Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 20 września 2026 22:19
ReklamaFilplast

Trzeba się kochać, szanować, a czasem też odpuścić. Poznajcie historię miłości mieszkańców Szymiszowa

Krystyna i Eugeniusz Oliwiakowie mieszkają w Szymiszowie Osiedlu razem z synem, synową i dwiema wnuczkami. Seniorzy w grudniu świętowali 50. rocznicę ślubu. Poznajcie historię ich miłości.
Trzeba się kochać, szanować, a czasem też odpuścić. Poznajcie historię miłości mieszkańców Szymiszowa
Krystyna i Eugeniusz Oliwiakowie przeglądają album, który dostali w prezencie od rodziny

Małżonkowie pochodzą z województwa lubelskiego. Mieszkali w jednej miejscowości 300 metrów od siebie - rodzina pana Eugeniusza wybudowała tam dom.

- Poznaliśmy się na weselu, ja przyszłam ze swoim kolegą, Eugeniusz ze swoją koleżanką, ale przez dłuższy czas bawiliśmy się sami. Później były kolejne wesela i tak zaczęliśmy się spotykać, ale to też nie tak często. Ja studiowałam, byłam cały tydzień poza domem, wracałam tylko na niedziele. I to był czas dla nas - wspomina pani Krystyna.

- Fajnie wtedy było - uśmiecha się pan Eugeniusz. - Wspólnie chodziliśmy na zabawy, kupiłem motorek, później syrenkę. Nie mieliśmy telefonów komórkowych, ze stacjonarnymi również bywało ciężko, dlatego kiedy już się spotykaliśmy, musieliśmy wykorzystać ten czas na maksa - dodaje.

PIERŚCIONKI Z OPÓŹNIENIEM I DOŻYNKI

Para była ze sobą trzy lata, zanim pan Eugeniusz postanowił się oświadczyć.

- Pamiętam, jak przyszedł do mnie ze swoimi rodzicami i prosił o moją rękę. Ale pierścionka nie dostałam od razu, bo był problem ze złotem - mówi małżonka. - Podobnie było z obrączkami, dostaliśmy je dopiero dwa tygodnie po ślubie. Wcześniej mogliśmy jedynie kupić ją dla mnie, ale nie chciałam, bo pragnęłam, żebyśmy dostali je oboje w tym samym czasie - dodaje.

Ówcześni narzeczeni wzięli ślub 26 grudnia 1971 roku. Dlaczego akurat w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia? Ponieważ sporą część rodziny stanowili nauczyciele i wtedy mieli dzień wolny od nauki. Młodzi do ślubu jechali bryczką.

- U nas w wiosce praktykowano taki zwyczaj. Konie były ładnie ubrane, nasze siedzisko również było odpowiednio przygotowane. Mieliśmy już syrenę, ale nie chcieliśmy jechać samochodem, tylko tak jak inni goście. Za nami było kilka wozów - mówi pani Krystyna.

RZEŹNIK I DOŚWIADCZONA KUCHARKA

Po ślubie w kościele małżonkowie i ich goście pojechali na wesele. Te nie odbyło się jednak tak jak w dzisiejszych czasach na sali w restauracji, tylko w domu. Trzeba było wynieść wszystko z pokoi, pożyczyć krzesła i ławy od sąsiadów...

- Już kilka dni wcześniej piekło się ciasteczka, później ciasta. Przychodził też rzeźnik, który zabijał świniaka i cielaka, robił wędliny, wyroby. Na weselach nie było tylu dań, ile teraz, ale nikt nie był głodny. Przy gotowaniu pomagały sąsiadki, ale jedna z kucharek musiała być bardziej doświadczona, żeby wszystko dobrze wyszło - opowiada pan Eugeniusz.

Małżonkowie wspominają, że przed ślubem każdy mieszkał u siebie. Następnie młody pan przyjeżdżał do młodej panny do domu, rodzice udzielali błogosławieństwa i wszyscy udawali się do kościoła.

- Jeżeli młodzi mieszkali u kobiety, to całe wesele było u mężczyzny. Dopiero na drugi dzień, po wspólnej zabawie, cała ekipa przenosiła się do tego domu, gdzie małżonkowie mieli zamieszkać, czyli w naszym przypadku do mnie. Ponieważ ja byłam najmłodsza z rodzeństwa, to jeszcze przed ślubem rodzina wyprawiła nam tzw. dożynki. Była to wspólna wesoła zabawa, na której m.in. składało się podziękowania rodzicom - wspomina pani Krystyna.

Para ma jedynie dwa wspólne ślubne zdjęcia, bo fotograf źle założył film do aparatu.

NAJPIERW STRZELCE, PÓŹNIEJ SZYMISZÓW

W 1975 roku pan Eugeniusz przyjechał do Strzelec. Wcześniej przyjechał tu już jego kuzyn i brat. Choć oboje małżonkowie mieli pracę, chcieli zmian, dlatego zdecydowali się wyjechać.

- Ciągnęło nas do miasta, a jako że dla pracujących w cementowni były mieszkania, przyjechaliśmy. Najpierw mąż, później ja z dziećmi - wspomina pani Krystyna. - Na Rybaczówce mieliśmy działkę ogrodową, ale okazało się, że wychowani na wsi, chcemy na stałe zamieszkać właśnie we wiosce. Pojawiła się szansa, żeby kupić działkę w Szymiszowie Osiedlu i się zdecydowaliśmy - dodaje.

Do Strzelec przyjechali również rodzice pani Krystyny, którzy zajmowali się wnukami. Dzięki temu para mogła pracować i... budować dom.

- Sami go wybudowaliśmy, pomagali nam też bracia. Murarz był u nas jeden dzień - śmieją się małżonkowie.

