Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 01:15
Reklama
Reklama

Kurniki skłóciły wieś. "Tu ma być prawie milion brojlerów rocznie"

Szykują nam horror: tu ma być prawie milion brojlerów rocznie - alarmują protestujący mieszkańcy, mówiąc o planowanych inwestycjach powiększenia fermy drobiu w Żędowicach. Z drugiej strony sporu są inwestorzy. Oni też czują się ofiarami: zgłosili na komisariat w Zawadzkiem nękanie i zarzucają sąsiadom nasyłanie na nich kontroli i dziennikarzy. Między młotem a kowadłem jest burmistrz, który z uwagi na powiązania rodzinne z właścicielem jednego z kurników złożył wniosek do SKO o wyłączenie urzędu w Zawadzkiem z postępowania.
Kurniki skłóciły wieś. "Tu ma być prawie milion brojlerów rocznie"
Kurnik, który ma być reaktywowany, stoi tuż za płotami sąsiadów

Autor: BES

Bomba wybuchła w połowie grudnia

- Jeden z pobliskich mieszkańców zupełnie przypadkiem na stronie internetowej naszego urzędu gminy zobaczył obwieszczenie z 3 grudnia informujące o budowie kolejnej fermy drobiu 200 metrów od naszych domów - relacjonuje Ewa Kulik, jedna z protestujących z ulicy Ziai. - Zrobiliśmy rekonesans między sąsiadami i okazało się, że nikt nic nie wie na ten temat.

Z obwieszczenia wynika, że inwestorem jest syn właścicieli obecnej fermy Anny i Jacka Garbowskich, gdzie już teraz - zgodnie z tym co sami deklarują - w każdym rzucie jest 34-36 tysięcy brojlerów. Kilka dni później, 20 grudnia, ukazało się drugie obwieszczenie o kolejnych planowanych do uruchomienia kurnikach. 

Inwestorem ma być drugi syn Garbowskich. Złożył wniosek o zgodę na zmianę warunków funkcjonowania w budynkach, w których kiedyś też była hodowla drobiu. Jak mówią mieszkańcy, odetchnęli z ulgą, gdy została zamknięta kilka lat temu. 

Garbowscy nie są właścicielami obiektów, ale podobno transakcja jest w trakcie. Te budynki są oddalone od niektórych domów o 28 metrów. Różnica jest taka, że kiedyś hodowane były tam nioski w ilości 2-4 tysiące, a teraz mają być brojlery. Urząd Miejski w Zawadzkiem nie udzielił nam odpowiedzi, ile ma ich być, ale sąsiedzi powołują się na informacje z gminy, że podobno kolejne 34 tysiące hodowanych w cyklu ciągłym.

Nadchodzi smród

Smród, horror, katastrofa... sąsiedzi rodziny Garbowskich, mówiąc o tym, co - jak przeczuwają - czeka ich w przypadku rozpoczęcia hodowli w kolejnych kurnikach w Żędowicach, są pełni obaw.

Mówią o szkodliwych substancjach, bakteriach, robactwie i gryzoniach. W ich opinii to będzie jedna wielka ferma, "nawet, jeśli w papierach właściciele będą różnić się tylko imionami".

- Podkreślam, protest mieszkańców ulicy Ziai i okolic, nie jest wymierzony w rodzinę państwa Garbowskich - dodaje Ewa Kulik. - Protest dotyczy stricte sprzeciwu wobec powstaniu na tym terenie dwóch planowanych inwestycji związanych z hodowlą drobiu, których dotyczy postępowanie. Jeżeli one dojdą do skutku, licząc łącznie z obecnie już funkcjonującą fermą, powstanie tu kombinat ferm drobiu: rocznie około miliona hodowanych brojlerów.

Ludzie skarżą się, że latem już nie można okien otworzyć ani posiedzieć przy grillu w ogrodzie, dlatego uważają, że tak uciążliwe dla otoczenia działalności powinny być lokowane w znacznie większej odległości od zabudowań mieszkalnych: najlepiej na terenach inwestycyjnych z dala od siedlisk ludzkich.

- Przecież jak wiatr dobrze zawieje, to śmierdzi stąd nawet w Zawadzkiem, dwa kilometry dalej na "Manhattanie” - dopowiada Barbara Sowa. - Jeśli teraz już jest źle, to co będzie jak liczba kur się zwiększy kilkakrotnie?

A sąsiadka Anna Drewing, która mieszka najbliżej, dodaje, że najgorzej cuchnie, gdy, kurniki są czyszczone:

- Ja mam wątpliwości, czy oni tam mają nowoczesną infrastrukturę na przykład baseny do czyszczenia i groble, chciałabym wiedzieć, gdzie idzie woda z mycia tych odchodów. To, jakie tam są warunki, ma przecież wpływ na otoczenie, na nas, na nasze zdrowie!

- Nie tylko na nas sąsiadów, ale na tysiące ludzi. Pod nami są piaski, przez które zanieczyszczenia z wodą łatwo przechodzą, a poniżej znajduje się przecież wielki chroniony zbiornik wody pitnej, w pobliżu istniejącej fermy jest studnia głębinowa, która zasila kilka miejscowości - podkreśla Damian Ibrom. - Mamy bardzo poważne obawy, jak te inwestycje mogą na to wszystko wpłynąć.

Sprawa w SKO

Sprawa żędowickich kurników nabrała rozgłosu z końcem stycznia br. Liczna delegacja mieszkańców udała się wtedy na sesję rady miejskiej w Zawadzkiem, aby zaprotestować przeciw planowanym przez sąsiadów inwestycjom. Wcześniej spotkali się na rozmowie z burmistrzem i indywidualnie korespondowali z urzędem. 

Z różnych odpowiedzi, jakie były udzielane, wynika, że postępowania administracyjne w sprawie wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla nowo planowanych przedsięwzięć jest w toku i szybko się nie zakończy. To, jaka decyzja zapadnie, uzależnione jest od opinii Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Opolu, Państwowego Powiatowego Inspektoratu Sanitarnego w Strzelcach Opolskich i Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie RZGW w Gliwicach. Zdesperowani żędowiczanie zwrócili się o powstrzymanie inwestycji również i tam. 

RDOŚ 13 stycznia odpisała, że organem decyzyjnym jest burmistrz Zawadzkiego, ale już wyraziła opinię o potrzebie przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko dla obu inwestycji. Podobnie stwierdził strzelecki Sanepid, zaznaczając, iż wykonany ma zostać raport o oddziaływaniu na środowisko.

Dwa tygodnie później sytuacja zmieniła się jednak diametralnie. Gmina Zawadzkie zwróciła się z wnioskiem do Samorządowego Kolegium Odwoławczego o wyznaczenie organu zastępczego do wydania decyzji o uwarunkowaniach środowiskowych i wiele wskazuje na to, że organem decyzyjnym będzie tu inny urząd miasta lub gminy. SKO zwróciła się już o przekazanie akt sprawy. 

Sytuacja jest bowiem, mówiąc oględnie, dość niezręczna: "wygaszone” kilka lat temu kurniki w Żędowicach, gdzie Garbowscy chcą wznowić hodowlę, są własnością teścia burmistrza. Te oddalone 28 m od budynków sąsiadów. W związku z tym wśród mieszkańców zaczęły się pojawiać różne uwagi i insynuacje. 

O komentarz do tej sytuacji zwróciliśmy się do burmistrza Michała Rytla. Ale odpisał jego zastępca Andrzej Pruski:

"Jednoznacznie zaprzeczamy, aby Burmistrza Zawadzkiego łączył jakikolwiek związek z którąkolwiek stroną postępowania. Zgodnie z art. 24 KPA wyłączenie pracownika następuje ze względu na łączące go powiązania ze stroną postępowania. W przedmiotowej sprawie taka sytuacja nie zachodzi, jednakże ze względu na pojawiające się wśród opinii publicznej nieprawdziwe informacje o działaniu Burmistrza Zawadzkiego na rzecz teścia, do którego w chwili obecnej należy część kurników związanych z drugim wnioskiem, podjęto decyzje o skierowaniu wniosku do SKO. Działanie to ma na celu ucięcie wszelkich domysłów oraz wątpliwości, które mogłyby narazić na nieprzychylne komentarze kogokolwiek z rodziny Pana Burmistrza. W chwili obecnej oczekujemy na decyzję SKO” - czytamy w nadesłanej odpowiedzi.

- Kiedy te kurniki zostały zamknięte, wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, bo spadła ilość much, szczurów i nornic - komentuje Anna Drewing. - Teraz jesteśmy przerażeni, bo Garbowscy zapowiadają ponad 30 tysięcy brojlerów. Będzie gorzej niż było. Mnie dzieli od tych kurników 26 metrów!

"Jestem skrzynką"

O wniosku do SKO poinformował podczas sesji 27 stycznia mecenas urzędu Michał Szachnitowski. Mówił o tym, że o decyzji prawdopodobnie rozstrzygał będzie inny wójt, burmistrz lub prezydenta miasta. Burmistrz Rytel na sesji też zabrał głos, podkreślając, że w takich sprawach jak ta, głos decydujący ma jednak nie burmistrz czy wójt, ale instytucje opiniujące:

- Jako burmistrz jestem, mówiąc w dużym uproszczeniu, skrzynką nadawczo-odbiorczą, która zbiera opinie od dyrektorów Dyrekcji Ochrony Środowiska, Sanepidu i Wód Polskich, to nie burmistrz decyduje i ja to państwu już mówiłem podczas pierwszego naszego spotkania - tu włodarz nawiązał do rozmów z protestującymi 13 grudnia. - Decyzja podejmowana jest na podstawie tych opinii, trzeba zaczekać aż wszystkie spłyną.

Z kolei zastępca burmistrza Andrzej Pruski przypomniał protestującym, że postępowanie nie dotyczy pozwolenia na inwestycję, a jedynie "wytycznych, jakie inwestor musi spełnić, aby przedsięwzięcie mógł realizować bądź wskazania, że ze względu na ochronę środowiska, wód lub gleby taka inwestycja jest niemożliwa do realizacji”.

- To instytucje opiniujące wypowiedzą się, czy inwestycja jest możliwa czy nie - mówił o RDOŚ, Sanepidzie i Wodach Polskie. - Jeśli one określą wytyczne i inwestor je spełni, to nikt w tym kraju - łącznie z burmistrzem - nie ma prawa mu tego zabronić.

Wieś dla rolników!

Każdy spór ma dwie strony. Sąsiedzi Garbowskich czują się zagrożeni przez rozbudowę fermy, a Garbowscy mówią, że czują się zagrożeni przez sąsiadów. Na sesję 27 stycznia nie przyszli, ale złożyli pismo z prośbą o odczytanie. 

Pojawiły się w nich m.in. słowa o tym, że prowadzą gospodarstwo rodzinne od trzech pokoleń i do tej pory z sąsiadami łączyły ich dobre relacje, a teraz zaczęły się "insynuacje” oraz przejawy "agresji”. "Podejmiemy wszelkie dozwolone prawem kroki w celu ochrony naszych interesów i dobrego imienia, jeśli będzie to konieczne” - odczytał pismo Garbowskich burmistrz Rytel.

Oświadczenie zawiera też "sprostowanie”, m.in. odnośnie skali planowanej hodowli zawyżonej "nawet przy maksymalnym obsadzeniu o co najmniej 25 procent”. Garbowscy wskazują ponadto, że nie należy mówić o rozbudowie fermy teścia burmistrza, a jedynie o "wznowieniu produkcji” i "zmianie jej warunków”, a tereny wiejskie są przeznaczone dla rolnictwa, zatem, jeśli ktoś ma chęć zamieszkania w otoczeniu wiejskim, nie powinno to "wpływać na możliwość rozwoju działalności rolniczej”.

Atmosfera w Żędowicach jest ciężka. Sąsiedzi Garbowskich mówią, że kilka dni temu po domach chodził dzielnicowy i wypytywał, czy ktoś coś wie o nękaniu Garbowskich, bo złożyli zawiadomienie na komisariat, że czują się zagrożeni. Podobno mówili, że wokół ich domu i zabudowań kręcą się zakapturzeni ludzie i ktoś wysypał im śmieci na posesję.

- Lepiej tam nawet nie podchodzić w pobliże - mówi jeden z mężczyzn. - Nerwy im puszczają.

Kiedy zjawiam się pod dużym domem z wielkim banerem na płocie "Teren rolniczy, hodowla zwierząt” (opatrzony wizerunkami drobiu i trzody chlewnej), zaraz wychodzi syn gospodarza, pytając o cel wizyty i czy mam zgodę na fotografowanie. Po chwili wychodzi drugi z synów i wybiega mocno wzburzony właściciel, wykrzykując różne epitety pod adresem sąsiadów, a za nim jego żona. 

Tłumaczą, że czują się osaczeni: przez sąsiadów, nasyłane przez nich kontrole i przez dziennikarzy, którzy nieumówieni nachodzą ich: tak jak ja. A oni nie chcą rozmawiać. Ale obiecują dostarczyć oświadczenie. 

Gospodarz wraca do domu, a reszta domowników tłumaczy, że przez spór z sąsiadami ma już zszargane nerwy i zdrowie. Kobieta proponuje oprowadzenie po gospodarstwie, ale nie zaprasza do kurników: dopytuje, czy czuję smród, jaki zarzucają im sąsiedzi.

