Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 15 marca 2026 08:33
Reklama Żabka

Niezwykła historia o ludziach i psach, które zostały same po śmierci właściciela

Nie zawsze możemy przygotować się w pełni na to, co przyniesie los. Dotyczy to ludzi, jak i zwierząt. Doświadczyły tego dwa owczarki niemieckie, które wraz ze swoim panem mieszkały w Staniszczach Małych. Niestety, ich właściciel zmarł, a psy zostały same...
Niezwykła historia o ludziach i psach, które zostały same po śmierci właściciela
Zazwyczaj gdy umiera samotny właściciel psów, to trafiają one do schronisk lub ich dalszym losem zajmuje się gmina, ale w tym przypadku było inaczej

Autor: archiwum prywatne

Niezwykła historia o ludziach i psach, które zostały same po śmierci właściciela

O tym, że psy bardzo mocno przeżywają odejście opiekuna, nie trzeba nikogo przekonywać. Podobnie jak u ludzi, dla psów jest to sytuacja stresowa, a tęsknota za właścicielem jest ogromna. Taka sytuacja spotkała czteroletniego Hachi oraz półtorarocznego Koko, które bardzo mocno związane były z swoim właścicielem.

- Właściciel tych owczarków był samotny. Miał tylko te psy, a one jego - opowiada Aleksandra Czechowska z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Opolu. - A tu nagle nie ma tego właściciela, nie wychodzi z domu i ich nie karmi. Ich tęsknota za panem była bardzo widoczna. Psy sobie z tym nie radziły, cały czas nosiły dwa buty, należące do niego. Doszedł również do tego potworny stres, że nagle tyle obcych ludzi zaczęło się nimi interesować.

Pozostawione dwa owczarki niemieckie same na posesji mogą wywoływać lęk. Jeszcze bardziej, kiedy ich codzienne życie tak nagle się zmienia.

- Są to duże psy, które wydają się być groźne- zauważa pani Aleksandra. - Budziły one strach wśród ludzi, a same również były w stresie i nie na wszystko dobrze reagowały. Działały emocjonalnie i nie pozwalały początkowo zbliżyć się do siebie, tak, jakbyśmy tego chcieli. Ponadto one po prostu pilnowały posesji i dopiero z czasem przekonywały się do osób, które chciały do nich zajrzeć.

Akcja adopcja

Zazwyczaj gdy umiera samotny właściciel psów, to trafiają one do schronisk lub ich dalszym losem zajmuje się gmina, która ma podpisane umowy z firmą zajmującą się odławianiem bezpańskich zwierząt. Rzadziej zdarza się, że przejmuje je rodzina.

- Dla niektórych psów schronisko, na przykład nasze w Opolu, to wybawienie, a co innego, gdy zabrałby je hycel - zaznacza Aleksandra Czechowska. - Rodzeństwo tego pana mieszka za granicą, a jego siostra, mimo chęci, nie była w stanie zająć się psami, ponieważ mieszka w bloku. Dla takich psów nie jest to dobre miejsce, tym bardziej, że były przyzwyczajone do przebywania na zewnątrz.

W przypadku Hachiego i Koko rodzina zmarłego wyraziła zgodę na adopcję psów. Lawina informacyjna rozprzestrzeniła się bardzo szybko, a rozpoczęli ją sami mieszkańcy Staniszcz Małych.

- W tej sprawie zgłosiła się do mnie Anna Szaton-Morawiec - mówi pani Aleksandra. - Dostałam od niej całą historię psów. Post udostępniony i napisany przeze mnie miał ogromne zasięgi, natomiast sensownych telefonów i zapytań miałam w sumie dwa.

To jest cud

Niektóre psy czekają w schroniskach lata na adopcję. Każdy z nich chciałby zyskać dom i kochających właścicieli. Na szczęście, los oszczędził owczarki ze Stanisz Małych, choć w ich przypadku sprawa była o tyle skomplikowana, iż do adopcji miały iść razem.

- To jest tak, jakbyśmy mieli rozdzielić rodzeństwo - wskazuje pani Aleksandra. - Psy były bardzo za sobą zżyte. Zdawaliśmy sobie sprawę, że szukanie dla nich nowego domu może potrwać długo, bo to wielkie psy i nie każdy może sobie pozwolić na ich utrzymanie. Na szczęście okazało się inaczej. To prawie jak cud, ale widać, że cuda się zdarzają i warto w to wierzyć.

Jedni sąsiedzi pożegnali psy, a drudzy je witali

Niecodzienne jest to, że kilkunastu mieszkańców przyszło pożegnać psy swojego zmarłego sąsiada.

- Był to moment bardzo wzruszający - przyznaje pani Aleksandra. - Dla mnie taka sytuacja to novum, nigdy czegoś takiego nie widziałam, a zajmuję się zwierzętami już trochę lat. To sytuacje, które czasami ciężko wytłumaczyć...

Jak się później okazało, psy zostały także przywitane przez sąsiadów w nowym miejscu zamieszkania.

- To była dla mnie wskazówka, że poprzedni pies rodziny, która chciała adoptować Hachiego i Koko, musiał mieć u niej bardzo dobrze i owczarki także czeka dobra przyszłość - tłumaczy pani Aleksandra. - Sąsiedzi raczej nie uczestniczą w takich wydarzeniach, jak przyjazd nowego psa do ich sąsiada.

Ponadto siostra zmarłego właściciela owczarków jest w stałym kontakcie z nową rodziną adopcyjną psów, więc mogą się odwiedzać.

Szukali nowego przyjaciela, teraz mają dwóch

Owczarki adoptowała rodzina z Zabrza. Jednak zanim do tego doszło, nowi właściciele musieli przekonać do siebie nie tylko panią Aleksandrę, ale również Hachiego i Koko.

- Rodzina, którą wybraliśmy zapytała nas o przyjaciół, jakimi byłyby właśnie te psy - opowiada Aleksandra Czechowska. - Wysłałam im adres, przyjechali, żeby zapoznać się z owczarkami. Kiedy byli już na miejscu i ten pan wyciągnął do nich rękę, to już wiedzieliśmy, że jest po temacie. Psy od razu go zaakceptowały, jak i resztę rodziny. Szczerze mówiąc, był to cud.

Nowi właściciele jakiś czas temu musieli uśpić swojego poprzedniego psa, także owczarka niemieckiego. Bardzo mocno przeżyli tą stratę, gdyż traktowali go jako członka rodziny.

- Nasz poprzedni przyjaciel Ares miał nowotwór - opowiada pani Kasia. - Choć był to pies moich rodziców, to człowiek się przyzwyczaił do niego. Po jego stracie była rozpacz, myślałam, że rodzice już nie będą chcieli psa, żeby się już się nie wiązać, a z jednej strony była ta chęć dalsza do posiadania psa.

Przypadkowo natrafili na ogłoszenie o Hachim i Koko, a wkrótce to ogłoszenie wysłali im także znajomi, wiedząc, że poszukują psa.

- Było to zrządzenie losu, nie zastanawiałam się długo, złapałam za telefon i dzwoniłam - dodaje pani Kasia. - Gdy zaproponowano nam, by przyjechać i je zobaczyć, to stwierdziłam wtedy, że nie chodzi o to, by tylko je zobaczyć jak perełki u jubilera, ale sprawdzić czy znajdziemy z nimi kontakt. Wiedzieliśmy, że te psy będziemy kochać, jednak przede wszystkim chodziło o to, czy one nas zaakceptują.

Początkowo rodzina rozważała adoptowanie jednego psa. Jednak widząc, jak bardzo są ze sobą zżyte, nie mogli postąpić inaczej.

- Baliśmy się troszkę, bo zawsze był jeden pies w domu. Natomiast dwa to podwójne kłopoty, koszt i zniszczenia - śmieje się pani Kasia. - Ale mamy tego świadomość, jesteśmy na to gotowi, gdyż rodzice od zawsze mieli owczarki niemieckie, więc znamy tę rasę.

Owczarki ze Staniszcz Małych były już z nowymi właścicielami na pierwszej wizycie u weterynarza, miały pierwsze SPA, czesanie, jak i pierwsze przejażdżki samochodem czy zakładanie kagańca. Teraz psy oraz i ich nowi właściciele mają czas na wspólne zaakceptowanie się.

- Początki zawsze są trudne, jednak wszyscy jesteśmy podekscytowani oraz dobrej myśli - podkreśla pani Kasia. - Z każdym dniem jest coraz lepiej. Mimo, że to taki krótki okres czasu, to mamy nadzieję, iż szybko będą czuć się bezpiecznie jak u siebie.

