Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 23 lutego 2026 02:46
Reklama

Burzliwa historia mostu nad Małą Panwią w Zawadzkiem

Nazwa dzisiejszego Zawadzkiego jako „Moczydoły” funkcjonowała nieoficjalnie tylko w potocznej miejscowej gwarze. Już parę lat po rozpoczęciu działalności nowo wybudowanego zakładu hutniczego w 1840 roku osada otrzymała oficjalną nazwę „Zawadzkywerk”, od nazwiska budowniczego i pierwszego jej kierownika Franza von Zawadzky.
Burzliwa historia mostu nad Małą Panwią w Zawadzkiem
Wjazd na most od strony Dobrodzienia, widok na hutę i osiedle Klachocz, 1940 rok

Jest Zawadzkie, miał być Ligoniów

Miejscowość oficjalną nazwę Zawadzki otrzymała dekretem prezydenta rejencji opolskiej z dnia 18 Sierpnia 1857 r. W czasach hitlerowskich, w 1936 roku, zmieniono ją na Andreashütte, ale funkcjonowała ona tylko do 1945 r. Po wojnie i włączeniu Śląska do Polski miejscowości przywrócono nazwę Zawadzkie.

Kilkanaście lat po wojnie nazwa dość dynamicznie rozwijającej się miejscowości i huty nie spodobała się komunistom z Zawadzkiego. W 1962 r. postanowili ją zmienić, a spośród dziewięciu propozycji wybrano ostatecznie „Ligoniów”. Jednak wniosek o zmianę nazwy na Ligoniów i nadanie mu praw miejskich Zawadzkiemu uzyskał tylko połowiczną akceptację władz w Warszawie. Wniosek o zmianę nazwy odrzucono bez podania przyczyn, wyrażając jednocześnie zgodę na nadanie praw miejskich Zawadzkiemu. Tak więc, gdyby nie Warszawa, może dzisiaj pisalibyśmy o mostach w Ligoniowie.

Aby zrozumieć historię i losy opisywanych mostów na rzece Mała Panew za hutą, musimy cofnąć się do czasów powstania zakładu hutniczego i powstałej wokół niej miejscowości w 1836 r. Już w 1835 roku hrabia A. Renard uzyskał koncesję na budowę drogi bitej z Ozimka do Pyskowic. Od Kolonowskiego biegła ona prawym brzegiem rzeki Mała Panew wzdłuż kanału hutniczego do tamy w Malepartusie, gdzie przed tamą wybudowano drewniany duży most nad Małą Panwią, a dalej prowadziła lewobrzeżnym biegiem rzeki obok nowo budowanego zakładu hutniczego w Zawadzkiem, Zakładu Hutniczego Świerkle, następnie przez Żędowice, Kielczę aż do Pyskowic.

W latach 1853-56 wybudowano drogę z Zawadzkiego do Strzelec Opolskich, która łączyła się w rejonie Malepartusa z szosą Renarda biegnącą od Ozimka do Pyskowic. Około 1850 roku hrabia Renard utworzył dla swoich hut cztery urzędy hutnicze. Do huty Zawadzkiwerk administracyjnie należały zakłady hutnicze w Lyszczoku, Pietraszowie, Koszwicach (Paceras) i Kośmidrach, znajdujące się za rzeką Mała Panew w niedalekiej odległości od Huty w Zawadzkiem. Celem skrócenia drogi do tych zakładów i sprawnego transportu materiałów z tych hut do Zawadzkiego i dalej do Zdzieszowic, wynikła konieczność budowy mostu w Zawadzkiem obok huty.

Pierwszy most istniał do 1936 roku

Tak więc około 1850 r. wybudowano ten pierwszy historyczny most, do którego biegły trzy drogi wokół huty: ul. Lubliniecka, ul. Ks. Wajdy oraz ze Świerkli przez Pustki (Filipolis). Po drugiej stronie rzeki droga rozdzielała się w dwóch kierunkach: na lewo do Dobrodzienia i dalej do Olesna i Kluczborka, oraz na prawo przez Koszwice i Pawonków do Lublinca.

Most ten istniał do 1936 r., kiedy po wybudowaniu nowego betonowego został rozebrany. Zdjęcie z budowanego mostu zamieściło czasopismo „Oberschlesien im Bild”, a obok krótki tekst. W tłumaczeniu brzmiał on: „Budowa mostu na szosie Dobrodzień - Zawadzkie, ceremonia zawieszenia wiechy. W kierunku na Dobrodzień, niedaleko Zawadzkiego, tam, gdzie droga ma zakręt prawie 80 stopni, konstrukcja mostowa stworzy prostą i bezpieczną drogę. Na tym ostrym zakręcie często zdarzały się wypadki. Przeszkody w ruchu i niebezpieczeństwo wyeliminowano budując most, który przecina rzekę Małapanew koło Zawadzkiego”.

W tym miejscu przed mostem koryto rzeki było dość płaskie i rozległe, co sprawiało, że latem można było tam spokojnie kąpać się z dziećmi. Szczególnie, że w tamtych latach woda w rzece była czysta.

Podczas wojny, w styczniu 1945 r., kiego kolumna wojsk pancernych I Frontu Ukraińskiego wojsk radzieckich zbliżała się od strony Lublińca do Zawadzkiego, w niedzielę 20 stycznia 1945 niemiecki oficer wojskowy wysadził betonowy most w powietrze, aby uniemożliwić łatwy wjazd do Zawadzkiego. Wtedy kolumna skierowała się w stronę Lyszczoka i Malepartusa.

Od starszego pracownika huty usłyszałem taką historię:

- Jeden z mieszkańców Zawadzkiego wracał z Pietraszowa lub Pluder od swojej dziewczyny. Kiedy dojechał do wysadzonego mostu, natknął się na wojskowych sowieckich. I to on im podpowiedział o drugim moście koło Malepartusa.

Być może tak było, choć trudno to dzisiaj zweryfikować. Wiadomo, że Rosjanie mieli bardzo dokładne mapy tych terenów i na pewno orientowali się, gdzie znajdują się mosty na Małej Panwi. W okolicach Lyszczoka oraz Kociej Góry w Malepartusie doszło do wymiany ognia z niemieckimi żołnierzami. O tym sam słyszałem, jako uczeń szkoły zawodowej, na spotkaniach z powstańcami i emerytowanymi wojskowymi Ludowego Wojska Polskiego.

Natomiast starsi mieszkańcy Zawadzkiego, opowiadali mi, że pamiętają o dwóch lub trzech grobach żołnierskich przy drodze koło Lyszczoka oraz o stojącym zniszczonym czołgu radzieckim i zniszczonym niemieckim dziele przeciwlotniczym lub przeciwpancernym (trudno to zweryfikować), które tam dość długo stały, a które widzieli jako dzieci.

Huta rozgrabiona

W godzinach popołudniowych 20 stycznia kolumna czołgów oraz wojsko wkroczyło do Zawadzkiego przez betonowy most na szosie z Kolonowskiego do Zawadzkiego. Zagadką jest, dlaczego ten most, choć miał być, nie został wysadzony.

Żołnierze radzieccy po splądrowaniu i spaleniu niektórych budynków w Zawadzkiem, gdzie nie napotkali oporu, poszli dalej w kierunku Strzelec Opolskich. W mieście została utworzona radziecka komendantura wojskowa, a huta została zajęta przez wojskowych rosyjskich. Od stycznia do sierpnia 1945r. trwał demontaż wszystkich urządzeń huty. Czego Rosjanie nie mogli zdemontować, to zdewastowali np. kotły na kotłowni, czy transformatory na podstacjach elektrycznych oraz budynki administracji i hale produkcyjne.

Urządzenia z huty były transportowane na wschód do Rosji, przez Katowice lub Częstochowę, dlatego most za hutą był im potrzebny. Prawdopodobnie sami Rosjanie w miejscu starego zdemontowanego drewnianego mostu postawili nowy drewniany most, który większości powstał z elementów rozebranego, leżących nadal nieopodal na brzegu. Jeżeli nie oni, to w późniejszym czasie musiały to zrobić władze polskie.