- Budowaliśmy popołudniami, podczas urlopów. Łopatą wrzucałam piasek do betoniarki i gotowy beton wylewałam na taczkę. Bloczki też robiliśmy sami. Nawet w niedzielę przejeżdżaliśmy tutaj wypić kawę, zobaczyć postępy pracy i zaplanować kolejny tydzień - mówi pani Krystyna.

- Teraz ludzie mają się dobrze, bo mogą kupić cegły, my mieliśmy wtedy duży problem. Jak zapisaliśmy się w Suchej w cegielni, to dwa lata musieliśmy czekać - dodaje pan Eugeniusz.

50 LAT JAK JEDEN DZIEŃ

Pani Krystyna przez wiele lat uczyła w szkole podstawowej w Suchej, a pan Eugeniusz, kiedy przestał już pracować w cementowni, założył własną działalność. Małżonkowie śmieją się, że dopiero od kiedy przeszli na emeryturę, mają czas dla siebie.

- Na początku zawsze jest miłość, później pojawiają się wspólne marzenia i plany na przyszłość. I kiedy zaczyna się je realizować, to wszystko inne idzie na bok, nie ma czasu na zwady i kłótnie. Trzeba się skupić na rodzinie i określonym celu, którym u nas była budowa domu. A kiedy uda się coś razem zrobić, to jest wspólny sukces, a jak jest sukces, to jest jeszcze lepiej - mówi pani Krystyna.

- Nie ma recepty na wspólne życie, ale trzeba być optymistą, trzeba czasem ustąpić, czasem przekonać do swoich racji - dodaje pan Eugeniusz.

- Mój mąż ma w sobie coś takiego, że bardzo szybko potrafi rozładować napiętą atmosferę. Wystarczy, że coś powie i jest od razu lepiej. I tak od ponad 50 lat jest nam razem dobrze i tak sobie wspólnie żyjemy - uśmiecha się kobieta.

 


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: jestem ze wsi Treść komentarza: Przecież to od ostatnich wyborów księstwo a nie gmina. Monowładza, ignorowanie zapytań radnych, przekonanie o własnej nieomylności. Do tego zgłoszenia w aplikacji, którą rządzący sami wprowadzili w życie są ignorowane, zostają bez odpowiedzi lub z opryskliwą odpowiedzią z stylu "to nie pilna sprawa". Ludzie tam na górze! My obywatele jesteśmy waszymi pracodawcami. Nie zapominajcie o tym! Data dodania komentarza: 16.09.2026, 10:00 Źródło komentarza: Radiowóz niezgody w Strzelcach Opolskich. Wielka kłótnia o pieniądze J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Panie Redaktorze Gasz zanim opublikuje się artykuł, warto najpierw sprawdzić podstawowe fakty. W Staniszczach Wielkich od około 20 lat nie ma szkoły podstawowej. To nie jest drobny szczegół, ale podstawowa informacja dotycząca miejscowości i jej mieszkańców. Dlatego trudno zrozumieć, skąd w artykule pojawia się informacja sugerująca, że szkoła podstawowa nadal tam funkcjonuje. Czy autor artykułu w ogóle sprawdził, jak wygląda rzeczywista sytuacja w Staniszczach Wielkich? Dziennikarstwo powinno opierać się na faktach, a nie na powielaniu niezweryfikowanych informacji. Proszę o wyjaśnienie tej kwestii i sprostowanie błędnej informacji. Data dodania komentarza: 10.09.2026, 13:04 Źródło komentarza: 728 uczniów rozpoczęło edukację w powiecie strzeleckim J Autor komentarza: Jarząbek Wacław Treść komentarza: Coś mi się wydaje, że to , mimo wszystko, nie jemielnicki rolnik jest głównym sprawcą niedoboru wody w stawach. Główny winowajca nadal pozostaje nieznany. Temat powinien być nagłaśniany a kwestia zanikania wody dogłębnie zbadana. Są przecież od tego stosowne instytucje utrzymywane z naszych podatków. Wędkarzowi, mimo wszystko, gratuluję dociekliwości. Data dodania komentarza: 7.09.2026, 16:41 Źródło komentarza: Odkryto przyczynę wysychania stawu w Jemielnicy. Czy woda wróci? G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Naprawdę śmierdzący problem! Jest to jakaś usterka? Nie ma to wpływu na zdrowie mieszkańców? Autor pisze, że zimą jest lepiej... Jest to wieloletni temat? Dlaczego dopiero teraz władze zajmują się tą absurdalną sytuacją? Data dodania komentarza: 28.08.2026, 08:11 Źródło komentarza: Utrata walczy ze śmierdzącym problemem. "Nie da się otworzyć okna" J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Wielkie brawa dla mundurowych z Zawadzkiego za błyskawiczną reanimację i uratowanie życia tego człowieka! Małe sprostowanie dla autorki artykułu – w Kolonowskiem nie ma już dworca, a jedynie przystanek kolejowy i niszczejące pozostałości po dawnej stacji. Warto dbać o precyzję, nawet jeśli w obliczu takiego dramatu najważniejsze jest to, że pomoc dotarła na czas." Data dodania komentarza: 13.08.2026, 14:41 Źródło komentarza: Leżał nieprzytomny przy dworcu. Policjanci z Zawadzkiego uratowali mu życie J Autor komentarza: Alojz Treść komentarza: Ta łódka to jest im potrzebna jak umarłemu kadzidło. Na Małej Panwi tego nawet nie da sie zwodować. No tak ale to kolejna zabawka G.H. Tak samo jak quad. Kupione, żeby duże dziecko miało zabawkę Data dodania komentarza: 29.07.2026, 07:44 Źródło komentarza: Zabawa połączona z nauką bezpieczeństwa - ta impreza wróciła po latach
Reklama