Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 14 marca 2026 23:46
Reklama

Trochę ku przestrodze, trochę do śmiechu, czyli 518 stron z życia instruktorki jazdy

"Nie zabij nikogo" - tak brzmi tytuł książki będącej pierwszym fabularyzowanym reportażem, jaką napisała mieszkanka Strzelec Opolskich. Jest już do nabycia w księgarniach.
Trochę ku przestrodze, trochę do śmiechu, czyli 518 stron z życia instruktorki jazdy
Autorka książki jest instruktorką w szkole nauki jazdy w Strzelcach Opolskich

Źródło: archiwum prywatne

Trochę ku przestrodze, trochę do śmiechu, czyli 518 stron z życia instruktorki jazdy

Autorka książki - Agnieszka Gałuszka - ma 29 lat, od urodzenia mieszka w Strzelcach Opolskich i od pięciu lat szkoli przyszłych kierowców w jednej z lokalnych szkół jazdy. Okazało się to tak ciekawym doświadczeniem życiowym, że postanowiła opisać instruktorów i kursantów, zweryfikować opowieści i anegdoty, jakie krążą na temat nauki jazdy oraz egzaminów. A także wziąć pod lupę opinie o tym, jak dobrze i skutecznie nabyć biegłość w poruszaniu się autem po ulicach. Agnieszka Gałuszka studiuje psychologię, co daje jej dodatkowe spektrum spojrzenia na otaczających ją ludzi i zdarzenia. Szkolenie przyszłych kierowców z jej perspektywy było świetnym materiałem na książkę. Trzeba go było tylko "obrobić” literacko, co zajęło jej w sumie kilka miesięcy.

- Pomysł narodził się od razu, gdy zaczęłam tę pracę, zaczęłam sobie spisywać niektóre ciekawe sytuacje i ogólnie interesować się tym środowiskiem, dużo wniosły do książki też moje rozmowy z innymi instruktorami - mówi Agnieszka Gałuszka. - Pomyślałam sobie, że nikt jeszcze takiej książki nie stworzył, więc ja spróbuję. Mnie w niej nie ma jako Agnieszki, ale są tam historie, które przydarzyły się mi lub moim kolegom po fachu plus generalnie anegdoty z całej Polski. Wszystkie sytuacje są prawdziwe: dlatego to reportaż.

Książka "Nie zabij nikogo. Z notatnika instruktora jazdy” zawiera przedsłowie, w którym autorka zastrzega, że zmieniała bohaterom wydarzeń imiona, wiek i płeć - aby uniemożliwić ich identyfikację. Nadmienia też, że w Polsce kursy prawa jazdy uczą, jak zdać egzamin, natomiast nie szkolą odpowiedzialnych kierowców. Przyszli kierowcy wykupują "kurs prawa jazdy”, a nie "kurs nauki jazdy”. A to spora różnica. I niestety przekłada się to też na statystyki wypadków. A także na statystykę wyników egzaminów.

Liczby i zgony

"W Polsce łatwiej jest zdać maturę, niż zostać kierowcą. Mamy najtrudniejszy egzamin na prawo jazdy ze wszystkich krajów Europy" - czytamy w przedsłowiu. W roku 2023 zdało go 35,9 proc. (średnia europejska to 50 proc.), przy czym w przypadku egzaminu maturalnego jest to 84,4 proc. "Niestety przodujemy w statystykach, w których główną rolę odgrywają zabici. Nasz wskaźnik zabitych w przeliczeniu na 100 wypadków nie ma sobie równych. Jesteśmy na pierwszym miejscu w Unii Europejskiej” - pisze Agnieszka Gałuszka. Najmłodsi kierowcy powodują blisko 17 proc. wypadków śmiertelnych - w większości przez nadmierną prędkość. A równocześnie 52,7 proc. zabitych ginie właśnie w wypadkach spowodowanych prze grupę kierowców w wieku 18-24 lat. Gdzie zatem tkwi błąd? Tak trudno jest zdać egzamin, a potem ci szczęśliwcy, którym się udaje, powodują wypadki. Dlatego tytuł książki brzmi "Nie zabij nikogo”. Tak powinno brzmieć motto kursów prawa jazdy i hasło dla każdego świeżo upieczonego kierowcy. Szkolenie kandydatów na kierowców, jak i egzaminowanie, nie spełniają bowiem najważniejszego zadania: w wielu przypadkach nie przygotowują do bezpiecznej jazdy. Ta książka obnaża, jak wyglądają często kursy i jak wyglądają egzaminy. Może okazać się przysłowiowym kijem w mrowisko. Już na jednej z pierwszych kart pojawia się takie zdanie: "W Polsce nie upatruje się przyczyn wypadków z udziałem młodych kierowców w ich nieefektywnym szkoleniu i egzaminowaniu”. [...] Najwyraźniej Polskę stać na stratę młodych ludzi”.

Prawdy i mity

- Wokół kursów i egzaminów krąży wiele mitów, przede wszystkim takich, że egzaminatorom zależy, by oblewać kursantów, a instruktorom, by ich naciągać na jak największe opłaty i kolejne lekcje. Postanowiłam się rozprawić z tymi mitami, a przy okazji dostało się też kursantom - mówi autorka książki. - Oczywiście, bywają kursanci bezproblemowi, z którymi łatwo się współpracuje i szybko "łapią”, niestety więcej jest tych problemowych i o nich głównie jest też książka. To nie jest przerysowany obraz, karykatura czy opowiastki w krzywym zwierciadle, to niestety sama prawda.

Głównym adresatem książki też są kursanci. Oraz ich rodzice - oni najczęściej płacą za kursy i szukają tych jak najtańszych, a potem się dziwią, że dziecko oblewa egzamin za egzaminem. Często nie chcą płacić za dodatkowe godziny, nawet gdy instruktor sygnalizuje, że są potrzebne. Ale płacą za kolejny egzamin i narzekają na instruktora. Oni, a także znajomi i przyjaciele mają też ogromny wpływ na młodych kierowców, po zdanym egzaminie, a nawet w trakcie kursu "doradzają” im, by nie jeździli "jak d...”, bo lepiej szybciej, a wygodniej łamiąc przepisy...

- Bardzo bym się ucieszyła, gdyby moją książkę przeczytali też ludzie, którzy mają już prawo jazdy, żeby widząc "elkę” na drodze, wiedzieli, że choć nie jedzie dynamicznie, w środku może dziać się bardzo dużo rzeczy naraz. To może wyglądać, że wlecze się jakiś żółw, ale w środku może być walka o przetrwanie: o władzę i o kierownicę. Żeby byli bardziej wyrozumiali ci starzy kierowcy, bo każdy się kiedyś uczył - dodaje. - Niby to oczywiste, ale niemal wszyscy o tym zapominają. Tak jak o tym, że instruktor jazdy to zawód wysokiego ryzyka. Jesteśmy jak kaskaderzy.

W trakcie szkoleń dochodzi do niebezpiecznych sytuacji: kursantom zdarza się siadać za kółkiem po alkoholu i innych środkach psychotropowych, kursantom zdarza się często, że silnik im gaśnie na środku ruchliwego skrzyżowania lub przejeździe kolejowym. Jedna z osób opisanych na kartach książki najpierw gnała po drodze, nie bacząc na znaki, a widząc, że instruktor wcisnął swój pedał hamulca, też zaczęła gwałtownie hamować, jadąc tuż przed rozpędzonym tirem i instruktor musiał ratować sytuację zjeżdżając do rowu. Inny kursant chciał sprawdzić poziom płynu w chłodnicy, odkręcając jej zakrętkę przy gorącym silniku...

"Każdego dnia zasiadamy na prawym fotelu, powierzając swoje życie osobie, która jeszcze dzień wcześniej nie wiedziała, że samochód ma trzy pedały, które trzeba obsłużyć tylko dwiema nogami" - to kolejna złota myśl z książki.

Ryzyko i sukces

W dzisiejszych czasach nawet największy grafoman może wydać książkę. Wystarczy mieć pieniądze i za to zapłacić. Ale trzeba mieć dużo pieniędzy. I nie znaczy to, że książka odniesie sukces i ludzie ją będą kupować. Aby wydawnictwo zdecydowało się wydać jakąś pozycję, musi ją dobrze ocenić i podjąć ryzyko inwestycji. Strzelczanka po napisaniu "Nie zabij nikogo” wysłała książkę do 20 wydawnictw. Trzy odpisały, że są zainteresowane, ale na odpowiedź czekała ponad rok. Potem trwało kilka miesięcy zanim książka została wydana. Od września jest w księgarniach i jak informuje wydawnictwo RM, dobrze się sprzedaje.

- Samo pisanie przy komputerze tak dzień w dzień zajęło mi około trzech miesięcy. To były wakacje 2023 roku. Potem długo czekałam na odpowiedź z wydawnictw, bo okazuje się, że bardzo wiele osób próbuje pisać książki i są one nimi dosłownie zasypywane - mówi pani Agnieszka. - Moimi pierwszymi czytelnikami i recenzentami była rodzina i przyjaciele. Oni mi doradzali i im zawdzięczam wiarę w siebie i to, że odważyłam się spróbować książkę wydać. Jedna koleżanka tak się zaczytała, że przypaliła obiad. Gdy mi to powiedziała, pomyślałam: to dobry znak.

Z pierwszych informacji od wydawnictwa wynika, że książka sprzedaje się - jak na debiut - całkiem dobrze. Można ją kupić także w księgarni w Strzelcach Opolskich, pani Agnieszka chce też zorganizować w swoim rodzinnym mieście spotkanie z czytelnikami, podczas którego będzie można kupić egzemplarz i otrzymać autograf.

- Nie znam dokładnych wyników, ale w trzy tygodnie książka znalazła się w pierwszej setce reportaży w tym roku, więc jest dobrze - podsumowuje nasza rozmówczyni. - Cieszy mnie to. Bo widocznie taka książka była potrzebna.

***

Zachęcamy Czytelników, by śledzili Facebooka "Strzelca Opolskiego". Wkrótce będzie można wygrać egzemplarz książki Agnieszki Gałuszki "Nie zabij nikogo".

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ReklamaHeimat
Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
ReklamaHospicjum2022
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 10°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1004 hPa
Wiatr: 18 km/h

Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: JanTreść komentarza: Pani Patrycjo Leszczyk-Gołąbek na zdjęciu to akcja w kolonowskim w dzielnicy Fosowskie.Data dodania komentarza: 11.03.2026, 07:30Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Dziesięć lat wyczekiwania chyba się spełnią.Data dodania komentarza: 10.03.2026, 06:41Źródło komentarza: Ulica Arki Bożka wreszcie z chodnikiem. Będzie jasno, równo i bezpiecznie J Autor komentarza: Jarząbek WacławawTreść komentarza: A może należałoby poprosić o stanowisko głównego udziałowca spółki? Zastanawiające jest jego milczenie...Data dodania komentarza: 5.03.2026, 16:40Źródło komentarza: Karuzela kadrowa w SWiK trwa. "To nie idzie w dobrym kierunku" G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: W Zawadzkiem nie ma ulicy Jemielnickiej. Przynajmniej jeszcze o takowej nie szłyszałem. Obok byłego budowlańca oprócz DK 901, czyli ul. Opolskiej mamy jeszcze ulicę Szpitalną (droga osiedlowa) oraz ulicę Lubliniecką. To pewnie o tą ostatnią się tutaj rozchodzi?Data dodania komentarza: 24.02.2026, 15:22Źródło komentarza: Doświetlą przejścia dla pieszych w Zawadzkiem i Szczepanku. Będzie bezpieczniej J Autor komentarza: WacławTreść komentarza: "Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska." Tym stwierdzeniem się przebierańcu ujawniłeś. Kto dał ci prawo relatywizowania krzywd? Nie wstyd ci tzw. ślunzoku? Ponadto cofnij się edukacyjnie do początków szkoły podstawowej z lat słusznie minionych jeżeli chodzi o znajomość historii i nadal gloryfikuj Armię Czerwoną.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 18:21Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim D Autor komentarza: ślunzokTreść komentarza: Co do "Tragedii Górnośląskiej".... Jestem ślązakiem, ale uważam, ze nie ma co tak bardzo płakać nad tamtymi wydarzeniami. Dlaczego ? Bo co robiły oddziały niemieckie w Babim Jarze ? , czy gdziekolwiek na terenach wschodnich ? To Niemcy wrzucali noworodki do płonących stodół, to NIemcy strzelali do ludności cywilnej klęczącej nad dołami. Armia Czerwona mściła się , jak każdy z nas w okresie wojny, gdyby mógł się mścił ! Kobiety płaczą, że były gwałcone , a kiedy stawiały opór były zabijane ? Straszne ! Co mogłyby powiedzieć dzieci wrzucane do ognia na wschodzie ? One nie miały wyboru.... Dla mnie " tragedia górnośląska" to małostka w porównaniu z tym, co NIemcy robili na wschodzie. Nie wiem, czy ich potępiać, czy nie. To była wojna i ich agresja była odpowiedzią na swój ból. Ślązaków i tak potraktowano łagodnie. Mogli ruscy całe wsieod razu palić. Nikt z Niemców nie wiedział co się działo na wschodzie ? Sobibór, Bełżec, Trblinka ? Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 21:52Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim
Reklama