Dalsze losy tego mostu, jak i zniszczonego są również ciekawe i zagadkowe. W korycie rzeki w tym miejscu brak śladów po fundamentach lub jakichkolwiek fragmentów betonowego mostu. Ostał się tylko betonowy przyczółek od strony lasu, a przyczółek betonowy na brzegu od strony huty jest również niewidoczny. Ktoś mi opowiadał, że po wojnie dwaj młodzi chłopcy zbierali niewybuchy i tam pod zawalonym mostem je detonowali, dopełniając jego zniszczenia. Czy tak było? Bardziej prawdopodobne jest, że po wojnie polscy saperzy wysadzili elementy zniszczonego mostu i wywrotkami wywieźli cały gruz z koryta rzeki.

Jest jeszcze inna ciekawostka związana z tym miejscem. Otóż kiedy zapadła decyzja o rozbudowie huty i wybudowaniu tu walcowni i ciągarni rur, pod koniec lat 50. biuro projektowe BIBROHUT Gliwice przygotowywało dokumentację pod tę wielką inwestycję. W pierwszych wersjach miała powstać na terenie starych zniszczonych hal walcowni huty. Ostatecznie postanowiono, że powstanie za starym zakładem w miejscu osiedla Klachocz oraz pól i łąk należących do mieszkańców tego osiedla i osiedla Pustki (dzisiejsza ul. Chopina). W miejscu baraków i hałdy oraz drogi na drewniany powojenny most, z lewej strony ul. Lublinieckiej, przy samym brzegu rzeki, miała być wybudowana stacja gazu czadnicowego. Dlatego w jednej z wersji z lokalizacji obiektów czadnic jest propozycja likwidacji drogi na drewniany most, a nowa trasa biegłaby po jeszcze dobrze zachowanej drodze do brzegu rzeki Mała Panew gdzie był wysadzony betonowy most. Dokumentacja tej wersji pochodzi z 1961 r., kserokopia jest w moim posiadaniu.

Burzliwa historia mostów w Zawadzkiem

Ponownie wykorzystanie drogi w kierunku na zniszczony betonowy most wiązało się zapewne z planami budowy tam nowej betonowej przeprawy. Ostatecznie wybrano pośrednią wersję z pozostawieniem drogi i drewnianego mostu. Po wybudowaniu Walcowni i Stacji Czadnic, od 1965r., po przejechaniu mostu od strony Dobrodzienia, droga kierowała się mocno w lewo. Każdy, kto tam pierwszy raz jechał, miał wrażenie, że wjeżdża się do zakładu. Podobnie wrażenie miało się od strony ul. Lublinieckiej, po przejechaniu mostu na kanale hutniczym.

Co działo się z mostem w następnych latach i dlaczego nastąpiła jego przebudowa, nie wiadomo. Pamiętam, że kiedy w 1978 r. przejeżdżałem rowerem przez ten most od strony Dobrodzienia, to był ostry podjazd, a z drugiej strony ostry zjazd oraz że był dość wąski, a za mostem droga zakręcała w lewo łukiem prawie 90 stopni. Most powojenny musiał już być w kiepskim stanie i na pewno nie spełniał wymogów dla ciężkiego transportu, dlatego dokonano jego nadbudowy. Na starej konstrukcji drewnianej dołożono metalowe nośne belki, na górze ułożono z belek drewnianą nawierzchnię, a poręczowanie wykonano z metalowych elementów. Przez ten most przejeżdżał peleton kolarzy biorących udział w Wyścigu Pokoju w 1981 r.

W latach 80. wzmożony ruch samochodowy spowodował, że postanowiono wybudować obwodnicę Zawadzkiego na kierunku Strzelce Opolskie – Lubliniec. Droga z Strzelec na skrzyżowaniu dróg Zawadzkie - Kolonowskie została przedłużona i w pobliżu Lyszczoka połączyła się z drogami do Kośmider i Pietraszowa. Po otwarciu tej drogi zamknięto ul. Lubliniecką dla ruch przejazdowego. Odcinek drogi od kanału hutniczego stał się drogą zakładową huty. W 1986 r. za mostem na kanale huty, przy ul. Lublinieckiej, powstała brama wjazdowa i wejściowa do huty Nr 2. Most drewniany został rozebrany, a nad brzegiem powstał betonowy płot ogrodzenia huty. Tak zakończyła się historia drogi przejazdowej ulicą Lubliniecką, a przede wszystkim mostów za hutą.