Wielka rola sąsiadów

W tej historii niewątpliwie na uwagę zasługuje postawa sąsiedzka wobec dwóch owczarków niemieckich. Od od chwili śmierci ich właściciela przejęli opiekę nad zwierzętami. Nie dość, że nagłośnili całą sprawę, to także przychodzili je karmić i doglądać, aby nie stała im się krzywda.

- W tą sprawę zaangażowanych było wielu mieszkańców - podkreśla Anna Szaton-Morawiec, miejscowa wolontariuszka i miłośniczka zwierząt. - Bardzo dużą rolę odegrała najbliższa sąsiadka zmarłego, pani Sabina, która karmiła psy mimo obawy przed nimi. Swój duży udział ma też gmina, która opublikowała ogłoszenie.

- Dużo zależy od gminy, a tutaj była bardzo dobra reakcja - dodaje pani Aleksandra. - Dodatkowo sąsiedzi i gmina uzgodnili, że psy pozostaną na swoim terenie do czasu adopcji, co było to bardzo fajnym posunięciem i nietypowym. Sprawa ta daje wiarę w ludzi, że nie trzeba w nich wątpić.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ReklamaHeimat
Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
ReklamaHospicjum2022
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 9°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1009 hPa
Wiatr: 11 km/h

Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: JanTreść komentarza: Pani Patrycjo Leszczyk-Gołąbek na zdjęciu to akcja w kolonowskim w dzielnicy Fosowskie.Data dodania komentarza: 11.03.2026, 07:30Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Dziesięć lat wyczekiwania chyba się spełnią.Data dodania komentarza: 10.03.2026, 06:41Źródło komentarza: Ulica Arki Bożka wreszcie z chodnikiem. Będzie jasno, równo i bezpiecznie J Autor komentarza: Jarząbek WacławawTreść komentarza: A może należałoby poprosić o stanowisko głównego udziałowca spółki? Zastanawiające jest jego milczenie...Data dodania komentarza: 5.03.2026, 16:40Źródło komentarza: Karuzela kadrowa w SWiK trwa. "To nie idzie w dobrym kierunku" G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: W Zawadzkiem nie ma ulicy Jemielnickiej. Przynajmniej jeszcze o takowej nie szłyszałem. Obok byłego budowlańca oprócz DK 901, czyli ul. Opolskiej mamy jeszcze ulicę Szpitalną (droga osiedlowa) oraz ulicę Lubliniecką. To pewnie o tą ostatnią się tutaj rozchodzi?Data dodania komentarza: 24.02.2026, 15:22Źródło komentarza: Doświetlą przejścia dla pieszych w Zawadzkiem i Szczepanku. Będzie bezpieczniej J Autor komentarza: WacławTreść komentarza: "Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska." Tym stwierdzeniem się przebierańcu ujawniłeś. Kto dał ci prawo relatywizowania krzywd? Nie wstyd ci tzw. ślunzoku? Ponadto cofnij się edukacyjnie do początków szkoły podstawowej z lat słusznie minionych jeżeli chodzi o znajomość historii i nadal gloryfikuj Armię Czerwoną.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 18:21Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim D Autor komentarza: ślunzokTreść komentarza: Co do "Tragedii Górnośląskiej".... Jestem ślązakiem, ale uważam, ze nie ma co tak bardzo płakać nad tamtymi wydarzeniami. Dlaczego ? Bo co robiły oddziały niemieckie w Babim Jarze ? , czy gdziekolwiek na terenach wschodnich ? To Niemcy wrzucali noworodki do płonących stodół, to NIemcy strzelali do ludności cywilnej klęczącej nad dołami. Armia Czerwona mściła się , jak każdy z nas w okresie wojny, gdyby mógł się mścił ! Kobiety płaczą, że były gwałcone , a kiedy stawiały opór były zabijane ? Straszne ! Co mogłyby powiedzieć dzieci wrzucane do ognia na wschodzie ? One nie miały wyboru.... Dla mnie " tragedia górnośląska" to małostka w porównaniu z tym, co NIemcy robili na wschodzie. Nie wiem, czy ich potępiać, czy nie. To była wojna i ich agresja była odpowiedzią na swój ból. Ślązaków i tak potraktowano łagodnie. Mogli ruscy całe wsieod razu palić. Nikt z Niemców nie wiedział co się działo na wschodzie ? Sobibór, Bełżec, Trblinka ? Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 21:52Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim
Reklama