- Mocno nie czuć, ale nie potrafię powiedzieć, jak jest latem albo gdy jest czyszczony kurnik - odpowiadam. - Teraz jest mróz...

Zgodnie z prawem

W jednym zgadzają się wszyscy: inwestorzy, sąsiedzi i urzędnicy Urzędu Miejskiego w Zawadzkiem. Wszyscy mówią o konieczności przestrzegania przepisów.

W dostarczonym do redakcji oświadczeniu, podpisanym przez Jacka Garbowskiego z datą 20 lutego br., czytamy:

"Ustawodawca narzucił na nas szereg obowiązków i norm, które spełniamy. Regularnie przechodzimy kontrole instytucji nadrzędnych. Jesteśmy zobowiązani do okazywania wszelkiej wymaganej dokumentacji wszystkim instytucjom nadzorczym. Normy i warunki prowadzenia takiej działalności, które zawarte są w licznych ustawach i rozporządzeniach, stanowią realny kompromis pomiędzy możliwościami rozwojowymi rolników, a ich oddziaływaniem na środowisko naturalne oraz sąsiedztwo terenów nierolniczych (...) nasze fermy są prowadzone zgodnie z literą prawa, z pełnym poszanowaniem obowiązujących regulacji oraz dbałością o środowisko (...). Przez ostatnie 30 lat naszej działalności nie zgłaszano żadnych uciążliwości w związku z prowadzeniem naszych instalacji. (...) Dlatego apelujemy o rzetelność w przekazywaniu informacji oraz odpowiedzialność w kształtowaniu opinii publicznej. Oczekujemy, że debata publiczna będzie oparta o merytoryczną wiedzę, fakty oraz regulacje prawne".

O przepisach mówił podczas sesji burmistrz Michał Rytel, zapewniając, że jako burmistrz musi dbać zarówno o przedsiębiorców, jak i o dobro mieszkańców:

- Szanowni państwo, czasy samowolki przy tego typu zakładach się skończyły, RDOŚ co chwile kontroluje takie zakłady i tak samo gdy jest przebudowa - argumentował.

Mieszkańcy mają jednak zastrzeżenia co do urzędowych procedur. Choćby do tego, że - jak mówią - jednego dnia są uznawani jako strona postępowań, a następnego dnia już nie - i ponownie muszą składać kolejne wnioski z prośbą o wgląd do akt toczących się postępowań. 

Zwracają też uwagę na to, że wartość działek i budynków spadnie, jeśli obok będzie kombinat drobiu. A są osoby, które właśnie rozpoczęły budowę domu i nie wiedziały o planach Garbowskich. Wielu z nich mówi, że odnoszą wrażenie "sprzyjania" inwestorom i inwestycjom kosztem zwyczajnych ludzi i pogorszenia ich jakości życia. Czują się lekceważeni i pomijani w istotnych dla nich procedurach.

- W 2018 roku władze gminy zmieniły plan zagospodarowania przestrzennego gminy i nasze działki nagle z przeznaczenia budowlanego zmieniły status na zagrodowy - mówi Damian Ibrom. - Zorientowałem się trzy lata po fakcie, złożyłem pismo, że chcę rozpocząć budowę. Do dziś nie mam konkretnej odpowiedzi!

Wszyscy zainteresowani podkreślają, że dziś najważniejsze jest, aby organy decyzyjne w trakcie postępowań miały szeroki "ogląd na sprawę”, biorąc pod uwagę przede wszystkim mieszkających tu ludzi i otoczenie.

- Chcielibyśmy, aby wszystkie osoby i instytucje, które będą wydawać decyzje, zrozumiały nas, pobliskich mieszkańców, którzy walczą o prawa swoje i swoich rodzin do normalnego życia - wskazuje Roman Kimak.

- Powstanie tych inwestycji w środku gminy w żaden sposób nie przyczyni się do jej rozwoju, wręcz przeciwnie, zahamuje rozwój w tej okolicy - dodaje Andrzej Sowa.

- Kto chciałby zbudować tu dom i mieszkać w takiej okolicy? - pyta Jan Koik.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

S
Smok 28.02.2025 11:47
A czy ktoś z zainteresowanymi stronami, tą od kurników, i tą od mieszkańców, rozmawiał? Czy burmistrz albo radni zasięgnęli opinii mieszkańców w "przedmiotowej sprawie"?
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1000 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama