Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 15 marca 2026 04:12
Reklama Żabka

Miłość jest nie tylko w walentynki. Pary z powiatu strzeleckiego to potwierdzają

Czternasty lutego to święto zakochanych. W tym dniu na całym świecie obchodzone są walentynki, a słowo "kocham" odmieniane jest przez wszystkie osoby. Natomiast czerwone serduszka pojawiają się w sklepowych witrynach w ilościach hurtowych.
Miłość jest nie tylko w walentynki. Pary z powiatu strzeleckiego to potwierdzają
Pary z powiatu strzeleckiego przekonują, że miłość i szacunek warto okazywać sobie każdego dnia, nie tylko od święta

Autor: SGK

Miłość i szacunek okazujemy sobie każdego dnia, nie tylko od święta

W święto zakochanych ludzie często ulegają uniesieniom i miłosnym szaleństwom. Jednak czy miłość zależna jest od daty? Postanowiliśmy zapytać dwie pary małżeńskie z naszego powiatu, co sądzą o tym święcie oraz poprosiliśmy, by opowiedzieli o swojej miłości i recepcie na długotrwały związek niezależnie od komercyjnego święta, jakim są walentynki.

W miłości ważny jest szacunek i złoty środek

Dorota i Alfred Feliks z Fosowskiego to małżeństwo z 57-letnim stażem. Poznali się w kościelnym chórze. Choć pani Dorota pamięta męża jeszcze ze szkolnych czasów.

- Był cichy i niedostępny, chodził zawsze po korytarzu z książkami, przyciskając je blisko klatki piersiowej - wspomina Dorota Feliks. - Prowadził także bibliotekę zdrowia. My z koleżankami byłyśmy ciekawe, a zarazem złe, że nie chce nam pokazać, co tam w nich ma. Jednak wtedy nie mieliśmy ze sobą jakiegoś większego kontaktu.

Niewątpliwie do siebie zbliżyło ich wspólne śpiewanie, a późne pory powrotów z prób były pretekstem do rozmów i odprowadzania się wzajemnie. Jak wspólnie wspominają, to pani Dorota poderwała pana Alfreda.

- Ja byłam bardziej wygadana, on spokojny i musiałam sprawić, by się w końcu odezwał do mnie - śmieje się pani Dorota. - Można też powiedzieć, że połączyły nas działania w kościele. Ja chodziłam w kobiecym poczcie ze sztandarem, on w męskim i tak to powoli szło...

- Budowaliśmy także wspólnie salkę katechetyczną, a nasze drogi ciągle się krzyżowały - dodaje pan Alfred.

W narzeczeństwie byli ze sobą siedem lat, można byłoby rzec, że to długo jak na tamte czasy.

- Nasze narzeczeństwo było długie między innymi ze względu na to, że byłem w wojsku dwa lata - tłumaczy Alfred Feliks. - Po nim jeszcze półtorej roku minęło, a potem wzięliśmy ślub.

Cywilny ślub wzięli w grudniu 1966 roku, natomiast kościelny, 3 kwietnia 1967 roku. Doczekali się córki Beaty i jednego wnuka.

- Jak było wesele, to przyszedł ksiądz proboszcz i powiedział do mnie, że Alfred miał być jego - śmieje się pani Dorota. - Początkowo nie wiedziałam, o co chodzi. Po chwili wyjaśnił, że widział go jako księdza, a nie mojego męża.

Choć przez wspólne życie kroczą już od prawie 60. lat, to ich życie nie zawsze było usłane różami. Jak twierdzą, miłość powinniśmy okazywać sobie każdego dnia, nie tylko od święta.

- Zdarzały się różne momenty, te dobre, i te złe - przyznają zgodnie. - Jednak ważne jest, by mieć zawsze szacunek do tej drugiej osoby, tak, jakbyśmy oczekiwali go do własnej. My nie mieliśmy cichych dni, a konflikty rozwiązywaliśmy rozmową. Istotne jest znalezienie złotego środka i kompromisu. Do tego dochodzą również wartości rodzinne, wynoszone z domu.

Miłość rozpoczęła się od cmentarza

Ewa i Józef Rzepczykowie to małżeństwo z Żędowic. Ślubowali sobie miłość w 2000 roku, a w tym będą obchodzić 24 rocznicę ślubu. Poznali się u znajomych, jednak wtedy nic nie świadczyło o tym, że zostaną parą.

- Przychodziłam do mojej koleżanki, natomiast on przyjaźnił się z jej bratem - wspomina pani Ewa - Potem przez parę lat była cisza.

Po 7 latach znajomości spotkali się przypadkowo na cmentarzu i tak się zaczęło...

- Zawsze w niedzielę przychodziłam na grób mojego taty, jemu natomiast zmarła babcia - opowiada Ewa Rzepczyk. - Gdy ja już wychodziłam, to on wyszedł za mną. Wtedy w telewizji o godz. 19 leciał taki program „Idź na całość”, który oglądała jego mama. Do dziś pamiętam, jak mu powiedziała: „Ty umów się z Ewą, ale najpierw zawieź mnie do domu”. Ani się obejrzałam, a on był już z powrotem. Dokładnie było to 22 sierpnia 1999 roku...

Od tego czasu widywali się praktycznie codziennie, a niecałe pół roku później oświadczyli swoim bliskim w święta Bożego Narodzenia, że chcą wziąć ze sobą ślub.

- Moja mama, gdy się dowiedziała, zapytała czy musimy? Józek natomiast powiedział jej, że: „Nie, ale szkoda opon w aucie, żebym ciągle do niej jeździł” - śmieje się pani Ewa.

Po roku bliższej znajomości, w lipcu 2000, pobrali się. Po roku przyszła na świat ich pierwsza córka - Patrycja, a po czterech kolejnych druga, Natalia. Obecnie mają też już dwuletniego wnuka. Jak twierdzą, nie wyobrażają sobie życia bez siebie.

- Praktycznie wszędzie jeździmy i jesteśmy razem, wspólnie działamy także w Stowarzyszeniu Kobiet Żędowickich - dodaje pani Ewa. - Nie mam z nim problemów także podczas wyjazdu na zakupy. Mam w nim wielkie oparcie.

Choć walentynki znają, uważają, że to święto dla młodych.

- Jeszcze na początku związku, jak byliśmy młodzi, no to były jakieś wycinane serduszka - mówią. - Teraz jednak nie przywiązujemy do tego wagi. Miłość w związku trzeba pielęgnować każdego dnia, a walentynki nie są dla nasz jakimś szczególnym dniem. Co z tego, jeśli przez większość czasu ktoś się w związku kłóci czy są zgrzyty, a jednego dnia wszystko się zmienia i jest wspaniale? To nie tędy droga. Prezenty możemy robić sobie w całym roku.

Co poradziliby młodym, którzy zaczęli iść ze sobą przez życie?

- Wiele razy między nami różnie bywało, każdy się nieraz pokłóci, w szczególności bywało tak na początku, kiedy trzeba się dotrzeć - wspólnie twierdzą. - Ważny jest kompromis, a młodzi muszą się tego nauczyć. Czasami lepiej ugryźć w język, nic nie powiedzieć i przemyśleć, czy na pewno tak myślimy.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ReklamaHeimat
Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
ReklamaHospicjum2022
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 7°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1006 hPa
Wiatr: 14 km/h

Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: JanTreść komentarza: Pani Patrycjo Leszczyk-Gołąbek na zdjęciu to akcja w kolonowskim w dzielnicy Fosowskie.Data dodania komentarza: 11.03.2026, 07:30Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Dziesięć lat wyczekiwania chyba się spełnią.Data dodania komentarza: 10.03.2026, 06:41Źródło komentarza: Ulica Arki Bożka wreszcie z chodnikiem. Będzie jasno, równo i bezpiecznie J Autor komentarza: Jarząbek WacławawTreść komentarza: A może należałoby poprosić o stanowisko głównego udziałowca spółki? Zastanawiające jest jego milczenie...Data dodania komentarza: 5.03.2026, 16:40Źródło komentarza: Karuzela kadrowa w SWiK trwa. "To nie idzie w dobrym kierunku" G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: W Zawadzkiem nie ma ulicy Jemielnickiej. Przynajmniej jeszcze o takowej nie szłyszałem. Obok byłego budowlańca oprócz DK 901, czyli ul. Opolskiej mamy jeszcze ulicę Szpitalną (droga osiedlowa) oraz ulicę Lubliniecką. To pewnie o tą ostatnią się tutaj rozchodzi?Data dodania komentarza: 24.02.2026, 15:22Źródło komentarza: Doświetlą przejścia dla pieszych w Zawadzkiem i Szczepanku. Będzie bezpieczniej J Autor komentarza: WacławTreść komentarza: "Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska." Tym stwierdzeniem się przebierańcu ujawniłeś. Kto dał ci prawo relatywizowania krzywd? Nie wstyd ci tzw. ślunzoku? Ponadto cofnij się edukacyjnie do początków szkoły podstawowej z lat słusznie minionych jeżeli chodzi o znajomość historii i nadal gloryfikuj Armię Czerwoną.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 18:21Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim D Autor komentarza: ślunzokTreść komentarza: Co do "Tragedii Górnośląskiej".... Jestem ślązakiem, ale uważam, ze nie ma co tak bardzo płakać nad tamtymi wydarzeniami. Dlaczego ? Bo co robiły oddziały niemieckie w Babim Jarze ? , czy gdziekolwiek na terenach wschodnich ? To Niemcy wrzucali noworodki do płonących stodół, to NIemcy strzelali do ludności cywilnej klęczącej nad dołami. Armia Czerwona mściła się , jak każdy z nas w okresie wojny, gdyby mógł się mścił ! Kobiety płaczą, że były gwałcone , a kiedy stawiały opór były zabijane ? Straszne ! Co mogłyby powiedzieć dzieci wrzucane do ognia na wschodzie ? One nie miały wyboru.... Dla mnie " tragedia górnośląska" to małostka w porównaniu z tym, co NIemcy robili na wschodzie. Nie wiem, czy ich potępiać, czy nie. To była wojna i ich agresja była odpowiedzią na swój ból. Ślązaków i tak potraktowano łagodnie. Mogli ruscy całe wsieod razu palić. Nikt z Niemców nie wiedział co się działo na wschodzie ? Sobibór, Bełżec, Trblinka ? Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 21:52Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim
Reklama