Naturalny obszar występowania grzyba obiegowo określanego jako „palce diabła” to Australia i Nowa Zelandia. Może mieć od trzech do ośmiu „macek”. Jak zauważają leśnicy z Nadleśnictwa Zawadzkie, do Europy zarodniki przybyły na początku XX wieku. Najprawdopodobniej znajdowały się w transporcie wełny lub w ziemi.
„W Polsce pojawia się coraz częściej, budząc niemałą sensację wśród spacerowiczów. No dobrze, ale czy to powód do niepokoju?” – czytamy we wpisie leśników na Facebooku.
Gatunki inwazyjne niszczą lokalną przyrodę
Pytanie istotne o tyle, że „palce diabła” to gatunek inwazyjny. Czyli taki, dla którego opolskie lasy nie są naturalną przestrzenią występowania. Ale zarazem potrafi się do nich zaadaptować, zajmując nisze lokalnych grzybów, będących na tych terenach od wieków.
Pewne gatunki inwazyjne potrafią rozchwiać lokalne ekosystemy, a wręcz doprowadzić do ich zniszczenia. W nowym miejscu takie osobniki są często wolne od większości chorób i pasożytów występujących w ich środowisku naturalnym. Często na nowym terenie nie mają też wyspecjalizowanych naturalnych wrogów. Mogą się więc mnożyć i siać spustoszenie.
Taki potencjał ma trawianka. To pochodząca z Azji niewielka, za to bardzo żarłoczna rybka. W minionym roku odkryto ją w kilku stawach na terenie Stobrawskiego Parku Krajobrazowego. W zbiornikach, w których nie ma drapieżników, jak okonie czy szczupaki, trawianka potrafi szybko wyjeść bezkręgowce i płazy. I w miejscach, w których zazwyczaj było słychać rechot i kumkanie panuje cisza.
Coraz więcej „palców diabła” w naszych lasach
Jak w tej sytuacji jest z okratkiem australijskim? Czy jest to równie niebezpieczny i niszczycielski gatunek?
Leśnicy z Zawadzkiego zwracają uwagę, że tym, co niepokoi niektórych mykologów, jest tempo ekspansji tego grzyba. Bo jeszcze kilkanaście lat temu jeśli ktoś natrafił na „palce diabła” wystające ze ściółki, to mógł się uważać za wielkiego szczęściarza. W lasach były tylko nieliczne okazy. A dzisiaj stanowisk tego grzyba są setki.
„Okratek doskonale radzi sobie z ociepleniem klimatu i bardzo sprawnie kolonizuje nowe lasy (głównie na południu kraju). Z tego powodu w niektórych starszych publikacjach naukowych bywał roboczo nazywany „grzybem inwazyjnym” na podstawie samej dynamiki jego rozprzestrzeniania się” – opisują.
Istotna informacja jest taka, że „palce diabła” nie są trujące. Ale jeść ich nie warto. Głównie ze względu na wydzielany przez te grzyby przykry zapach gnijącego mięsa i padliny. Na portalach kulinarnych czytamy, że również struktura miąższu tego grzyba jest – delikatnie mówiąc – mało apetyczna.
Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Komentarze