Cała inwestycja wraz z blokiem hydroenergetycznym została zlokalizowana w bezpośrednim sąsiedztwie istniejącej oczyszczalni ścieków w Staniszczach Małych. Wykonawcą inwestycji jest firma Enerko.
Zakres przedsięwzięcia obejmował budowę dwuprzęsłowego jazu w korycie rzeki Mała Panew z zamknięciem powłokowym, kanału dopływowo-odpływowego, bloku hydroelektrowni z dwiema turbinami ślimakowymi oraz przepławki dla ryb. Wykonano także umocnienia na górnym i dolnym stanowisku oraz mikroniwelację terenu wokół brzegów rzeki w miejscu inwestycji. Szacowana roczna produkcja energii wynosi około 950 MWh.
Już od samego początku inwestycja wzbudzała niepokój - szczególnie wśród kajakarzy, obawiających się, że elektrownia zakłóci spływy na tym odcinku, a także wśród mieszkańców, którzy zastanawiają się, czy nie doprowadzi ona do wzrostu poziomu wody w rzece i wód gruntowych.
Przedstawiciele firmy od początku starali się tonować nastroje, zwłaszcza w kontekście zagrożenia powodziowego.
- Budowa opiera się na dnie rzeki, a nawet nieco poniżej. Zapora otwiera się automatycznie przy wysokim stanie wody, a światło jazu jest szersze niż naturalne koryto. Nie ma mowy o zatrzymaniu wody i zalaniu terenu - tłumaczyli podczas spotkania z radnymi przedstawiciele firmy.
Gdy pojawia się większa woda, elektrownia przestaje działać, przegrody się otwierają, a rzeka płynie swoim naturalnym rytmem. Jednak to nie wizja powodzi spędza sen z powiek właścicielom wypożyczalni kajaków, lecz codzienna logistyka spływów.
Dla przeciętnego kajakarza nowa elektrownia oznacza jedno - przenoskę. Inwestor przygotował specjalne schodki, które mają ułatwić przenoszenie kajaków na odcinku około 130 metrów. Może to powodować zatory - w jednym momencie może zgromadzić się kilkadziesiąt kajaków. Kluczową kwestią pozostaje jednak głębokość wody.
- Mała Panew słynęła dotąd z tego, że była rzeką płytką i bezpieczną - idealną dla rodzin z dziećmi - mówi Janusz Steinert, radny i właściciel wypożyczalni kajaków. - Obawiamy się, że nowa inwestycja może zmienić ten obraz. Przy jazie głębokość wody ma sięgać od 3 do 4 metrów. Przy takim natężeniu ruchu może dochodzić do niebezpiecznych sytuacji. Połączenie dużej głębokości, dużej liczby kajakarzy i konieczności przenoszenia sprzętu to gotowy przepis na nieszczęście.
Ponadto przedsiębiorcy obawiają się, że to, co budowali latami, może zostać zaprzepaszczone. Jeśli turyści uznają, że spływy są uciążliwe lub niebezpieczne, wybiorą inne miejsca, a nowoczesne stanice i pola biwakowe opustoszeją.
- Faktycznie jest to niepokojące. Dolina Małej Panwi jest znana od lat, a liczba osób korzystających ze spływów w naszym regionie to ogromna wartość. Najgorsze jest to, że elektrownia powstała właśnie na najbardziej obleganej trasie - mówi Iwona Pietruszka z przystani „Giprol”. - To dla nas trochę „strzał w kolano”. Wiadomo, że gdy elektrownia zacznie działać, pojawi się spiętrzenie wody. Obawy są duże, bo tak naprawdę nie wiemy, co przyniesie przyszłość.
Właściciele wypożyczalni zwrócili się o pomoc do władz gminy. Samorząd zapowiedział aktywne włączenie się w rozmowy z inwestorem. Celem jest znalezienie rozwiązania, które pozwoli pogodzić produkcję zielonej energii z interesami lokalnych firm turystycznych.
Sytuacja pozostaje rozwojowa. Do sprawy będziemy wracać.
Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie - "Strzelca Opolskiego"!










Komentarze