Jest jeszcze ciekawa mapa, która mówi również o historii pierwszego historycznego drewnianego mostu za hutą. Jest ona datowana na 1926 r., jednak pokazuje miejsce pierwszego mostu z ciekawą poprawką naniesioną przez kartografa. Wiadomo, że nowsze mapy zazwyczaj bazują na starszych i tutaj, jak i na poprzednich przytaczanych, wyraźnie widzimy, że meander ze starej mapy z 1859 r. nie istniał, a most Mała Panew płynęła tak, jak obecnie.

Na mapie jest jeszcze zaznaczony drugi drewniany most, który był nad kanałem odpływowym z huty na drodze Lublinieckiej. Most ten musiał być wybudowany w tym samym czasie, jak ten na Małej Panwi, więc około 1850 r. Dzisiaj jest tam betonowy most, który został wybudowany w latach 30. ubiegłego wieku.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Widok na betonowy most i Małą Panew od strony Pustek, 1942 rok

Budowa betonowego mostu, 1936 rok

Most drewniany po nadbudowie, poręcz uszkodzona po wypadku, 1980 rok


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
ReklamaHospicjum2022
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 7°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1012 hPa
Wiatr: 15 km/h

Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: WacławTreść komentarza: "Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska." Tym stwierdzeniem się przebierańcu ujawniłeś. Kto dał ci prawo relatywizowania krzywd? Nie wstyd ci tzw. ślunzoku? Ponadto cofnij się edukacyjnie do początków szkoły podstawowej z lat słusznie minionych jeżeli chodzi o znajomość historii i nadal gloryfikuj Armię Czerwoną.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 18:21Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim D Autor komentarza: ślunzokTreść komentarza: Co do "Tragedii Górnośląskiej".... Jestem ślązakiem, ale uważam, ze nie ma co tak bardzo płakać nad tamtymi wydarzeniami. Dlaczego ? Bo co robiły oddziały niemieckie w Babim Jarze ? , czy gdziekolwiek na terenach wschodnich ? To Niemcy wrzucali noworodki do płonących stodół, to NIemcy strzelali do ludności cywilnej klęczącej nad dołami. Armia Czerwona mściła się , jak każdy z nas w okresie wojny, gdyby mógł się mścił ! Kobiety płaczą, że były gwałcone , a kiedy stawiały opór były zabijane ? Straszne ! Co mogłyby powiedzieć dzieci wrzucane do ognia na wschodzie ? One nie miały wyboru.... Dla mnie " tragedia górnośląska" to małostka w porównaniu z tym, co NIemcy robili na wschodzie. Nie wiem, czy ich potępiać, czy nie. To była wojna i ich agresja była odpowiedzią na swój ból. Ślązaków i tak potraktowano łagodnie. Mogli ruscy całe wsieod razu palić. Nikt z Niemców nie wiedział co się działo na wschodzie ? Sobibór, Bełżec, Trblinka ? Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 21:52Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Nie do żadnej I ligi, nie do żadnego zaplecza! Nie róbcie z ludzi idiotów. Zawadzkie gra obecnie w IV lidze (ostatniej), niżej już nic nie ma i awansuje "tylko" do III ligi. Zamieszanie bierze się stąd, że PZPR (Polski Związek Piłki Ręcznej) pozamieniał nazewnictwo lig i I ligę nazwał Superligą, II ligę nazwał Ligą Centralną, a III ligę nazwał pierwszą ligą. Przy odrobinie większej inwencji nawet ostatnia liga mogła by się nazywać pierwszą, ale nie zmieniłoby to faktu, że nadał byłaby czwarta. Tak czy inaczej, gratulacje za awans i oby za rok kolejny awans, tym razem już do II ligi (tej prawdziwej)!Data dodania komentarza: 17.02.2026, 09:00Źródło komentarza: ASPR Zawadzkie wraca do I Ligi. Tak wyglądała droga do awansu S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta
Reklama
Reklama