Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 09:44
Reklama
Reklama

Trzeba się kochać, szanować, a czasem też odpuścić. Poznajcie historię miłości mieszkańców Szymiszowa

Krystyna i Eugeniusz Oliwiakowie mieszkają w Szymiszowie Osiedlu razem z synem, synową i dwiema wnuczkami. Seniorzy w grudniu świętowali 50. rocznicę ślubu. Poznajcie historię ich miłości.
Trzeba się kochać, szanować, a czasem też odpuścić. Poznajcie historię miłości mieszkańców Szymiszowa
Krystyna i Eugeniusz Oliwiakowie przeglądają album, który dostali w prezencie od rodziny

Małżonkowie pochodzą z województwa lubelskiego. Mieszkali w jednej miejscowości 300 metrów od siebie - rodzina pana Eugeniusza wybudowała tam dom.

- Poznaliśmy się na weselu, ja przyszłam ze swoim kolegą, Eugeniusz ze swoją koleżanką, ale przez dłuższy czas bawiliśmy się sami. Później były kolejne wesela i tak zaczęliśmy się spotykać, ale to też nie tak często. Ja studiowałam, byłam cały tydzień poza domem, wracałam tylko na niedziele. I to był czas dla nas - wspomina pani Krystyna.

- Fajnie wtedy było - uśmiecha się pan Eugeniusz. - Wspólnie chodziliśmy na zabawy, kupiłem motorek, później syrenkę. Nie mieliśmy telefonów komórkowych, ze stacjonarnymi również bywało ciężko, dlatego kiedy już się spotykaliśmy, musieliśmy wykorzystać ten czas na maksa - dodaje.

PIERŚCIONKI Z OPÓŹNIENIEM I DOŻYNKI

Para była ze sobą trzy lata, zanim pan Eugeniusz postanowił się oświadczyć.

- Pamiętam, jak przyszedł do mnie ze swoimi rodzicami i prosił o moją rękę. Ale pierścionka nie dostałam od razu, bo był problem ze złotem - mówi małżonka. - Podobnie było z obrączkami, dostaliśmy je dopiero dwa tygodnie po ślubie. Wcześniej mogliśmy jedynie kupić ją dla mnie, ale nie chciałam, bo pragnęłam, żebyśmy dostali je oboje w tym samym czasie - dodaje.

Ówcześni narzeczeni wzięli ślub 26 grudnia 1971 roku. Dlaczego akurat w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia? Ponieważ sporą część rodziny stanowili nauczyciele i wtedy mieli dzień wolny od nauki. Młodzi do ślubu jechali bryczką.

- U nas w wiosce praktykowano taki zwyczaj. Konie były ładnie ubrane, nasze siedzisko również było odpowiednio przygotowane. Mieliśmy już syrenę, ale nie chcieliśmy jechać samochodem, tylko tak jak inni goście. Za nami było kilka wozów - mówi pani Krystyna.

RZEŹNIK I DOŚWIADCZONA KUCHARKA

Po ślubie w kościele małżonkowie i ich goście pojechali na wesele. Te nie odbyło się jednak tak jak w dzisiejszych czasach na sali w restauracji, tylko w domu. Trzeba było wynieść wszystko z pokoi, pożyczyć krzesła i ławy od sąsiadów...

- Już kilka dni wcześniej piekło się ciasteczka, później ciasta. Przychodził też rzeźnik, który zabijał świniaka i cielaka, robił wędliny, wyroby. Na weselach nie było tylu dań, ile teraz, ale nikt nie był głodny. Przy gotowaniu pomagały sąsiadki, ale jedna z kucharek musiała być bardziej doświadczona, żeby wszystko dobrze wyszło - opowiada pan Eugeniusz.

Małżonkowie wspominają, że przed ślubem każdy mieszkał u siebie. Następnie młody pan przyjeżdżał do młodej panny do domu, rodzice udzielali błogosławieństwa i wszyscy udawali się do kościoła.

- Jeżeli młodzi mieszkali u kobiety, to całe wesele było u mężczyzny. Dopiero na drugi dzień, po wspólnej zabawie, cała ekipa przenosiła się do tego domu, gdzie małżonkowie mieli zamieszkać, czyli w naszym przypadku do mnie. Ponieważ ja byłam najmłodsza z rodzeństwa, to jeszcze przed ślubem rodzina wyprawiła nam tzw. dożynki. Była to wspólna wesoła zabawa, na której m.in. składało się podziękowania rodzicom - wspomina pani Krystyna.

Para ma jedynie dwa wspólne ślubne zdjęcia, bo fotograf źle założył film do aparatu.

NAJPIERW STRZELCE, PÓŹNIEJ SZYMISZÓW

W 1975 roku pan Eugeniusz przyjechał do Strzelec. Wcześniej przyjechał tu już jego kuzyn i brat. Choć oboje małżonkowie mieli pracę, chcieli zmian, dlatego zdecydowali się wyjechać.

- Ciągnęło nas do miasta, a jako że dla pracujących w cementowni były mieszkania, przyjechaliśmy. Najpierw mąż, później ja z dziećmi - wspomina pani Krystyna. - Na Rybaczówce mieliśmy działkę ogrodową, ale okazało się, że wychowani na wsi, chcemy na stałe zamieszkać właśnie we wiosce. Pojawiła się szansa, żeby kupić działkę w Szymiszowie Osiedlu i się zdecydowaliśmy - dodaje.

Do Strzelec przyjechali również rodzice pani Krystyny, którzy zajmowali się wnukami. Dzięki temu para mogła pracować i... budować dom.

- Sami go wybudowaliśmy, pomagali nam też bracia. Murarz był u nas jeden dzień - śmieją się małżonkowie.

- Budowaliśmy popołudniami, podczas urlopów. Łopatą wrzucałam piasek do betoniarki i gotowy beton wylewałam na taczkę. Bloczki też robiliśmy sami. Nawet w niedzielę przejeżdżaliśmy tutaj wypić kawę, zobaczyć postępy pracy i zaplanować kolejny tydzień - mówi pani Krystyna.

- Teraz ludzie mają się dobrze, bo mogą kupić cegły, my mieliśmy wtedy duży problem. Jak zapisaliśmy się w Suchej w cegielni, to dwa lata musieliśmy czekać - dodaje pan Eugeniusz.

50 LAT JAK JEDEN DZIEŃ

Pani Krystyna przez wiele lat uczyła w szkole podstawowej w Suchej, a pan Eugeniusz, kiedy przestał już pracować w cementowni, założył własną działalność. Małżonkowie śmieją się, że dopiero od kiedy przeszli na emeryturę, mają czas dla siebie.

- Na początku zawsze jest miłość, później pojawiają się wspólne marzenia i plany na przyszłość. I kiedy zaczyna się je realizować, to wszystko inne idzie na bok, nie ma czasu na zwady i kłótnie. Trzeba się skupić na rodzinie i określonym celu, którym u nas była budowa domu. A kiedy uda się coś razem zrobić, to jest wspólny sukces, a jak jest sukces, to jest jeszcze lepiej - mówi pani Krystyna.

- Nie ma recepty na wspólne życie, ale trzeba być optymistą, trzeba czasem ustąpić, czasem przekonać do swoich racji - dodaje pan Eugeniusz.

- Mój mąż ma w sobie coś takiego, że bardzo szybko potrafi rozładować napiętą atmosferę. Wystarczy, że coś powie i jest od razu lepiej. I tak od ponad 50 lat jest nam razem dobrze i tak sobie wspólnie żyjemy - uśmiecha się kobieta.

 


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1001 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama