciarzami i otaczać się mnóstwem sprzętów, które często najpierw pomagają nam zaśmiecić głowę, a potem jeszcze zaśmiecają środowisko?

- W skali mikro powinniśmy zadać sobie pytanie: Czy naprawdę co dwa lata muszę mieć nowy telefon? I drugie pytanie: Czy masz więcej przyjaciół, do których częściej dzwonisz? Ostatecznie po to jest telefon, byśmy dzwonili i wysyłali wiadomości do innych ludzi. Bo ważniejsze w komunikacji jest, co i do kogo powiemy, czyje zdjęcia przechowujemy w pamięci telefonu niż to, czy mój telefon jest szybszy od sprzętu sąsiada i czy ma większy i doskonalszy wyświetlacz. Ale to tylko część szerszego problemu. Kiedyś mieliśmy rzeczy i kochaliśmy ludzi. A dziś chcielibyśmy często mieć ludzi do różnych spraw, a kochać przedmioty. To jest nasz cywilizacyjny problem. Chętnie rozmawiamy o gadżetach, telewizorach, samochodach, gotowiśmy zapomnieć, że one są środkiem, który ma nas doprowadzić do innych ludzi. To, co oglądam w telewizji, czego się dowiem, jest ważniejsze od tego, ile cali ma sprzęt, na którym oglądam i czy jest 4K czy nie. Jest taka teoria, że ponieważ naszym podstawowym lękiem był i pozostaje lęk przed śmiercią, kupowanie rzeczy i otaczanie się nimi jest jednym ze sposobów, za pomocą których próbujemy z tym lękiem walczyć. Łatwiej kupić kolejny gadżet niż zadać sobie pytanie: Po co my żyjemy?

Partnerem cyklu jest Grupa Górażdże

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Hrabia 28.06.2022 11:04
Chore czasy , bez tego już nie można żyć … a mówili że komuna zła a nie było takiego stresu jak teraz …
Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Alojz Treść komentarza: Ta łódka to jest im potrzebna jak umarłemu kadzidło. Na Małej Panwi tego nawet nie da sie zwodować. No tak ale to kolejna zabawka G.H. Tak samo jak quad. Kupione, żeby duże dziecko miało zabawkę Data dodania komentarza: 29.07.2026, 07:44 Źródło komentarza: Zabawa połączona z nauką bezpieczeństwa - ta impreza wróciła po latach J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Zawadzki policyjny show. Data dodania komentarza: 14.07.2026, 15:07 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Dość niejasny ten artykuł... Wyszła z domu za piętnaście druga po południu, a o drugiej zgłoszono jej zaginięcie i rozpoczęto poszukiwania? Czy czegoś tu nie doczytałem? Data dodania komentarza: 14.07.2026, 13:53 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Dostęp do Małej Panwi wystarczy nam. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 22:39 Źródło komentarza: Moc atrakcji na wakacje w gminie Kolonowskie. Co znalazło się w programie? A Autor komentarza: Goroll Treść komentarza: Najlepiej pisać komentarze podczas pracy .Czy Smok twój przełożony wie ze wykorzystując czas pracy udzielasz się na forach . Piszesz o marnotrawstwie a sam nie jesteś w porzadku . W Kolonowkiem wiemy kim jesteś . Data dodania komentarza: 8.07.2026, 17:39 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu J Autor komentarza: Jowita Treść komentarza: Panie Starosto Gaida a czy ma Pan tyle odwagi żeby przedstawić opinii publicznej jak w strzeleckim szpitalu wygląda rachunek kosztów a zwłaszcza poziom wynagrodzeń lekarzy (np. na wykresie). Kluczowe się również wydaje pytanie czy po doniesieniach medialnych z całej polski o patologiach w służbie zdrowa, w strzeleckim szpitalu była przeprowadzona rewizja finansowa ze strony starostwa jako właściciela szpitala? Jeśli tak to co z niej wyszło? Jeśli nie to dlaczego? Strzelecki szpital ma 42 mln długu, ten rok zamknie deficytem więc Panie Gajda czas stanąć przed mieszkańcami i odpowiedzieć na zadane pytanie. Panie Starosto zawsze może sobie Pan wziąć do pomocy Pana Romana Kolka z Jemielnicy (nie gdyś wicemarszałka województwa - na całe szczęście już nim jest) który zawsze uśmiech od ucha do ucha i jasno twierdził że służba zdrowia potrzebuje tylko forsy forsy i forsy a teraz wiemy na co te pieniądze idą. Może Romanie skomentuje to Pan a nie tylko uściski dłonie. Panie Starosto zero złotych na szpital z kasy powiatu!!! Najpierw się doi strzelecki szpital z pieniędzy, tylko podwyżki i podwyżki a potem personel szpitala obawia się konsolidacji. A co wy w tym szpitalu myślicie że podatnicy mają więcej dać żeby wyście mieli? To jest taka patologia że się w głowie nie mieści. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 12:06 Źródło komentarza: 42 mln zł długu. Trwa spór o przyszłość strzeleckiego szpitala
Reklama