Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 09:42
Reklama
Reklama

Strzelczanie przyjmują uchodźców pod dach. Jak im się razem żyje?

Setki tysięcy naszych wschodnich sąsiadów znajdują schronienie w Polsce. Część z nich trafiła również do powiatu strzeleckiego, m.in. 15 osób do Gościńca Jaguś w Staniszczach Wielkich. Sporo osób przyjęło też uchodźców z Ukrainy do swoich domów. Jak Jerzy i Małgorzata Jaskowie z sołectwa Nowa Wieś, u których zamieszkała młoda matka z małym dzieckiem.
Strzelczanie przyjmują uchodźców pod dach. Jak im się razem żyje?
Małgorzata i Jerzy Jaskowie razem z Aliną i Romanem

Autor: Joanna Gerlich

To był odruch serca - tak o decyzji przyjęcia pod swój dach uchodźców mówią zgodnie małżonkowie Jerzy i Małgorzata Jaskowie z sołectwa Nowa Wieś.

- Widzieliśmy w telewizji, co się dzieje, jak te matki szły z dziećmi, żegnały się z mężami, ojcami. Jak tu spokojnie żyć, jeśli tak blisko nas rozgrywają się takie tragedie. Płakaliśmy, patrząc na te straszne wojenne widoki - mówi pani Małgorzata. - Od razu chcieliśmy im pomóc, nie zastanawialiśmy się, jak się będziemy porozumiewać. Mamy duży dom, dla kilku osób znajdzie się miejsce. W niedzielę przy kościele spotkałam radną Danutę Foryt i powiedziałam jej, że chętnie byśmy kogoś wzięli. W poniedziałek rano mieliśmy telefon z urzędu, czy to nadal aktualne i od razu się zgodziliśmy - dodaje.

Okazało się, że znajomi pani Aliny, Ukrainki, która od kilku dni mieszka u państwa Jasek, pracują w okolicach Strzelec Opolskich. Chcieli ją tutaj sprowadzić, ale nie mieli miejsca, więc pomogła gmina.

- Jestem z Kijowa. Przez pierwsze dwa dni chowaliśmy się z synem w piwnicy, później jednak podjęłam decyzję, że uciekam. Z pomocą przyszli mi znajomi, więc byłam spokojniejsza. Do Lwowa jechałam pociągiem, 27 km przeszłam pieszo. Na granicy stałam cztery godziny, tam czekał już na mnie przyjaciel - opowiada pani Alina.

W Kijowie została jej rodzina m.in. mąż, który jest kucharzem i robi posiłki dla wojska.

- Jesteśmy w stałym kontakcie, tęsknimy za sobą - mówi pani Alina. - Moja bratowa z małą córką też chcą tu przyjechać. Państwo Jasek są chętni, żeby je przyjąć, za co bardzo im dziękuję. Tu jestem o wiele spokojniejsza, lepiej sypiam - uśmiecha się nieśmiało.

Jakby znali się od dawna

Pani Alina nie ogląda telewizji i nie mówi za dużo o tym, co się wydarzyło i nadal dzieje za granicą. Strzelczanie, żeby lepiej się porozumiewać z nowymi lokatorami, odszukali słownik rosyjski z lat osiemdziesiątych.

- Bez znajomości języka byłoby ciężko, ale dajemy radę. Nie mamy żadnych trudności, mimo że nie mówimy po rosyjsku już ponad 50 lat. Trochę też rozmawiamy po polsku, komunikacja nie jest żadnym problemem, dobrze nam idzie - opowiada pan Jerzy.

Obserwując mieszkańców Nowej Wsi i Ukrainy, można odnieść wrażenie, że znają się od dawna, a nie od kilku dni. Bije od nich ciepło, czuć rodzinną atmosferę.

- Bardzo się polubiliśmy, Roman już mówi do mnie dziadziuszku, a Alina ugotowała nam prawdziwy ukraiński barszcz - dodaje z uśmiechem pan Jerzy. - Mamy domek w górach i co roku wyjeżdżamy tam pod koniec marca, wracamy w połowie listopada. Jesteśmy przygotowani na to, że zabierzemy ze sobą Alinę i Romana, i pokażemy im, jak tam jest pięknie.

Państwo Jasek mają już trójkę dorosłych dzieci i wnuki. Niestety, życie się tak potoczyło, że sami przechodzą tragedię.

- Jedna z córek mieszka w Anglii, jest ciężko chora, leżąca. Ostatni raz widzieliśmy się 1,5 miesiąca temu, nie możemy jej sprowadzić do siebie... nie możemy pomóc własnemu dziecku, dlatego pomagamy innym, którzy są w potrzebie - dodają małżonkowie.

30 godzin na granicy

Do Gościńca Jaguś w Staniszczach Wielkich przyjechało kilkanaścioro uchodźców z Ukrainy.

- Zadzwoniła do nas pani dyrektor szkoły i zapytała, czy przygarniemy ich pod swój dach. Mamy sporo miejsca, więc się od razu zgodziliśmy. Każdemu trzeba pomóc, nie wiadomo, co nas jeszcze czeka - mówi Marek Jaguś, właściciel lokalu.

Przed wojną uciekły tutaj matki z dziećmi i choć wszyscy pochodzą z okolic Lwowa, to tu się poznali i teraz tworzą wielką rodzinę. Kiedy 24 lutego na Ukrainie wybuchła wojna, w tamtejszych mediach pojawiło się mnóstwo informacji na temat tego, co się dzieje.

- Włączyłam radio, telewizor, wszyscy mówili o wojnie. Mówiono, że Rosjanie strzelają, że giną ludzie - opowiada z rumieńcami na policzkach pani Luba. Widać, że wspomnienie tego tragicznego dnia na długo pozostanie w jej pamięci. - Bałyśmy się o nasze dzieci, o zdrowie, życie i od razu postanowiłyśmy uciekać - dodaje.

Pani Luba wraz z rodziną spędziła na granicy 30 godzin.

- Nie dostaliśmy nic do picia ani do jedzenia. Wszystko musieliśmy sobie kupić, a z tym był problem... W Staniszczach jesteśmy od niedzieli, 27 lutego - dodaje Ukrainka.

Pani Tanja do Polski uciekła z trójką dzieci w wieku 4, 7 i 15 lat.

- Na miejscu został mój mąż, rodzice i dziadkowie. Dziadek jest już schorowany, babuszka też nie chciała wyjeżdżać, woleli być w domu. Wielu sąsiadów pojechało do Polski, ale właśnie starsi nie chcieli - opowiada kobieta. - W naszym obwodzie na razie jest spokój, ale mówi się, że Białorusini mają ruszyć na obwód wołyński i na Lwów. Nikt jednak nie wie, jak się to potoczy. Kiedy razem z dziećmi w minionym tygodniu przekraczaliśmy granicę, było już spokojniej niż w te pierwsze dni. Wszystko było bardziej zorganizowane. Na początku matki z małymi dziećmi musiały spać w kanałach, dopiero później ustawiono namioty - dodaje.

Panie podkreślają, że zabrały jedynie podstawowe rzeczy, nie miały czasu na spakowanie się. W Staniszczach mają się dobrze - każdego dnia dostają trzy posiłki, a dzieci mogą się beztrosko bawić. Kobiety mają jednak wiele powodów do zmartwień.

- Mamy dach nad głową, możemy się wyspać, a ludzie są dla nas bardzo dobrzy. Nasze ciała są spokojne, ale dusze nie. Każdego dnia kilka razy sprawdzamy, co dzieje się na Ukrainie. Martwimy się o bliskich, którzy tam zostali. Nie wierzymy, że to się naprawdę stało. Że naprawdę mamy wojnę - mówią ze łzami w oczach obie panie.

- Całe życie pracowałam, odkładałam sobie, żeby mieć spokojny byt, a teraz taka tragedia - płacze pani Luba. - Jak długo tu zostaniemy? Najbardziej chciałybyśmy wrócić do siebie, ale to tylko Bóg wie, co będzie dalej - dodaje zapłakana i unosi wzrok do góry...

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

 



Podziel się
Oceń

Komentarze

Kolezanka waszej córki 13.03.2022 21:12
Szkoda tylko że państwo Jasek tak o własnych dzieciach nie pamiętają , że nie mieli odruchu serca do swojej chorej córki , wstyd . WSTYD państwo Jasek
Вова Бутенко 11.03.2022 22:38
Спасибо жителям деревни за помощь!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1001 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama