Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 09:44
Reklama
Reklama

Moczygemba lubił krupnioki! Rozmowa z Michaelem Sową, autorem książki "Tam, gdzie nie pada"

Michael Sowa urodził się i wychował w Strzelcach Opolskich. Jest doktorem fizyki, pracownikiem naukowym, nauczycielem. W tym roku wyszła jego debiutancka książka „Tam, gdzie nie pada”. To ballada o śląskim Teksasie, w której autor opisuje historię kilkuset Ślązaków, szukających lepszego życia. Z Michaelem Sową rozmawia Joanna Gerlich.
Moczygemba lubił krupnioki! Rozmowa z Michaelem Sową, autorem książki "Tam, gdzie nie pada"
„Tam, gdzie nie pada” to debiut literacki Michaela Sowy. Trwają prace nad kolejną książką, ale autor nie chciał na razie zdradzać zbyt wielu szczegółów

Kiedy pan wyjechał do Niemiec?

6 września 1985 roku, dokładnie 36 lat temu. Miałem 20 lat. Kierowała mną chęć przygody, zobaczenia czegoś innego. Każda emigracja ma jakiś motyw, chce się coś polepszyć w swoim życiu. Może nie była to wyprawa za ocean, ale też było to dla mnie wyzwanie.

Jak pan wspomina Strzelce sprzed lat?

Kiedy byłem młodszy nie wracałem często wspomnieniami do Strzelec. Dobrze się tu żyło, miło spędzało młodość, ale życie stawia przed nami nowe wyzwania. Z biegiem czasu, kiedy człowiek staje się coraz starszy, przychodzi wzmożona pamięć. Coraz częściej wspominam różne sytuacje, momenty, które spotkały mnie właśnie w Strzelcach.

Przejdźmy do książki. Na początku opisuje pan, że jako dziesięcioletni chłopiec usłyszał pan rozmowę swojej mamy. Wspomniano o miejscowości, z której lata temu ludzie wyjechali do Ameryki. Chodziło o Płużnicę Wielką. Już od tamtego momentu zaczął pan bardziej zgłębiać historię Polaków na emigracji?

Utkwiło mi to w pamięci. Potem okazało się, że ma to też związek z moją rodziną. Bo Hanek Karkosz, wtedy proboszcz w Piotrówce, był kuzynem mojej babci i pochodził właśnie z Płużnicy. Babcia wspominała często o mieszkańcach, którzy wyjechali do Ameryki i okazało się, że Hanek pochodził z rodziny, że w którymś pokoleniu wżeniono się w rodzinę Moczygembów. Do dzisiaj mamy w Płużnicy dalekich krewnych i jak ksiądz Kurzaj przyjeżdżał ze śląskimi Teksańczykami do Polski, to ich odwiedzał. Właśnie u tych krewnych z Płużnicy dowiedziałem się wiele historii, pokazywano mi zdjęcia, dokumenty, wspominano kto się z kim ożenił, ile miał dzieci, gdzie wyjechał. Ja tylko siedziałem i pisałem, udało mi się stworzyć z tego drzewo genealogiczne.

To wtedy postanowił pan napisać książkę?

To długo we mnie dojrzewało. Pomyślałem, że fajnie jest interesować się historią, ale dobrze byłoby nie tylko przyjmować informacje, ale również coś dać od siebie. Wcześniej tłumaczyłem literaturę polską i niemiecką, więc uznałem, że sam coś napiszę. W 2012 roku po raz pierwszy spotkałem się z Piotrem Smykałą, lokalnym historykiem, i rozmawialiśmy o moim pomyśle. Rozmowa była owocna, napisałem pierwszy rozdział i... wrzuciłem go do szuflady. Zająłem się innymi rzeczami, ale po latach pomyślałem sobie, że skoro coś zacząłem, to muszę to skończyć. Ostatnie dwa lata intensywnie pracowałem nad książką, zwiedziłem też kilka miejsc. Byłem np. w Muzeum Wsi Opolskiej, gdzie można m.in. zobaczyć karczmę z Płużnicy Wielkiej z XIX wieku. Razem z moim bratem byliśmy też w San Antonio, ksiądz Franciszek Kurzaj pokazał nam wiele ciekawych miejsc. To jednak nie były wakacje - było intensywnie i konkretnie. Kiedy byliśmy np. na cmentarzu w Pannie Marii to myśleliśmy, że jesteśmy gdzieś w powiecie strzeleckim. Patrząc na groby widzieliśmy same znajome nazwiska.

W książce fakty przeplatają się z fikcją. Czemu nie skupił się pan jedynie na faktach, na tym co rzeczywiście się wydarzyło?

Chciałem napisać powieść. Nie chciałem pisać publikacji naukowej, bo takich jest już dużo. Co miałem napisać, że była bieda, że pojechali, zajechali i tam zostali? Trzeba to było podkręcić, wprowadzić akcję, snuć jakieś intrygi, niesnaski. To nie jest powieść historyczna, to jest powieść oparta na faktach. Moim celem było trochę namieszać tą książką. Tutaj na Śląsku, w Strzelcach, w powiecie, ta tematyka jest znana, ludzie znają Banderę, Teksas. Ale w centralnej Polsce raczej się o tym nie mówi. Rozmawiałem z Frankiem i Gerardem Kurzajami i chcieliśmy trochę to nagłośnić.

Miejsca akcji są prawdziwe, mamy strzelecki targ, zamek, Płużnicę, Amerykę. Część bohaterów też jest prawdziwa, np. ojciec Moczygemba, który pisze list.

Ale naprawdę nie wiadomo, jak była motywacja, że on ten list napisał. Bo w książce jest scena, że był z innymi w klasztorze na spotkaniu, rozmyślał o domowym chlebie i postanowił napisać list do braci. Nie wiemy, czy było tak naprawdę, ale nie można tego wykluczyć.

A krupnioki i rolady naprawdę lubił?

A kto ich nie lubi? Na pewno lubił!

Gwara śląska. To coś co w książce pojawia się często i dodaje jej autentyczności. Ciężko sobie wyobrazić, że mieszkańcy Płużnicy mówią po polsku... Trudno pisało się te fragmenty z gwarą? Co miejscowość to mówi się inaczej, używa innych słów, inaczej akcentuje...

Dokładnie. Tylko, że ten śląski musi też być zrozumiały dla czytelnika w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, nie tylko dla Ślązaków. Jak np. zamiast „ten” napiszę „tyn” to każdy mnie zrozumie. A jak są jakieś wyrazy typowo śląskie, to z tyłu zamieszczony jest słowniczek. Zależało mi na tym, żeby pokazać tę odrębność Ślązaków, ale żeby też było to zrozumiałe. Starałem się znaleźć złoty środek, mam nadzieję, że mi się udało.

Mamy też angielski i hiszpański...

Chciałem jeszcze dodać indiański (śmiech). Teksas należał kiedyś do Meksyku i tam nadal z ponad połową mieszkańców można dogadać się po hiszpańsku. Akcja dzieje się w 1854 roku, Teksas jest dopiero od 8 lat częścią Stanów Zjednoczonych. Wcześniej był własną republiką. Dialogi hiszpańskie pomogła mi napisać koleżanka, z którą razem pracujemy w szkole w Niemczech. Pochodzi z Ameryki Południowej.

Warto podkreślić, że to nie tylko mieszkańcy Płużnicy wybrali się do Ameryki, ale z innych wiosek również. Za wielką wodą miał być lepszy świat. Było im tam rzeczywiście dobrze?

Nie, na początku było im bardzo źle. Mieli inne oczekiwania, bo myśleli, że przyjadą i tam wszystko będzie na nich czekać, a tu trzeba było podwinąć rękawy i zabrać się do pracy. Moja książka ma tytuł „Tam, gdzie nie pada”, a gdzieś ostatnio wyczytałem, że jak oni tam zajechali to przez pierwszy rok padał deszcz, przez co był nieurodzaj, kukurydza gniła, była bieda. Nie znali języka, byli odizolowani, zanim się tam zadomowili to trochę trwało. Jedynym kontaktem do świata zewnętrznego był ojciec Moczygemba. Jak czyta się jego biografię to widać, że on był bardzo przedsiębiorczy, ale zarazem nieśmiały i skryty. Jak coś mu się nie udawało, to się odsuwał. Śląscy emigranci byli na początku wściekli na Moczygembę, że ich sprowadził. Początki w nowym miejscu nigdy nie są łatwe, ale im się udało.

Co dla pana jest najbardziej intrygującego w całej historii emigracji mieszkańców Płużnicy?

Ten akt desperacji i podjęcie decyzji o wyjeździe. W dzisiejszych czasach też trudno podjąć decyzję o emigracji, wiąże się to z pewnymi obawami, bo nie wiemy, co nas spotka. Ale teraz byłoby łatwiej, mamy telefony, internet, możemy być w stałym kontakcie z rodziną, możemy się odwiedzać. A wtedy to był bilet w jedną stronę, decyzja na całe życie - jedziemy do nowego domu, to będzie nasz nowy heimat, nasza nowa ojczyzna. Wydaje mi się, że pomogło im jedynie to, że byli razem, choć czasem było to też powodem do konfliktów. Trzeba jednak chylić przed nimi czoła, że się odważyli i że zaczęli tam tworzyć swoją historię, która trwa do dziś.

 


Podziel się
Oceń

Komentarze

Damian 25.10.2021 11:18
Jerombol....a fto nie je rołd krupniołków? Wszyscy roud jedzom krupniołki! Żymlołki tyż..
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1001 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama