Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 09:44
Reklama
Reklama

Życie zakonne jest w odwrocie. Szczególnie w żeńskich zgromadzeniach

- Zarówno w diecezji opolskiej, jak i w całej Polsce, niektóre zgromadzenia od lat nie mają powołań, często ani jednej nowicjuszki czy nowicjusza – mówi o. Błażej Kurowski, franciszkanin w klasztorze w Zawadzkiem, od 2017 roku wikariusz biskupi ds. życia konsekrowanego, w latach 2006 – 2016 gwardian klasztoru na Górze św. Anny.
Życie zakonne jest w odwrocie. Szczególnie w żeńskich zgromadzeniach
Życie zakonne jest w odwrocie. Szczególnie w żeńskich zgromadzeniach

Autor: pixabay.com

Krzysztof Ogiolda: 2 lutego w Kościele obchodzono Dzień Życia Konsekrowanego. Wspólne dla diecezji opolskiej i gliwickiej obchody z powodu pandemii trzeba było odwołać…

O. Błażej Kurowski: Wspólne coroczne obchody i spotkanie są czymś naturalnym i miłym. Obie diecezje mają za sobą wiele lat wspólnej historii, a zarówno siostry zakonne, jak i my, bracia między tymi diecezjami dość często się przemieszczamy. Niestety, już po raz drugi obchody – choć zapięte na ostatni guzik – trzeba było odwołać. Okazało się, że wiele sióstr (zwłaszcza z diecezji gliwickiej) choruje i to zadecydowało.

Kiedy obserwuje się, jak mało młodych ludzi zgłasza się dziś do klasztorów należy się obawiać, że nie tylko uroczystości, ale i samemu życiu konsekrowanemu grozi na Śląsku Opolskim odwołanie?

- Tak zaraz to nam nie grozi, ale w dłuższej perspektywie tak. Nie ukrywajmy, życie zakonne jest w odwrocie. Zarówno w diecezji opolskiej, jak i w całej Polsce, niektóre zgromadzenia od lat nie mają powołań, często ani jednej nowicjuszki czy nowicjusza. Zresztą w wielu zakonach żeńskich jest pod tym względem gorzej niż w męskich. Fakty są nieubłagane. Jeszcze niedawno mieliśmy cztery domy elżbietanek z prowincji katowickiej. Od ubiegłego roku nie ma żadnego. Ostatni dom zlikwidowano w Dobrodzieniu. Służebniczki po 90 latach zlikwidowały dom w Borkach Wielkich i Dom Pomocy Społecznej.

Jak wygląda w diecezji opolskiej statystyka życia konsekrowanego?

- Jeszcze nie najgorzej. Mamy 71 domów, w których żyją i pracują siostry zakonne. Jest ich łącznie 588. W Pietrowicach Wielkich zgromadzenie sióstr zawierzanek prowadzi dom rekolekcyjny. Docelowo ma ich być 32. To jest w diecezji nowe zgromadzenie. Na terenie diecezji opolskiej funkcjonuje także 12 dziewic konsekrowanych (uroczyście zaślubiają swoje życie Panu Bogu, równocześnie pracując w świecie – w szkołach, urzędach itp., są to osoby niezwykle pobożne i uduchowione, które zdecydowały się na życie konsekrowane, ale nie wspólnotowe), jedna wdowa konsekrowana i jedna pustelnica. Działa także 20 domów zakonów męskich, które często prowadzą także parafie. Nowymi wspólnotami w diecezji opolskiej są palotyni w Kietrzu i oblaci w Opolu budujący kościół św. Jana Pawła II. Łącznie kapłanów zakonnych jest na terenie diecezji 141, a ponadto 35 braci. Bogu dzięki, w wielu zakonach ciągle coś dobrego się dzieje, ale musimy dostrzec, że nadszedł czas nowego pokolenia.

Co to znaczy?

- Wiele zgromadzeń, które znamy, już swój charyzmat wypełniło. Powoływano je do konkretnych zadań, np. do opieki nad chorymi, gdy nie było służby zdrowia, jaką dziś znamy. Siostry prowadziły ochronki, dziś przedszkola są samorządowe. W czasach biskupa Nathana w szpitalu w Branicach pracowało ponad 300 sióstr zakonnych, dzisiaj bodaj jedna.

Ale nawet w dużych zgromadzeniach misyjnych, jak werbiści, łatwiej w Polsce o nowicjuszy z zagranicy niż o młodych Polaków…

- Wygląda na to, że powołania, jak zasoby naturalne ziemi, w jednym rejonie świata się wyczerpują, a pojawiają się w innych. Wschodnioafrykańska prowincja franciszkanów ma 88 kleryków. Moja prowincja św. Jadwigi we Wrocławiu – 14. A tamci franciszkanie mają jeszcze kolejnych 60 kleryków na Madagaskarze. Werbistki mają bardzo dużo powołań w Afryce i w Indiach. W tych samych Indiach jest 9 prowincji karmelitańskich i około 4 tysięcy karmelitów.

Ale w Polsce trwa bez wątpienia potężny spadek powołań. Biskup opolski nagrał filmik z przesłaniem na Dzień Życia Konsekrowanego. Mówił w nim, że prowadzić życie konsekrowane, to znaczy oddać siebie Bogu. Do tego trzeba silnej wiary. A my mamy dziś kryzys wiary…

- Niewątpliwie. Życie zakonne nie jest sposobem na życie dla siebie, ale dla Boga i dla drugich. Pamiętam takiego ojca – już dawno umarł – który mówił: przyszedłem do zakonu, żeby dla Pana Boga zedrzeć zelówki butów. Był rekolekcjonistą. Jeździł głosząc misje i rekolekcje i naprawdę te zelówki zdarł.

Transmisja wiary między rodzicami i dziećmi w wielu domach ustała. Często jedynym jej świadkiem pozostał katecheta.

- To jest prawda i to jest problem, ale myślę, że nie mniejszą trudnością jest to, że w bardzo wielu rodzinach nie wychowuje się dzieci do wspólnoty. A życie zakonne, życie konsekrowane (ze złożonymi w formie uroczystej ślubami czystości, posłuszeństwa i ubóstwa)jest najczęściej życiem we wspólnocie. I tej wspólnocie trzeba się poddać, czasem całkowicie. Trzeba nią żyć. Nie może w zakonie każdy być skończonym indywidualistą. Jak obiad jest wyznaczony o 12.00, to go wtedy jemy. To należy do posłuszeństwa, do moich ćwiczeń. Nie tylko to, że idę o zadanej godzinie do kaplicy. Młode pokolenie, które często nie jest wychowywane do porządku, ma z tym problem. Jeśli ktoś nauczył się kontaktować ze światem przez media społecznościowe i ma stale palce w ruchu na klawiaturze telefonu lub komputera, będzie mu trudno z braćmi czy z siostrami rozmawiać. Brak rozmowy życie wspólnotowe niszczy.

Do posłuszeństwa wielu potencjalnych kandydatów do zakonu też się nie wdraża. Często już przedszkolaki nie słuchają poleceń mamy i taty, a rodzice łatwo kapitulują i rezygnują z wymagań.

- Młody człowiek, kiedy nawet przychodzi do klasztoru, to on często pewnych rzeczy zwyczajnie nie przyswaja. Problem nie zaczął się dzisiaj. Kiedy byłem prowincjałem, magister postulatu odpowiedzialny za przygotowanie młodych zakonników mówi mi kiedyś, że dwóch chłopaków poszło w nocy do sklepu na zakupy. Tłumaczyli mi, że nie zrobili nic złego, a nawyk nocnych zakupów wynieśli z domu. Trzeba ich było nauczyć, że taki nocny wypad po coś dla siebie słabo daje się pogodzić ze wspólnotą. Z posłuszeństwem zakonnej regule. Nasza franciszkańska reguła ma ponad 800 lat. Ona się nie zmienia. To nie jest prawo uchwalone przez parlament, które w jednej kadencji można wprowadzić, a w następnej zmienić albo w ogóle znieść. Żeby regułę w jej trwałości uszanować, trzeba naprawdę mieć silną wiarę.

Nie jest łatwo złożyć ślub posłuszeństwa, jak od dziecka nie trzeba było być posłusznym. A i o ślub czystości bardzo trudno w świecie, w którym erotyka jest wszechobecna, od reklam począwszy.

- Uważam, że z zachowaniem czystości łatwiej sobie poradzić niż z posłuszeństwem i ubóstwem. Przecież dzisiaj wszyscy chcą coś mieć. I mogą mieć, wystarczy zamówić przez Internet. A ja jako zakonnik zdecydowałem się dla siebie nie mieć nic. I naprawdę niczego nie mam. W czasie naszej rozmowy mam na kolanach laptop, bo w nim są dane statystyczne, które podawałem. Ale kiedy mnie przełożeni przeniosą z Zawadzkiego do innego klasztoru, to ten komputer tu zostanie, bo on nie jest mój. Nawet habit, który noszę, należy do zgromadzenia, a nie do mnie.

Na ile w rozwoju życia konsekrowanego przeszkadza demografia? Łatwiej było zgodzić się na pójście córki do klasztoru, jak ta córka miała jeszcze trzy siostry i dwóch braci, niż dziś, gdy często jest jedynaczką?

- Mała liczba dzieci to tylko część problemu. W wyborze powołania zakonnego nie pomaga też zadziorność rodziców, którzy na swoje pociechy nakładają często ogromne ciężary wymagań. Każą im zdobywać – poza szkołą – mnóstwo umiejętności i sprawności. Dziecko tyle musi i ma tak upakowany grafik, że niełatwo znaleźć czas na samodzielne myślenie. Także o swoim powołaniu. 

Sfera duchowa często zostaje przy tym kompletnie odłożona na bok…

- Nierzadko w ogóle życie dziecka, jego wyobrażenia i plany zostają odłożone na bok. Ono realizuje projekt rodziców.

Panu Bogu z powołaniem niełatwo się przez ten projekt przebić?

- Samo przebicie się to nie wszystko. Wielu młodych ludzi żyje dzisiaj w rodzinach skonfliktowanych, podzielonych. Jak młody człowiek z takiego domu – a szczególnie dziewczyna – trafia do jakiejś wspólnoty, to ją zazwyczaj idealizuje. Szuka w zakonie takiego życia, jakby była już jedną nogą w niebie, a w klasztorach żyją i pracują nie aniołowie, ale ludzie. Więc spotkanie z drugim człowiekiem, którego dopiero poznajemy, nie musi być łatwe. To grozi poważnym rozczarowaniem.

We wspomnianym filmie – dostępnym na stronie diecezji opolskiej – bp Andrzej Czaja mówi o osobach konsekrowanych, że są znakiem świętości dla świata. Naprawdę są?

- Myślę, że zdecydowana większość stara się być i jest znakiem świętości. Problem w tym, że w zakonie jak w diecezji najbardziej rzucają się w oczy ci, niezbyt liczni, z którymi biskup czy przełożony ma kłopoty. O nich wszyscy mówią. Pracujących dobrze, apostołujących i znajdujących w tej posłudze szczęście trochę mniej widać. Ale oni są. Kiedy przed świętami potrzeba było pilnie wolontariuszy do opolskiego szpitala covidowego, siostry na prośbę biskupa zgłosiły się natychmiast. Spędziły tam święta. Także przed świętami udzielałem sakramentu chorych dwom młodym ludziom, którzy umierali na nowotwór w ośrodku prowadzonym przez siostry w Kadłubie. Chłopcy odeszli tego samego dnia, ale w jakim cieple, w jakim poczuciu bezpieczeństwa. Nasz ojciec, Brunon pracuje w hospicjum we Wrocławiu. Tam każdego dnia ktoś umiera. A on mówi, że jest tam po to, by ich na śmierć przygotować, żeby się z nimi modlić. To jest znak świętości dla świata, o którym mówi ks. biskup. Wyrazem naszego dążenia do świętości jest oczywiście nasza modlitwa. Także za tych wszystkich, którzy o nią proszą.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


O. Błażej Kurowski, franciszkanin w klasztorze w Zawadzkiem

O. Błażej Kurowski, franciszkanin w klasztorze w Zawadzkiem

Krzysztof Ogiolda


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1001 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama