Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 28 stycznia 2026 21:45
Reklama
Reklama

Trochę ku przestrodze, trochę do śmiechu, czyli 518 stron z życia instruktorki jazdy

"Nie zabij nikogo" - tak brzmi tytuł książki będącej pierwszym fabularyzowanym reportażem, jaką napisała mieszkanka Strzelec Opolskich. Jest już do nabycia w księgarniach.
Trochę ku przestrodze, trochę do śmiechu, czyli 518 stron z życia instruktorki jazdy
Autorka książki jest instruktorką w szkole nauki jazdy w Strzelcach Opolskich

Źródło: archiwum prywatne

Trochę ku przestrodze, trochę do śmiechu, czyli 518 stron z życia instruktorki jazdy

Autorka książki - Agnieszka Gałuszka - ma 29 lat, od urodzenia mieszka w Strzelcach Opolskich i od pięciu lat szkoli przyszłych kierowców w jednej z lokalnych szkół jazdy. Okazało się to tak ciekawym doświadczeniem życiowym, że postanowiła opisać instruktorów i kursantów, zweryfikować opowieści i anegdoty, jakie krążą na temat nauki jazdy oraz egzaminów. A także wziąć pod lupę opinie o tym, jak dobrze i skutecznie nabyć biegłość w poruszaniu się autem po ulicach. Agnieszka Gałuszka studiuje psychologię, co daje jej dodatkowe spektrum spojrzenia na otaczających ją ludzi i zdarzenia. Szkolenie przyszłych kierowców z jej perspektywy było świetnym materiałem na książkę. Trzeba go było tylko "obrobić” literacko, co zajęło jej w sumie kilka miesięcy.

- Pomysł narodził się od razu, gdy zaczęłam tę pracę, zaczęłam sobie spisywać niektóre ciekawe sytuacje i ogólnie interesować się tym środowiskiem, dużo wniosły do książki też moje rozmowy z innymi instruktorami - mówi Agnieszka Gałuszka. - Pomyślałam sobie, że nikt jeszcze takiej książki nie stworzył, więc ja spróbuję. Mnie w niej nie ma jako Agnieszki, ale są tam historie, które przydarzyły się mi lub moim kolegom po fachu plus generalnie anegdoty z całej Polski. Wszystkie sytuacje są prawdziwe: dlatego to reportaż.

Książka "Nie zabij nikogo. Z notatnika instruktora jazdy” zawiera przedsłowie, w którym autorka zastrzega, że zmieniała bohaterom wydarzeń imiona, wiek i płeć - aby uniemożliwić ich identyfikację. Nadmienia też, że w Polsce kursy prawa jazdy uczą, jak zdać egzamin, natomiast nie szkolą odpowiedzialnych kierowców. Przyszli kierowcy wykupują "kurs prawa jazdy”, a nie "kurs nauki jazdy”. A to spora różnica. I niestety przekłada się to też na statystyki wypadków. A także na statystykę wyników egzaminów.

Liczby i zgony

"W Polsce łatwiej jest zdać maturę, niż zostać kierowcą. Mamy najtrudniejszy egzamin na prawo jazdy ze wszystkich krajów Europy" - czytamy w przedsłowiu. W roku 2023 zdało go 35,9 proc. (średnia europejska to 50 proc.), przy czym w przypadku egzaminu maturalnego jest to 84,4 proc. "Niestety przodujemy w statystykach, w których główną rolę odgrywają zabici. Nasz wskaźnik zabitych w przeliczeniu na 100 wypadków nie ma sobie równych. Jesteśmy na pierwszym miejscu w Unii Europejskiej” - pisze Agnieszka Gałuszka. Najmłodsi kierowcy powodują blisko 17 proc. wypadków śmiertelnych - w większości przez nadmierną prędkość. A równocześnie 52,7 proc. zabitych ginie właśnie w wypadkach spowodowanych prze grupę kierowców w wieku 18-24 lat. Gdzie zatem tkwi błąd? Tak trudno jest zdać egzamin, a potem ci szczęśliwcy, którym się udaje, powodują wypadki. Dlatego tytuł książki brzmi "Nie zabij nikogo”. Tak powinno brzmieć motto kursów prawa jazdy i hasło dla każdego świeżo upieczonego kierowcy. Szkolenie kandydatów na kierowców, jak i egzaminowanie, nie spełniają bowiem najważniejszego zadania: w wielu przypadkach nie przygotowują do bezpiecznej jazdy. Ta książka obnaża, jak wyglądają często kursy i jak wyglądają egzaminy. Może okazać się przysłowiowym kijem w mrowisko. Już na jednej z pierwszych kart pojawia się takie zdanie: "W Polsce nie upatruje się przyczyn wypadków z udziałem młodych kierowców w ich nieefektywnym szkoleniu i egzaminowaniu”. [...] Najwyraźniej Polskę stać na stratę młodych ludzi”.

Prawdy i mity

- Wokół kursów i egzaminów krąży wiele mitów, przede wszystkim takich, że egzaminatorom zależy, by oblewać kursantów, a instruktorom, by ich naciągać na jak największe opłaty i kolejne lekcje. Postanowiłam się rozprawić z tymi mitami, a przy okazji dostało się też kursantom - mówi autorka książki. - Oczywiście, bywają kursanci bezproblemowi, z którymi łatwo się współpracuje i szybko "łapią”, niestety więcej jest tych problemowych i o nich głównie jest też książka. To nie jest przerysowany obraz, karykatura czy opowiastki w krzywym zwierciadle, to niestety sama prawda.

Głównym adresatem książki też są kursanci. Oraz ich rodzice - oni najczęściej płacą za kursy i szukają tych jak najtańszych, a potem się dziwią, że dziecko oblewa egzamin za egzaminem. Często nie chcą płacić za dodatkowe godziny, nawet gdy instruktor sygnalizuje, że są potrzebne. Ale płacą za kolejny egzamin i narzekają na instruktora. Oni, a także znajomi i przyjaciele mają też ogromny wpływ na młodych kierowców, po zdanym egzaminie, a nawet w trakcie kursu "doradzają” im, by nie jeździli "jak d...”, bo lepiej szybciej, a wygodniej łamiąc przepisy...

- Bardzo bym się ucieszyła, gdyby moją książkę przeczytali też ludzie, którzy mają już prawo jazdy, żeby widząc "elkę” na drodze, wiedzieli, że choć nie jedzie dynamicznie, w środku może dziać się bardzo dużo rzeczy naraz. To może wyglądać, że wlecze się jakiś żółw, ale w środku może być walka o przetrwanie: o władzę i o kierownicę. Żeby byli bardziej wyrozumiali ci starzy kierowcy, bo każdy się kiedyś uczył - dodaje. - Niby to oczywiste, ale niemal wszyscy o tym zapominają. Tak jak o tym, że instruktor jazdy to zawód wysokiego ryzyka. Jesteśmy jak kaskaderzy.

W trakcie szkoleń dochodzi do niebezpiecznych sytuacji: kursantom zdarza się siadać za kółkiem po alkoholu i innych środkach psychotropowych, kursantom zdarza się często, że silnik im gaśnie na środku ruchliwego skrzyżowania lub przejeździe kolejowym. Jedna z osób opisanych na kartach książki najpierw gnała po drodze, nie bacząc na znaki, a widząc, że instruktor wcisnął swój pedał hamulca, też zaczęła gwałtownie hamować, jadąc tuż przed rozpędzonym tirem i instruktor musiał ratować sytuację zjeżdżając do rowu. Inny kursant chciał sprawdzić poziom płynu w chłodnicy, odkręcając jej zakrętkę przy gorącym silniku...

"Każdego dnia zasiadamy na prawym fotelu, powierzając swoje życie osobie, która jeszcze dzień wcześniej nie wiedziała, że samochód ma trzy pedały, które trzeba obsłużyć tylko dwiema nogami" - to kolejna złota myśl z książki.

Ryzyko i sukces

W dzisiejszych czasach nawet największy grafoman może wydać książkę. Wystarczy mieć pieniądze i za to zapłacić. Ale trzeba mieć dużo pieniędzy. I nie znaczy to, że książka odniesie sukces i ludzie ją będą kupować. Aby wydawnictwo zdecydowało się wydać jakąś pozycję, musi ją dobrze ocenić i podjąć ryzyko inwestycji. Strzelczanka po napisaniu "Nie zabij nikogo” wysłała książkę do 20 wydawnictw. Trzy odpisały, że są zainteresowane, ale na odpowiedź czekała ponad rok. Potem trwało kilka miesięcy zanim książka została wydana. Od września jest w księgarniach i jak informuje wydawnictwo RM, dobrze się sprzedaje.

- Samo pisanie przy komputerze tak dzień w dzień zajęło mi około trzech miesięcy. To były wakacje 2023 roku. Potem długo czekałam na odpowiedź z wydawnictw, bo okazuje się, że bardzo wiele osób próbuje pisać książki i są one nimi dosłownie zasypywane - mówi pani Agnieszka. - Moimi pierwszymi czytelnikami i recenzentami była rodzina i przyjaciele. Oni mi doradzali i im zawdzięczam wiarę w siebie i to, że odważyłam się spróbować książkę wydać. Jedna koleżanka tak się zaczytała, że przypaliła obiad. Gdy mi to powiedziała, pomyślałam: to dobry znak.

Z pierwszych informacji od wydawnictwa wynika, że książka sprzedaje się - jak na debiut - całkiem dobrze. Można ją kupić także w księgarni w Strzelcach Opolskich, pani Agnieszka chce też zorganizować w swoim rodzinnym mieście spotkanie z czytelnikami, podczas którego będzie można kupić egzemplarz i otrzymać autograf.

- Nie znam dokładnych wyników, ale w trzy tygodnie książka znalazła się w pierwszej setce reportaży w tym roku, więc jest dobrze - podsumowuje nasza rozmówczyni. - Cieszy mnie to. Bo widocznie taka książka była potrzebna.

***

Zachęcamy Czytelników, by śledzili Facebooka "Strzelca Opolskiego". Wkrótce będzie można wygrać egzemplarz książki Agnieszki Gałuszki "Nie zabij nikogo".

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 999 hPa
Wiatr: 15 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama