Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 02:06
Reklama
Reklama

Adrian Krzyk zatknął na Mont Blanc flagę z herbem Jemielnicy

- Chodzenie po górach to mój sposób na odpoczynek - mówi pochodzący z Jemielnicy Adrian Krzyk, który w sobotę, 22 lipca, zdobył Mont Blanc - położony na wysokości 4 807 m n.p.m. najwyższy szczyt Alp, nazywany potocznie Dachem Europy. Jemielniczanin z pochodzenia w każdą wysokogórską wyprawę zabiera ze sobą flagę z herbem Jemielnicy i dumnie pozuje z nią na szczycie.
Adrian Krzyk zatknął na Mont Blanc flagę z herbem Jemielnicy
Przed panem Adrianem wielkie życiowe decyzje - Mam możliwość podjęcia pracy, jak i oczywiście dalszego szkolenia i rozwoju swoich umiejętności w Ratownictwie Górskim - wyznaje

Autor: arch. prywatne

Adrian Krzyk zatknął na Mont Blanc flagę z herbem Jemielnicy

Pan Adrian Krzyk urodził się w 1976 roku i dzieciństwo oraz pierwsze dorosłe lata spędził w Jemielnicy. Z tą miejscowością wiąże się wiele ważnych dla niego życiowych momentów, dlatego, mimo że od lat już tutaj nie mieszka, pozostaje lokalnym patriotą i z dumą podkreśla swoje korzenie. Do tego stopnia, że w każdą górską wędrówkę zabiera specjalnie przez siebie stworzoną flagę, na której naklejony został charakterystyczny herb Jemielnicy z postacią cystersa, snopem zboża i topolą porośniętą jemiołą. A trzeba zaznaczyć, że lista zdobytych przez niego górskich szczytów jest imponująca i nie ogranicza się jedynie do naszego kontynentu. 

Ta górska pasja zrodziła się w nim w czasie dość nietypowym, bo po operacji kręgosłupa. Adrian Krzyk, jak wielu jego rówieśników, wyjechał z Polski za pracą i - po kilku przeprowadzkach - w 2012 roku osiadł ostatecznie w Monachium. Nie przyjeżdżał jednak do Polski na weekendy, jak jego znajomi, a osiedlił się w Niemczech na stałe.

- Dla mnie było to stresujące wsiadać w samochód i spędzać w nim kilkanaście godzin, wracając tylko na weekend, na niedzielny obiad. Zaaklimatyzowałem się tutaj - wyjaśnia. - Moje życie związało się z tym regionem, co otworzyło przede mną możliwość wyjazdów i chodzenia po górach. Sama lokalizacja dawała mi ogromną możliwość rozwoju i dojeżdżania w te, tak bardzo blisko rozmieszczone, pasma górskie.

Po tym, jak przeszedł operację kręgosłupa, a lekarze zalecili mu dbanie o kondycję i aktywność fizyczną, zaczął z tych możliwości coraz częściej korzystać. Początkowo były to oczywiście mniejsze wzniesienia, a z czasem góry coraz wyższe, chodzenie po lodowcach, aż po zdobycie m.in. Korony Gór Austrii i Korony Gór Polski.

To zamiłowanie do wspinaczki wysokogórskiej nie było jednak motywowane jedynie chęcią dbania o zdrowie.

- Ja to pokochałem i coraz częściej tego szukałem - opowiada z pasją Adrian Krzyk. - To stało się dla mnie narkotykiem. Coś, co innym może wydawać się męczące, trudne, mi było potrzebne  W każdej wyprawie i zmaganiu odkrywamy coś nowego i spotykamy wielu pięknych, wspaniałych ludzi, od których wiele można się nauczyć. 

Poczuł, że chce pomagać innym

Pierwszym zdobytym przez niego pięciotysięcznikiem był Kazbek (5054 m n.p.m.), jeden z najwyższych szczytów Kaukazu, położony na granicy Gruzji z Rosją. Niewiele brakowało, by ta wyprawa nie doszła do skutku. Adrian Krzyk miał się na nią wybrać z czwórką znajomych, jednak ci, z różnych przyczyn, musieli zrezygnować. Pan Adrian postanowił jednak nie odpuszczać i do Gruzji poleciał sam. Skorzystał z usług firmy Mountain Freaks, agencji turystycznej specjalizującej się w organizowaniu wypraw na szczyty Kaukazu. Podczas wspinaczki dwie osoby z jego zespołu linowego zrezygnowały z dalszego wejścia i wyprawa mogła zakończyć się przed zdobyciem upragnionego wierzchołka, jednak przewodnik postanowił zrobić dla pana Adriana wyjątek, ocenił jego możliwości i we dwóch kontynuowali wspinaczkę, po drodze wyprzedzając pozostałe 4 zespoły linowe, które tego dnia z pracownikami Mountain Freaks zdobywały Kazbek. Podczas tej wyprawy alpinista po raz pierwszy poczuł, że to właśnie chciałby robić - pomagać innym w zdobywaniu górskich szczytów. 

- Staram się zachęcać innych, by aktywnie spędzać czas, robić to, co się kocha i - co najważniejsze - stawiać sobie "cele", małe lub większe - opowiada. - Życie powinno być barwne, pełne kolorów, a my sami mu ich nadajemy.

Niejednokrotnie znajomi prosili go, żeby pełnił rolę przewodnika podczas wyjść w góry, by i oni mogli zaznać tych emocji, a także bezpiecznie pokonać drogę na szczyt. Dzięki temu wiele gór alpinista zdobył kilkakrotnie (m.in. austriackie Wildspitze 3768 m n.p.m. i Similaun 3606 m n.p.m.). Po czasie zdobywanie kolejny raz tego samego wierzchołka nie przynosiło już wcześniejszej euforii, którą pan Adrian odkrył na nowo, zdobywając szczyty ze znajomymi. Cieszyło go dostrzeganie ich radości i udzielały mu się ich emocje i zachwyt, a niejednokrotnie był też świadkiem ważnych, zmieniających życie wydarzeń - np. po zdobyciu Gran Paradiso (4061 m n.p.m.) we Włoszech dwójka jego współtowarzyszy zaręczyła się na wierzchołku góry.

Aby świadomie udzielać wskazówek niedoświadczonym wspinaczom, Adrian Krzyk ukończył wiele szkoleń wspinaczkowych i alpinistycznych. Najwięcej wiedzy zdobył jednak podczas własnych wypraw.

- Najcenniejsza jest praktyka, która czyni rozważnym - zaznacza. - Z moim doświadczeniem i zagranicznymi znajomościami jestem w stanie zorganizować, poprowadzić i opiekować się grupą oraz osobami indywidualnymi, które chciałyby zrealizować swoje marzenie o zdobywaniu górskich szczytów - dodaje. Na co dzień dba o kondycję biegając, jeżdżąc na rowerze, zaś w okresie zimowym biega na biegówkach i startuje w licznych zawodach biegowych. Jak podkreśla, w górskich wyprawach ważne jest także planowanie i odpowiednie przygotowanie, sprawdzenie warunków. Takie wyprawy nie odbywają się spontanicznie. 

Na Dachu Europy

Podobnie było też w przypadku ostatniej wyprawy, która przywiodła go na szczyt Mont Blanc. Pomysł zdobycia tej góry zrodził się już w sierpniu 2022 r., gdy Adrian Krzyk wspinał się na Ararat, położony na terytorium Turcji masyw wulkaniczny wznoszący się na wysokość 5137 m n.p.m. Podczas tej wyprawy zawiązała się przyjaźń i powstał plan kolejnej wspólnej wspinaczki, która doszła do skutku w lipcu tego roku. Wyprawę na Mont Blanc współtowarzysze rozpoczęli od rezerwacji miejsc w schroniskach położonych na zboczu góry. Bez zaświadczenia o zarezerwowanym noclegu nie można bowiem rozpocząć wspinaczki, a szlaki są dokładnie kontrolowane i sprawdzane. Pierwszego dnia wyprawy dotarli do schroniska Refuge de Tête Rousse (3167 m n.p.m.), zaś następny dzień rozpoczęli od trawersu przez niebezpieczny Żleb Śmierci, nazywany potocznie Kuluarem Rolling Stones - od spadających z góry kamieni i bloków skalnych. Kolejną noc spędzili w schronisku Refuge du Goûter (3815 m n.p.m.), skąd o poranku, 22 lipca, wyruszyli w stronę wierzchołka. Na szczyt Mount Blanc pan Adrian dotarł wraz z towarzyszami o godz. 12:20. Po kilku euforycznych chwilach i zrobieniu pamiątkowych zdjęć rozpoczęli ostatni, nie mniej niebezpieczny etap wyprawy - zejście w dół masywu.

- Każda dłuższa chwila na szczycie może skutkować odmrożeniami z powodu silnego wiatru i mrozu, więc staramy się pozostać tam jak najkrócej - wyjaśnia pan Adrian.

Alpiniści amatorzy nie posiadają za sobą zaplecza sponsorów, którzy finansują drogi, profesjonalny sprzęt. Jednak nawet dla profesjonalistów zabezpieczonych w kosztowną odzież, specjalnie zaprojektowaną do wspinaczki wysokogórskiej, warunki atmosferyczne panujące na tej wysokości dalekie są od komfortowych. Wszelkie niedogodności wynagradzają jednakże wspinaczom nieprawdopodobne wrażenia, zjawiskowe krajobrazy oraz cisza brzmiąca inaczej niż gdziekolwiek indziej.

Trzeba pokonać nie tylko własną słabość

- Mógłbym śmiało powiedzieć, że czas spędzony w górach jest niezwykłym, niewytłumaczalnym - przyznaje. - Doznawane wrażenia jest nawet ciężko opisać, bo dotyczą one nas samych... To, co się odbywa w nas, jakie refleksje nam towarzyszą, co z nimi robimy, jak je odkładamy... Chodzenie po górach to mój sposób na odpoczynek. To zmęczenie jest częścią drogi do celu, który stawiamy sobie, by po drodze na szczyt doznać refleksji

Zdobywanie Kilimandżaro, wznoszącej się 5895 m n.p.m. najwyższej góry Afryki leżącej w Tanzanii, przy granicy z Kenią, pokazało mu, że podczas drogi na szczyt człowiek walczy nie tylko z własnymi słabościami, ale także z wysokością i partnerami. Gdy im brakuje zapału i motywacji, człowiek staje przed dwiema opcjami - może zamknąć się na siebie i przeć do przodu, nie bacząc na innych lub starać się wspierać partnerów i ciągnąć ich w górę. 

Pan Adrian nie ukrywa, że - choć w górach najczęściej jest sam ze sobą - to zabiera ze sobą bagaż pozytywnych emocji i słów otuchy ze strony przyjaciół. Takie wsparcie jest niezbędne, ponieważ pomaga zachować czujność i pamiętać o pokorze na szlaku.

- Ważne są słowa wsparcia bliskich, przyjaciół, bo gdzieś to mamy w tych naszych głowach i w duszy, gdy wybieramy się ku nowej przygodzie. Wiemy, że ktoś pragnie, byśmy wrócili cali i zdrowi - opowiada pan Adrian. - Uważam, że za to należy im się zawsze słowo podziękowania i chwili dla podkreślenia tych naszych relacji. I nie powinniśmy bać się, czy wstydzić powiedzieć głośno: tęsknię, kocham, brakowało mi was. To niby tylko słowa, a dają tak wiele, tyle zmieniają... 

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1000 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama