Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 28 października 2026 19:40
Reklama

Miejsce pamięci śląsko-teksańskiej emigracji powstało w Płużnicy Wielkiej

Do Płużnicy Wielkiej przyjechało ostatnio 50 potomków śląskich emigrantów, a celem ich wizyty było otwarcie Izby Pamięci dedykowanej emigracji Ślązaków do Teksasu. Grupie odwiedzających przewodził ks. Franciszek Kurzaj – ojciec pielgrzymek z Teksasu na Śląsk.
Miejsce pamięci śląsko-teksańskiej emigracji powstało w Płużnicy Wielkiej
Izba Pamięci mieści się w budynku dawnej szkoły

Autor: Bartłomiej Masło

Miejsce pamięci śląsko-teksańskiej emigracji powstało w Płużnicy Wielkiej

W połowie XIX wieku ziemie Śląska Opolskiego – trawione przez głód, powodzie, susze i nieurodzaj – były trudnym miejscem do życia. Nadzieję na lepszą przyszłość przyniósł Leopold Moczygemba – urodzony w Płużnicy Wielkiej franciszkanin – z którym właśnie z tej małej miejscowości 20 września 1854 roku wyruszyła pierwsza śląska ekspedycja za ocean. Trzy miesiące później w Teksasie powstała pierwsza polska osada – Panna Maria – która istnieje do dzisiaj.

W miejscu po szkole w Płużnicy Wielkiej, do której prawdopodobnie uczęszczał zakonnik, otworzono Izbę Pamięci śląsko-teksańskiej emigracji.

Ku pamięci emigracji

Starsza mieszkanka Płużnicy Wielkiej mówi lekko drżącym głosem do mikrofonu: Czy jest tu ktoś z rodziny Jarząbek? Ksiądz Kurzaj tłumaczy pytanie na język angielski, po czym z grupy gości w niebieskich koszulkach z napisem „Silesia-Texas” unosi się ręka w górę, czemu towarzyszy jęk wzruszenia oraz gromkie brawa. Starsza pani dodaje potem, że do Teksasu wyjechało ośmioro członków jej rodziny, a zza oceanu niedawno przysłano jej książkę z drzewem genealogicznym. Wzruszona pokazuje ją zebranym w miejscu, które dziś jest łącznikiem tego, co zostało rozdzielone półtora wieku temu.

- Opowiadamy historie zwykłych ludzi, którzy pojechali za chlebem, zachowując wiarę w Boga - mówi Gerard Kurzaj, brat księdza Franciszka, działającego w Teksasie polskiego prałata, założyciela i prezesa polonijnej Fundacji im. ks. Leopolda Moczygemby. - Amerykanie od kilkudziesięciu lat już przyjeżdżają do Polski nie tylko z moim bratem, ale i z innymi biskupami. W latach osiemdziesiątych mieszkali w prywatnych domach. Jako miejscowi, Polacy, patrzyliśmy na tych wszystkich ludzi zza oceanu, którzy przyjechawszy tu płaczą w kościołach, dotykają ksiąg, dotykają starych drzwi, witają się z ludźmi, którzy się tak samo nazywają - Moczygemba, Jarząbek. Oni są dla nas przykładem. My, widząc ich płacz, tęsknotę, postanowiliśmy tę historię opowiedzieć - relacjonuje. - Izba Pamięci w Płużnicy jest finałem dwunastoletniego działania na rzecz upamiętnienia emigracji.

Pierwsza wystawa jej poświęcona została otwarta w Muzeum Diecezjalnym w Opolu.

- Potem prezentowaliśmy ją tam, gdzie nas zaproszono. Wreszcie zdaliśmy sobie sprawę, że wystawa nie może zaginąć w magazynie. Padła idea, aby w tym gminnym budynku stworzyć Izbę Pamięci. Pomyśleliśmy, że to piętro – prawdopodobnie po szkole, do której Moczygemba chodził w XIX wieku – może być wykorzystane. Małe miejsca czasami robią wielkie rzeczy - dodaje Gerard Kurzaj.

Bóg nie widzi narodowości

W historii, która łączy kraje, liczy ponad 150 lat i pokonuje ocean, istotną wydaje się być narodowa tożsamość. Śląscy Teksańczycy pamiętają o polskich korzeniach. Jednak jeszcze ważniejsze są dla nich rodzinne więzi. Gerard Kurzaj na pytanie o przynależność narodową pielgrzymów z Teksasu odpowiada:

- Każdy ma w sercu to, kim się czuje. W XIX wieku kwestia narodowości nie była postawiona tak jak teraz – na ostrzu noża. My szanujemy każdego, u Pana Boga nie ma takich rozróżnień. Moczygemba też to głosił, musimy się wznieść ponad podziały narodowościowe, szanując je oczywiście. Ważne jest to, kim się czuję, natomiast nie wolno z tego zrobić płaszczyzny do oceniania kogoś.

Historię śląsko-teksańskiej emigracji można zobaczyć w budynku przy ulicy Strzeleckiej 8 w Płużnicy Wielkiej, przy kościele Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny.



Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama WFOŚ
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Szkoda, że autor artykułu w tytule i treści skrócił grupę uczestników tylko do Kolonowskiego. Wyprawa 'śladami solnej historii' połączyła przecież seniorów z całej gminy: Staniszcz, Spóroka, Fosowskiego i Kolonowskiego. To ważne, by doceniać zaangażowanie wszystkich mieszkańców, bo sukces tej udanej wycieczki jest ich wspólnym dziełem.” Data dodania komentarza: 25.10.2026, 07:16 Źródło komentarza: Emeryci i Renciści z Kolonowskiego ruszyli śladami solnej historii G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Brawa dla pana Przemka! Dzięki za poświęcenie i wkład w odnalezieniu tego człowieka. Data dodania komentarza: 21.10.2026, 13:18 Źródło komentarza: Liczyła się każda minuta. Dzielnicowy odnalazł mężczyznę w kryzysie S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: To było zapewne „na chwilę”. On „tylko”. Pewnie włączył jeszcze światła awaryjne, bo wielu kierowców uważa, że żółte miganie daje im dodatkowe przywileje. Bo przecież musi do sklepu, do paczkomatu, wyładować towar – powód zawsze się znajdzie. I nagle, w ich mniemaniu, zakaz jazdy po chodniku przestaje obowiązywać, przepisowe 1,5 metra dla pieszych staje się zbędne, a pojazdy powyżej 3,5 tony magicznie zyskują prawo wjazdu na infrastrukturę dla pieszych. Najbardziej jednak boli fakt, że policja regularnie mija takich kierowców i kompletnie nie reaguje. To nic, że ktoś tarasuje chodnik, blokuje przejazd albo nadużywa świateł awaryjnych. Taka bierność służb tylko potęguje społeczne przyzwolenie na drogowe bezprawie. Co więcej, gdy ktoś odważy się zwrócić uwagę na auto zaparkowane na chodniku, natychmiast zostaje uznany za awanturnika i wywrotowca. W końcu „aż tak bardzo nie blokuje”, „przejść się da”, a poza tym „w tym miejscu i tak mało kto chodzi”, więc o co ten cały hałas? Dlaczego policja nie reaguje na takie zachowania z własnej inicjatywy? Dlaczego czeka wyłącznie na oficjalne zgłoszenia? Czy jej obowiązkiem nie powinno być piętnowanie wykroczeń bezpośrednio na gorącym uczynku – i to nie tylko poprzez stanie z „suszarką” na zakrętach? W całym tym artykule jedno zdanie uderza najmocniej: „cofający autem na chodniku”. Ludzie, w jakim świecie my żyjemy? Samochód jadący po chodniku? Czy to naprawdę stało się już normą? Data dodania komentarza: 9.10.2026, 19:23 Źródło komentarza: Śmiertelne potrącenie w Strzelcach Opolskich. Nie żyje kobieta J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Uwaga mieszkańcy! Jeśli przejeżdżaliście przez Zawadzkie i tam wygraliście, musicie natychmiast się przeprowadzić, bo redakcja już zdecydowała, czyim milionerem jesteście. Logika poziomu: 'zjadłem zapiekankę w Krakowie, więc jestem Krakusem'. Data dodania komentarza: 4.10.2026, 12:53 Źródło komentarza: Zawadzkie zyskało milionera. Wygrał pieniądze w loterii EuroJackpot L Autor komentarza: Polak Treść komentarza: Wielki szacunek dla naszych chłopaków za robotę, a dla tego kapusia gigantyczny wstyd! Do łopaty albo do rzucenia grosza na zbiórce go nie było, ale do pisania donosów pierwszy. Typowy polaczek, sam nic nie zrobi, a drugiemu zepsuje. Żyj teraz z tą świadomością, że cała wieś tobą gardzi. 😡 Data dodania komentarza: 29.09.2026, 17:44 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Choć intencje mieszkańców były szlachetne, to budowanie czegokolwiek w pasie drogowym, bez planów, pozwoleń i jasnej własności gruntu, było ogromną lekkomyślnością. Gdyby w niedokończoną ścianę znów uderzyło auto albo konstrukcja zawaliła się na pieszego, winnych do odpowiedzialności by nie było. Prawo jest prawem i musi być przestrzegane, nawet przy odbudowie świętości.” Data dodania komentarza: 29.09.2026, 06:58 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany
Reklama