- Pytaliśmy Finów, którzy od 75 lat budują swój system obrony cywilnej, od czego mamy zacząć jako administracja. Powiedzieli nam jasno: od współpracy. A od czego mają zacząć obywatele? Od siebie - mówił Wojciech Grzybowski z Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Wojewódzkiego w Opolu, wskazując, że odporność społeczna nie zaczyna się od wielkich systemów, ale od prostych decyzji podejmowanych na samym dole przez zwykłych obywateli. To oni bowiem w pierwszej kolejności muszą budować bezpieczeństwo swoje i swoich najbliższych.
W tym miejscu pojawia się więc plecak ewakuacyjny. Ekspert rozwiał pewien mit, który narósł wokół tego przedmiotu.
- Plecak ewakuacyjny nie jest na wojnę. Najgorszym dla nas zagrożeniem jest zagrożenie nieprzewidywalne i nagłe. Czy ktoś jest w stanie przewidzieć, że w sobotę spali mu się dom? By doszło do tragedii, nie trzeba wojny. Wystarczy np. przepięcie w instalacji elektrycznej - podkreślał, przytaczając przykład kobiety, która uratowała życie - wybiegła z płonącego domu, ale została w samej piżamie.
- Ona wygrała, bo ocaliła swoje życie, ale stała przed kamerą, płacząc, że straciła wszystko i została tylko z tym, co ma na sobie. Plecak pozwoli wam nie stać bezradnie przy minus 2 stopniach na dworze, ale się ubrać. Pozwoli zadzwonić do najbliższych i powiedzieć: "żyję" - przekonywał, apelując: Proszę, jeśli ktoś nie chce takiego plecaka w domu, to nie róbcie tego dla siebie, ale zróbcie to dla osób, które kochacie. Życzę wam, abyście nigdy nie musieli chwytać za niego.
Możemy kupić taki nowy, dedykowany sprzęt - jest on jednak drogi. Dlatego, jak zauważa ekspert, najlepiej stworzyć go samemu i dopasować do własnych potrzeb.
- 98% potrzebnych rzeczy znajduje się w domu. To są tak zwane "przydasie" - tłumaczył Grzybowski. Co więc powinno się w nim znaleźć? Wszystko to jest doskonale opisane w Poradniku Bezpieczeństwa, który przysłano do naszych domów.
72 godziny
- Żyjemy w czasach, które zobowiązują nas do tego, by budować swoją świadomość i odporność społeczną, czyli nic innego jak umiejętność radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych. W praktyce chodzi o to, by ludzie i instytucje rozumieli zagrożenia, umieli wspólnie działać, współpracować, reagować i ufali sobie nawzajem - mówiła wojewoda opolska Monika Jurek. - Powinniśmy zaplanować w domach rodzinny plan na wypadek kryzysu. Należy zacząć budowanie odporności i bezpieczeństwa od siebie. Nawet bowiem najlepiej przygotowane służby nie dotrą do nas wszystkich, gdy wydarzy się coś złego. Dlatego też musimy przygotować się co najmniej na pierwsze 72 godziny kryzysu. Te spotkania nie są po to, by państwa straszyć, ale po to, byśmy byli gotowi, świadomi i budowali wspomnianą odporność społeczną.
Nie oznacza to jednak, że władze pozostają bierne. Za nowymi przepisami dotyczącymi obrony cywilnej poszły realne pieniądze.
- W skali naszego województwa mieliśmy do dyspozycji ponad 108 milionów złotych. Samorządy składały wnioski, podpisaliśmy ponad 480 umów w naszym województwie - mówiła wojewoda.
Jej słowa potwierdził gospodarz wydarzenia, starosta strzelecki Waldemar Gaida.
- Siła samorządów kryje się w tym, że pracujemy razem, budujemy plany wspólnie i kreujemy bezpieczną rzeczywistość. Mieszkańcy mają takie poczucie bezpieczeństwa, jakie wybrali samorządowcy. W tym roku będziemy między innymi budować duży magazyn powiatowy pełen zasobów niezbędnych do działania kryzysowego - mówił.
Nie tylko powiat pozyskuje i wydatkuje środki z dotacji celowych - trafiły one do każdej gminy. Gmina Izbicko wydała ponad 380 tysięcy złotych, remontując magazyn na potrzeby ochrony ludności i obrony cywilnej. Gmina Jemielnica zakupiła agregaty prądotwórcze za kwotę ponad 10 tysięcy złotych. Gmina Kolonowskie wydała blisko 400 tysięcy złotych - doposażono magazyn m.in. w zbiorniki na wodę pitną, zapory przeciwpowodziowe, osuszacze i agregaty prądotwórcze.
Gmina Leśnica kupiła minikoparkę, a także doposażyła magazyn w inny sprzęt, wydając blisko 250 tysięcy złotych. Gmina Strzelce Opolskie wykorzystała 1,4 miliona złotych - w tej kwocie znalazły się zarówno szkolenia dla kierowców straży pożarnej, jak i ładowarka teleskopowa oraz paczkowarki wody pitnej. Gmina Ujazd wydatkowała prawie 71 tysięcy złotych na osuszacze, namioty ekspresowe, agregaty prądotwórcze i minikoparkę. Modernizowała też magazyn OLiOC, wydając łącznie 285 tysięcy złotych. Gmina Zawadzkie wykorzystała zaś 405 tysięcy złotych m.in. na łóżka, motopompy, pilarki łańcuchowe i namioty pneumatyczne.
Zakupy zrobił też powiat strzelecki. Za ponad 700 tysięcy złotych nabyto dwa duże stacjonarne agregaty prądotwórcze dla starostwa i DPS Kadłub oraz jedno mobilne urządzenie. Doposażono też magazyn w zestawy kwaterunkowe, kamizelki nożoodporne, zestawy oświetlenia i namioty pneumatyczne. W ten sposób powiat wydał ponad 1 milion złotych.
To jednak nie koniec zakupów - w tym roku kwoty, jakie otrzymają samorządy, będą jeszcze większe. Dotacje wzrosną od 27 do nawet 47% w porównaniu z 2025 rokiem.
Nowe zagrożenia
Strażacy znani są z tego, że walczą z żywiołami ognia i wody. Starszy brygadier Paweł Poliwoda pokazał jednak, że zagrożenia mogą płynąć także z innej strony. Obecnie informacja to władza.
- Trafiają do nas zagrożenia, o których wcześniej nawet nie myśleliśmy. Warto więc, byśmy umieli przygotować się na sytuacje kryzysowe - mówił, wymieniając m.in. propagandę czy dezinformację w postaci fake newsów (nieprawdziwych, przeinaczonych informacji) oraz deepfake’ów (oszustw z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, np. poprzez podszywanie się pod kogoś i manipulowanie jego wypowiedziami).
- Musimy być krytyczni wobec tego, co widzimy w sieci i co udostępniamy dalej. Sprawdzajmy informacje, zanim przekażemy je innym - apelował oficer.
Strażak odniósł się również do syren, tłumacząc, jakie sygnały możemy usłyszeć.
- Stosujemy dwa sygnały: jeden alarmuje o zagrożeniu, a drugi je odwołuje. Pierwszy, modulowany, trwa 3 minuty. Sygnał ciągły, również trwający 3 minuty, informuje o odwołaniu alarmu. Coraz częściej - dzięki nowoczesnym urządzeniom - oprócz sygnału dźwiękowego można usłyszeć także komunikat słowny.
Oficer wspomniał także o jeszcze dwóch zagrożeniach: pożarze i tlenku węgla.
- Przed nimi chronią czujki dymu i czadu - wyjaśniał, pokazując urządzenia i omawiając objawy oraz sposoby ratowania poszkodowanego.
Na koniec Wojciech Grzybowski zadał pytanie: Co zrobić, gdy zawyją syreny? I szybko na nie odpowiedział:
- Najważniejsze to je usłyszeć i ustalić algorytm postępowania. Po pierwsze, sięgnąć po telefon i sprawdzić, czy jest komunikat z RCB. Jeśli go nie ma - włączyć rozgłośnię regionalną. Nie wszczynajmy paniki, szukajmy sprawdzonych informacji. Nie mamy uciekać - mamy zdobyć wiedzę, która dotyczy tego sygnału. Włączmy telewizję lokalną. Nawet jeśli syreny nie mają pełnego pokrycia, uruchomiony zostanie podsystem alarmowy. Będzie jeździć OSP i nadawać komunikaty - a to już nie są przelewki. Wtedy należy wsłuchać się w to, co mówią strażacy, wziąć plecak ewakuacyjny, dopakować go i czekać na dalsze informacje od służb ratowniczych. I to macie wiedzieć - tylko tyle albo aż tyle - podsumował, dodając, że Polak powinien być mądry przed szkodą.
Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie - "Strzelca Opolskiego"!










Komentarze