Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 20 czerwca 2026 01:22
Reklama Filplast

Cztery etaty Krzysztofa Zapłackiego, siatkarza ZAKSY Strzelce Opolskie

Jak to jest jednego dnia grać mecz w 2. lidze, następnego dwa szczeble wyżej czy nawet w Lidze Mistrzów, a w międzyczasie chodzić do pracy w urzędzie miasta? Odpowiedź na to może znać Krzysztof Zapłacki - siatkarz, trener, urzędnik i głowa rodziny.
Cztery etaty Krzysztofa Zapłackiego, siatkarza ZAKSY Strzelce Opolskie
Krzysztof Zapłacki łączy grę w siatkówkę z wieloma innymi obowiązkami

Autor: Błażej Duk

Siatkarz

- Fakt, dość nietypowa sytuacja, ale w sumie jestem już do tego przyzwyczajony, bo już jakiś czas tak funkcjonuje. Zresztą to nie pierwszy raz, że gram na kilku frontach, nie jest to dla mnie nic nowego - przyznaje skromnie 31-letni przyjmujący.

I przypomina, że gdy był młodszy to zdarzało mu się bronić barw klubu z Kędzierzyna-Koźla w PlusLidze i Lidze Mistrzów oraz w drużynie U23. Potem, gdy utworzono Zaksę Strzelce Opolskie, też łączył grę na zapleczu elity czy jeszcze poziom niżej, a przy tym również pomagał „pierwszemu zespołowi”.

W tym sezonie sytuacja jest tym bardziej nietypowa, bo trudno znaleźć inny klub, który mierzy się z takimi kłopotami kadrowymi jak od paru miesięcy Grupa Azoty ZAKSA. A ostatnio wszystko powróciło ze zdwojoną siłą. Wszak poza trójką graczy z jego pozycji, którzy od dawna są wyłączeni z gry czyli: Jakubem Szymańskim, Aleksandrem Śliwką i Wojciechem Żalińskim, to zdarzało się, że sztab szkoleniowy nie mógł skorzystać także z innych graczy odpowiadających za przyjęcie jak Korneliusz Banach, Bartosz Bednorz czy Daniel Chitigoi. Awaryjnie do gry został wezwany właśnie on oraz… trener przygotowania motorycznego Justin Ziółkowski.

- Zawsze jestem gotowy oddać serce temu klubowi, więc nie jest to dla mnie coś nadzwyczajnego - podkreśla Krzysztof Zapłacki. - Z punktu widzenia kogoś, kto śledzi te rozgrywki, to może być coś coś niespotykanego, bo pewnie w jakimś tam stopniu jest, ale ja do tego tak nie podchodzę. Gram na kilku frontach i wszędzie staram się dać z siebie wszystko.

Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. I wcale nie trzeba znać się jakoś szczególnie na siatkówce czy nawet sporcie, by wiedzieć, iż pomiędzy trzecim szczeblem rozgrywkowym w danym kraju, a najwyższym, nie mówiąc już o Lidze Mistrzów, jest przepaść, której nie oddaje po prostu zwykłe wyliczenie, że to różnica dwóch lub trzech poziomów.

- Umiejętności zawodników, szybkość gry, dynamika, siła... wszystko to jest nie do porównania. Trzeba się dużo bardziej napocić nawet gierce treningowej z pierwszym zespołem, żeby zdobyć jakiś punkt, aniżeli na parkietach drugoligowych - obrazuje.

On jednak wyraźnie sobie radzi. Z wcześniejszych lat może się pochwalić medalami PlusLigi i zdobyciem Pucharu Polski. W listopadzie dołożył swoje trzy grosze do triumfu w Superpucharze naszego kraju. Na początku grudnia uznano go MVP meczu z Cuprum Lubin, a na początku lutetgo przeciwko Resovii Rzeszów zdobył 10 punktów i zakończył spotkanie z drugim wynikiem w swoim zespole pod tym względem.

- Staram się dawać z siebie po prostu wszystko - tłumaczy w swoim stylu Krzysztof Zapłacki. - Znam chłopaków nie od dziś. Bardzo się lubimy i szanujemy. Kierujący grą musi gdzieś tę piłkę dystrybuować tak, żeby szła nie tylko do jednego zawodnika, bo wiadomo, że w takiej sytuacji ciężko jest uciągnąć grę w ataku. Może też rywale mniej mnie pilnują w tym bloku i pewnie rozgrywający chce to wykorzystać. W meczu z Resovią przyniosło to efekty, bo parę piłek miałem super rozrzuconych. Pokończyłem trochę akcji i pomogłem zespołowi.

- W przyjęciu już wcześniej sobie radził w PlusLidze, ale też gdzieś Marcin Janusz nabrał większego zaufania do niego i dostał zdecydowanie więcej piłek niż w poprzednich meczach - ocenia Dawid Krupa, jego trener z Zaksy Strzelce Opolskie. - Dlatego mógł się też wykazać w tym elemencie, bo nie ukrywam, że u nas jest on pierwszą opcją w ataku. To jest zawodnik, który potrafi kończyć piłki, tylko trzeba mu po prostu zaufać i myślę, że w tym meczu to zafunkcjonowało.

Urzędnik

Szacunek Zapłackiemu należy się tym większy, iż na co dzień łączy grę z regularną pracą w Urzędzie Miasta w Kędzierzynie Koźlu, gdzie zajmuję się sprzedażą gruntów niezabudowanych, sprzedaję działki gminne i miejskie. Organizuję przetargi i jest w odpowiedniej komisji. Już samo to dla niejednej osoby byłoby „czarną magią”.

- Nie jest lekko, ale jakoś daje radę - przyznaje. - To nie jest praca fizyczna, a umysłowa. Tyle, że każdego dnia trzeba spędzić te osiem godzin w pracy. Mam więc mało czasu pomiędzy jej końcem, a początkiem treningu. Bo zazwyczaj wychodzę o godz. 15, potem szybki powrót do domu, coś zjem, chwilę pobawię się z dzieckiem, spędzę trochę czasu z żoną i zazwyczaj około godz. 17 ruszam na trening. W hali jestem 2-3 godziny, wracam i jest już praktycznie noc. I trzeba iść spać, żeby odpocząć, bo kolejny dzień już „za pasem”. Ale ja nie narzekam. Zawsze staram się szukać pozytywów, a nie negatywów. Jestem twardego chowu - dodaje z uśmiechem.

Na szczęście, ma wsparcie także wśród współpracowników. Jakby nie było, nie każdemu jest dane pracować z zawodnikiem swojej ukochanej drużyny, a takich w Urzędzie Miasta w Kędzierzynie-Koźlu rzecz jasna nie brakuje. Nie tylko jednak przecież dlatego. Trudno więc się dziwić, że od czasu do czasu dostaje kalendarze czy koszulki klubowe do podpisania... przez chłopaków z Grupy Azoty ZAKSA.

- Gdy przychodzę rano do pracy następnego dnia po meczu, to siadamy przy małej kawce, szybko zdaję relację, bo przecież każdy ogląda Zaksę. Czuje pełne wsparcie z ich strony i to jest wspaniałe, że nikt nie zazdrości, a raczej wszyscy mnie w tym wspierają - cieszy się.

Pewnego rodzaju udogodnieniem może być też fakt, iż jego szefową jest w tym przypadku Sabina Nowosielska, obecnie prezydent miasta, a w przeszłości prezes klubu z Kędzierzyna-Koźla. Szczególnej taryfy ulgowej z tego powodu jednak nie ma. I musi choćby brać urlop wypoczynkowy, gdy wyjeżdża z kędzierzynianami na mecz Ligi Mistrzów, jak choćby ostatnio do tureckiej Ankary.

- Nie chcę być nie fair w stosunku do kolegów i koleżanek z pracy. Staram się wypełniać swoje obowiązki służbowe równie sumiennie jak te siatkarskie - nie kryje. - Wiadomo, że gdzieś tam w pewnych sytuacjach jest delikatne przymknięcie oka, ponieważ pani prezydent jest chyba naszym największym kibicem, jest prawie na każdym meczu i wspiera nas - podkreśla Krzysztof Zapłacki.

Trener

Gra w dwóch zespołach i to na paru frontach oraz praca w urzędzie to jednak nie koniec jego obowiązków. Jest bowiem również trenerem młodzieży, prowadząc zespoły juniorów i kadetów w Strzelcach Opolskich. A niedawno jego podopieczni z AS Kronospan Strzelce Opolskie w tej starszej kategorii wiekowej zajęli trzecie miejsce w województwie i mogli je reprezentować w turniejach ćwierćfinałowych o mistrzostwo Polski. W Poznaniu w walce o awans do grona 16 najlepszych ekip w kraju wygrali jeden mecz i przegrali dwa (w tym z młodzieżą Skry Bełchatów).

- W związku z ostatnim natłokiem obowiązków w prowadzeniu tych drużyn pomagają mi inni trenerzy klubu, ale cały czas jesteśmy w kontakcie, chodzę na treningi - tłumaczy. - Uwielbiam pracę z młodzieżą, mam zrobione odpowiednie papiery. To też mnie kręci, tak że pod każdym względem staram się siatkarsko rozwijać.

Co ciekawe, Krzysztof Zapłacki nie pochodzi z Opolszczyzny, a z Wielkopolski. Urodził się w Lesznie, a do nas trafił blisko 12 lat temu z Kaniasiatki Gostyń. Od tego czasu opuszczał Kędzierzyn-Koźle tylko wtedy, gdy był wypożyczany do Ślepska Suwałki i Krispolu Września. Trudno więc nie zadać pytania, czy nie kusiłoby sprawdzenie się w klubach prezentujących poziom między ekipami w których obecnie występuje.

- Nigdy nie mówię nigdy, ale na tę chwilę nie... i raczej nic się nie zmieni. Osiedliłem się tutaj razem z żoną i córeczką. Ja mam tu pracę, ona ma. Dobrze nam się tu żyje - ucina, podkreślając, iż jest tym bardziej wdzięczny swojej drugiej połówce za to, jak go wspiera w dążeniu do marzeń. - Owszem wiedziała, że wychodzi za mąż za siatkarza, ale chyba nie mogła się domyślać, iż ten będzie pracował na trzy, a nawet cztery etaty - dodaje z przymrużeniem oka.

Głowa rodziny

- Tego to nie zakładaliśmy, ale ona jest bardzo wyrozumiała - uśmiecha się Zapłacki. - Wspaniale zajmuje się naszym dzieckiem, bo jak mówiłem, nie ma mnie zbyt często w domu. Niemniej, co dla mnie ważne, mam pełne wsparcie wśród mojej rodziny. Przede wszystkim dziękuje im, bo bez nich nie mógłbym tego robić i być aktualnie w tym miejscu, w którym w jestem. Pomagają też nam bardzo rodzice, co też ułatwia sytuacje, tak że jakoś dajemy radę - przyznaje nie kryjąc, iż dzięki temu jest mu też łatwiej na nowo spełniać swój siatkarski sen.

- Wiadomo, że po to się trenuje, poświęca się tej dyscyplinie, żeby przeżywać takie chwile, jakie teraz przeżywam - dodaje. - Dla mnie to jest kapitalna sprawa, móc nie tylko pomagać chłopakom, ale i grać, bo też sporo tych szans dostaje, by przebywać na boisku wśród najlepszych zawodników na świecie, przy najlepszej publiczności. Myślę, że to jest spełnienie marzeń z dzieciństwa i każdego adepta siatkówki - podkreśla.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
B Autor komentarza: <a href=“https://www.polecanekorepetycje.pl/“>kasia</a> Treść komentarza: Świetnie napisany artykuł, który bardzo dobrze przedstawia opisywany temat, to rzadkie!! Data dodania komentarza: 20.05.2026, 16:34 Źródło komentarza: W „Kupach” pachnie lasem, w Kałach rośnie duma, a z Wódką jeszcze nikt nie wygrał J Autor komentarza: Jarząbek Wacław Treść komentarza: Panie Redaktorze! Wyjaśnienia udzielane przez urzędników państwowych, odnośnie do tego jakoby brak opadów i zjawiska krasowe w podłożu geologicznym to jedyne przyczyny katastrofalnej sytuacji hydrologicznej w rejonie Jemielnicy są niewystarczające. Historycznie rzecz ujmując bywały przecież, co najmniej tak samo jak obecnie, długie a nawet dłuższe okresy bez opadów a podłoże geologiczne w tej okolicy nie zmieniło się raptownie w ciągu minionych dwóch, trzech lat, a na przykład gąsiorowickie stawy były wtedy pełne wody, trzcin, ptactwa wodnego, itp. zaś sama rzeka Jemielnica wystarczająco je zasilała. Może Panie Redaktorze bliżej przyjrzeć się czy przyczyną tej swoistej zbrodni ekologicznej na tym obszarze nie jest aby działalność przemysłowa człowieka w ostatnich kilku latach? Proszę popytać starszych mieszkańców Jemielnicy czy Gąsiorowic - oni doskonale pamiętają jak było tam kiedyś. Data dodania komentarza: 17.05.2026, 14:32 Źródło komentarza: Susza powoduje straty w powiecie strzeleckim J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Oj Janie,z twoją polską pisownią to coś nie tak.W jakiej szkole nauczyli cię tak gramatycznie pisać? Data dodania komentarza: 13.05.2026, 19:13 Źródło komentarza: Strażacy z gminy Kolonowskie podsumowali kadencję i wybrali nowe władze S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: Nowa dyrektor - polska język trudna język Data dodania komentarza: 13.05.2026, 07:50 Źródło komentarza: Violetta Zalejska nową dyrektor Biblioteki i Kultury w Zawadzkiem J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: I na co we Fosowskym ta straż? I tak nikaj nie jezdzom, gmina wybudowala garaż, dala auto, a oni nawet ludzi ni mają… zawrzyć to! Data dodania komentarza: 13.05.2026, 07:17 Źródło komentarza: Strażacy z gminy Kolonowskie podsumowali kadencję i wybrali nowe władze J Autor komentarza: Jan jan Treść komentarza: Ni ma, bo przeca Kolonowskie to wiocha Data dodania komentarza: 13.05.2026, 07:15 Źródło komentarza: Podróż w czasie ulicami Kolonowskiego. Mieszkańcy odkrywali lokalną historię
Reklama