Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 3 listopada 2026 12:33
Reklama

Lekarz Stanisław Skubis: takich pożegnań było kilkanaście, kilkadziesiąt...

Stanisław Skubis od 5 lat pracuje na oddziale wewnętrznym. Od roku 2020 jest kierownikiem oddziału covidowego – wielospecjalistycznego dla pacjentów zarażonych SARS-CoV-2
Źródło: My z covidowego
Lekarz Stanisław Skubis: takich pożegnań było kilkanaście, kilkadziesiąt...

Totalne zaskoczenie. Pierwsza myśl: jak sobie z tym poradzimy? Jak się przygotujemy? Były tylko 4 dni. Informacja była bardzo pilna, dużo rzeczy do wykonania w trybie natychmiastowym. Inne myśli przyszły dopiero po zakończeniu pracy, w środę wieczorem i w kolejnych dniach.

Każdy się bał. Nikt chyba sobie nawet nie próbował sobie wyobrazić, jak to będzie funkcjonowało. Każdy się bał o siebie, o rodzinę. Refleksja dopiero przyszła po kilku dniach funkcjonowania, w momencie gdy pojawili się pierwsi pacjenci. Jakie są zagrożenia? Co nas może czekać? Do pierwszych dni – poniedziałku, wtorku – tak naprawdę nikt sobie nie zdawał sprawy z tego, jak to będzie wyglądało. Jakie konsekwencje dla nas wszystkich – dla rodzin, dla szpitala – to za sobą pociągnie?

Po kilku dniach zaczęliśmy się organizować, planować wszystko, układać sobie pracę.

Dwa takie trudne momenty były. Pierwszy moment to właśnie dni przygotowania do otwarcia szpitala. Nie mieliśmy żadnego wsparcia merytorycznego. Dostaliśmy decyzję o przekształceniu, natomiast nie mieliśmy nikogo, od kogo mogliśmy się uczyć. Musieliśmy do wszystkiego dochodzić sami. Drugi taki moment, to była druga fala epidemii. Napór pacjentów był tak duży, że przestawaliśmy sobie dawać radę. Brakowało miejsc, brakowało czasu, brakowało personelu… Było bardzo trudno. To było funkcjonowanie z dnia na dzień.

Powiem o najgorszym okresie: październik i listopad. Mieliśmy oddział liczący 120 łóżek, podlegający pod jeden zespół. Oddział podzielony był na 4 odcinki. Mieliśmy jeden zespół lekarski i cztery zespoły pielęgniarskie na poszczególnych odcinkach. Musieliśmy się rotować w tym jednym zespole liczącym czasem 10, czasem 9, czasem 11 osób. Pracy było bardzo dużo. To była praca na granicy możliwości. Od 8 godzin, tak jak normalnie się pracuje, do 12 godzin. Plus dyżury. Licząc czas pracy wychodziło powyżej 300 godzin miesięcznie spędzanych w szpitalu.

Druga fala się różniła od pierwszej. W drugiej fali trafiali pacjenci w stanie ciężkim. Trafiali pacjenci z licznymi dodatkowymi schorzeniami. Tych zakażeń było nieproporcjonalnie dużo w porównaniu z pierwszym okresem. Oni nie wymagali tylko leczenia stricte covidowego, natomiast wymagali leczenia wielospecjalistycznego wszystkich pozostałych schorzeń.

Służba zdrowia stała się niewydolna. Oddziały ogólnie dostępne specjalistyczne w dużej mierze przestały funkcjonować. Brakowało miejsc i wszyscy pacjenci, nawet podejrzani, byli kierowani do nas. Nie da się tego opisać. Maksymalnie mieliśmy 117 pacjentów pod opieką, łącznie z pacjentami podłączonymi do respiratora.

Pacjenci krążyli między szpitalami. Mieliśmy pacjentów ze świętokrzyskiego, dolnośląskiego, śląskiego, małopolskiego…

Młodzi ludzie, w pełni sprawni, aktywni zawodowo i nagle z dnia na dzień wali im się życie. Ciężki przebieg choroby. Wychodzą ze szpitala, natomiast pozostają osobami niepełnosprawnymi. Pacjenci również zdrowi, w różnym wieku, aktywni, i nagle gwałtownie zachorują i choroba źle się kończy. Zupełnie niespodziewana sprawa. Nikt nie spodziewa się, że nie wrócą ze szpitala. Dla rodziny to jest szok. Tu nawet nie chodzi o samego pacjenta, ale o rodzinę.

Brak możliwości komunikacji rodzin z pacjentami, którzy trafiają do szpitala często nie mając ze sobą telefonu komórkowego, nie mają jak porozmawiać z rodziną. Zaopatrzyliśmy się w takie telefony. Czasami włączaliśmy video rozmowy, łączyliśmy się z rodzinami, bo to był jedyny sposób, żeby mieli kontakt. Panie pielęgniarki robiły zdjęcia. Takich pożegnań było kilkanaście, kilkadziesiąt…


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama WFOŚ
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Szkoda, że autor artykułu w tytule i treści skrócił grupę uczestników tylko do Kolonowskiego. Wyprawa 'śladami solnej historii' połączyła przecież seniorów z całej gminy: Staniszcz, Spóroka, Fosowskiego i Kolonowskiego. To ważne, by doceniać zaangażowanie wszystkich mieszkańców, bo sukces tej udanej wycieczki jest ich wspólnym dziełem.” Data dodania komentarza: 25.10.2026, 07:16 Źródło komentarza: Emeryci i Renciści z Kolonowskiego ruszyli śladami solnej historii G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Brawa dla pana Przemka! Dzięki za poświęcenie i wkład w odnalezieniu tego człowieka. Data dodania komentarza: 21.10.2026, 13:18 Źródło komentarza: Liczyła się każda minuta. Dzielnicowy odnalazł mężczyznę w kryzysie S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: To było zapewne „na chwilę”. On „tylko”. Pewnie włączył jeszcze światła awaryjne, bo wielu kierowców uważa, że żółte miganie daje im dodatkowe przywileje. Bo przecież musi do sklepu, do paczkomatu, wyładować towar – powód zawsze się znajdzie. I nagle, w ich mniemaniu, zakaz jazdy po chodniku przestaje obowiązywać, przepisowe 1,5 metra dla pieszych staje się zbędne, a pojazdy powyżej 3,5 tony magicznie zyskują prawo wjazdu na infrastrukturę dla pieszych. Najbardziej jednak boli fakt, że policja regularnie mija takich kierowców i kompletnie nie reaguje. To nic, że ktoś tarasuje chodnik, blokuje przejazd albo nadużywa świateł awaryjnych. Taka bierność służb tylko potęguje społeczne przyzwolenie na drogowe bezprawie. Co więcej, gdy ktoś odważy się zwrócić uwagę na auto zaparkowane na chodniku, natychmiast zostaje uznany za awanturnika i wywrotowca. W końcu „aż tak bardzo nie blokuje”, „przejść się da”, a poza tym „w tym miejscu i tak mało kto chodzi”, więc o co ten cały hałas? Dlaczego policja nie reaguje na takie zachowania z własnej inicjatywy? Dlaczego czeka wyłącznie na oficjalne zgłoszenia? Czy jej obowiązkiem nie powinno być piętnowanie wykroczeń bezpośrednio na gorącym uczynku – i to nie tylko poprzez stanie z „suszarką” na zakrętach? W całym tym artykule jedno zdanie uderza najmocniej: „cofający autem na chodniku”. Ludzie, w jakim świecie my żyjemy? Samochód jadący po chodniku? Czy to naprawdę stało się już normą? Data dodania komentarza: 9.10.2026, 19:23 Źródło komentarza: Śmiertelne potrącenie w Strzelcach Opolskich. Nie żyje kobieta J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Uwaga mieszkańcy! Jeśli przejeżdżaliście przez Zawadzkie i tam wygraliście, musicie natychmiast się przeprowadzić, bo redakcja już zdecydowała, czyim milionerem jesteście. Logika poziomu: 'zjadłem zapiekankę w Krakowie, więc jestem Krakusem'. Data dodania komentarza: 4.10.2026, 12:53 Źródło komentarza: Zawadzkie zyskało milionera. Wygrał pieniądze w loterii EuroJackpot L Autor komentarza: Polak Treść komentarza: Wielki szacunek dla naszych chłopaków za robotę, a dla tego kapusia gigantyczny wstyd! Do łopaty albo do rzucenia grosza na zbiórce go nie było, ale do pisania donosów pierwszy. Typowy polaczek, sam nic nie zrobi, a drugiemu zepsuje. Żyj teraz z tą świadomością, że cała wieś tobą gardzi. 😡 Data dodania komentarza: 29.09.2026, 17:44 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Choć intencje mieszkańców były szlachetne, to budowanie czegokolwiek w pasie drogowym, bez planów, pozwoleń i jasnej własności gruntu, było ogromną lekkomyślnością. Gdyby w niedokończoną ścianę znów uderzyło auto albo konstrukcja zawaliła się na pieszego, winnych do odpowiedzialności by nie było. Prawo jest prawem i musi być przestrzegane, nawet przy odbudowie świętości.” Data dodania komentarza: 29.09.2026, 06:58 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany
Reklama