Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 3 listopada 2026 12:30
ReklamaFilplast

Lekarz anestezjolog: To jest w granicach cudu...

Lekarz anestezjolog z SP ZOZ w Kędzierzynie-Koźlu Jadwiga Oronowicz: Walczymy miesiąc, czasami dwa, czasami trzy. A pacjenci umierają w bardzo dużym procencie...
Lekarz anestezjolog: To jest w granicach cudu...
Jadwiga Oronowicz

Autor: fot. My z covidowego

Najtrudniejszy moment jest wtedy, kiedy musimy zaintubować pacjenta wcale nie osiemdziesięcioletniego, tylko dość młodego, który jest przytomny... Wiadomo, że czas upływa, saturacja spada i trzeba go zaintubować. Trzeba go zaintubować i jeszcze ewentualnie zapytać, czy nie chce zadzwonić do rodziny. Z tyłu głowy jest zawsze to, że być może to są ostatnie chwile przytomności i życia tego pacjenta, że może z kimś porozmawiać.

Do trafiają nas pacjenci w stanie krytycznym, ze zniszczonymi płucami. Zmiany w płucach obejmują ponad siedemdziesiąt procent, dziewięćdziesiąt, i potem się okazuje, że ten respirator owszem, przedłuża życie, natomiast go nie ratuje... Więc walczymy miesiąc, czasami dwa, czasami trzy. A pacjenci umierają w bardzo dużym procencie.

Jedyną nadzieją i właściwie takim motorem do działania jest pacjentka, która umierała nam kilka albo kilkanaście razy. Nie... Nie dawaliśmy jej żadnej szansy. Ta pacjentka jest przytomna, zdrowa. Znaczy zdrowa - w cudzysłowie. Zaczęła znowu malować. I wróciła kompletnie do życia, opiekuje się swoją dziewięćdziesięcioletnią matką. Mam z nią osobiście kontakt, ta pani do mnie dzwoni, pozdrawia, pyta się co i jak. Mieliśmy ją sto osiemdziesiąt dni. I to była taka walka.

Ale mam też w drugą stronę. Mam młodych ludzi, których nie udało się uratować, pomimo wysyłania ich na terapię ECMO.

Ja też się usiłowałam uratować psychicznie, uwierzyć w to, że pandemia to jest w ogóle sprawa polityczna, czy jakieś sterowanie społeczeństwem. Ale to jest taka ucieczka psychologiczna - jest coś złego, a my sobie mówimy, że tego nie ma. Wystarczy tutaj zobaczyć ludzi, dla których nie ma ratunku. I to jest na pewno covid, to jest potwierdzone, widzimy zdjęcia płuc, których wcześniej - a pracuję ponad trzydzieści lat - w życiu nie widziałam. Najgorsze jest to, że tych pacjentów w stanie takim, w jakim my dostajemy ich na oddział reanimacji... To jest w granicach cudu, że my jesteśmy w stanie ich wyciągnąć z tego.

Trochę się udało, ale w bardzo dużym procencie my nie mamy szans, jesteśmy bezradni. Jedyne, co możemy zrobić, to włączyć terapię respiratorem. To jest specjalna terapia, to nie jest tylko tak, że podłączamy na sztuczny oddech pacjenta i już. To jest szczególna terapia. Taki pacjent wymaga też szczególnej opieki medycznej. Nie można nastawić respiratora i sobie odejść na ileś godzin, trzeba co chwilę sprawdzać parametry, żeby wentylacja była jak najbardziej skuteczna i oszczędzająca płuca. Czasami się udaje. Zbyt często nam się nie udaje i... To właściwie nie zależy od nas. Usiłujemy sobie wytłumaczyć, że to przecież nie jest nasza wina.

Najgorsze są też telefony od rodzin pacjentów. Rodziny są odłączone od swoich najbliższych, chcą się dowiedzieć czegokolwiek, więc dzwonią. A piętnaście, szesnaście telefonów w momencie, kiedy wychodzimy jest... No jest to przytłaczające. Dlatego, że co możemy mówić? Że się nic nie zmienia. Dla nas "nic się nie zmienia" to znaczy "jest dobrze". A dla rodziny pacjenta nie bardzo. Oni chcą usłyszeć coś dobrego.

Czarny sen, najgorszy, który się powtarza, jest taki, że mnie wołają, biegnę przez szpital, w którym nikogo nie ma, i nie mogę znaleźć drogi. To jest straszne, ja się budzę cała mokra. Że nie zdążę.

Pierwsza to nadzieja, że się to skończy. Druga - nadzieja, że tej trzeciej fali jednak nie będzie. A poza tym zawsze z tyłu głowy jest to, że jeżeli mnie wołają, to muszę coś zrobić, żeby pomóc.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama WFOŚ
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Szkoda, że autor artykułu w tytule i treści skrócił grupę uczestników tylko do Kolonowskiego. Wyprawa 'śladami solnej historii' połączyła przecież seniorów z całej gminy: Staniszcz, Spóroka, Fosowskiego i Kolonowskiego. To ważne, by doceniać zaangażowanie wszystkich mieszkańców, bo sukces tej udanej wycieczki jest ich wspólnym dziełem.” Data dodania komentarza: 25.10.2026, 07:16 Źródło komentarza: Emeryci i Renciści z Kolonowskiego ruszyli śladami solnej historii G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Brawa dla pana Przemka! Dzięki za poświęcenie i wkład w odnalezieniu tego człowieka. Data dodania komentarza: 21.10.2026, 13:18 Źródło komentarza: Liczyła się każda minuta. Dzielnicowy odnalazł mężczyznę w kryzysie S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: To było zapewne „na chwilę”. On „tylko”. Pewnie włączył jeszcze światła awaryjne, bo wielu kierowców uważa, że żółte miganie daje im dodatkowe przywileje. Bo przecież musi do sklepu, do paczkomatu, wyładować towar – powód zawsze się znajdzie. I nagle, w ich mniemaniu, zakaz jazdy po chodniku przestaje obowiązywać, przepisowe 1,5 metra dla pieszych staje się zbędne, a pojazdy powyżej 3,5 tony magicznie zyskują prawo wjazdu na infrastrukturę dla pieszych. Najbardziej jednak boli fakt, że policja regularnie mija takich kierowców i kompletnie nie reaguje. To nic, że ktoś tarasuje chodnik, blokuje przejazd albo nadużywa świateł awaryjnych. Taka bierność służb tylko potęguje społeczne przyzwolenie na drogowe bezprawie. Co więcej, gdy ktoś odważy się zwrócić uwagę na auto zaparkowane na chodniku, natychmiast zostaje uznany za awanturnika i wywrotowca. W końcu „aż tak bardzo nie blokuje”, „przejść się da”, a poza tym „w tym miejscu i tak mało kto chodzi”, więc o co ten cały hałas? Dlaczego policja nie reaguje na takie zachowania z własnej inicjatywy? Dlaczego czeka wyłącznie na oficjalne zgłoszenia? Czy jej obowiązkiem nie powinno być piętnowanie wykroczeń bezpośrednio na gorącym uczynku – i to nie tylko poprzez stanie z „suszarką” na zakrętach? W całym tym artykule jedno zdanie uderza najmocniej: „cofający autem na chodniku”. Ludzie, w jakim świecie my żyjemy? Samochód jadący po chodniku? Czy to naprawdę stało się już normą? Data dodania komentarza: 9.10.2026, 19:23 Źródło komentarza: Śmiertelne potrącenie w Strzelcach Opolskich. Nie żyje kobieta J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Uwaga mieszkańcy! Jeśli przejeżdżaliście przez Zawadzkie i tam wygraliście, musicie natychmiast się przeprowadzić, bo redakcja już zdecydowała, czyim milionerem jesteście. Logika poziomu: 'zjadłem zapiekankę w Krakowie, więc jestem Krakusem'. Data dodania komentarza: 4.10.2026, 12:53 Źródło komentarza: Zawadzkie zyskało milionera. Wygrał pieniądze w loterii EuroJackpot L Autor komentarza: Polak Treść komentarza: Wielki szacunek dla naszych chłopaków za robotę, a dla tego kapusia gigantyczny wstyd! Do łopaty albo do rzucenia grosza na zbiórce go nie było, ale do pisania donosów pierwszy. Typowy polaczek, sam nic nie zrobi, a drugiemu zepsuje. Żyj teraz z tą świadomością, że cała wieś tobą gardzi. 😡 Data dodania komentarza: 29.09.2026, 17:44 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Choć intencje mieszkańców były szlachetne, to budowanie czegokolwiek w pasie drogowym, bez planów, pozwoleń i jasnej własności gruntu, było ogromną lekkomyślnością. Gdyby w niedokończoną ścianę znów uderzyło auto albo konstrukcja zawaliła się na pieszego, winnych do odpowiedzialności by nie było. Prawo jest prawem i musi być przestrzegane, nawet przy odbudowie świętości.” Data dodania komentarza: 29.09.2026, 06:58 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany
Reklama